Recenzja PlayStation Portal. Udany sprzęt dla tych paru graczy

PlayStation Portal - recenzja nowej konsoli Sony. Dla kogo to sprzęt?
Testy

Od pierwszej zapowiedzi PlayStation Portal wielu pytało „po co to?”. Ja sam zastanawiałem się, czy sprzęt dedykowany nielicznej grupie graczy ma sens. Jego popularność wyprzedziła jednak oczekiwania, ale czy słusznie? Po bliższym zapoznaniu się ze sprzętem jestem w stanie stwierdzić, że… ciężko znaleźć na to pytanie odpowiedź.

Długo czekamy na nowy handheld od Sony. Fani tego typu sprzętów w międzyczasie dostali tak świetne urządzenia, jak Steam Deck czy ASUS ROG Ally, a nadal przecież szeroką estymą cieszy się Nintendo Switch. Na konkurencyjną odpowiedź od Sony gracze muszą czekać niestety dłużej, bo PS Portal nie jest handheldem. Ba, nie jest nawet konsolą w pełnym tego słowa znaczeniu. Bliżej mu do rozbudowanego i dopracowanego smartfona pozwalającego na gaming za pośrednictwem wbudowanego w PS5 narzędzia Remote Play (coś jak Logitech G Cloud, ale tylko dla PlayStation).

Tym samym oznacza to, że bez PS5 nie pogramy. Przenośne w teorii urządzenie sparujemy z naszym „dużym” sprzętem i możemy transmitować rozgrywkę bezpośrednio na mniejszy ekran trzymany w dłoniach. Idea zacna, ale nadal nie jestem w stanie skategoryzować potencjalnego odbiorcy. Jeśli chcecie poleżeć w łóżku i zostawić PS5 w salonie – PS Portal stanowi remedium na ten problem. Jeśli rodzina zajmuje telewizor, a Wy po prostu musicie pograć – to także ma sens. Gaming w ogródku, o ile macie tam wi-fi, również nie jest taki głupi. Mimo, wydawać by się mogło, wąskiego grona potencjalnych klientów, konsolka okazała się wielkim hitem i gratulować można jedynie Sony, które najwyraźniej jest świadome tego, czego oczekują ich fani.

PS Portal po wyjęciu z pudełka

Karton ze sprzętem jest dość spory, bo i urządzenie swoje mierzy – 150 x 337 x 95 mm. Wagowo mowa o średniej lidze, ale trzymanie go w uniesionych dłoniach przez ponad półtorej godziny może przełożyć się na kondycję nadgarstków, więc polecam robić przerwy. Niby to nieco ponad pół kilo, ale doskonale wiecie, jak rozgrywka potrafi być absorbująca. Niemniej po otwarciu pudełka naszym oczom ukazuje się coś naprawdę pięknego. Wyjęcie konsoli ze środka nie pozostawia złudzeń, że mówimy o solidnym, świetnie wykonanym sprzęcie.

W środku pudełka z PlayStation Portal znajdziemy:

  • konsolę PlayStation Portal
  • kabel USB
  • instrukcję obsługi

Jak więc widać – zestaw jest bardzo okrojony, nie liczcie na żadne dodatkowe akcesoria, przybory, a dostaniemy tylko koniecznie minimum. Niby wystarczy, ale jednak trochę szkoda, że producent nie pomyślał o niczym więcej. Pal licho już zestaw. Nawet poza nim nie dokupimy na ten moment żadnych dodatkowych gadżetów w stylu podstawki pod Portala, tak koniecznie potrzebnego futerału (doprawdy nie wiem, gdzie mam go trzymać w domu… w szafce? W pudełku pod telewizorem?) czy nawet ochronnych warstw na ekran. Trochę szkoda, więc liczę, że z czasem się to zmieni.

Sam sprzęt sprawia wyjątkowo solidne wrażenie, bo wykonano go z tych samych materiałów, co pad DualSense. Tak w ogóle całość wygląda, jak przedzielony na pół kontroler ze wsadzonym pośrodku 8-calowym ekranem i dwoma gripami po bokach. Z przodu żadnych dodatków nie ma, a wszystkie potrzebne rzeczy znajdują się na górze i z tyłu/na dole. Na górze mamy przycisk do włączania/wyłączania, kontrolę głośności i przycisk parowania słuchawek. Z dołu USB-C do ładowania oraz mini-jack 3,5 mm. I to tyle.

Portal do innego świata, czyli budowa nowego PSP

Z pewnością jednak niewystarczająca jest liczba opcja w samym urządzeniu. Sony miało ewidentnie pomysł na tę konsolę – chcieli wydać jak najbardziej przystępne urządzenie, które określić można mianem „zewnętrznego ekranu z wi-fi”. Możemy kontrolować dźwięk, jasność ekranu, włączyć tryb samolotowy i podłączyć słuchawki w ramach „szybkiego menu”. Reszta opcji ukryta jest w ustawieniach, ale tam także znajdziemy ich niewiele. Plus za to, że można wybrać intensywność wibracji i triggerów.

Gdy już sparujemy sprzęcik z większą konsolą za pośrednictwem Remote Play, można przejść do właściwej zabawy. Nim jednak faktycznie włączymy grę i sprawdzimy, z czym to się je, pozostaje przełknąć parę łyżek goryczy. Po pierwsze – ekran. PlayStation Portal nie oferuje ekranu OLED, a IPS, co wydaje się dość dziwnym pomysłem. Muszę jednak przyznać, że matryca prezentuje się świetnie, obraz jest ostry, wyrazisty i szczegółowy. Kolory żywo rozświetlają ekran, choć czernie mogłyby być nieco głębsze, ale to chyba zrozumiałe ze względu na wykorzystaną technologię. Po części decyzję Sony da się zrozumieć; matryca OLED w praktyce mogłaby tu niewiele zmieniać, skoro streaming ma swoje własne, miejscami dotkliwe, ograniczenia. W praktyce nie mogę się niemal do niczego przyczepić. Pytanie tylko, czy gdy minie „wieczna szarość”, w letnim słońcu też będzie tak dobrze?

Klucz do sukcesu

Zapomnijcie jednak o gamingu w 4K. Rozdzielczość ekranu pół-handhelda Japończyków to 1920 × 1080 pikseli i na szczęście wspiera on do 60 Hz (szkoda, że nie do 120 Hz, ale ponownie – streaming…). Jest to więc dość sensowne wykorzystanie potencjału drzemiącego w PS5.

Kluczowe i tak jest połączenie internetowe, które stanowi tu być albo nie być całej zabawy. Ponownie jednak możemy poczuć się rozczarowani, bo Portal obsługuje Wi-Fi 5. To właśnie prędkość sieci ma kluczowy wpływ na rozgrywkę. Zapomnijcie o graniu, jeśli macie niestabilne łącze albo zdarza się, że sprzęty gubią łączność w Waszym domu. Nie mam w mieszkaniu pięter czy szeregu grubych ścian, także ciężko mi powiedzieć, jak duży wpływ na zabawę ma architektura (w praktyce można grać też poza domem, ale o tym zaraz).

PlayStation Portal, czyli wielka tajemnica

Ze względu na specyficzne przeznaczenie konsoli, nie mogę też streścić Wam bebechów urządzenia. Nawet Sony skrzętnie ukrywa, co wpakowało do środka (podobno Snapdragona 680). Ja doskonale rozumiem, bo nie jest to absolutnie istotne. Portal nie oferuj żadnej opcji natywnego uruchamiania gier czy aplikacji. Nie zainstalujecie na nim czegokolwiek, a wszystko odbywa się w połączeniu z naszym PS5. Wielka szkoda, że nie ma nawet opcji bezpośredniego streamingu gier (wszak PS Plus oferuje taką opcję), co mogłoby zdecydowanie przeważyć na korzyść sensu zakupu sprzętu.

Kolejnym rozczarowaniem jest brak wsparcia technologii Bluetooth. Tak, dobrze czytacie. Nie podłączycie tu żadnych słuchawek (ale do PS5 już jak najbardziej, więc to zawsze jakieś obejście, choć nieco idiotyczne), chyba że takie od Sony. Dokanałowe Pulse Explore reklamowane są jako idealne do gamingu na Portalu, ale kosztują drugie tyle, co sama konsola, czyli około tysiąca złotych. Szalony pomysł, jawnie sugerujący, że chodzi o kasę, a nic innego. Fajnie, że można podłączyć słuchawki po kablu, ale raczej odchodzi się dziś od tego rozwiązania. Szczególnie w kategorii sprzętów (pół)przenośnych.

Zamiast tego możemy cieszyć się dźwiękiem z dwóch głośników zamontowanych na górze. Te, mimo podobieństw całości, nie kojarzą się jakością z DualSense, a na pierwszy rzut ucha wydają się naprawdę dobre. Szybko jednak zrozumiecie, że brak w nich głębi, a granie z audio na full może zaboleć nasze uszy. W ogóle dźwięk jest tu wyjątkowo głośny, a granie nawet na najniższym poziomie w nocy może obudzić domowników z lekkim snem w pokoju obok. Test „śpiącej dziewczyny” nie wypadł pozytywnie także ze względu na palpitacyjne wibracje, które w takim Ghost of Tsushima potrafią być głośniejsze niż sam dźwięk, jeżeli akurat gracie „po cichu”.

Obetnijcie DualSense i wrzućcie tam smartfona

Z pełną świadomością pochwalić mogę jednak efekty wibracji, które perfekcyjnie współgrają z kieszonkową naturą urządzenia. Znajdziemy tu także rewolucyjne adaptacyjne efekty triggerów, wyciągnięte niemal z samego DualSense. Jak wspomniałem wcześniej, można je dostosować pod siebie, więc nie musicie zdawać się na intuicję japońskich inżynierów.

Od jasności i poziomu audio zależy żywotność baterii. U mnie bezproblemowo przez zdecydowaną większość czasu korzystałem po prostu z zasady „wszystko w połowie”, co przełożyło się mniej więcej na 6 godzin rozgrywki bez potrzeby przejmowania się ładowaniem. Jeśli jednak zapragniecie ustawić wszystko na full, czas ten skróci się nawet do jakichś 4 godzin.

Teoretycznie przy odpowiednich ustawieniach korzystać można do około 8 godzin, co jest naprawdę niezłym wynikiem, patrząc na ogólną jakość i komfort zabawy. Ładowanie zajmuje około 2 godzin, więc też nie jest źle. Zawsze możecie grać, gdy sprzęt się ładuje. Szkoda jednak, że w 2024 roku PlayStation nadal nie oferuje procentowego stanu baterii. Nigdy nie wiedziałem, na ile tak naprawdę starczy mi jedna kreska baterii i kiedy nagle będę musiał pójść po ładowarkę.

Jaki internet do PlayStation Portal?

W kontekście grania producent rekomenduje szybkość połączenia minimum 5 Mb/s, ale do pełnego komfortu musicie dysponować 15 Mb/s. Moje domowe wi-fi, co sprawdzałem testami w smartfonie, stojąc niedaleko domyślnego modemu UPC, oferuje 25 Mb/s pobierania i 3 Mb/s upload’u, więc powinno być więcej niż zadowalająco. Muszę donieść, że nawet grając naprzeciwko PS5, w miejscu, w którym normalnie trzymam pada, da się odczuć delikatne lagi.

Przyznam jednak, że jestem osobą ze smutnymi doświadczeniami w kategorii streamingu gier wideo, także dopiero po paru godzinach przywykłem do tych warunków. Lagi na poziomie 2-3 klatek nie są jednak zbyt denerwujące, a raczej plasują się w czołówce takich rozwiązań. Dodam tylko, że z domowym wi-fi ani stabilnością internetu niemalże nigdy nie miałem problemu.

Przechodzenie z salonu do sypialni z włączoną grą parokrotnie skutkowało u mnie rozłączeniem z konsolą (nie wiem, może mijałem niewidzialną klatkę Faradaya?). Sama rozgrywka w większości przypadków jest zaskakująco solidna, a mniejsze lub większe problemy z płynnością czy lagami nie powinny nikomu napsuć krwi. Zdarzają się spadki fpsów, przycinki i opóźnienie, ale wszystko zależy w dużej mierze od tego, co dzieje się na ekranie. Eksploracja w Ghost of Tsushima pokazywała mi, jak bardzo wieczorne granie w łóżku na PS5 ma sens, ale dzikie starcia w The Last of Us potrafiły zepsuć trochę tę radość. Wtedy też obraz na PSP tracił ostrość, czasami do poziomu 360p.

Nie dla multi!

Czasami faktycznie Portal „gubi” konsolę, ale da się szybko połączyć ponownie, a odpalona gra zostaje zatrzymana, więc nie musimy martwić się o przeoczenie ważnego fragmentu. Nie polecam, a może inaczej – zabraniam wręcz prób grania w tytuły multiplayer na Portalu. Dość powiedzieć, że w The Finals strzelanie headshotów stało się bardzo problematyczne. Nie róbcie tego swoim towarzyszom broni.

Decydujące o naszym przetrwaniu na wirtualnym polu walki klatki wyświetlane nam nieco do tyłu w stosunku do właściwego stanu rzeczy dowodzą, że na prawdziwy streaming do tytułów sieciowych trzeba jeszcze zaczekać. Chyba że zadowalacie się mniej dynamicznymi grami multiplayer lub pozycjami z kooperacją. Wtedy aż tak narzekać nie będziecie.

To jak się gra na PlayStation Portal?

Gaming na Portalu jest zdumiewająco przyjemny. Samo sterowanie, responsywność (nie licząc okazjonalnych lagów) i komfort wydają się odbiciem tego, co znamy z dużej konsoli, ale ze wpatrywaniem się po prostu w przedzielonego DualSense’a. Jedyną zauważalną różnicą są sticki, które po prostu są znacznie bardziej „płaskie”, stawiając mniejszy opór. Może z technicznego punktu widzenia tak ruch ma sens w urządzeniach przenośnych, ale jednak ujmuje to jakości faktycznego kontrolera. Możecie cieszyć się tytułami ekskluzywnymi w zaciszu sypialni lub odkrywać kolejne znaczniki w Wiedźminie 3 siedząc na toalecie, rewelacja! Dosłownie Portal pozwala na zabranie ze sobą PS5 wszędzie w obrębie gospodarstwa domowego (ale nie tylko – o tym niżej).

Ekran spełnia swoją funkcję, bo jest duży i przejrzysty, o czym już wspominałem. Trzymanie całości w dłoniach, choć po pewnym czasie męczące, i tak jest wygodne, ale to akurat zasługa gripów wyciągniętych z podstawowego kontrolera. Ciekawym rozwiązaniem jest dorzucenie panelu dotykowego w zupełnie innej formie – dotykowych prostokątów znajdujących się po lewej i prawej stronie ekranu. Z oczywistego względu panelu nie ma w postaci znanej z pada, więc Sony zdecydowało się na taki krok. „Smyranie” po tych polach oferuje to samo, co dotykanie panelu na padzie, ale jego wciśnięcie odbywa się już poprzez dwukrotne stuknięcie ekranu. I to akurat zbyt wygodne nie jest, ale to ledwo szczegół.

Co ciekawe, możecie grać na Portalu i oglądać obraz na telewizorze (a w zasadzie na dwóch ekranach jednocześnie). Wtedy spełnia on nieco funkcję kontrolera. Drugi użytkownik nie skorzysta jednak z konsoli w tym samym momencie. Jeśli myśleliście, że dwie osoby mogą grać jednocześnie, to nie – tak dobrze to nie ma.

Kwintesencja łącza, czyli dbajcie o PS5

PlayStation Portal, aby w ogóle pokazał, na co go stać, wymaga podłączenia PS5 po kablu. W sieci znajdziecie mnóstwo narzekań graczy, którzy nie osiągają zadowalającej jakości rozgrywki na konsolce, lecz PS5 mają podłączone do wi-fi. W ramach przyjacielskiej sugestii mogę jedynie polecić, aby rozwiązać ten problem zawczasu, nim kupicie Portala.

Japońska korporacja zapowiadała od samego początku, że bez PS5 nie pograsz i to jest prawda. Dlatego też ciężko mi ocenić, dla kogo w ogóle Portal jest. Jeśli chcecie zagrać na konsoli, leżąc w łózku, to całkiem fajny pomysł. Partner/partnerka oglądają swój ulubiony serial, ale trzeba wbijać expa? To też jakaś forma kompromisu w takiej sytuacji. W teorii da się na Portalu grać wszędzie tam, gdzie znajdziecie stabilne łącze wi-fi. O, no właśnie – o tym producent już nie mówił, a przynajmniej nie otwarcie. Sony nieco skopało przy okazji reklamowania tego urządzenia.

Tak, da się grać na PS Portal poza domem

Portala odpalałem także tuż pod blokiem, a nawet około 15 kilometrów od matki-bazy (czyli PlayStation 5). Zdumiewające, ale urządzenie bez problemu łączy się z konsolą i pozwala na rozgrywkę. Pamiętajcie, że niekoniecznie dostaniecie ją podaną w formie, na jaką możecie liczyć. Lagi są nieporównywalnie większe, obraz często traci rozdzielczość, a okazjonalne problemy ze zgubieniem połączenia są o wiele częstsze. I być może to tylko mój taki przypadek, ale opierając się na nim, nie mogę polecić takiej formy zabawy. Nie, żeby nie pokazywało to, iż w Portalu drzemie potencjał na coś więcej; na prawdziwe urządzenie do streamingu z chumury, a nawet faktycznego handhelda.

I choć być może perspektywa rozgrywki w niektóre tytuły na uczelni/w biurze (ale tylko na przerwie!) bądź u rodziny wydaje się atrakcyjna, to problemem ponownie są bezcelowe ograniczenia konsoli. Sony nie wyposażyło Portala w przeglądarkę internetową, więc nie skorzystacie z byle kawiarnianego wi-fi wymagającego autoryzacji. Owszem, możecie uruchomić hotspot na smartfonie, ale to trochę mało satysfakcjonujące obejście. Na przenośny odtwarzacz Netfliksa też nie liczcie, bo Remote Play nie pozwala na korzystanie z wielu platform do filmów czy seriali.

Innym problemem jest też brak możliwości włączenia PS5 poprzez PS Portal. Jeśli trzymacie konsolę w stanie uśpienia, za pomocą jednej funkcji w ustawieniach możecie zaznaczyć, że chcecie zezwalać na jej wybudzanie urządzeniami Remote Play. O pełnym włączeniu i zalogowaniu jednak zapomnijcie, więc w razie problemów zawsze musi być ktoś w domu, kto ręcznie wciśnie guzik – na panelu frontowym bądź na DualSense.

To dla kogo jest ten PlayStation Portal?

Mówimy więc o bardzo ciekawym urządzeniu, przeznaczonym dla tych trzech klientów. Dobra, dobra – trochę żartuję, bo przecież sytuacja jasno pokazuje, że gracze dosłownie rzucili się na nową propozycję japońskiego giganta. W wielu domostwach w krajach wschodu i zachodu jestem w stanie zrozumieć, skąd bierze się ta popularność, ale na polski rynek jest to platforma raczej niszowa, przeznaczona dla konkretnego klienta, który faktycznie widzi dla niej zastosowanie. W innym przypadku nie znajdę powodów, dla których ktoś miałby wydawać na nią tysiąc złotych.

Użytkowanie sprzętu zgodnie z przeznaczniem – w domu, z solidnym łączem internetowym i świadomością grania przez streaming wraz z jego plusami i minusami – zadowoli każdego fana PlayStation 5, który nie chce patrzeć na telewizor, a zadowoli się 8-calowym ekranem. Okazjonalne problemy nie są aż tak bolesne, że miałyby kompletnie zdyskwalifikować ten sprzęt.

PlayStation Portal nie przeniesienie Was do krainy rozkoszy, ale to nic złego

Ja akurat nie jestem człowiekiem, który nie może przestać grać. Po części dlatego urządzenie to po prostu do mnie nie trafia. Nie mam w toalecie miejsca na odkładanie Switcha, gdy gotuję obiad, to po prostu gotuję obiad, a nie gram na czymkolwiek, a przed snem raczej staram się odetchnąć od otaczającej mnie przez ponad 15 godzin technologii. Nie biorę tego jednak pod uwagę w końcowej ocenie. Filtruję wszystko przez pryzmat odbiorcy, który na Portala czekał i nie jest pewien, czy urządzenie spełni pokładane w nim nadzieje. To tylko mała dygresja, być może stanowiąca odpowiedź na pytanie „dla kogo to w ogóle jest?”.

Widzę ten piękniejszy świat, w którym Sony udostępnia opcję streamingu gier w ramach abonamentu PlayStation Plus na Portalu i wtedy urządzenie zyskuje nową głębię i staje się sprzętem wręcz genialnym. Jeśli jednak nic takiego nigdy się nie stanie, to ciężko mi określić, dla kogo przeznaczona została ta konsolka. Najwyraźniej nie aż tak dla mnie, ale jeżeli czyta to ktoś zainteresowany jej nabyciem, to nie musi martwić się o jakość i komfort użytkowania. O ile tylko dysponuje dobrym połączeniem internetowym. Bez niego możecie trafić na portal wprost do krainy frustracji i rozczarowania, a nie przyjemnego zaskoczenia i czystej radości.

Sprzęt do testów dostarczyło PlayStation Polska

Test PlayStation Portal

Udany sprzęt dla wąskiego grona odbiorców

PlayStation Portal nie jest rewolucją ani nawet czymś zupełnie nowym. Stanowi jednak potencjalne remedium na bardzo specyficzne problemy konkretnej grupy graczy.

3.5

Plusy:

  • Fantastyczny ekran, choć IPS
  • Świetna jakość wykonania
  • Komfort użytkowania stoi na wysokim poziomie (mimo przerw dla nadgarsktów)
  • Przez większość czasu sprawdza się dobrze i nie dostarcza większych problemów
  • Niezła bateria
  • Da się grać poza domem, ale...

Minusy:

  • Brak Bluetooth to nieporozumienie
  • Bywają problemy z lagami, zrywaniem połączenia, artefaktami i spadkami płynności
  • Raczej nie do gier multiplayer
  • Sticki analogowe nie tak dobre, jak w DualSense
  • Brak dedykowanych akcesoriów (jak na razie?)
  • Da się grać poza domem, ale lepiej nie
Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie