Until Dawn nie jest najlepszym materiałem na film. Inna gra powinna dostać ekranizację

Film Until Dawn to nienajlepszy pomysł | Newsy - PlanetaGracza
PG Exclusive Publicystyka

Fajnie, że coraz więcej gier otrzymuje filmowe lub serialowe adaptacje i do tego czasami nawet udane. Film Until Dawn to jednak pomysł, który dość ciężko obronić, a sami twórcy w zasadzie nie ukrywają, że nie chcą rewolucji w gatunku.

Nie każdy film musi być rewolucją, czymś kompletnie nowym czy nawet wzorowo stworzonym kinowym arcydziełem. Specjalne miejsce w moim sercu zajmują przede wszystkim filmy, jak zwykło się mawiać, „hollywoodzkie”, mające rozerwać widza. Szczególnie jeśli mowa o horrorach. Ostatnie lata przyniosły jednak wyraźny postęp w kinie arthouse’owym, w którym w zasadzie ten gatunek wyraźnie dominuje. Tyle że nie zawsze ma się ochotę na coś zazwyczaj przesiąkniętego ambicjami, a raz na jakiś czas trzeba po prostu włączyć Martwe Zło po raz dziesiąty i obejrzeć, jak potwory masakrowane są przez piłę łańcuchową. Patrząc jednak na dość średnią kondycję kina na podstawie gier, ciężko mi uznać adaptację Until Dawn za najlepszy pomysł z możliwych.

Kino dla zabawy

W ostatnim czasie ukazało się sporo świetnych filmów, które może nie są szczególnie wyszukane, ale dostarczają mnóstwo radochy. Martwe Zło: Przebudzenie, Dungeons & Dragons: Złodziejski Honor czy nawet dziwaczne pomysły w stylu Egzorcysty Papieża bawią zaskakująco dobrze i zarabiają naprawdę sporo, co tylko pokazuje, że mimo wyraźnego wzrostu popularności filmów artystycznych, kino typowo rozrywkowe nadal zajmuje czołowe miejsce w światowym boxoffice.

Nie piszę tego po to, aby wyjaśnić oczywistość, ale po to, żeby nikt sobie nie myślał, że nie doceniam tego kierunku kinematografii. Fajnie jest raz na jakiś czas usiąść sobie przy przełamującym granicę (potencjalnym) arcydziele, lecz równie dobrze jest po prostu odpowiednio się rozerwać. Gdy jednak zdamy sobie sprawę z tego, ile gier wideo na polu filmowym poległo, aż chciałoby się stworzyć listę najbardziej filmowych produkcji, wręcz błagających o wersję kinową. Na mojej liście najpewniej zabrakłoby jednak Until Dawn.

Przebojowa gra od Supermassive Games niedawno otrzymała zielone światło dla filmowej adaptacji, a w jej produkcję zaangażowano potencjalnych specjalistów. W sieci wszyscy cieszą się taką zapowiedzią, ale ja jakoś szczególnie nie jestem aż tak napalony. Być może to zdrowy rozsądek, a być może cały czas obecne z tyłu głowy przeświadczenie, że zamiast tego można byłoby wybrać The Quarry od tych samych twórców i w końcu otrzymać coś mogącego dziko usatysfakcjonować fanów i weteranów kina grozy. Scenariusz tej gry jest nieporównywalnie lepszy od Until Dawn, jawnie krzycząc w stronę producentów filmowych „Wystarczy dobrze przyciąć historię!” i film byłby w zasadzie gotowy.

Film Until Dawn to oczywistość totalna

Wybór Until Dawn jako kolejnej gry przekładanej na film nie jest niczym zaskakującym. W produkcję zaangażowano PlayStation Productions, a tytuł ten oryginalnie wyszedł wyłącznie na PlayStation 4, więc to logiczne, że Sony bardzo mocno chciało, aby kultowa dziś w zasadzie pozycja od nich samych doczekała się ekranizacji. Do tego niedawno potwierdzono remaster oraz port gry na PC, więc w tym roku popularność Until Dawn zdecydowanie odżyje.

Poza tym mamy tu również zatrzęsienie motywów z kina grozy i nie tylko. Sama gra przepełniona jest nawiązaniami, easter eggami, a czasami i niepokojąco bliźniaczymi pomysłami z klasyków jak Zejście, Martwe Zło, Piątek 13-go, Piła, Psychoza czy nawet Nawiedzony Dom. Tak wielkie tytuły potencjalnie musiały zagwarantować dobrą grę, no bo przecież gdyby to skopano, gracze nie pozostawiliby na twórcach litości. I faktycznie, finalnie robi to świetne wrażenie. Nawet dziś, nawet jeżeli ktoś chciałby grać w oryginał z PS4 (wiem, bo sam ostatnio ogrywałem tę wersję).

Film z gry, która jest prawie… filmem

Wszystko super, ale cały czas mówimy o grze wideo. Co prawda „kinowej”, ale po części to właśnie powodowało, że tytuł zdobył taki rozgłos i okazał się czymś faktycznie nowym. Szczególnie wtedy, gdy ukazał się po raz pierwszy. Niewielu twórców próbowało podobnych rozwiązań i tym bardziej w klimacie grozy.

Cały kult, jakim otaczane jest przez fanów Until Dawn, dotyczy właśnie dość wyjątkowego patentu Supermassive Games, które w kolejnych latach przekuło go na pomysł na siebie. Dziś deweloperzy specjalizują się w „filmowych grach”, które niby pozwalają faktycznie w siebie „grać”, z drugiej jednak strony odznaczając się kinowym podejściem do przedstawienia wydarzeń, postaci i ograniczając liczbę interakcji gracza czasami do minimum, skupiając jego uwagę na scenariuszu i klimacie.

Dlatego Until Dawn jest tak dobre jako gra, bo to gra, która po części jest filmem. Film z kolei nie będzie już filmem, który… jest grą, no bo tak się nie da. Chyba… A jeżeli ktoś znów spróbowałby podejścia w stylu Silent Hil Ascension, to mam nadzieję, że trzon produkcyjny trzaśnie go po tym zakutym łbie.

Wyjątkowość Until Dawn tkwi w tym, że to gra

Until Dawn zdobyło więc serca graczy, bo to gra, ale także dlatego, że w scenariuszu zgrabnie miesza ze sobą motywy, a nawet gatunki w sposób, jaki wcześniej w gamingu nie był obecny. Mamy tu psychologiczne podejście do grozy przełamujące klasycznego slashera, a nawet motyw nawiedzonego domu i twista, o którym każdy, kto grał, doskonale pamięta. Wiecie, mowa o grze starczającej na 6-8 godzin, więc bez problemu scenariusz można przeładować do granic, bez wyraźnych strat w jakości. I pod tym kątem martwi ekranizacja, bo nie dostaniemy 3-godzinnego „epickiego” horroru, a raczej coś w okolicach 1,5 godziny. Twórcy filmowi wiele razy pokazywali, że w tym czasie plątanie ze sobą różnych pomysłów raczej rzadko kiedy wychodzi scenariuszowi na dobre.

No i scenariusz filmowy rządzi się swoimi prawami, kompletnie negując osobę widza, z którym nie ma żadnych interakcji. Ruchome obrazy zazwyczaj opierają się na klimacie i wiarygodnych, niejednoznacznych postaciach. Bohaterowie Until Dawn może i mieli w zamiarach być czymś nieco innym niż „banda dzieciaków” tak już wymięta przez horrory, ale i tak nie okazali się jakoś szczególnie wyjątkowi. Nie są źle napisani, ale są dość „płascy”, choć taka Sam czy zaskakująco progresywny pod kątem charakteru Matt odznaczają się na tle pozostałych. Po części to zasługa prawdziwych aktorów, którzy wcielili się w nich w grze. Wątpię jednak, abyśmy doczekali się dokładnie tego samego zestawu gwiazd – część z nich może nie być zainteresowana, a część po prostu zbyt stara.

Ciężko jednak uznać postacie za siłę napędową Until Dawn. W przeciwieństwie do wspomnianego już The Quarry, znacznie lepiej napisanego i wyreżyserowanego. W tej grze znajdziemy nawet „tryb filmu”, usuwający z gry jakikolwiek wpływ gracza na historię. Poza tym tam również mamy przenikające się podgatunki, a do tego odpowiednio wydłużony czas na poznanie postaci, który potem zdecydowanie „plusuje” w końcowych epizodach.

Rola gracza w… filmie?

Nie zapominajmy też, że postacie w Until Dawn zawsze każdy mógł w pewien sposób „naprawić”, bo to gracz podejmował kluczowe decyzje. Supermassive wpadło na genialny pomysł z rozdzielającą się wielowątkową fabułą, w której każdy może zginąć, ale nie będzie przez to przedwczesnego game over. Do tego każdy we własnym tempie mógł odkrywać kolejne sekrety, zwiedzać lokacje (sztampowe, co prawda, ale jednak klimatyczne) i kształtować opowieść pod własne „widzi-mi-się”, jednocześnie wpływając na osobowość postaci i relacji między nimi. W filmie takich rzeczy nie będzie, a wszystkie zasady zostaną ustalone z góry. Dużo wyzwań dla scenarzysty, więc mu nie zazdroszczę.

Inna sprawa to przeniesienie całej historii. Nie wiemy na razie, czy film okaże się kolejnym reprezentantem „luźnych adaptacji”, które z materiałem źródłowym mają wspólny przede wszystkim tytuł, czy faktycznie będzie podążał ścieżką scenariusza gry. Przyznam, że zdecydowanie lepiej byłoby trzymać się źródła i opowiedzieć dokładnie tę samą historię, w ujęciu kinowym. To bezpieczniejsze wyjście, bo materiał jest solidny, fani już czekają na premierę, a sama historia, jak już wspomniałem, jest dość wyjątkowa. Inną opcją jest choćby… oficjalna kontynuacja wątków z gry w postaci swoistego filmu Until Dawn 2, który mógłby być po części genialnym pomysłem, ale wymagałby poznania historii z gry, na co nie zdecydowałby się każdy, wyposażony w portfel z kasą na bilety, widz.

Film Until Dawn będzie po prostu horrorem

Na szczęście na pokładzie są twórcy, którzy mają za sobą parę udanych produkcji. Reżyser David F. Sandberg zrobił „byle jaki” horror w postaci Kiedy Gasną Światła i całkiem niezły Shazam. Druga część produkcji superbohaterskiej jest jednak na tyle słaba, że nie wiem, czy daje mu kredyt zaufania. Ponownie jednak współpracuje ze scenarzystą Garym Daubermanem. Obaj panowie mają na koncie najlepszą część Annabelle (Annabelle: Narodziny Zła) i jedyną, która nie wymagała absolutnego wyłącznie jakichkolwiek standardów u widza. Także tutaj akurat wielki plus. Może tak źle nie będzie?

Szkoda tylko, że cokolwiek by oni nie zrobili, film Until Dawn będzie po prostu kolejnym hollywoodzkim horrorem, bez większego potencjału na zostanie czymkolwiek więcej, a gra w pewien sposób sugeruje, że właśnie taki był cel jej scenarzystów. Kwestia tego, jak mocno się uda, zależy tylko i wyłącznie od podejścia twórców do materiału źródłowego, bo nie widzę tu innej możliwości.

Niech będzie ambitnie albo niech po prostu cieknie

Niestety, pierwsza zapowiedź produkcji nie napawa optymizmem. Powiedziano wtedy, że ma to być „dorosły list miłosny do kina grozy”. Jak dla mnie to po prostu ładne powiedzenie: „robimy kolejny typowy horror pełen wymęczonych klisz”. Dobrze, że dla dorosłych, bo jednak odpowiednia dawka juchy na ekranie uratowała niejeden film (jak nawet najnowsze Martwe Zło).

Cieszy coraz więcej filmów na podstawie gier, ale czy Until Dawn jest tak dobrym pomysłem? Nie mam wygórowanych oczekiwań, ale to może też dlatego, że Supermassive Games to dla mnie studio pełne sprzeczności. Mają świetną koncepcję, niekiedy dobre pomysły i mnóstwo ambicji. Tylko że jednocześnie żadna część The Dark Pictures Anthology nie była szczególnie udana, a do tej pory ich najlepszymi pozycjami pozostają Until Dawn i The Quarry. Z tych dwóch to akurat ta druga wyróżnia się bardziej, jednocześnie symbolizując długą drogę studia pod kątem nauki projektowania historii, postaci i klimatu grozy. 

Ale może filmowi twórcy to wiedzą i naprawią błędy deweloperów? Nawet jeśli nie, to niech przynajmniej krew ścieka po ekranie. To przykryje chyba większość niedociągnięć każdego hollywoodzkiego horroru.

Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie