Recenzja The Quarry. Najdłuższy film, w jaki grałem

Recenzja The Quarry. Najdłuższy film, w jaki grałem

Gra: The Quarry

Producent: Supermassive Games

Recenowana na: PC

Nie trzeba być znawcą horrorów, aby wiedzieć, że te wakacje nie będą normalne. Grupa nastolatków w lesie bez nadzoru wręcz prosi się o to, aby po kolei ich brutalnie mordować. Zresztą, kto o zdrowych zmysłach przyjeżdża na obóz, którego hasłem jest „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”?

Budująca sentencja jest tutaj sednem całej tej makabrycznej zabawy. Zanim jednak przejdziemy do „mięska”, gracze dostaną abstrakcyjnie długi film z okazjonalną możliwością wciśnięcia paru guzików. The Quarry rozkręca się powoli, parę razy gubi impet, aby ostatecznie zadowolić nas dokładnie tym, czego raczej po Supermassive się nie spodziewaliśmy. No, przynajmniej nie w aż takim stopniu.

The Quarry to „eightisowy” koniec lata i… życia

Na The Quarry czekałem z wypiekami na twarzy – w końcu to kolejna „duża” gra autorów świetnego Until Dawn. Oczywiście po drodze dostaliśmy parę epizodów serii The Dark Pictures. Niestety okazały się one potężnym rozczarowaniem, a przynajmniej dla wyżej podpisanego. Fani horrorów tworzący gry wideo dla fanów horrorów nie do końca radzili sobie z warstwą scenariuszową. Los oddanych w moje ręce bohaterów był mi absolutnie obojętny. I choć martwiłem się, że Supermassive po prostu się wypaliło, myliłem się. I to jak, bo za sprawą The Quarry odkupili większość swoich win.

Przede wszystkim w końcu dostaliśmy produkt, którego linia fabularna faktycznie potrafi wciągnąć i zaciekawić. W najnowszej grze studia od samego początku wiemy, że będzie makabrycznie, ale i… zabawnie. Miejscami trochę czule, gdzieniegdzie smutno. I nie są to emocje, których oczekiwałem od gry opartej na najstarszej horrorowej kliszy – bandy nastolatków pozostawionych samopas na letnim obozie.

Ruszacie się jak kłody

W ręce graczy oddano losy aż dziewięciorga opiekunów obozu letniego (choć nie tylko, bo nasze wybory wpłyną też na innych), którzy po wyjeździe wychowanków pozostali sami. Ot, właściciel przybytku (świetnie zagrany przez znanego z „Krzyku” Davida Arquette) musiał się ulotnić, więc reszta rozkręca melanż. Wbrew pozorom nie są to typowe „archetypy głupich nastolatków”, a wyjątkowo dobrze zagrane, pełne różnych emocji i przemyśleń postacie. Oczywiście – są znane z horrorów persony jak „nerdowy” Ryan, władcza Kaitlyn czy „influencerska” Emma. Tyle że tutaj każda osobistość została potraktowana przez scenarzystów z pieczołowitością, a wraz z rozwojem fabuły pierwsze opinie na ich temat nierzadko okażą się mylne i nielubiane wcześniej postacie mogą nagle stać się ulubieńcami gracza.

Spora w tym zasługa nie tylko świetnie dobranych aktorów, ale również wyjątkowej technologii zastosowanej przez twórców. Nie da się ukryć, że design postaci, ich ubioru oraz animacje twarzy stoją na wybitnie wysokim poziomie. Te ostatnie, klasycznie już dla tego dewelopera, potrafią czasami wykrzywić się w dziwnym grymasie, ale winę za to ponosi raczej efekt „doliny niesamowitości” niż same animacje. Niestety zdecydowanie gorzej wypadają ruchy reszty ciała. Czasami nasze marionetki mogą wygiąć się w kuriozalnej pozie lub po prostu schylić się niczym bela drewna. Do części lokacji również można się przyczepić, ale The Quarry pod względem graficznym jest klasą samą w sobie i wyznacznikiem tego, jak gry powinny wyglądać. No właśnie – „gry”.

Jak się w to „gra”?

Chciałbym omówić samą rozgrywkę najlepiej, jak umiem, ale nie potrafię. The Quarry po prostu cierpi na abstrakcyjny brak swojego gamingowego jestestwa, a przypomina raczej długaśny film interaktywny. I taki był też sam zamysł twórców, którzy oprócz głównej historii oddali w nasze ręce tryb, w którym z góry ustalamy konkretne zmienne (kto przeżyje, kto ginie, kto jak się zachowuje), a potem po prostu oglądamy trwające nawet 10 godzin nagranie. Brzmi kuriozalnie, ale w tym szaleństwie jest metoda – teraz każdy, nawet najbardziej „niedzielny” odbiorca może własnoręcznie przekonać się o tym, jak wciągającą historię oferuje gra. Fajnie dla nich, ale reszta może w pewnym momencie zrozumieć, że ktoś go tu robi w konia i za prawie 270 zł sprzedał mu… no, wspomniany już długi film.

Jeżeli jednak horrory są dla Was sensem życia, możecie czuć się mile zaskoczeni. Nie liczcie jednak na zbyt dużą interaktywność. W stosunku do wszystkich innych pozycji tego producenta, mamy tutaj i tak wrzucony na siłę chyboczący się szkielet gry wideo. Nierzadko jesteśmy pozostawieni z paczką chipsów na bardzo długie chwile, w których trakcie wyłącznie… patrzymy. Postacie mówią, skaczą, dyskutują, chodzą, a my tylko to obserwujemy, okazjonalnie mogąc swobodnie przejść się po nieco większej lokacji. Wszystkie QTE zostały brutalnie sprowadzone wyłącznie do wciśnięcia odpowiedniego kierunku na gałce (lub klawiaturze). Mamy na to sporo czasu, a oblanie tego „testu” zakrawa na czyn wręcz niemożliwy.

Sterowanie jedną ręką

Równie spłycono resztę interakcji – „wstrzymanie oddechu”, gdy musimy wyłącznie trzymać jeden klawisz, albo podejmowanie decyzji, które sprowadzają się do wyboru jednej z dwóch opcji. Czasami pojawiają się fajne wstawki rodem z Mass Effect. Mamy wówczas krótką chwilę na spontaniczne działanie, ale nie zawsze opłaca się taką okazję wykorzystać. No dobra, pojawiły się też sekwencje ze strzelaniem, ale raczej nie ma co spodziewać się w nich żadnej głębi. Wielka szkoda, bo często obserwowałem na ekranie wydarzenia, w których jednak chciałbym wziąć czynny udział. To w końcu gra wideo…

Na szczęście lekarstwem na te problemy jest właśnie scenariusz i wiele torów, którymi może potoczyć się akcja. Standardowo – każdy może zginąć, a tym razem deweloperzy nie mają litości i stawiają na „naturalizm”. Zaczęliśmy wczuwać się w wątek jednego bohatera, ale ten zostaje brutalnie pozbawiony życia? No cóż, szkoda, tak to właśnie wygląda. I wcale mnie to nie denerwuje, bo (zdaniem twórców) The Quarry oferuje nawet 186 zakończeń, choć większość zapewne różni się drobnostkami. Na szczęście nawet w trakcie jednokrotnego przejścia fabuły widzimy, na jak wiele sposobów może skończyć się konkretny epizod. Wystarczy zajrzeć do dziennika, aby dokładnie rozeznać się, które wybory przełożyły się na jakie efekty. Gra wręcz błaga nas, abyśmy przechodzili ją parokrotnie, co osobiście niemal od razu po napisach końcowych też uczyniłem.

Słowa ranią, a ostrze pokrytej rdzą siekiery jeszcze bardziej

W razie czego do dyspozycji jest także kanapowy tryb multiplayer, w którym wybieramy konkretne postacie i przekazujemy sobie pada. Deweloperzy oddali w nasze ręce wszystkie opcje dostosowania rozgrywki – nic nie stoi na przeszkodzie, aby grając z kimś, kto graczem nie jest, ustawić mu wszystko w taki sposób, że skupi się tylko na wychylaniu drążka w dialogach. Ba, tak naprawdę nie musi nawet robić nic. W niedługim czasie zadebiutuje bezpłatna aktualizacja wprowadzająca także tryb online. Ten jednak nie pozwoli nam na kooperację, a sprowadzi się do „wspólnego seansu”. „Reżyser” po prostu gra, a reszta obserwuje i okazjonalnie głosuje na to, którą drogę obrać. Tych z kolei jest całkiem sporo i nie wszystkie prowadzą do zadowalających nas rezultatów.

Siłą The Quarry są postacie i fabuła, która rozkręca się niemożebnie wręcz powoli. Zanim zacznie się prawdziwa jatka, miną długie godziny. Te poświęcimy na zapoznanie się z bohaterami, poznanie ich motywacji i charakteru, stopniowe budowanie napięcia i podejmowanie pierwszych decyzji, które za jakiś czas mogą okazać się kluczowe. Nie liczcie więc na wartką akcję – na nią możemy zasłużyć dopiero po pewnym czasie. I choć z jednej strony może się to wydawać nieco nużące, wpływa na całokształt scenariusza i pozwala na zbudowanie chyba najlepszych postaci, jakie do tej pory pojawiły się w grach Supermassive.

Jak na film – rewelacja. Jak na grę… no cóż

Winszuję twórcom, że dialogi nie są tym razem połączonymi ze sobą losowo sylabami, a faktycznie niosą jakąś wartość i emocje. Grając w serię The Dark Pictures, nie raz łapałem się na tym, że nie wiedziałem, o czym ci ludzie w ogóle gadają. Wiele kwestii bywało wyjętych z kontekstu, nienaturalnych lub po prostu skrajnie bezsensownych. Motywowało mnie to do mordowania każdego kretyna, którym przyszło mi sterować. Tutaj tak nie ma, choć zdarzają się okazjonalne głupie teksty lub dyskusje trwające po 3 minuty, których nikt w życiu by tak nie prowadził. To jednak rzadkość. Na ogół mamy świetną mieszankę emocji, charakteru i, co zaskakujące, humoru, który kilkukrotnie wywołał u mnie delikatne parsknięcie.

Doprawdy nie mam pojęcia jak ocenić The Quarry. Z jednej strony to faktycznie produkcja, która oferuje 10 godzin zabawy i frajdą jest przechodzenie jej parę razy. Przede wszystkim mamy tu świetny scenariusz i postacie, z którymi bez problemu da się zżyć. Ba, chyba nawet od czasów Mass Effect 3 nie przejmowałem się tak kruchością żywota wirtualnych podopiecznych. Z drugiej strony to… twór, który miejscami ciężko nazwać grą. Warto jednak pamiętać, że taki był zamiar twórców, a nie przypadkowy efekt uboczny ich eksperymentów z formułą.

Najnowsza pozycja Supermassive to horror, który wywraca parę klisz do góry nogami i ma pomysł na siebie. Przebija tym samym niedawne tytuły studia, zrównując się z fantastycznym Until Dawn. Być może jako fan kina grozy i „interaktywnych filmów” zawyżyłem finalną notę o pół punktu, ale wydaje mi się, że to sprawiedliwa ocena. Szkoda tylko, że rozgrywka została spłycona do minimum, a okazjonalne dłużyzny przypominają o tym, że w ręku nie powinniśmy trzymać wiadra popcornu, tylko kontroler.

The Quarry

Fantastyczny interaktywny horror

Supermassive wykreowało świetne postacie i angażujący scenariusz, ale przekuło to w grę, która nie oferuje zbyt wiele... grania. Weźcie dużo popcornu, to będzie bardzo długi seans.

4

Plusy:

  • Fenomenalny scenariusz (szczególnie dla fanów slasherów)
  • Świetnie napisane postacie
  • Godne podziwu animacje twarzy
  • Wybory, które faktycznie coś znaczą

Minusy:

  • To dalej jest gra?
  • Animacje postaci i wygląd niektórych lokacji
  • Okazjonalne dłużyzny, także w drugiej połowie opowieści

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie