Mesjasz gier FPS? Half-Life zabrał nas tam, gdzie wchodzić nie wolno

Half-Life
PG Exclusive Publicystyka

Gdy lata temu Valve postanowiło wydać swoją pierwszą grę, mało kto wiedział, że niezapowiedziana trzecia odsłona stanie się jedną z najbardziej tajemniczych produkcji w historii. Zanim jednak zastanowimy się co z tym Half-Life 3, warto rzucić okiem na grę, od której to wszystko się zaczęło. Łomy w dłoń i ruszamy do boju!

Half-Life i nutka dobrego smaku

W rozważaniach na temat gier retro istotna jest perspektywa. Nie sposób podchodzić do produkcji sprzed lat tak, jak zrobilibyśmy to wobec najnowszych tytułów czy nawet z produkcji wydanych w ostatnich kilku latach. Wszystko przez szalenie wysokie tempo rozwoju, jakim cechuje się branża gier wideo. Coś, co 10 lat temu powodowało opad szczęk, dziś można uznać niejako za prehistorię. Podobnie jak w przypadku badania rzeczy prastarych, musimy odkryć odpowiedni ciąg przyczynowo-skutkowy.

Coś musiało powstać w pewnej pierwotnej formie, aby w przyszłości koncept ten mógł zostać rozwinięty jeszcze bardziej. Stąd też tekstowe gry RPG były koniecznym elementem ewolucji, za której szczyt (przynajmniej dziś) uznamy Baldur’s Gate 3. Nie inaczej były w przypadku gier FPS. To jeden z tych gatunków, który rozwijał się w bardzo zaskakujący sposób. Skąd takie twierdzenie? Z jednej strony u podwalin rozgrywki w strzelankach wciąż leży to, co na początku — niepohamowana rozwałka niczym w pierwszej odsłonie serii DOOM. Z drugiej strony gry te potrafią genialnie opowiadać historie, angażować gracza, a nawet wymagać od niego czegoś więcej.

Half-Life
Ludzie, potwory i nie tylko.

Jeżeli za aspekt niszczycielski w grach FPS odpowiadały klasyczne shootery, to nutkę wysublimowania dodał właśnie Half-Life. Część graczy z niedowierzaniem przyjęła fakt, że oto w strzelance nie do końca chodzi o bezmyślne naparzanie do wrogów. Ba, nawet banalne taktyki z gry DOOM były przy tym jeszcze bardziej prymitywne. Nie dość, że otoczka fabularna stała na zaskakująco wysokim poziomie, to gra wymagała od nas myślenia poza pudełkiem — jak na swoje czasy oczywiście.

Projekt zbyt ambitny

Odkurzając grę z 1998 roku (a właściwie zaglądając do platformy Steam), pierwszym i idealnym podsumowaniem tytułu okazuje się jedno proste zdanie. Niezwykle realistyczny świat, w którym gracze muszą myśleć, aby przeżyć. Co nam to mówi o grze Valve? Jest to zapowiedź tego, że niekoniecznie jedynym sposobem na sukces będzie tu sieczka. Ta owszem, stanowi element rozgrywki — nie jest to jednak jedyny element zabawy, któremu gracz musi sprostać. Tych jak się okazuje, jest nieco więcej. Ale o tym za chwilę.

Dziś mówimy o pierwszym Half-Life jako o produkcji, która otrzymała ponad 50 tytułów gry roku. Czy od początku wiadomo było, że na rynku pojawia się tak gigantyczny hit? Niby tak, ale nie do końca. Los gry przed wydaniem nie należał do prostych, czego dowodem są trudności deweloperów w znalezieniu wydawcy. Dla wielu firm produkcja była… zbyt ambitna. No bo jak to, strzelanka z elementami platformowymi, rozwiązywaniem logicznych zagadek i nie tylko? Super, to brzmi świetnie — ale jak niby ma to działać? Z takimi odpowiedziami spotykali się twórcy.

Half-Life
Łom to niezbędna broń.

Na ratunek przyszła dopiero firma Sierra Etertainment, która dostrzegła ogromny potencjał gry i uwierzyła w twórców. W ten oto sposób tytuł mógł powędrować na targowe pokazy, a następnie na pecety zainteresowanych graczy.

Gordon Freeman — równy gość, który nie miał łatwo

Fizyk teoretyczny z lukratywną posadą w tajemniczej placówce Black Mesa — facet spełniał marzenia każdego naukowca swoich czasów, mogąc pracować przy ekscytujących i niekiedy nawet przerażających projektach. Brzmi jak sen? Raczej koszmar, bo w pewnym momencie wszystko się popsuło. Wydarzenia z gry, obserwowane z pierwszoosobowej perspektywy dość szybko zamieniają się w pasmo tragedii. Na skutek nieudanego eksperymentu niemal cała załoga placówki ginie, a otwarty zostaje portal do świata Xen, z którego wydobywa się cała masa plugastwa.

Nie czekając długo, Freeman wyrusza w podróż, podczas której pozbawi życia niejedną istotę pozaziemską, jak i ludzi — bohater znalazł się bowiem w środku konfliktu, a z drugiej strony były siły wojskowe, które miały zlikwidować kosmitów, a także wszystkich świadków tego nieudanego eksperymentu. Całość nabiera rozpędu do tego stopnia, że udaje się nam nawet odbywać podróże między wymiarami, czy poznać G-Mana – ciężko w zasadzie powiedzieć kim jest. To nadrzędny antagonista o nie do końca zrozumiałych zamiarach, który może… oferować nam pracę. Ostatecznie okazuje się, że pierwsza odsłona serii to dopiero wstęp do całej masy przedziwnych i mrożących krew w żyłach wydarzeń. Growy Matrix? Poniekąd tak.

Half-Life zachwycał. Ale dlaczego?

Młodsi gracze rzucą okiem na gameplay i wstrząśnie ich pokraczność, z jaką wszystko porusza się na ekranie. Kwadratowe modele postaci, niezbyt urodziwe pukawki i mocny aromat starości. Nic dziwnego, wszak ząb czasu nie oszczędził nawet takiego klasyka. A jak to było wtedy, czyli ponad 20 lat temu? Ano wtedy, to było luksusowo – Half-Life jest bowiem jedną z tych gier, która swoje zrobiła jako pierwsza, a na dodatek wykonała to wzorowo.

Mowa przede wszystkim o sposobie prowadzenia narracji. Gra nie kontynuowała trendu zero-jedynkowego przechodzenia z poziomu do poziomu, przy jednoczesnym tłumaczeniu historii w formie krótkich filmików. Po raz pierwszy zastosowano bowiem w pełni oskryptowane sekwencje. Gracz uczestniczył w nich, poruszał się i obserwował coś, co zostało starannie wyreżyserowane. Filmowość wyskoczyła poza skalę, co było pozytywnym szokiem dla wszystkich.

To jednak nie koniec, bo swoje zrobił też projekt poziomów. Te były zróżnicowane, a na dodatek wymagały od graczy pomyślunku. Nie brakowało raczej prostych zagadek logicznych, które stanowiły w gatunku coś zupełnie nowego. Do niedostępnych miejsc można było dostać się bez schodów — wystarczyło wykorzystać skrzynie i inne elementy otoczenia. Nie każdy przeciwnik musiał paść od naszych pocisków, bo przydawało się korzystanie z tego, co wokół nas — ot, choćby rury z gorącą parą.

Gra była nieoczywista (jak na tamte czasy) i zaskakująco nowoczesna, jeżeli spojrzymy na to z dzisiejszej perspektywy. Współczesne strzelanki z reguły odchodzą od sztampowych bossów stanowiących gąbki na pociski, częściej serwując nam filmową akcję i urozmaicenia w lokacjach, często wymagając od nas innych rzeczy, niż po prostu strzelania. A taki był właśnie Half-Life, na długo przed powstaniem np. serii Call of Duty.

Half-Life
Trochę kanciasta ta grafika, prawda?

Valve nie umie liczyć do 3…

Trzecia odsłona serii stała się poniekąd memem, a gracze śmieją się, że Valve nie potrafi liczyć do trzech. Czy firma rzeczywiście ma problem z liczbami? Niekoniecznie, bo za brakiem zamknięcia trylogii stoją zupełnie inne powody. Te były niejednokrotnie poruszane we wszelkiej maści newsach i nie tylko, a ostatecznie mamy chyba jedynie powierzchowny obraz tego, co stało za taką decyzją — czyli za niestworzeniem Half-Life 3.

Najczęściej mówi się o tym, że Valve miało trudności z połączeniem pracy nad dużą grą i tworzeniem silnika. Do tego doszedł brak weny twórczej deweloperów i brak odpowiedniego „czucia” projektu. Twórcy nie chcieli stworzyć pierwszej lepszej strzelanki, a na więcej brakowało mocy, głównie tej kreatywnej, choć nie tylko. W ostatnich latach wielokrotnie mówiło się, że prace trwają, lub że zostały wstrzymane. Projekt najpewniej trafił do kosza, choć w rzeczywistości pojawiła się kolejna odsłona. Mam tu oczywiście na myśli Alyx, czyli tytuł VR. Bardzo udany, swoją drogą.

Dawid Szafraniak
O autorze

Dawid Szafraniak

Redaktor
Pierwsze growe szlify zbierał jeszcze w erze PS1, aby później zapoznawać się z kolejnymi wcieleniami japońskiej konsoli, skosztować Xboksa i Switcha. Ostatecznie najbardziej lubi PC, a ostatnio nawet i granie w chmurze. Królują u niego FPS-y, gry akcji nieczęsto górujące nad filmami i tytuły wyścigowe, które podobno #nikogo. Święta Trójca gamingu? Pierwsze Modern Warfare, seria Mass Effect i Uncharted. Bez tego nic nie miałoby sensu. Poza grami lubi planować kolejne podróże i chwytać za aparat fotograficzny podczas meczów piłki nożnej.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie