Zwiastun GTA VI niesie jedną, ważną wiadomość dla graczy

GTA VI uratuje fanów gier singleplayer. Rockstar ma jasną wiadomość
Felieton PG Exclusive

Rockstar za pomocą oczekiwanego od lat zwiastuna GTA VI wysyła graczom i innym twórcom jasną wiadomość: „Nie skończyliśmy z grami singleplayer i możecie szykować się na coś potężnego”. I choć to niejedyny deweloper, który praktykuje tworzenie tego rodzaju gier, to w jego przypadku jestem pewny, że udźwignie brzemię.

Mówcie o pierwszym zwiastunie GTA VI co chcecie, ale dla mnie to piekielnie optymistyczny sygnał. I nie mówię tu jedynie o jakości samej gry, która zapowiada się diabelnie klimatycznie. Jasne, niektórzy w sieci starają się tu znaleźć dowody na rzekome „woke” Rockstara albo narzekają, że jakiś taki klimat rodem z Saints Row. Ja tam z kolei widzę nie tylko perfekcyjną niemal satyrę na współczesną rzeczywistość Florydy, ale także dość smutne podsumowanie społeczeństwa czasów dostępu do sieci tak powszechnego, że aż otumaniającego. Używam samych pozytywów, a – jak niektórzy może wiedzą – z serią Grand Theft Auto nie za bardzo mi po drodze.

Tylko tym razem nie będę dywagował na temat potencjalnej jakości grafiki, pomysłów twórców, montażu trailera czy tego, ile „tyłków” i „cycków” tam widać. Nie, teraz sięgnijmy po ukryte znaczenie całego materiału. No bo wiecie… zwiastun skupia się wyłącznie na trybie singleplayer. Nie, żebym był zaskoczony – wręcz tego oczekiwałem, a fani pewnie poczuliby się rozzłoszczeni, gdyby oficjalnej zapowiedzi gry towarzyszyło też coś związanego z grą-usługą, jaką może być nowe GTA Online. Mimo wszystko Rockstar jawnie pokazuje, że zależy mu na wykreowaniu kolejnej fantastycznej kampanii dla jednego gracza i do tego pewnie z budżetem tak wielkim, że wszystkim zakręciłoby się w głowach.

GTA VI uratuje gry singleplayer?

Hola, hola – nie chcę bezpośrednio twierdzić, że to akurat Grand Theft Auto VI uratuje nastawione na fabułę gry singleplayer. Rockstar robi jednak coś innego, nieco podobnego, ale zdecydowanie lepiej zapowiadającego na przyszłość – daje do zrozumienia, że robienie takich tytułów ma dziś sens, a budżety liczone w setkach milionów dolarów (jeśli nie więcej…) mogą faktycznie pójść na rozwinięcie nie gry-usługi czy kolejnego potencjalnego sieciowego bestsellera, a właśnie tytułu z kampanią. Ciężko dziś wyrokować, czy będzie to faktycznie produkcja „fabuła przodem, tryb multi potem”, ale jeżeli GTA V czegoś nas nauczyło, to właśnie tego, że tak jest. Po części.

Wszystko dlatego, że wielu fanów „piątki” po dziś dzień nie może poradzić sobie z faktem braku jakichkolwiek dodatków fabularnych do gry. Czy na nie zasłużyła? Oczywiście! Czy potrzebowała? Nie aż tak, ale byłoby miło. I nie dostała. W zamian za to Rockstar od 10 lat nieustannie rozwija GTA Online, będące dla nich żyłą złota. I to taką prawdziwą, której po prostu wstyd nie eksploatować. Niby super, bo fani tego trybu mają nową zawartość, producent ma pieniądze, ale co z entuzjastami single’a? No, mogą tylko narzekać i raz na jakiś czas odświeżać sobie kampanię.

Mimo wszystko jej jakość, przywiązanie do detali, zadania, wykreowane postacie i w zasadzie wszystko inne nie tylko jest z segmentu najwyższego standardu, ale również stanowi marmurowy szkielet samego Online. Gdyby nie tak udany tryb single, nie byłoby Online, a więc i wieloletnich graczy oraz „szmalu”. To właśnie single stanowi kamień węgielny sukcesu „piątki”, w tym trybu dla wielu graczy. Jeżeli coś z tego wynika, to najpewniej fakt, że deweloperzy przywiązują lwią część uwagi właśnie do dopracowania kampanii w „szóstce”. Mówcie, że to wróżenie z fusów, ale mało który producent jest aż tak świadomy jak Rockstar.

Gry „z fabułą” nie zginęły

Jak już wspomniałem, nie jestem zaskoczony, że firma na bijącym rekordy popularności zwiastunie pokazała przede wszystkim setting gry i to, co potencjalnie czeka nas w fabule. To oczywiste, bo gdyby było inaczej, gracze już na pewno upewniliby się, że Rockstar pójdzie do rozum do głowy. Mało kto jednak zwraca uwagę na ten prosty, choć oczywisty detal. Skoro Rockstar nadal, po 10 latach od premiery poprzedniej części i trzepania kasy na Online ma odwagę zachęcać fanów rozgrywki singleplayer, to tak naprawdę jednoznacznie pokazuje, że przed tego typu zabawą jest świetlana przyszłość.

Zewsząd słychać postękiwania graczy, którzy zalewani są grami-usługami. Wiele z tego typu pozycji to absolutne śmieci i twierdzę to z pełną powagą i świadomością tych słów. Eskapady wielkich producentów w te rejony często owocują tym, że im się po prostu nie udaje. Ubisoft ma problem, aby stworzyć swoją własną „definitywną” grę-usługę, a sporo kasy zarabia na… Assassin’s Creed Valhalla. Aha, czyli wsparcie gier single też się jednak opłaca?

Assassin's Creed Valhalla - Świt Ragnaroku - cover art

Problemy branży AD 2023

Capcom nie potrafi w multi (nie licząc Monster Hunter), problemy ma też Square Enix, a Embracer od pewnego czasu narzeka, że nie ma na czym zarabiać, bo nakupowało różnych studiów. I choć ten ostatni przykład nie jest aż tak związany z grami-usługami i niewypałami, nadal pokazuje, że branża targana jest problemami. Z czego budżety i finanse to jeden z największych.

I w tym momencie do sali wbiega Rockstar, cały na biało. Jasne, mówimy o studiu będącym absolutnym „top of the top” w gamedevie. I do tego o serii, która jak żadna inna może chwalić się popularnością. Tylko pamiętajcie, że GTA VI to tytuł, który bezsprzecznie pochłonie niesłychany budżet. Z kolei Online cieszy się zainteresowaniem, o którym konkurencja może tylko pomarzyć. I to 10 lat po premierze. To jasne, że bardziej opłacałoby się im postawienie na tryb multi, a tymczasem pierwszy zwiastun ich gry skupia się właśnie na trybie singleplayer. A gracze za pomocą wyświetleń, hype’u i całego tego medialnego szumu dają do zrozumienia, że tego właśnie oczekują.

Nie tylko Rockstar

W tym wszystkim nie można zapomnieć o innych głównych krzewicielach gier singleplayer nastawionych na fabułę. Wiadomo, że PlayStation jest jednym z nich, choć ostatnio miewa podobno problemy. Firma chciałaby wydać udane gry-usługi, ale wiele razy słyszymy, że nagły zwrot w tym kierunku nie był zbyt pożądany przez ich studia. Pojawiają się problemy, niepewność i brak zrozumienia tego gatunku. Gdybyście poprosili szefa włoskiej kuchni przez lata przygotowującego najlepsze dania w mieście o zrobienie schabowego, kto wie, czy danie sprostałoby oczekiwaniom? Mniej więcej tak jest z PlayStation.

Na razie jednak firma radzi sobie świetnie. Wciąż dostajemy gry pokroju Spider-Man 2, kolejnych części Horizon, The Last of Us czy God of War. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość, ale jeśli kosztem gier singleplayer nie zacznie się fala gier-usług, to dobrze. Innym problemem jest niezrozumienie mechanizmu ich działania.

Flagowym przykładem jest tutaj Blizzard. Diablo IV, Overwatch 2, a nawet kolejne części Call of Duty bez przerwy denerwują graczy oczekujących dobrego doświadczenia singleplayer lub chociaż spokojnej rozrywki bez natłoku mikropłatności. Tymczasem niemal każda kolejna gra Blizzarda stanowi przykład wręcz odwrotny do GTA VI i pokazuje, że może i warto byłoby robić dobre gry skupione wokół fabuły, ale po co, skoro można wyciskać z graczy każdy grosz?

Diablo IV oferuje zbroję dla konia za 270 zł. Niczym w Oblivion

Inni tylko doją, a co z GTA VI?

Call of Duty: Modern Warfare III oferuje bodaj najgorszą w historii serii kampanię singleplayer. Activision nawet nie kryje się z tym, że chce po prostu zarabiać, a cała fabuła to sklejony w Edytorze Fabuł CoD © efekt uboczny, żeby tylko zamknąć jadaczki fanom single’a. Liczy się tylko multi, a najlepiej to Warzone i to, co oferuje sklep w grze. I nawet jeżeli GTA VI również postawi mocny akcent na rozwijanie trybu Online, możemy być pewni, że kampania nie zawiedzie. A przynajmniej nie powinna, bo mówimy o studiu, które zawsze trafia do celu. I widzę to nawet ja, czyli człowiek mający nie po drodze z kolejnymi grami GTA. Activision może więc z podziwem patrzeć na to, że można i „trzepać hajs” i dać graczom to, na co liczą.

Jeśli więc ze zwiastuna Grand Theft Auto VI płynie jakiś morał, jest bardzo prosty. To przesłanie dla graczy, że dostaną, czego chcą i dla innych studiów, że dziś warto robić nastawione na fabułę. Oczywiście nie chodzi o to, że od GTA VI zależy ich przyszłość, bo nawet najlepsze gry tego roku pokazują, że ma to sens. Baldur’s Gate 3, Alan Wake 2, Zelda, Resident Evil 4 Remake, Mario Wonder – wszystko to tytuły stricte singleplayer. I choć na końcu niemal każdego z nich jest cyferka, nadal są one doceniane i powszechnie wielbione.

Najlepsze gry roku 2023 pokazują szkodliwy trend w branży

Gry nastawione na fabułę nie umierają

Najwięksi giganci pokroju Sony (postawienie na gry-usługi), Activision (te „złe” gry-usługi), SEGA (anulowane Hyenas), a nawet Valve (CS2) czy Epic Games (Fortnite) mogą patrzeć na to, jak bardzo fani spragnieni są dobrych single’ów. No ale przynajmniej w większości zarabiają od groma szmalu, więc dla nich chociaż tyle dobrego.

Gracze z kolei nie powinni się martwić, bo GTA VI ma potencjał na pokazanie kolejnego, wspaniałego i pieczołowicie zaprojektowanego wirtualnego świata, z linią fabularną godną tej legendarnej serii. To też jasny sygnał dla innych twórców: „róbcie dobre fabuły, bo tym przekonacie graczy”. Zarabiać da się sporo, jasne, ale czy naprawdę warto poświęcać temu cały kreowany od lat wizerunek? Czy nie lepiej wydać nowe Call of Duty z absolutnie mistrzowskim trybem singleplayer, który zachęci fanów tej rozrywki i może sprowokuje nawet ich do wydawania pieniędzy w trybie multi? Bo wiem, że tak też może się zdarzyć.

Wystarczy tylko zrozumieć dzisiejsze oczekiwania graczy, którzy mogą skakać od jednego tytułu multiplayer do drugiego, ale to właśnie tę jedną, wspaniałą i chwytającą za serce fabułę zapamiętają na lata albo na zawsze. Docenią, pochwalą, a nie chcąc odchodzić od gry z tak miłymi wspomnieniami, być może będą nadal grać w multi. Tak jak to ma miejsce od 10 lat, z GTA V.

Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie