Dying Light na Nintendo Switch - PG

Recenzja Dying Light Platinum Edition na Switcha. Port warty świeczki, ale kosztem zapałek

Gra: Dying Light Platinum Edition na Nintendo Switch

Recenowana na: Switch

Dying Light Platinum Edition na Nintendo Switch to jedna z tych produkcji, która wyciska 100% z konsoli. Szkoda, że jest to dalej za mało, by w pełni cieszyć się grą – grą, którą śmiało mogę nazwać jedną z najlepszych przygód na Pstryczku.

Dying Light Platinum Edition – drugiej takiej gry nie ma na Switchu

Przyznam się na starcie, że Dying Light w wydaniu na Nintendo Switcha to moje pierwsze podejście do tego tytułu z początku 2015 roku. Warto to nadmienić, ponieważ mowa o porcie wieloletniej już produkcji, do której niejedna osoba będzie chciała powrócić. Niestety, poznanie historii Harram budziło u mnie jednocześnie sporo mieszanych odczuć. To świetna przygoda, która cierpi przez niedociągnięcia sprzętowe.

Wszystko z powodu ograniczeń urządzenia, na którym ogrywałem tytuł. Switch po prostu jest za słaba konsolą, by w pełni oddać najlepsze strony tego symulatora parkouru w świecie żyjących trupów. Wyróżniającą cechą Dying Light jest możliwość skakania, biegania i robienia efektownych akrobacji. Było mi niezmiernie przykro, gdy widząc wcześniej na YouTube te niesamowite animacje, spotkałem się ze smutną rzeczywistością. Na Switchu stałe (z minimalnymi spadkami) 30 fps nie wystarcza, aby w pełni responsywnie korzystać z tych umiejętności. Te niedogodności wynikają jeszcze z jednej rzeczy.

Dying Light Platinum Edition - panorama Harram

Sam nigdy nie byłem fanem sterowania gałkami analogowymi w produkcjach FPP. Mimo to, nieźle musiałem się nagimnastykować, aby dobrać odpowiednie ustawienia do osiągnięcia wygodnego sterowania. Przesuwanie suwaków w menu nie wystarczyło i skupiłem się na przekonfigurowaniu mojego kontrolera. Zbawieniem okazały się dodatkowe przyciski u spodu, które na szczęście mój egzemplarz pada posiada. Niestety dodatkowo jak na złość, brakuje obracania kamerą jak przykładowo w DOOM-ie z 2016 roku.

Sporo do życzenia pozostawia jeszcze jedna dość ważna sprawa, mianowicie grafika. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić lepiej wyglądającej gry z otwartym światem na “hybrydzie” Nintendo, ale… No właśnie. Obraz wyświetlany na ekranie konsoli i na matrycy telewizora po prostu jest brzydki, nieostry i ani przez moment nie potrafiłem się nim zachwycić.

Dying Light Platinum Edition - telewizor

Niemniej muszę przyznać, że deweloperzy musieli stawać niejeden raz na głowach, aby doprowadzić Dying Light Platinum Edition do obecnego stanu. Wizualia robią wrażenie jak na możliwości Switcha, a po prostu to on nie domaga. To tylko kolejny argument za tym, że machina Japończyków jest technologicznie zacofana i niezbyt nadaje się do ogrywania dzieł nawet sprzed prawie 7 lat.

Dying Light Platinum Edition - efekt flary

Platyna to za dużo. Dajcie mi wersję “Wood”

Platinum Edition to kompletna wersja gry, która zawiera dosłownie każde DLC, jakie do tej pory wyszło. Na pokładzie znalazły się nawet ukochane przez wielu The Following oraz Hellraid będące spadkobiercą anulowanego projektu Techlandu. Nie zapomniano także o specjalnych skórkach dla postaci oraz schematach na nowe przedmioty. Można powiedzieć, że PE jest niczym Super Smash Bros. Ultimate, ponieważ jest tu wszystko. I tu dochodzę do kolejnego problemu switchowego Dying Lighta.

Dying Light Platinum Edition - lista DLC

Jak wspominałem, jestem osobą, która podeszła do tej historii pierwszy raz w życiu, a w grach wideo ważne jest poczucie posuwania się do przodu i zyskiwania coraz to większej mocy. Kiedy to dostaje się najlepsze rzeczy na start i to w dość ekskluzywnej wersji, nie czuje się żadnej satysfakcji z otrzymywania tych ze standardowego wydania. Co z tego, że mogę odblokować w grze nowy ciuch, kiedy od początku mogę przywdziać neonowo świecące wdzianko? A tak właśnie jest w Dying Light Platinum Edition.

Dying Light Platinum Edition - menu główne

Dodatkowo w zestawie z grą dostaje się m.in. papierową mapę, na której pozaznaczane są wszystkie “znajdźki”. Wiadomo, nie trzeba przecież ani korzystać z tych podpowiedzi, ani nie trzeba ekwipować przedmiotów z DLC. Problem w tym, że jest taka możliwość i nigdzie nie jest ona opcjonalnie zablokowana. Sytuacja zupełnie inaczej by wyglądała, gdyby np. przed startem nowego zapisu można było wybrać, aby przynajmniej rzeczy z dodatków były otrzymywane stopniowo wraz z postępem gry.

Ten nietypowy “problem” tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to port stworzony z myślą o graczach, którzy kochają Dying Light, przeszli ten hit na innej platformie i chcieliby móc go przejść jeszcze raz, korzystając z największych atutów Switcha – grania raz na dużym, raz na małym, ekranie. Nie rozumiem jednak, dlaczego w takim razie nie pomyślano o współdzieleniu zapisu przynajmniej z wydaniem na PC. To jedyny “trop”, który wybija mnie z tego przekonania. Cóż, jak to mówią “wyjątek potwierdza regułę”.

Z powodu tych wszystkich mankamentów nie dziwię się, że Dying Light 2 będzie dostępne na tej konsoli tylko w wersji strumieniowanej z chmury. Szkoda, że o takim wydaniu nie pomyślano w przypadku “jedynki”.

Dying Light Platinum Edition tylko dla jednego grona odbiorców

Port Dying Light Platinum Edition na Pstryczka mogę polecić jedynie osobom, które nacieszyły się tym tytułem na którejkolwiek innej platformie. Pierwsze zderzenie z tym światem z wielu powodów może sprawić, że będziecie żałować, że nie zwiedzacie go np. na PC. Tam takie samo wydanie jest o 50 zł tańsze, a gwarantuję, że zaoferuje znacznie więcej przyjemności ze względu na płynniejszą rozgrywkę i wodotryski graficzne.

Dying Light Platinum Edition na Nintendo Switch

Port jednej z najlepszych gier Techlandu, który świetnie pokazuje problemy techniczne konsoli.

Szczyt możliwości Nintendo Switcha, który na wielu płaszczyznach pokazuje jak słaba technologicznie jest to konsola. Port ewidentnie skierowany jest do weteranów produkcji z innych platform. Nowym graczom polecam jednak znacznie ładniejsze i płynniejsze wydanie na PC.

3.5

Plusy:

  • Możliwość grania przenośnie i na TV w zależności od preferencji
  • Jedno z najbardziej napakowanych w zawartość doświadczeń na Switchu
  • Papierowa mapa dostępna przy zakupie fizycznego wydania
  • Wszystkie DLC w zestawie

Minusy:

  • Zawartość dodatkowa może popsuć poczucie progresji
  • Graficznie kłuje w oczy
  • 30 fps nie wystarczy, by oddać potencjał rozgrywki
  • Uciążliwe sterowanie, które ciężko współgra z parkourem
  • Brak dzielonego zapisu z pozostałymi platformami
  • Zmarnowany potencjał sterowania ruchowego
Michał Wieczorek
O autorze

Michał Wieczorek

Redaktor
Od najmłodszych lat pasjonat game devu i miłośnik gier Nintendo. Oprócz tego hobbistycznie kolekcjonuje dużo niepotrzebnych, geekowskich gadżetów. Co drugi weekend student game designu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie