Wiedźmin w 2,5D lub Cyberpunk jak Hotline Miami. Tak widzę nową grę studia CD Projektu

Wiedźmin vs Cyberpunk 2077
Felieton

CD Projekt RED podzielił się swoim rozkładem jazdy na 2022 rok. Wśród planów polskiego giganta pojawiła się ciekawa informacja na temat niedawno nabytego studia The Molasses Flood. Deweloperzy z USA mają zająć się produkcją gry na bazie jednej z marek należących do twórców Wiedźmina i Cyberpunka.

Z lupą na stronie The Molasses Flood

No właśnie, co to takiego może być? Wiadomym jest, że oddział z Bostonu pracuje nad niezapowiedzianą produkcją. Oznacza to, że nie ma mowy w tym wypadku o trybie multiplayer do Wiedźmina 3 czy Cyberpunka 2077. Argumentem za tym jest również lista z ogłoszeniami o pracę ze strony studia. Wśród obecnie poszukiwanych osób na kilkanaście stanowisk widnieje praktycznie przy każdym informacja o wymaganym doświadczeniu przy silniku Unreal Engine 4 lub 5 i pracy przy rozgrywce wieloosobowej. Jak wiadomo, wymienione hity RED-ów opierają się o REDengine, co automatycznie wykreśla wspomniany scenariusz.

Ze strony karier można wyciągnąć kilka innych cennych informacji. Najbardziej rzuciło mi się w oczy to, że poszukiwany Level Designer powinien być obyty zarówno w „normalnym” projektowaniu poziomów, ale także i w tym proceduralnym. To od razu nasunęło mi myśl, że The Molasses Flood może tworzyć grę z nieskończenie losowymi levelami, tak jak ma to miejsce np. w The Binding of Isaac, Dead Cells czy Enter the Gungeon.

Niestety, choć wolnych stanowisk jest jeszcze sporo, nie ma tam konkretów dotyczących świata przedstawionego nadchodzącej produkcji. Jednak dość łatwo odróżnić klimat fantasy Wiedźmina od cyberpunkowych przedmieść. Nie mam też dobrej wieści dla osób, którym w brzuchach burczy z powodu wyczekiwania na ten tajemniczy tytuł. Na liście poszukiwanych pracowników znalazło się kilka fuch o charakterze zarządzania całymi zespołami. Bez takich osób ciężko mówić na ten moment o zaawansowanym etapie prac, więc na premierę gry będzie trzeba jeszcze długo poczekać. A skoro mamy wszyscy tyle czasu, to dobrze go spożytkować na małym gdybaniu nad tym, czym może być to dzieło niedawnego nabytku CD Projektu.

Wiedźminśka platformówka 2.5D lub klasyczny RPG w rzucie izometrycznym

Zaznaczę to od razu, by nie było wątpliwości, że The Molasses Flood z pewnością nie robi gry 2D. Po prostu Unreal Engine się do tego nie nadaje. Oczywiście ów silnik obsługuje robienie „płaskich gier”, ale jego narzędzia są wyspecjalizowane w 3. wymiarach. Nic nie stoi na przeszkodzie, by jednak wykorzystać trójwymiarowość do stworzenie tzw. efektu 2.5D, czyli użycia modeli 3D i ustawienia kamery idealnie z boku dziejącej się akcji. Tak się składa, że idealnie łączy się to z jednym indykiem, o których wcześniej była mowa – Dead Cells.

Wyobraźcie sobie Geralta biegającego po proceduralnie generowanych jaskiniach i lochach czy nawet otwartej przestrzeni, by wykonywać wiedźmińskie zadania. Jeśli byłaby to istna kalka Dead Cellsów, ale z elementami zaczerpniętymi ze świata Sapkowskiego, to wróżę temu pomysłowi masę pieniędzy dla RED-ów ze sprzedaży gry. A i REDzi się ze Switchem ostatnio zaprzyjaźnili w przypadku portu Wiedźmina 3. Konsola Nintendo to istna maszynka do sprzedaży takich gier. Wiadomo, że CeDeP to korporacja, a korporacje zarabiają pieniądze. 10 mln sprzedanych Wieśminów w 2021 roku, z czego pewnie spora liczba właśnie na Pstryczku, to dobra podstawa, by dalej inwestować w tę platformę.

A co powiecie na bardzo klasycznego RPG-a w rzucie izometrycznym jak w Baldur’s Gate? Geralt albo nawet grupa wiedźminów mogłaby polować na kolejne stwory lub okładać ludzi stalowymi mieczami. Jakby nie patrzeć, w takiej formie mechaniki znane z głównej serii jeszcze lepiej by się sprawdziły, niż w moim pomyśle z poprzedniego akapitu. Dało się je przecież przełożyć do mobilnego Monster Slayer’a à la Pokemon GO, a do typowego RPG-a powinno być jeszcze łatwiej. Zastanawiam się tylko, czy jest dziś jeszcze na tyle dużo fanów takiego podejścia do gatunku, by się to kalkulowało CD Projektowi.

Wezmę na premierę 10 sztuk Hotline Miami w świecie Cyberpunka

Jak nie Wiedźmin, to pozostaje Cyberpunk 2077, bo raczej nikt zapomnianego They reaktywować nie będzie. Pozostańmy w temacie spluw, krwawych masakr i tony muzyki elektronicznej. Może będziecie się ze mnie śmiać, ale słysząc o tych rzeczach w pierwszej kolejności pomyślałbym „Hotline Miami”, a nie o najnowszej produkcji RED-ów. Skojarzenie jednak jest bardzo dobre, ponieważ te elementy idealnie wpasowują się do obu części cyklu wydanego pod banderą Devolver Digital.

Gry z perspektywą top-down dziś może nie cieszą się aż taką popularnością jak kiedyś, ale od tego typu produkcji zaczynało sporo marek. Przecież pierwsze części GTA właśnie działały w ten sposób, a seria brutalnego Hotline Miami dała nowe życie takim produkcjom. Wyobraźcie sobie, że The Molasses Flood wyciągnęłoby wszystko co najlepsze z produkcji o zamaskowanych psychopatach, wsadziło tam świat Cyberpunka i ewentualnie zabrałoby natychmiastową śmierć od większości uderzeń. W końcu nie każdy musi być fanem trudnych gierek, a kłamstwem nie będzie, że w Hotline’ach głównie się właśnie umiera. Mi to brzmi na przepis na istnego top-sellera.

I choć The Molasses Flood jest jednym ze studiów CD Projektu, gracze będą widzieć przede wszystkim CD Projekt przy tej nieogłoszonej jeszcze grze. W związku z tym będą spore oczekiwania względem deweloperów odnośnie poziomu i jakości ich wiedźmińskiej lub cyberpunkowej produkcji. Gracze oraz media prędko nie zapomną rozczarowania, jakim był Cyberpunk 2077 na premierę, a nasza duma narodowa w swoim portoflio ma też niewypał pokroju Wojny Krwi: Wiedźmińskich Opowieści. Z całego serca życzę amerykańskim deweloperom, by ta klątwa nie przeszła i na nich, a my – konsumenci otrzymamy świetny produkt na miarę wysokich oczekiwań.

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie