10 serii filmowych, które zasługują na powrót. Te produkcje muszą wrócić!

10 serii filmowych, które zasługują na powrót. Te pozycje chcemy zobaczyć
Kultura PG Exclusive Publicystyka

Pamiętacie jakieś filmy młodości albo dzieciństwa, które powinny wrócić? Bo ja tak i jest ich naprawdę sporo. W niektórych drzemie gigantyczny potencjał, a w innych po prostu czuć niewykorzystane szanse. Sporo serii skończyło się przedwcześnie. Oto 10 serii filmowych, które zasługują na powrót!

Żyjemy w ciekawych czasach. Wielu producentów – gier wideo, filmów i tak dalej – przypomniało sobie o tym, co kiedyś było popularne. Ochoczo wraca się do dawnych marek. Czasami to remake’i, czasami rebooty, a czasami niespodziewane kontynuacje. Wiele cykli żyje po dziś dzień, ale… mogłoby już w końcu dać za wygraną. Nowe Halloween mogło skończyć się na pierwszej części trylogii, a o Gwiezdnych Wojnach aż szkoda gadać… Wiele jest niewypałów, ale nie ma co się zrażać. Nadal powinniśmy trzymać kciuki za powroty, na które liczymy.

Nie chodzi tu wyłącznie o to, aby zalewać nas niezliczoną ilością „odgrzewanych kotletów”. Uwielbiane serie mają jednak to do siebie, że zawsze pobudzą swoich fanów. Byłoby fajnie, gdyby okazało się to „pozytywne pobudzenie”, a nie zażenowanie kolejną próbą zgarnięcia pieniędzy od fandomu. Na poniższej liście nie zawarłem żadnych marek, które oficjalnie wracają w formie kolejnych filmów, jak choćby Obcy, Martwe Zło, Predator, Shrek czy choćby Star Wars.

Jeśli jakieś serie miałyby powrócić, to zapewne wiele osób nie obraziłoby się, gdyby to były właśnie te marki.

Top 10 serii filmowych, które zasługują na powrót (kolejność przypadkowa)

  1. Piątek 13-go
  2. Piraci z Karaibów
  3. Władca Pierścieni
  4. Mumia
  5. Rambo
  6. Koszmar z ulicy Wiązów
  7. Nieśmiertelny
  8. Van Helsing i potwory Universala
  9. Kill Bill
  10. Dredd

1. Piątek 13-go

Niegdyś bodaj najpopularniejsza ikona wśród horrorów. Jason Voorhees po dziś dzień jest jednym z największych symboli gatunku grozy i tą postacią, której po prostu nigdy się nie zapomina. Przed laty filmy z serii były tak popularne, że cały cykl szybko poszedł na dno. Fajnie obejrzeć kampową szmirę w stylu „Jason zabija na statku kosmicznym”, ale od czasu mało udanego remake’u nie dostaliśmy nic nowego. Czemu?

W tym przypadku to akurat oczywiste – problemy prawne. Twórcy ikony kina grozy przez lata toczyli boje w sprawie praw do uniwersum. Dlatego też w międzyczasie dostaliśmy wyłącznie jedną grę, która i tak już nie funkcjonuje. Obecnie uważa się kryzys za zażegnany, a Jason najwyraźniej znalazł już swój właściwy dom. Istnieje niezliczona ilość niewykorzystanych pomysłów, a nawet całych scenariuszy i nieudanych pitch’ów. Wiemy na pewno, że dostaniemy prequel w postaci serialu Crystal Lake od Peacock i A24. Mówi się też o remake’u, reboocie lub kontynuacji, ale… nic nie jest pewne. A na film zdecydowanie zasługujemy!

2. Piraci z Karaibów

Absurdalnie popularna seria Disneya nie może pochwalić się każdą, równie dobrą częścią, ale to nadal kawał świetnego blockbusterowego kina. Johnny Depp stał się ikoną kina, a piraci to dość mało popularny motyw dla filmowców. Nic więc dziwnego, że od dawna fani proszą o więcej. Wielka bitwa między Deppem a Amber Heard zdecydowanie nie pomogła i choć sam aktor został w zasadzie oczyszczony z większości zarzucanych mu czynów, nadal w Hollywood wiele domów produkcyjnych patrzy na niego spode łba. Disney, jako jeden z najbardziej postępowych producentów, także najwyraźniej nie jest zainteresowany kolejną współpracą z aktorem.

Dlatego też coraz więcej mówi się o potencjalnym reboocie cyklu w postaci damskiej wersji. Pomysł sam w sobie może i nie jest zły, ale w sieci znajdziemy tony niepochlebnych opinii od widzów. Patrząc na podobne pomysły i to, jak się skończyły (np. Ghostbusters), nietrudno się temu dziwić.

3. Władca Pierścieni

Dostaliśmy Hobbita, ale ten nie okazał się nowoczesną wersją Władcy Pierścieni. Z kolei Pierścienie Władzy od Amazona powrócą z drugim sezonem, choć w tym przypadku pojawia się równie wiele zarzutów na temat jakości. Fani potrzebują kolejnych filmów z tego świata! Być może ponowne opieranie się na Władcy Pierścieni nie byłoby zbyt trafionym pomysłem, ale Tolkien to przecież płodny twórca. Silmarillion, Dzieci Hurina, a także potencjalnie nieskończone pole do własnych pomysłów – jest w czym wybierać. Skąd więc taka ignorancja twórców filmowych, nadal udających, że fantasy nie jest w cenie?

Po części mają w tym rację. Fantasy to trudny gatunek filmowy, bardzo dziś niepewny i stosunkowo mało popularny, opierający się w dużej mierze na miłości nieco starszych widzów, wychowanych na tego typu książkach, filmach czy nawet grach. Jedno dobre Dungeons & Dragons wiosny nie czyni. Widzowie zasługują na ponowny boom na kino fantastyczne!

4. Mumia

Najbardziej popularna i uwielbiana seria filmów przygodowych to Indiana Jones – co do tego nie ma wątpliwości. Tylko że przygody Indy’ego się już definitywnie skończyły, a my nie mamy żadnego następstwa. Niby jest Uncharted, ale nie oszukujmy się – pierwszy film na podstawie gier okazał się wielką klapą. Nie mam więc zaufania do twórców i kondycji tej marki na polu kinematografii.

Dawniej była za to Mumia. Pierwsza część to w moim odczuciu jeden z najlepszych filmów przygodowych w historii, potencjalnie nawet lepszy od niewypałów z „większej” serii jak choćby Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki. Brendan Fraser był genialnym głównym bohaterem tego typu kina. Druga część udała się tylko troszkę mniej udana, a sam nawet uwielbiam Grobowiec Cesarza Smoka, tak zresztą zjechany w recenzjach. Skoro po latach Fraser wrócił na salony, być może jest jeszcze miejsce, aby powrócić, choćby w ramach jednego filmu do tej kultowej tak naprawdę marki?

5. Rambo

To kontrowersyjny wybór, bo chyba oczywiste jest, że nie ma mowy o Sylvestrze Stallone w głównej roli. Sam aktor niedawno jednak wybrał swojego potencjalnego następcę – Ryana Goslinga. Powrót do uniwersum nękanego koszmarami żołnierza w formie pełnego rebootu stawiającego na młodzieńcze lata uwielbianego bohatera kina akcji miałby jednak sens. Jeśli aspekty psychologiczne w scenariuszu zajmowałby tyle samo miejsce, ile czysta rzeźnia – to mogłoby się udać!

Ostatni film Rambo nie należy jednak do tych udanych, a stanowi raczej próbę zaserwowania fanom oficjalnego pożegnania. John Rambo z 2008 roku pokazuje jednak, że uniwersum ma potencjał, bo dziś mało produkuje się filmów akcji z tak wyraźnym akcentem na gore, jednocześnie nie zapominając kompletnie o scenariuszu.

6. Koszmar z Ulicy Wiązów

Wyobrażacie sobie surrealistyczny horror psychologiczny, w którym przez cały seans ani bohaterowie, ani nawet widownia, nie wiedzieliby, czy coś jest prawdziwe, czy to senne mary? Ja tak i uważam, że Koszmar z Ulicy Wiązów zasługuje nie tyle na nowe remake’i czy rebooty, a kompletne rozrośnięcie się uniwersum w stylu Martwego Zła. Ja wiem, że Freddy Krugger to postać kultowa, lecz da się z całej tej koncepcji wycisnąć znacznie, znacznie więcej. Tak naprawdę można spodziewać się wszystkiego, skoro cała idea serii opiera się na sennych koszmarach. Doprawdy mało jest tak prostych, a jednocześnie diabelsko skutecznych koncepcji – jeśli zaśniesz, możesz już się nie obudzić. Daje to spore pole do popisu, a także potencjalnie niekończące się pole do wykorzystania kreatywności.

Niestety w Hollywood mało popularne są świeże pomysły. Jeśli kiedyś dostalibyśmy nowy film z cyklu, obawiam się, że stanowiłby raczej odgrzewanie formuły slashera, a nie sięgnięcie po coś kompletnie nowego. A szkoda, bo da się z tego wykrzesać wiele.

7. Nieśmiertelny

Seria Nieśmiertelny to wielka klasyka kina fantasy z lat 80. Jest oczywiście klimatycznie kiczowaty i dość pompatyczny, ale kochany przez fanów po dziś dzień. Wspominałem już, że dziś kino fantasy nie ma lekko, a Nieśmiertelny to kolejna marka, która zasługuje na powrót. Obraz z Christopherem Lambertem w głównej roli doczekał się wielu kolejnych odsłon, ale… żadna z nich nie była jakoś szczególnie udana. Nie znaczy to, że seria powinna dać się zapomnieć – mamy do czynienia ze świetnie wykreowanym pomysłem na całe uniwersum, które po prostu gdzieś zaginął w pomrokach dziejów.
Już jakiś czas temu potwierdzono, że remake jest faktycznie w drodze i to z Henrym Cavillem w głównej roli! Brzmi fantastycznie, tylko że jest mały problem. Od dawna o projekcie jest cicho. Wręcz niepokojąco cicho. Nie wiemy, czy dalej powstaje, więc uznałem, że jego bardzo niepewny los zasługuje na wzmiankę na tej liście. Oby jednak się udało!

8. Van Helsing i potwory Universala

Tak, wiem – to dość dziwny twór na tej liście. Nie mówimy tu przecież o konkretnej serii filmowej, a o całym uniwersum. Universal Studios w latach 20. i 30. wydawało na świat kolejne gotycko-podobne obrazy mające wspólny mianownik, czyli humanoidalnego potwora w centrum konfliktu. Dzięki temu dostaliśmy absolutne klasyki w postaci Frankensteina, Draculi, Potwora z Czarnej Laguny i tak dalej. Ten okres działalności studia znany jest jako „Universal Monsters”. Po około 90 latach Universal postanowił wrócić do tego uniwersum w postaci nowej marki, aspirującej do bycia „horrorowym Marvelem”, zwanym „Mrocznym Uniwersum”.

Pierwszy film z serii to Dracula: Historia Nieznana, ale nie wyszło, bo było kiepsko. Postanowiono więc, że cykl rozpocznie jednak reboot Mumii z 2017 roku, lecz to było jeszcze gorsze. Reszty się domyślacie, bo Universal porzucił pomysł tej franczyzy. A co było, gdyby się udało? Więcej gotyckiego kina grozy, filmów przygodowych, a nawet i potencjalnych kontynuacji w klimacie Van Helsinga z Hugh Jackmanem. Cała nowa seria, odświeżająca kultowe klasyki. Szkoda, bo potencjał jest absurdalnie gigantyczny.
Na margniesie zaznaczę, że serię Mumia zawarłem na tej liście osobno, bo po prostu stanowi swoistą „serię w serii”. Co ciekawe, tamten film z Brendanem Fraserem także był remake’iem. Tylko że wtedy akurat się udało.

9. Kill Bill

Zapewne uznacie to za kontrowersyjny wybór, bo bez Quentina Tarantino za sterami najpewniej taki projekt by się w ogóle nie udał. Ceniony amerykański reżyser połączył charakterystyczną dla siebie rzeź z klimatem azjatyckich filmów walki, wydając na świat jeden z najlepszych revenge movies w historii. Druga część zaskoczyła, bo była równie dobra, a pod paroma względami nawet lepsza. Czy jednak potrzeba „trójki”? Niby nie, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że cykl ten wręcz błaga o wskrzeszenie.

Obecność marki na tej liście podyktowana jest niestety tym, że nic takiego się nie wydarzy, a przynajmniej nie przez kolejne wiele lat. Tarantino obecnie pracuje nad rzekomo ostatnim filmem w karierze i nie jest nim Kill Bill 3. Po części to może i dobrze, ale patrząc na dzisiejsze fandomy dawnych klasyków, zapewne wiele osób ucieszyłoby się na wieść o definitywnym końcu marki, z tymi samymi bohaterami, skupionym fabularnie na wydarzeniach po wielu latach. Coś jak „Old Man Logan”, ale bardziej w kontekście „Old Girl Uma Thurman”.

10. Dredd

Przyznam, że szczerze trudno było mi wymyślić 10. pozycję na tej liście. Myślałem nad wieloma marka, które były kiedyś popularne albo chociaż ja darzę je sympatią – Ghost Rider (ale niby ma wrócić!), Matrix, a nawet niedokończony nigdy cykl na podstawie Millenium Stiega Larssona. Finalnie padło jednak na uniwersum Dredda. Nie tylko dlatego, że to po prostu świetne komiksy, ale głownie przez zadziwiająco udany remake z 2012 roku, który nadal pozostaje jednym z najlepszych filmów akcji wydanych po 2000 roku. Jest naprawdę fantastyczny, ale idiotyczny marketing zabił serię (oby nie!) na dłuższy czas. Karl Urban jest świetny w tej roli, Mega-City One to brudna, ale i piękna wylęgarnia patologii, a każda scena akcji przesycona jest pieczołowitością, charakteryzującą najlepsze filmy tego gatunku.

Niestety, nikt prawie nie wiedział, że film w ogóle wychodzi, reklam za bardzo nie było, a nawet fani nie nastawiali się pozytywnie na ten obraz. Do tego tytuł… “Dredd 3D”. Dopisek “3D” na końcu zniechęcił sporo osób, nawet w momencie największego boomu na tę technologię. Warto też przypomnieć sobie oryginał z 1995 roku ze Stallonem w głównej roli, ze względu na który zaliczam te filmy jako “serię”, choć to w zasadzie dwie, niepowiązane ze sobą bezpośrednio pozycje z tego samego uniwersum. Twórcy Dredda myśleli nad kontynuacją, były pomysły na rozwijanie cyklu, ale nie wyszło, bo hajs się nie zgadzał. W 2017 roku zapowiedziano serialową adaptację komiksów, lecz do tej pory jest o niej w zasadzie cicho.

Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie