Tak wierzę w Todda Phillipsa, że Joker 2 może być nawet animacją kukiełkową

Joker 2 może być musicalem. Ja wierzę w Todda Phillipsa
Felieton PG Exclusive

Rzadko zdarza mi się pokładać aż tak dużą wiarę w twórców, ale jeśli Joker 2 utrzyma poziom pierwszej części, to może być nawet musicalem.

Słowo „nawet” jest zresztą krzywdzące i dla Todda Phillipsa, i dla mnie samej. Przecież musicale lubię, o ile są dobrze zrobione. Zgoda, może i w pierwszej chwili na wieść o przeciekach mój umysł podsunął obraz Arthura Flecka jako Tewjego Mleczarza ze Skrzypka na dachu, śpiewającego „Gdybym był komikiem”. Po ochłonięciu dotarło do mnie, że przecież film muzyczny to nie musi być aż tak zły pomysł. Nowatorski, odważny, oryginalny, nietypowy – ale niekoniecznie zły. Właściwie to tak rozpoczyna się wprowadzanie każdej innowacji, a Todd Phillips wyraźnie nie boi się zmian.

Z dala od Bollywood

Reżyser pierwszego Jokera ma u mnie ogromny kredyt zaufania. Odrobinę może przerysowując, stwierdzam, że jestem skłonna obejrzeć wszystko, co tylko wyjdzie z jego warsztatu. Gdyby zekranizował instrukcję obsługi odkurzacza – oglądałabym. Gdyby uznał, że Joker 2 ma być filmem kostiumowym osadzonym w renesansowej Francji – bilety kupiłabym w przedsprzedaży. Choć niezupełnie po drodze było mi z jego wcześniejszym dorobkiem filmowym – z małym wyjątkiem, przyznaję, pierwszej części Kac Vegas – w moim odczuciu Joker odsłonił jego ukryty dotychczas geniusz. Jak dodamy jeszcze do tego doskonałą kreację Joaquina Phoeniksa, będę niemal piać z zachwytu. Oczekuję więcej takiego kina – i niech nawet będzie musicalem.

Będę zresztą bronić samych musicali. Dlaczego dziś tak chętnie oglądamy filmy nakręcone w większości na zielonym tle, a nie korzystamy z teatralnego dorobku? Na sam dźwięk słowa „musical” z jakiegoś powodu ludziom stają przed oczami memogenne produkcje bollywoodzkie, a nie porządnie zrobione, popularne, często oscarowe kino, jak choćby Sweeney Todd, La La Land, West Side Story, Tick, Tick… Boom!, Nędznicy czy Mamma Mia! wraz ze swoją kontynuacją. Skoro przyjęliśmy śpiewaną historię demonicznego golibrody z Fleet Street, dlaczego nie mielibyśmy zaakceptować w takiej wersji origin story jednego z największych złoczyńców uniwersum DC?

Studium szaleństwa

Nie byłoby chyba dużą przesadą, gdybym uznała, że Joker 2 jest jednym z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych filmów nadchodzących lat. Pierwszą częścią nadal jestem zachwycona. Choć zdecydowanie nie da się mnie określić jako fankę kina superbohaterskiego (z małym, lecz nostalgicznym wyjątkiem w postaci X-Menów), tu zdecydowałam się dać szansę złoczyńcy ze świata DC. Podczas seansu szybko jednak zapomniałam, że głównemu bohaterowi zdarzało się uganiać za przebranym za nietoperza człowiekiem w obcisłych rajtach; Joker jawi się w moich oczach jako całkowicie odrębny film i tym właśnie się broni. Mamy tu psychologiczne studium szaleństwa, w jakim stopniowo pogrąża się człowiek niezrozumiany przez swoje otoczenie. Gdyby w taki sposób robiono wszystkie filmy o superbohaterach, byłabym pierwsza na każdym seansie. Widzowie wolą jednak cyfrowo generowaną rozwałkę, w ramach której miasta ratuje się poprzez całkowitą destrukcję; mi zostaje więc czekanie na ewentualne perełki w stylu Jokera.

Jak na razie na temat kontynuacji nie wiadomo niestety zbyt wiele. Mamy datę premiery, podtytuł, poszlakę w sprawie umiejscowienia akcji i potwierdzony krótko przed publikacją felietonu angaż aktorki w roli Harley Quinn. Mimo wszystko po tak świetnej pierwszej części trudno nie wybiegać w przyszłość o te dwa lata i wyobrażać sobie, jak będzie wyglądała kolejna produkcja. I powiem, że zdaję się tu w pełni na Todda Phillipsa. Niech robi musical, western, animację kukiełkową – cokolwiek mu podpowie wyobraźnia. Ja na Jokera 2 czekam z niecierpliwością. Widzimy się za dwa lata!

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie