Niedoceniane gry z ostatnich 10 lat

Grzegorz Rosa

Człowiek niewielu talentów i wielu wad, ale podobno umie grać w gry…

0 komentarzy

TOP 10 najbardziej niedocenionych gier dekady

Zdarza się, że rewolucyjne pomysły, świetna grafika, poważna fabuła czy wyjątkowy artyzm działają negatywnie na sukces gry. Zobacz, które z produkcji zapłaciły za oryginalność najwyższą cenę.

Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat pojawiły się gry, zasługujące na o wiele więcej miłości niż otrzymały. To trochę tak jak z niektórymi artystami, których twórczość dopiero po śmierci zaczęła być postrzegana jako coś wspaniałego. Czy i tym razem wystarczy zaczekać kolejne 10 lat? Mało prawdopodobne, ale w natłoku mainstreamowych produkcji może zaczniemy dostrzegać ich oryginalność. Tymczasem rzućcie okiem na naszą listę największych ofiar losu w branży game-dev.


1. RYSE: Son of Rome

Ryse son of rome

W chwili premiery RYSE była jedną z najładniejszych gier 3. gen. konsoli Xbox i niedługo potem również na PC. Stało się to jednocześnie jej przekleństwem. Liczne grono graczy rozpatrywało produkcję Crytek wyłącznie w kategoriach wymagającego benchmarku. A szkoda, bo nieziemskiej – jak na tamte czasy – oprawie graficznej wtórowały inne elementy, opracowane o niebo lepiej niż we współczesnych tytułach. Podkreśliłbym dobrze rozpisany wątek zemsty, gdzie fabularny rozmach dorównuje niemal Gladiatorowi.

Nie da się zapomnieć także głównego bohatera, Mariusa Titusa, któremu kibicuje się do samego końca jego podróży. I wreszcie wisienka na torcie, czyli brutalne starcia dające niesamowitą satysfakcję po rozprawieniu się z całą kohortą legionistów czy też pogańskim bossem.


2. Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści

Wiedzmin wojna krwi

Na słowo Wiedźmin polskie serca biją mocniej, ale nie zawsze. Najlepszym tego przykładem jest spin-off serii, opowiadający o losach innego bohatera. Fani nie docenili zmiany formatu gry na karciane RPG, ani kreatywności CDPR w logicznych zagadkach. Czy słusznie postawiono kreskę na Wojnie Krwi? Powiem tak, przeszedłem ją 2 razy i myślę, że ta gra broni się wszystkim.

To świetna historia, lawirująca między zdradą, bohaterstwem, lojalnością. Rzec można bardziej literacka od tej z Wiedźmina 3 (za sprawą narratora) i wciągnęła mnie równie dobrze. Podobnie system walki i rozwiązywania zadań zawarty w gwincie – jest przyjemną odskocznią od klasycznej potyczki z mieczem w ręku. Rozgrywka cierpi czasem na poziom trudności, stając się zbyt łatwa, ale balans wyrównują interesujące zagadki, wymagające analizy kart. Zdaje się, że Thronebreaker ma tylko jedną wadę. Za mało w grze Geralta i może dlatego została spisana na straty.


3. Outward

Outward

Nie macie wrażenia, że współcześni gracze stają się coraz bardziej leniwi, przez co zanika optymalny poziom trudności? Wszędzie jakieś podpowiedzi, znaczniki na mapie, prowadzenie za rączkę; byle było ładnie i efektownie. Z tego trendu chcieli wydostać się twórcy Outward, czyli RPG-a, który nawiązuje do „starej szkoły”, np. Gothica. Kolokwialnie mówiąc, zrobili grę trudną, trochę drewnianą i z naciskiem na realizm.

Skupia się bardziej na motywie podróży i survivalu niż zwrotach akcji czy częstych walkach z potworami. W tym przypadku unikanie wroga jest lepszym rozwiązaniem, bowiem o śmierć dwa razy prosić napotkane monstrum nie trzeba. I między innymi za to oberwało się grze niskimi ocenami. O Outward powinniśmy mieć lepsze zdanie, choćby przez wzgląd na tryb kooperacyjny, niemal niedostępny w grach z tego gatunku.


4. Spec Ops: The Line

Spec Ops The line

Z pozoru akcyjniak jakich wiele, z przeciętnym systemem strzelania, małą różnorodnością w lokacjach i żołnierskim klimatem. Ale kurczę, takiej fabuły mogą pozazdrościć nawet reżyserzy ambitnego kina. Jeśli znane jest Wam określenie „mindfuck, to tutaj pasuje jak ulał.

Kto by pomyślał, że uda się tak rewelacyjnie przetłumaczyć literacką zadumę z Jądra Ciemności na język gry. W growym materiale bije niespotykana filozofia dotycząca zasadności wojny, natury ludzkiej. I co zaskakuje, przesłanie uderza w nas dopiero po czasie, po wystrzeleniu kilku tysięcy pocisków, zdetonowaniu rakiety czy zabiciu osób uznawanych za wrogów. Spec Ops: The Line pod płaszczykiem strzelaniny TPP sprzedaje nam naprawdę ważne treści, rzadko poruszane w grach. No i jeszcze ten Dubaj, spowity w burzy piaskowej i gorączce. Mimo dość jednolitego krajobrazu wojny na tle sponiewieranych wieżowców, to drugi bohater historii, wręcz zachwyca apokaliptyczną ekspozycją.


5. Titanfall 2

Titanfall 2

Bez dwóch zdań, Titanfall 2 to największy pechowiec zestawienia. O jego losie nie zadecydowała jakość, a czynnik zewnętrzny. Twórcy zaryzykowali z datą wypuszczenia gry do obiegu, wrzucając ją między swoisty młot a kowadło – 7 dni po premierze Battlefield 1 i tydzień przed Call of Duty: Infinite Warfare. Dwie konkurencyjne marki, prawdziwe tuzy gatunku, zjadły zasięgi reklamowe, ukradły klientów i tym samym skazały kontynuację Titanfall na wygnanie.

Pomimo wysokich ocen i globalnych pochwał, Titanfall 2 miał przerąbane już na samym starcie. Co jest dość paradoksalne, bo właśnie ta gra powinna rzucać cień na B1 i COD:IW. Oferowała świeże doświadczenia w gatunku FPS, z rozbudowaną mechaniką gry Tytanami oraz lepiej skrojoną kampanią dla jednego gracza. Gdyby tak porównać wszystkie zalety gier, to tylko w poziomie grafiki i trybie multi godnym rywalem był Battlefield 1. Niestety często bywa tak, że miarę tytułu wyznacza pozycja na rynku a nie jego zawartość.


6. L.A. Noire

L.A Noire

Ponad 5 mln sprzedanych kopii, kilka nagród (w tym BAFTA) i wielka afera wieńcząca rozwód Team Bondi z Rockstar Games – słodko-kwaśne dziedzictwo pozostawiła po sobie L.A. Noire. Z jednej strony udało jej się odnieść sukces komercyjny i artystyczny, jednakże jestem przekonany, że zasługuje na większe nagłówki. A szczególnie ten jeden: „Najlepsza gra detektywistyczna w historii”.

Mówimy o solidnym rzemiośle, z rewolucyjnymi pomysłami. Dużymi literami winniśmy pisać o tym, jak realistycznie przedstawiono pracę detektywa. Jest niemal jak w rzeczywistości, a więc rutyna przede wszystkim. Tu podlega ona pod uważne zbieranie dowodów, słuchanie oraz czytanie mimiki twarzy podejrzanych i świadków. Od umiejętności komunikacyjnych gracza, a nie rozgrywki, zależy wyjaśnianie śledztwa. Czegoś takiego wcześniej nie było. Seria Sherlock Holmes to przy tym Akademia Policyjna. Już nawet nie wspominam o precyzyjnym ujęciu czasu akcji, głębokim nurcie noir czy zazębiającej się intrydze. L.A. Noire trafia w punkt ze wszystkim, oprócz przedziwnego finału.


7. The Last Guardian

The Last guardian

Koleje losu The Last Guardian przypominają mi nieco pewną historię gry z pędzącym pociągiem do stacji Hype. Wiem, to zupełnie inne formaty produkcji, o różnym budżecie i obietnicach. Aczkolwiek w jednym i drugim przypadku oczekiwania wzrastały wraz z przedłużającą się produkcją gry. Różnica między nimi polega na tym, że CDPR po drodze wykoleił się z wielkim hukiem, zaś Japan Studio i GenDesign dojechali starą lokomotywą. Niestety, dowieźli grę zacofaną graficznie i zbyt artystyczną dla szerokiej publiczności.

To, co najbardziej wyróżniało TLG (AI wiernie naśladujące zachowanie zwierzaka) okazało się aż za rzeczywiste. Trud włożony przez deweloperów mogli w pełni docenić tylko ci, którzy opiekowali się kiedyś „futrzakiem” i wiedzą jak rodzi się więź między człowiekiem a zwierzęciem. To było niemałe osiągnięcie w temacie gier, lecz jak wiemy w tej branży trudno o właściwą publikę.


8. Mad Max

Mad Max

Setting gry może zdziałać cuda, nawet, gdy rozgrywka nie wyrasta ponad przeciętność. Taki właśnie jest Mad Max. Trochę surowy, niedopieszczony w kwestii strzelania, zawartości świata, głównej fabuły i bohatera. Po odhaczeniu z listy tych punktów w normalnych warunkach grę wyrzucilibyśmy do kosza i zapomnieli o jej istnieniu. Co większość na pewno uczyniła, myśląc o niej jak o mainstreamowym ekskremencie. A to błąd, bo o wiele lepiej smakuje niż wygląda, dzięki sandboxowej iluzji, inspirowanej klasyką kina akcji.

W cyfrowym świecie brakuje charyzmy Gibsona, postaci z duszą. Mimo wszystko gra ma to coś, ten pierwiastek świata przelany wprost z oryginału. Urzeka scenerią, postapokaliptycznym klimatem, nieodłączną symbiozą samochodu z bohaterem. Monotonia zwiedzania pustkowia zderza się z niezłym systemem craftingu, walką i wyścigami w trakcie burzy piaskowej, co czyni z niej grę dobrze oddającą charakter filmu.


9. Obcy: Izolacja

Obcy Izolacja

Najbardziej przerażający horror w jaki grałeś/aś to: (tu wstaw tytuł). Nie wypełniłbym tego pola czołowym przedstawicielem gatunku Resident Evil lub Silent Hill. Ciśnienie tam jest, ale na poletku budowania klimatu i faktycznego przerażenia mistrzostwo popełniono według mnie w Obcym: Izolacji. Skala strachu utrzymuje się w grze dość długo, wywołując ambiwalentne uczucia wobec długich sesji. Tym bardziej immersję potęguje widok z pierwszej osoby, przez co emocje są jeszcze silniejsze.

Będę zapierać się nogami, że właśnie o to chodzi w horrorach i trudniej o lepszy przykład. To nie tylko idealny horror, ale również najlepsza gra na podstawie filmowego uniwersum. Potwierdzają to oceny, recenzje i wypowiedzi graczy. Niestety, kolejny raz mamy dowód na to, że nawet wybitne dzieła mogą nie wypełnić swojego komercyjnego przeznaczenia. Słaba sprzedaż na premierę (2,1 mln kopii po pół roku) pogrzebała plany na kontynuację.


10. Days Gone

Nowa grafika z Days Gone na PC

Możecie uznać obecność Days Gone na liście jako wielkie nieporozumienie. Przecież exclusive nie sprzedał się aż tak najgorzej (według wyliczeń 5-6 mln sztuk), a i recenzje nie były przesadnie złe (7.1 na Metacritic). Wielu doceniło przygodowy sandbox, dopraszając się choćby kolejnej części. Więc, gdzie tu jakiś powód do marudzenia?

No właśnie tym razem brak gloryfikacji nie pochodzi od graczy, a wyłącznie od wydawcy. Polityka Sony jest bezwzględna w stosunku do średniej ocen wystawionej przez media i wysokich słupków sprzedaży. To niejako stanowi dla nich dogmat dewelopmentu. Oni nie mogą sobie pozwolić na gry tylko dobre, więc zablokowali wszelkie próby stworzenia 2. części. Nie tak łatwo się pogodzić z ich decyzją, bowiem po wypuszczeniu właściwych łatek Days Gone zaczęła nabierać większych rumieńców i tym samym stała się lepszym towarem niż na start.

Mówi się, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, ale tutaj zrobiłbym wyjątek. Liczę, że po udanej premierze na Steam, Sony zmieni zdanie i dopuści do produkcji Days Gone 2.


Znacie jakieś inne gry, o których warto wspomnieć w ramach obranej tematyki?

Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się