Serial Cleaner – perełka wśród polskich indyków

0 komentarzy

Serial Cleaner od polskiego studia Draw Distance to gra pełna pomysłów. Choć tytuł ma już kilka lat na karku, to wciąż potrafi zaskakiwać!

Polskie gry wideo to – jak mówi tytuł książki Marcina Kosmana – nie tylko Wiedźmin. Nasza rodzima scena twórców gier jest dość rozległa i nie ogranicza się tylko do bardziej reklamowanych produkcji.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na dość szeroką pulę tytułów niezależnych od naszych rodaków. Mamy wśród nich takie hity jak Blair Witch i Green Hell, ale znajdą się też mniej znane perełki pokroju We. The Revolution czy Serial Cleaner.

Ten ostatni tytuł powinien przykuć Waszą uwagę. Choć innym, wymienionym powyżej grom nie można odmówić pomysłu i dobrej realizacji, to właśnie zręcznościowa skradanka od Draw Distance jest małym, nieoszlifowanym diamencikiem.

Gra zadebiutowała na rynku trzy lata temu, ale wciąż warto o niej mówić, bo jest też o czym. Wkrótce doczekamy się kontynuacji w postaci Serial Cleaners, ale nie oznacza to, że jej pierwowzór nie jest wart Waszego czasu.

Jest też jeszcze jeden powód, dla którego o tej grze piszemy teraz i dopiero teraz. Chcemy bowiem częściej na naszych łamach poruszać tematykę ciekawych gier, które niekoniecznie są z głównego nurtu AAA, a które po prostu podobają się naszym redaktorom i o których dość często wspominamy w naszych rozmowach. Nie mamy tutaj specjalnego klucza wyboru, ale pewni możecie być, że tego rodzaju materiały, będą się u nas pojawiać jeszcze częściej. Mamy nadzieję, że ta koncepcja Wam się spodoba!

Serial Cleaner to dokładnie przemyślany projekt

Za powstaniem gry nie stoi żadna głębsza historia czy natchniony pomysł. Michał Mielcarek – szef Draw Distance – przyznał w wywiadzie, że Serial Cleaner jest owocem prostej idei i analizy rynku.

Jeden z pracowników studia po prostu podrzucił reszcie zespołu swój pomysł na tematykę gry. Idea spotkała się z aprobatą, ale została dokładnie przemyślana nim trafiła na ekrany monitorów. Studio jednocześnie było świadome swoich mocnych stron i słabości, więc nie zamierzało specjalnie kombinować.

Serial Cleaner to dzieło, które idealnie wpasowało się w dotychczasowy dorobek Draw Distance. Wcześniej studio pracowało nad dość wymagającymi zręcznościówkami 2D i podobnie jest w przypadku SC. To gra dość szybka, całkiem trudna i z ciekawym pomysłem na siebie. Do tego dochodzi dość prosta oprawa i oto jest – kolejna gra Draw Distance. Co ważne, nie odbiera jej to w żaden sposób uroku.

Michał Mielcarek przyznał też, że z początku gra miała wyglądać nieco inaczej, lecz jej ostateczną formułę rozgrywki uznano za potencjalnie najbardziej atrakcyjną. Tak jak wspomniałem wcześniej – Draw Distance postawili na kreatywność połączoną z dokładną analizą rynku.

Zwiastun jednej z pierwszych gier Draw Distance, znanego wcześniej jako iFun4All

Zabij waść, a ja posprzątam

Pomysł jednego z programistów jest w istocie tym, na co wskazuje tytuł gry. To produkcja opowiadająca o sprzątaniu na miejscach krwawych zbrodni. Sprawa jest o tyle ciekawa, że tam, gdzie dzieje się akcja, znajduje się już policja, a protagonista musi niezauważony pozbyć się dowodów i ciał.

Brzmi skomplikowanie? W istocie sama rozgrywka nie jest specjalnie rozbudowana, choć daleko jej do miana prostej. Sporo tu sprzeczności i najprościej będzie powiedzieć, że Serial Cleaner to gra typu „easy to play, hard to master”.

Założenia zabawy są stosunkowo nieskomplikowane. Ot, bierzemy udział w fabularnej „odprawie” i wyruszamy na miejsce zbrodni, aby posprzątać po naszych zleceniodawcach z kryminalnego półświatka.

Naszym głównym narzędziem jest odkurzaczo-myjka (?) usuwająca krew z podłoża i… kieszenie głównego bohatera. Tak, Seryjny Czyściciel zbiera pistolety i inne niebezpieczne narzędzia w kieszeniach swojego płaszcza i chyba nie sprawia mu to większego kłopotu, bo chętnie rzuca przy okazji zabawnymi komentarzami. Głupie? Bardziej klimatyczne i – na swój makabryczny sposób – urocze.

Takich sympatycznych smaczków jest w grze więcej i myślę, że nikogo nie zdziwi fakt, że zwłoki nieszczęśników również trafiają w dość nietypowe miejsca. Bagażniki i szyby wentylacyjne to ulubione skrytki naszego (anty)bohatera i denaci raczej nie mogą liczyć na godny pochówek.

Serial Cleaner wciąga jak bagno

Jeśli rzucimy okiem na portfolio Draw Distance to zauważymy, że ich pierwsze gry były dość trudne. Nie inaczej jest w tym przypadku. Choć nie jest to jedna z tych, które wybudzą wasze wewnętrzne demony i nauczą masy nowych, nieprzyzwoitych słów, to gwarantuję, że niektóre poziomy stanowią spore wzywanie.

Stróże prawa badający miejsce zbrodni mają dość nieprzewidywalne ścieżki działania, a schwytanie całkowicie resetuje postęp na danym poziomie. Bez punktów kontrolny, bez szybkiego zapisu. Jeśli popełnisz błąd, to musisz liczyć się z konsekwencjami.

Mimo dość częstych porażek i powtarzania poziomów trzeba przyznać, że gra nie wywołuje u grającego poczucia frustracji. No, przynajmniej nie tak często, aby mogło ono psuć zabawę. Każda przegrana boli, ale przy okazji motywuje do szlifowania umiejętności. Tak, to jedna z tych produkcji, przez które popadniecie w syndrom „jeszcze jednego podejścia”…, które przeciągnie się o dodatkowe kilkadziesiąt minut.

Nie oznacza to jednak, że policjanci występujący w Serial Cleaner należą do szczególnie inteligentnych. AI przeciwników jest delikatnie mówiąc słaba, choć można to usprawiedliwiać konstrukcją gry.

Za przykład niech posłuży następująca sytuacja – podniosłem ciało z zamiarem wrzucenia go do bagażnika i jeden z policjantów wypatrzył mnie, jak przekradałem się z denatem przez krzaki. Rozpocząłem więc szaleńczą ucieczkę do kryjówki (przyczepy kempingowej) przed którą zostawiłem czarny worek z trupem. Oczywiście pościg zakończył się natychmiastowo, a stróż prawa spojrzał z politowaniem na worek i przyczepę, a następnie powrócił do patrolu.

Serial Cleaner PG

Klimatyczna i pełna uroku prostota

Serial Cleaner zwraca na siebie uwagę nie tylko ciekawym pomysłem na rozgrywkę, ale też oprawą wizualną. Grafika jest tutaj dość minimalistyczna, co dodaje grze wdzięku i pozwala skupić się na tym co najważniejsze, czyli rozgrywce.

Mimo to odwiedzane przez nas plansze są całkiem różnorodne i choć nie zdarzy Wam się piać z zachwytu nad pięknymi krajobrazami czy szczegółowymi animacjami, to jest po prostu ładnie i estetycznie, a przy tym nienużąco.

Grze nie można też odmówić klimatu. Lata siedemdziesiąte, gangsterzy, slapstickowi policjanci i czarny humor. Tak, inspiracje Pulp Fiction i innymi filmami osadzonymi w tej epoce są widoczne już na pierwszy rzut oka, a charakterystyczny klimat tej dekady wręcz wylewa się z ekranu.

Atmosferę nie tylko widać, ale też doskonale słychać. Muzyka przygrywająca w tle każdej z plansz jest przesympatyczna, pełna epokowych odniesień i choć niespecjalnie zapada w pamięć, to jest jednak bardzo przyjemna.

Serial Cleaner a oszczędna w środkach fabuła

Jeśli graliście w Hotline Miami, to pierwsze uruchomienie gry od Draw Distance będzie dla was dość znajome.

Fabułę Serial Cleaner poznajemy pomiędzy planszami w krótkich dialogach i podczas eksploracji domu protagonisty. Historia nie jest przesadnie skomplikowana. To raczej standardowa opowieść o mafijnych długach i nie ma tu nic, czego wcześniej byśmy nie widzieli w innych tego typu dziełach kultury.

Powiem szczerze, że historia niespecjalnie mnie wciągnęła. Nie jestem fanem cyklicznego dawkowania graczowi fabuły i kompletnie nie miałem ochoty śledzić rozwoju wątku głównego. Wchodzenie w interakcję z przedmiotami w mieszkaniu jest dość monotonne i nieco wyrzuca z rytmu rozgrywki.

Pochwalę za to żarty, które autentycznie bawią i nieraz uśmiechałem się pod nosem. Czarne poczucie humoru – jak nietrudno się domyślić – występuje tu dość licznie i jeśli odpowiada wam ten typ sposobu rozśmieszania, to będziecie zadowoleni.

Przy okazji warto wspomnieć o znajdźkach i dodatkowych trybach zabawy, które nieco wydłużą (dość krótki) czas potrzebny do przejścia gry. Możemy odblokowywać kostiumy i brać udział w specjalnie przygotowanych wyzwaniach.

Co więcej, Serial Cleaner wykorzystuje Real World Data. Sprawia to, że podczas rozgrywki za dnia będziemy doświadczać nieco innych warunków, niż decydując się na nocną sesję. W nocy wszystkie wydawane przez nas dźwięki będą lepiej słyszalne, ale za to wzrok przeciwników będzie nieco ograniczony. Ot, ciekawostka.

Serial Cleaner to nie tylko rozrywka, ale też świetne źródło życiowych mądrości 😉

Sprzątanie dobre jak nigdy

Serial Cleaner potrafi denerwować, ale ostatecznie jest bardzo dobrą grą, która zbyt szybko się nie zestarzeje. Zręcznościowe mechaniki są dość uniwersalne, a oprawa będzie wyglądać świetnie nawet za kilka lat. To odprężający tytuł, który zapewni Wam kilka godzin świetnej zabawy i jeśli lubicie tego typu produkcje, to naprawdę gorąco polecam.

Gra wyszła na właściwie wszystkie możliwe platformy (poza urządzeniami z systemem Android) i bardzo łatwo wyrwać ją za grosze na promocji. Jeśli chcecie sprawdzić opus magnum deweloperów z Draw Distance, to teraz jest na to idealna pora.

W 2021 roku doczekamy się kontynuacji w postaci Serial Cleaners, które stawia na zupełnie inny styl oprawy i nieco zaktualizuje założenia rozgrywki. Ja już nie mogę się doczekać.

Jakub Stremler

Miłośnik kultury bardziej i mniej popularnej. Fan Hideo Kojimy, literatury weird fiction (Lovecraft, Poe, Ligotti!) oraz dobrej muzyki. Gra właściwie we wszystko. Od sandboxów, przez RPG, aż po tytuły indie z najgłębszych zakamarków Steam. Ceni sobie oryginalne pomysły, dobre, odważne historie i stronę artystyczną produkcji. Przygodę z grami rozpoczął od drugiego Turoka, przeszedł fazę zatwardziałego pecetowca, a następnie konsolowca, tylko po to, żeby skończyć jako gracz multiplatformowy.
Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się