Diablo IV z oceną 10/10? Nawet to nie wybieli Blizzarda

diablo IV nie uratuje Blizzard
Felieton

Zapłoną serwery Blizzarda i gracze po odpaleniu Diablo IV, już 6 czerwca. Tego dnia może wejdziemy „do raju”, mając w pamięci obraz piekła.

Ile razy trzeba upaść, by powstać na zawsze? Blizzard wciąż trudzi się z wyłuskaniem tejże odpowiedzi, będąc już dwiema nogami w kręgu piekielnym, w którym spoczęły demoniczne studia komputerowe. Są niczym upadli aniołowie, po przejściach i złych decyzjach powziętych na poczet źle skonsumowanego sukcesu – może przyszedł za szybko? Bo raptem w 1997 byli jednymi z najlepszych w swojej branży, gdzie hossę na sławę zapewniły porównywalnie pierwszy Warcraft, Diablo oraz StarCraft. Długie lata mijały, a oni wciąż mogli liczyć na wsparcie swoich fanów, na kartki z życzeniami pozbawione większej krytyki.

Pochyły zjazd ku otchłani niełaski

I nagle karta się odwróciła, legendarna firma z dnia na dzień stawała się coraz bardziej współczesnym mitem o wielkich grach i ludziach, którzy je tworzyli. Atrofia nieskazitelnego wizerunku podobno rozpoczęła się od romantycznej myśli związania się na całe życie z Activision. Padło z obojga ust ceremonialne TAK w 2008, a międzynarodowe podmioty strzegące prawa im pobłogosławiły. Dziś wiemy, że z tego związku nic dobrego nie wyszło. Prawdą jest, że w kasie pieniędzy przybywało, bo były kolejne gry ze znanych serii, był też World of Warcraft rozkwitający dzięki dodatkom. Lecz flaga Zamieci – wbita obok Activision – nie powiewała na wietrze z taką gracją jak dawniej. Niebieski kolor na proporcu kompletnie wyblakł, sczerniał jak drewno wypalone w kominku Roberta Kotticka, by w końcu „zmatowieć miał napis i zjednać z tłem uzurpatora”.

Osoby zaznajomione z nie tak odległymi scenami z życia Blizzarda, wiedzą o czym mówię. O tych wszystkich aferach z grami, o nagannej obyczajowości Panów kierowników, które wspólnie niszczą reputację, czegoś większego niż nazwy. Bo nie ważne, czy lubiliście ich gry, oni byli gigantami, o których słyszeliście. Tak jak teraz wszyscy nie mogą przejść obojętnie obok Diablo IV. To za gorący tytuł nawet dla niedzielnego gracza, by umknął uwadze. Zbyt atrakcyjny graficznie, za bardzo interesujący z uwagi na ukochany mrok z poprzednich części… Nie mniej obietnica swobodnego rozwoju postaci, mnogości buildów, ogromu otwartego świata do zwiedzenia i wyobrażenie nt. odmłodzonej struktury fabularnej (rozbudowane dialogi, decyzje moralne) są bezbłędną marketingową zanętą. I działa nie tylko wśród fanatyków serii. Ona pachnie i smakuje ogółem, jest uniwersalną sztuką, pożądaną dla oczu amatora i konesera gatunku RPG. Tylko czy jedna gra może oszukać przeznaczenie, zmylić rozsądek i sprawić, że wszelkie grzechy producenta gry odejdą w niepamięć? NO CHYBA NIE!

Diablo IV może będzie grą 10/10, ale Blizzardowi reputacji nie odbuduje

Choćby Diablo IV miał być tym, jak go piszą, wychwalają wczesne wersje recenzenci z łapanki i wieszczą nadejście gry diabelsko dobrej, iżby 10/10 w popularnej skali wystawione… nie pomoże nic. Będziemy opiniować najlepiej grę i grać w nią aż do braku krążenia w nogach, ale pozostającą dziełem „ziemskiego szatana” :P. Za mocno? Patrzę przez pryzmat niedawnych spraw, które Blizzard po społu dzieli z Activision. I nie są to błahe rzeczy, acz od tych mniejszej rangi zacznę wymieniać. Smród po remasterze Warcraft III nadal unosi się w powietrzu, choć nosem trzeba już mocniej zaciągnąć. Bluźnierstwo popełnione na ikonicznym RTS-ie, to zbrodnia nie do pomyślenia, a jednak miała miejsce.

Nie oszczędzili również fanów marki Diablo, oferując grę mobilną, okrutną w swojej naturze a nie wyglądzie. Bo od samego początku była nastawiona na permanentne ściąganie pieniędzy od użytkowników. System mikrotranskacji bardzo głęboko zakorzeniono w rozgrywce, przez co stworzyły się nierówności, podziały na lepszych i gorszych, gdyż nie wszyscy mogli sobie pozwolić na wymaksowanie postaci – wybór ograniczał się do 100 tys. dolarów albo 10 lat grindu.

Diablo Immortal - pierwsze wrażenia z wersji PC i mobile

Gry ważniejsze od moralności?

Blizzard ma na sumieniu o wiele poważniejsze czyny, w rachunku dopisane życie ludzkie, nawet po swojej stronie. W 2021 wybiło prawdziwe szambo, i na jaw wyszły sprawy z molestowaniem seksualnym kobiet, mobbingiem, nierównym traktowaniem pracowników. Z przyjacielskiej firmy przemianowali się na swoiste Resident Evil, w którym straszą amoralni mężczyźni. Gdyby wtenczas były natychmiastowe reakcje ze strony najwyżej postawionych osób, to pewnie napisaliby dla zainteresowanych historię z happy endem, ale to tak nie działało w Acti-Blizzard. Prędzej, że nikt nic nie wie, a wszelkie oskarżenia z zewnątrz były podważane. Masowe zwolnienia i inwigilacja pracowników (aby nikt nie odważył się pisnąć słowem), miały być rozwiązaniem na rozlane mleko. I pewnie, gdyby Microsoft nie zapragnął przejąć tego bałaganu wraz z markami należącymi do Activision Blizzard, to newsy o ichniejszych aferach czytalibyśmy zamiast o 69 miliardowej transakcji liczonej w dolarach.

Mam z tyłu głowy, że każdy inaczej postrzega swoje hobby. Niektórzy po odpaleniu Diablo IV mogą mieć gdzieś, kto to zrobił i kogo zabił, by ona powstała, dopóki zabawa przed monitorem lub TV jest przednia. Ale to świadczyłoby tylko o tym, jak łatwo przychodzi nam oddawanie moralności za chwilę przyjemności. A prawda jest taka, że każdy miecz ma dwa końce – nie da się oddzielić ludzi od ich dzieł. Czy wiedząc, że w danej firmie poświęciło życie 100 osób (zgony przez crunch), aby powstała wasza ulubiona gra, uruchomilibyście ją w ten sam sposób jak wczoraj? Zostawię Was z tą refleksją, samemu zastanawiając się czy Blizzard skrywał swoją osobowość czy jednak to Activision narzuciło im swoją kulturę bycia…

Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie