Wiedźmin 3 – recenzja na Nintendo Switch. Mobilna perełka

Ekipa CD Projekt RED zdecydowała się dokonać niemożliwego – przygotować port swojej bardzo wymagającej gry na sprzęt świeży, lecz technologicznie oddalony o jedną generację. Czy operacja przebiegła pomyślnie? W skrócie odpowiedź brzmi „tak”, lecz nie bez komplikacji. Wiedźmin nie wygląda tak rewelacyjnie jak na mocniejszych platformach, jednak przenośna konsola Nintendo służy mu bardzo dobrze.

Wiedźmin 3: Dziki Gon na Switcha może nie prezentuje się imponująco, ale nigdy nam tego nie obiecywano. Kiedy tylko REDzi obwieścili szykowanie portu, momentalnie odezwały się głosy pełne obaw: tak mały sprzęt nie udźwignie naszego poczciwego Wieśka. CD Projekt RED odpowiedział: „potrzymaj mój napitek” i ruszył galopem na spotkanie ze Saber Interactive. Studio za oceanem miało już doświadczenie w portowaniu Mortal Kombat 11 na Switcha i podjęło się również tego zadania. Należą im się gromkie brawa. Gra się płynnie, a klatki rzadko spadają poniżej trzydziestki. Co prawda zdarzają się momenty, kiedy płynność nurkuje na kilka sekund, ale dzieje się to zwykle podczas oskryptowanych cutscenek. Poza tymi momentami płynność rozgrywki zasługuje na pochwałę.

Sukces portu na Switcha to zasługa kilku sztuczek, o których wspomniał manager ds. public relations CD Projekt RED Radek Grabowski na życzenie portalu Kotaku. Konsola Nintendo podczas dokowania może wygenerować maksymalną rozdzielczość 1920×1080 pikseli. W tym przypadku nie udało się utrzymać takiej rozdzielczości, ale opuszczono ją do 1280×720 pikseli, czyli klasycznego HD. To nie wszystko, bowiem zastosowano „dynamiczną rozdzielczość” pozwalającą Switchowi na downscalling podczas zbyt dużej ilości renderowanych obiektów na ekranie.

To samo dzieje się podczas grania w terenie. Zamiast maksymalnych 720p, zmniejszono liczbę pikseli do 540p i też wprowadzono „dynamiczną rozdzielczość”. Wiem, że brzmi to jakby rozdzielczość skakała nam przed oczyma niczym zabugowana Płotka na płocie (tak, nadal się to zdarza), ale niczym się nie przejmujcie, bo cały zabieg jest zupełnie niezauważalny. Co więcej, wygląda to bardziej na problem z wgrywaniem niektórych tekstur niż drastyczne redukcje rozdzielczości. Liczy się efekt, a ten ponownie na plus.

Przed włączeniem Wiedźmina na Swtichu miałem obawy, że zbyt mały interfejs zepsuje przyjemność w podróży po świecie. Na szczęście nic z tych rzeczy nie nie dzieje – wszystko się pięknie skaluje: mapa, opisy zadań czy rozmiar czcionki są wystarczająco duże. Nieźle wypadają też ekrany wczytywania. Na załadowanie całkiem nowego zapisu gry sprzęt Nintendo potrzebuje mniej więcej 40-50 sekund, korzystanie z szybkiej podróży to często mniej niż połowa z tego czasu. Bywa, że oczekiwanie potrafi się dłużyć, ale na szczęście nie dokonujemy pełnego wczytania zapisu gry za każdym razem, tylko korzystamy z opcji uśpienia konsolki, która momentalnie wybudza się i w ciągu kilku sekund gramy dalej. W przypadku Wiedźmina również działa to bardzo dobrze.

Jeśli naprawdę czegoś brakuje Wiedźminowi 3 na Switcha, to są to detale. Pola i lasy nie są już tak bogate w trawy i liście powiewające na wietrze. Morskie fale nie uderzają już tak ochoczo o piękne, piaszczyste brzegi. Do tej listy należy dorzucić momentami niewygrywające się tekstury. Całość jednak na 6,2 calowym wyświetlaczu prezentuje się dobrze i miałem nieustające wrażenie, że rozdzielczość 960×540 pikseli do grania w terenie jest przyzwoita.

Jak to wygląda po podłączeniu konsoli do stacji dokującej? Cóż, tutaj jest gorzej, znacznie gorzej. Duży telewizor tylko uwypukla brak detali i gorsze tekstury. Konsola robi co może, ale muszę powiedzieć wprost, że rozdzielczość 720p w 2019 roku budzi we mnie niedosyt. Prawda jest taka, że Wiedźmin 3 w wersji na Switcha, ogrywana na większym telewizorze, kłuje w oczy. Nikt Switchowi jednak nie odbierze jednego: mobilności. Dlatego nie ma co narzekać, tylko wypiąć konsolę ze stacji dokującej, podpiąć Joy-cony i ruszać w podróż. Tym bardziej, że Wiedźmin 3 wytrzymuje rozsądne 2 godziny i 40 minut na jednym ładowaniu. Co można zrobić lub gdzie dojechać w tym czasie? To już zostawiam waszej wyobraźni.

Port Wiedźmina 3 na Switcha zasługuje na pochwałę. Niby nie jest to największe osiągnięcie w dziejach gamingu, ale sam fakt, że ktoś tego dokonał, budzi uznanie ze względu na warunki sprzętowe konsoli Nintendo. O największym jak dotąd hicie CD Projekt RED napisano już w zasadzie wszystko, a wersja Nintendo Switch to nadal ten sam staruszek Geralt  i ta sama naprawdę świetna produkcja. Do tego okazało się, że świetnie sprawdza się poza domem. Gra naszpikowana jest dużymi zadaniami na kilkadziesiąt minut, ale też wieloma małymi aktywnościami, idealnie nadającymi się do zaliczenia w ciągu kilkuminutowego oczekiwania na tramwaj. Warto przypomnieć, że wersja na Switch to nie tylko podstawowa gra, lecz również rozszerzenia fabularne Serca z Kamienia oraz Krew i Wino, a oprócz tego cała dodatkowa zawartość wydana po premierze gry.

W maju tego roku Wiedźmin 3: Dziki Gon ukończył 4 lata. Gdybym pisał ten tekst w 2015 roku, jest wielce prawdopodobne, że jego tytuł brzmiałby: „Już nie musisz decydować, czy grać w Wiedźmina czy wyjść z domu”. Teraz, gdy większość już w niego zagrała, taki nagłówek nie miałby większego sensu. Jeśli jednak dotychczas nie miałeś czasu albo/i dużo podróżujesz, nie pytaj mnie czy warto, bo znasz moją odpowiedź: zdecydowanie tak. Kończę pisanie i wracam do grania w terenie. Wam polecam zrobić to samo.

Plusy:
+ Stabilność i płynność gry
+ Kolejny udany eksperyment CD Projekt RED
+ Odpowiednio skalujący się interfejs i czcionki
+ Dosyć stabilne 30 klatek animacji na sekundę
+ Wiedźmin 3 i Switch idą ze sobą w parze

Minusy:
– Braki w detalach
– Za niska rozdzielczość na dużym ekranie
– Spadek płynności podczas cutscenek

Ocena: 4/5

Michał Śladewski

Michał Śladewski

Na codzień dziennikarz i marketingowiec, w wolnym czasie pasjonuje się wszystkim co dostarcza wrażeń wizualnych. Samouk montażu wideo i miłośnik nowych technologii. Najchętniej życie poświeciłby na zwiedzaniu dalekich zakątków i uwiecznianiu fauny (serio!). Przygodę z grami zawdzięcza bratu i jego Commodore. Co lepsze PC czy konsola? Kiedyś fan blaszaka, dzisiaj konsoli – bo wygodniej na kanapie.