Microsoft wyciąga dłoń na zgodę do Sony. To koniec konsolowych wojen?

microsoft-sony-wojny-konsolowe
PG Exclusive Publicystyka

Jest szansa na to, że gracze przestaną kłócić się i skończą się wojny konsolowe. Pytanie, czy Sony zależy na pojednaniu się z Microsoftem?

Wojny… wojny konsolowe nigdy się nie zmieniają. Jeszcze przed 2000 rokiem wybuchały w internecie dyskusje o to, która z platform jest lepsza, gdzie jest więcej gier i co bardziej opłaca się kupić. Te kilkadziesiąt lat słownych starć nie nauczyły ludzi, że jest wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich konsol. Ale to nie gracze wywołali globalny konflikt, nie oni odpowiadają za niekończącą się opowieść o podziałach i hejcie skierowanym na przeciwne obozy. Winnych wskazywać palcami nie wypada, ale każdy chyba wie, że tę zgrozę na świat zrzuciły, niczym tumany kurzu, Microsoft i Sony. Ich działania, chwytliwe slogany narzucające idee o tym, że w grach na wyłączność jest przyszłość, były pierwszą iskrą, która podpaliła w nas amoralne zachowania. Złość zrodzona z braku dostępu do gier z konkurencyjnej konsoli, zazdrość wywołana recenzjami i filmami udostępnianymi na Youtube – uznaliśmy, że tak trzeba. Jako osoby z zewnątrz nic więcej nie mogliśmy zrobić, tylko patrzeć, jak w naszym hobby wytyczane są granice przez wielkie firmy, które liczą pieniądze, a nie swoich fanów.

Gdy jedni kusili serią Gears of War, cudnymi wyścigami z logo Forzy i ongiś nazywaną królową strzelanek Halo, ci drudzy, bynajmniej obojętni na politykę ekskluzywności, przyspieszali tempo, wydawali jeszcze bardziej kozackie tytuły, podtrzymując status wojny. The Last of Us, Uncharted, Bloodborne, God of War i wiele więcej produkcji, których wymieniać nie chcę, by nie otwierać starych ran zabliźnionych u właścicieli Xboxa, stały się dźwignią handlową czy też pretekstem dla graczy, aby chwalić PlayStation i jej obiecywać wierność po wsze czasy. I ten stan wśród konsolowców nadal trwa. Składamy przysięgę pod jednym z adresów, żyjąc w zdrowiu i chorobie, które wynikają z obecności lub braku gier ekskluzywnych. A może przez ostatnie lata nawet bardziej doskwierały nam na przemian uczucia, raz ekscytacji a innym razem lęku, bowiem Sony kontynuowało swój wielki plan na exclusivy, zaś Microsoft… No właśnie, wojny konsolowe zyskały nową twarz, bo Phil Spencer sporo nawyczyniał od 2020 roku…

Microsoft kupuje sobie władzę

microsoft przejęcie activision

W ruch poszły duże pieniądze i niebezpieczne umowy. Microsoft sięgnął głęboko do kieszeni, rzucił na stół ciężkie nesesery wypełnione gotówką i przekonał Bethesdę (właściwie ZeniMax), by dołączyła do wielkiej rodziny. Tym samym “zieloni” przejęli kilkanaście marek, a w tym kilka newralgicznych dla całej branży – Doom, The Elder Scrolls, The Evil Within, Wolfenstein, Fallout. Efekty tego przejęcia już znane są użytkownikom PS5. Zaczęło się od “wykradnięcia” Starfield dla Xbox, a prawdopodobnie te same nici przeznaczenia utkano m.in. dla Hellblade 2 i Stalker 2 (o pozostałych przeczytacie w naszym zestawieniu gier ekskluzywnych na XSX i PS5). Wizja zdaje się być jeszcze bardziej upiorna, gdy przypomnimy sobie o gigantycznej fuzji Microsoftu z Activision Blizzard, która jest już zatwierdzona. Te dwie umowy są zapowiedzią kolejnych nieszczęść, fali zawiści o przyszłe gry zamknięte w klatce z Xbox Series i nowymi wcieleniami konsoli.

Czy taka właśnie czeka nas przyszłość? Coraz częściej będziemy czytać o tym, że ktoś kogoś kupił, przelicytował, namówił czekiem z dłuższą liczbą cyfr na czasową lub permanentną ekskluzywność gier? Byle mieć argument przeciwko konkurencji, że przedgeneracyjna obietnica – jak w czasie wyborów parlamentarnych – jest dobra na teraz i tuż przed premierą Xbox Gen Series 720 oraz PS6? Nie powinniśmy wykluczać takiego scenariusza, lecz istnieje też inna ścieżka, jeszcze nie wydeptana na tyle, by była widoczna dla oczy zwykłych graczy. Ta droga, a raczej most łączący Microsoft z Sony, budowany jest nieśmiało i przez niewielką ekipę. Póki co metaforyczna konstrukcja posiada tylko jednokierunkową linię prowadzącą z platformy Xbox do PlayStation, jednak być może to zaczątek czegoś bardziej złożonego.

Wojny konsolowe zakończy ubóstwo?

Otóż Microsoft wypuścił z klatki całkiem udane gry pokroju Scorn, High on Life – najpewniej umowa dotyczyła tylko wyłączności na 1 rok, więc to żaden gest. Aczkolwiek nieco później zapadły inne decyzje związane z wyswobodzeniem z okowów ekskluzywnych hitów Xboxa. Właściciele PS4 i PS5 przecierali oczy ze zdumienia, gdy w PS Store nagle wyskoczyły Pentiment, Hi-Fi Rush, Grounded (to już tytuły należące do zespołów Microsoftu). Niebawem gościem specjalnym będzie multiplayerowy szlagier, spędzający sen z powiek amatorom piractwa, Sea of Thieves. To już coś znaczy, te gry były czymś ważnym z perspektywy biblioteki Xboxa. Tak więc teoria o wyciągnięciu dłoni do odwiecznego rywala, chęci znalezienia wspólnej płaszczyzny do rozmów, przestaje być myśleniem życzeniowym? Najwyraźniej tak, ale to chyba nie ma nic wspólnego z szukaniem przyjaźni po latach. Ten proces należy rozumieć jako “specjalną operację wojskową”, która ma na celu zupełnie coś innego…

Co spowodowało, że Microsoft rezygnuje ze swoich aktywów? Podejrzewam, że miłość, ale nie tak jak twierdzą, że do graczy. Żywią uczucia do ich pieniędzy, do tych kopców niedostępnych po stronie Xboxa. A te góry zielonych dolarów są im potrzebne, gdyż problemy w branży gamingowej piętrzą się wraz z kłopotami ekonomicznymi. Przychody z Game Pass i ze sprzedaży konsoli nie były w stanie na dłuższą metę zaspokoić wydatków na produkcję gier ekskluzywnych i umowy na wyłączność ze studiami third-party. Co więcej, aby abonament był dla subskrybentów wciąż atrakcyjny muszą mieć nowe gry, toteż bez odpowiedniego budżetu zginą marnie. A to prowadzi do kolejnych reguł rządzących aktualnym stanem branży – tworzenie gier kosztuje coraz więcej, trwa coraz dłużej i jest coraz trudniejsze, ponieważ zmieniają się wymagania graczy. Mówimy więc o zamkniętym kole, które napędzają pieniądze i dlatego też Microsoft jest zmuszone szukać ich tam, gdzie wcześniej nie zamierzał stawiać stopy. Przyciśnięci do muru mogą wybrać mniejsze zło, czyli popełnią ekskluzywne hara-kiri na oczach lojalnych fanów. Niektórzy twierdzą, że nadchodzące gry z Xbox zostaną przeniesione na PS5. A co na to Sony?

Sony stawia na rozejm, ale z PC

Oczywiście, że konkurencja pozwoli na taki transfer, przyjmie z uśmiechem na twarzy wiadomość o Starfield, Hellblade 2 i innych reklamowanych megahitach w wersji na PlayStation 5. Sony wyciągnie dłoń do uścisku z Microsoftem, poklepie ich po pleckach, a może i nawet puszczą zalotne oczko, co by sobie pomyśleli, że się odwdzięczą szykując po cichu The Last of Us na XSX – ale tak się nie stanie. Japończycy doskonale wiedzą, że ich pozycja jest stabilna na rynku dzięki ekskluzywnym cudom, i gdy tylko puszczą je w obieg cały czar pryśnie. Wszak też muszą znaleźć dodatkowe źródło finansowania, lecz nie podejmą aż tak wielkiego ryzyka, by zatracić wszelkie argumenty. Trudno przewidzieć, co by się stało, gdyby z dnia na dzień wszystkie gry przeszły chrzest na multiplatformy i konsole zjednały się pod kątem oferty. Pozostały by tylko znaczki od marki, a te bez gier na wyłączność straciły by swoją moc przyciągania. Sony swojej szansy na przetrwanie szuka na bezpieczniejszym gruncie, gdzie od kilku lat starają się powiększać przychody. Tym nowym rajem na ziemi mają być pecetowcy, jakoby przyszli beneficjenci planu na jednoczesną premierę gier na PlayStation i PC.

W takiej sytuacji o kompletnym zwycięstwie nad polityką ekskluzywności nie może być mowy. Niby sukces połowiczny, bo gracze PlayStation mogliby skorzystać na słabości Microsoftu i ich problemach finansowych (o ile takie naprawdę mają). Jednak jak wtedy postrzegać graczy z Xboxem na półce? Dla nich wojny konsolowe nadal będą obowiązywać, co gorsza zyskają etykietę ofiary tych wojen i jeśli tak zadecyduje Microsoft, to nie wierzę, że gracze nie porzucą Xboxa jak zepsutą zabawkę. Co o tym sądzicie?

Grzegorz Rosa
O autorze

Grzegorz Rosa

Redaktor
Ekspert w dziedzinie "kombinatoryki" w grach i zarazem człowiek, który wybrał drogę antagonisty. Nie boi się pisać treści niewygodnych dla innych. Specjalizuje się w publicystyce wszelakiej, krytykowaniu słabych gier, filmów, a nawet ludzi. Jako jedyny na świecie grał już w Wiedźmina 4...
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie