Test Lenovo Legion Y720 Cube – jak sprawdza się gamingowa bestia średniej półki?

Na tegorocznych targach E3 Lenovo Legion zaprezentowało kolejne laptopy i komputery stacjonarne dla graczy. O nadchodzących nowościach możecie przeczytać tutaj, ale do momentu, w którym zestawy pojawią się w ofertach sklepów, warto zainteresować się równie cenionym, dotychczasowym sprzętem od Lenovo. Zwłaszcza, gdy jest on tak atrakcyjny jak Lenovo Legion Y720 w wersji Cube.

Muszę przyznać, że choć Y720 Cube jest mniej wydajną jednostką niż poprzednie przez nas recenzowane komputery od Lenovo (laptop Lenovo Legion Y720 / desktop Lenovo Legion Y720T), a co za tym idzie także jednostką tańszą, to ujął on mnie swoją poręcznością i designem. Zanim więc przejdziemy do części recenzji stricte technicznej, która to zwykle przeważa przy podejmowaniu decyzji o zakupie, pozwólcie, że porozwodzę się nieco (tak trochę po babsku) nad designem, który skradł moje serce. Tak, obudowa Y720 Cube w istocie ma coś w sobie. Coś, co doceni z resztą nie tylko wzrokowiec, ale przede wszystkim rasowy gracz. Bowiem czasy, gdzie gamera zadowolą jedynie wypasione podzespoły już dawno poszły w niepamięć. Dziś równie ważne jest to, jak sprzęt ów się prezentuje.

Lenovo Legion Y720 Cube – mały, ale wariat

No, może nie do końca wariat (jak przekonamy się za chwilę prześwietlając podzespoły), ale sporo potrafi, a poza tym zawsze chciałam użyć tego zwrotu jako podtytułu. Oto więc jest, desktop w formie kompaktowej, pomniejszonej, lżejszej (co niezwykle cieszy!) i wciąż przyciągającej wzrok. A może właśnie dlatego przyciągającej, bo pomniejszonej. Jakby nie było, Y720 Cube sprawdzi się zwłaszcza u tych graczy, którzy mają potrzebę przemieszczania się wraz ze swoim komputerem między mieszkaniami, bądź po prostu pomiędzy domem rodzinnym, a akademikiem (że też w czasach mojej młodości podobne rozwiązania nie były tak popularne i poza domem wystarczyć musiał mi ciężki i mało wydajny laptop, który PowerPointa odpalał 3 minuty). Tak więc osoby podróżujące w ten sposób docenią fakt, że Cube waży tylko nieco ponad 7 kilogramów, a w dodatku ma wygodną rączkę i dzięki niemu nie musimy przemieszczać się z gamingowym desktopem, których waga dochodzi nawet do 20 kilogramów. Desktop ów w testowanej konfiguracji kupicie za około 4 tysiące złotych (Wasz kręgosłup Wam podziękuje).

Lenovo Legion Y720 Cube prezentuje się świetnie w towarzystwie gamingowego zestawu od Lenovo zarówno w dzień…

Legion Y720 Cube oznaczony przez producenta kodem 90H200A2PB, ma na pokładzie czterordzeniowy procesor Intel Core i5-7400 7-ej generacji oraz najsłabszy wariant karty graficznej, bo Nvidię GeForce GTX-1050Ti, wyposażoną w 4 GB VRAMu. Pozostałe konfiguracje zestawu możecie podejrzeć na stronie producenta (klik) w zakładce Specyfikacja. Jak szybko się przekonamy, testowane Lenovo Legion Y720 Cube to najtańsza wersja, w której znajdziemy dodatkowo 8 GB RAMu oraz autorską płytę główną od Lenovo. Ale wersja ta wciąż nazywana jest gamingową, co oznacza że powinna co nieco sobą zaprezentować, jeśli chodzi o wydajność w grach. O tym przekonamy się w dalszej części testu, niemniej chcę zwrócić uwagę, że w pierwszej chwili, po dostaniu sprzętu w swoje ręce, nasunęły mi się właściwie dwie myśli. Jedna była obawą, druga zaś raczej miłym zaskoczeniem. Obawą była właśnie moc karty GTX 1050 Ti kontra dzisiejsze gry, a zaskoczeniem moc zasilacza (450 Watt), gdyż spodziewałam się, iż producent upchnie do tego maleństwa coś równie jak desktop małego (wydajnościowo). Dobrą wieścią w materiałach marketingowych było też wmontowanie w zestaw inteligentnego połączenia sieci LAN i Wi-Fi, dzięki czemu komputer korzystając z obu źródeł minimalizuje występowanie lagów bądź utraty połączenia. No, i w sprzęcie dla graczy nie mogło zabraknąć wmontowanego bezprzewodowego konektora do pada od Xboksa.

… jak i w nocy. Aż chce się usiąść i grać do białego rana.

Specyfikacja techniczna:

  • Procesor: Intel Core i5-7400, 7-ej generacji (4 rdzenie, 4 wątki, od 3.0 GHz do 3.5 GHz, 6 MB cache)
  • Płyta główna: Mini-ITX, Lenovo 36D5
  • Chipset: Intel H170
  • Socket CPU: 1151 LGA
  • Pamięć RAM: 1x Hynix DDR4 8GB, 2133MHz, CL15
  • Maksymalna obsługiwana ilość pamięci RAM: do 32 GB DDR4
  • Karta graficzna dedykowana: NVIDIA GeForce GTX 1050 Ti 4GB
  • Karta muzyczna zintegrowana: Realtek High Definition Audio
  • Komunikacja: LAN 10/100/1000 Mbps, Gigabit + Killer LAN
    Wi-Fi 802.11a/​b/​g/​n/​ac
    Moduł Bluetooth 4.0
    Wbudowany adapter do pada Xbox
  • Dysk twardy: WD Caviar Blue 1TB 3,5 (WD10EZEX)
  • Dysk SSD: SanDisk X400 128GB 2,5
  • Złącza na panelu przednim: 2x USB 3.0, gniazdo słuchawkowe i mikrofonowe
  • Złącza na panelu tylnym: PS/2, VGA, 4x USB 2.0, 2x USB 3.0, DVI, HDMI, Display Port, RJ45, cyfrowe złącze optyczne, 6x Audio
  • Wymiary: 31,4 x 39,3 x 25,2 cm
  • Waga: 7,4 kg
  • System Operacyjny: Microsoft Windows 10 Home 64bit
  • Zasilacz: AcBel 450 Watt

Lenovo Legion Y720 Cube – król mojego biurka

Lenovo Legion Y720 Cube na żywo wygląda tak samo dobrze jak na zdjęciach. Ma agresywny, gamingowy styl, któremu nie zaszkodziła nawet rączka umieszczona na szczycie. Miłośników podświetlenia, którzy to jednak nie lubią mieć na biurku/pod biurkiem czegoś przypominającego choinki ucieszy fakt, że desktop iluminuje czerwonym światłem z trzech źródeł – ale o tym za chwilę. Pewne jest jedno – gdybym weszła w posiadanie takiego desktopu, nie wylądowałby on pod biurkiem nieopodal stóp. Zająłby honorowe miejsce obok monitora i może nawet bym się wysiliła, aby codziennie usuwać z niego kurz.

Przejdźmy więc do szczegółów dotyczących wyglądu zewnętrznego, zaczynając od frontu. Jest symetrycznie i bez przepychu, a jednak z duszą. Znajdziemy tu ciemnoszarą, metalową siatkę, pozwalającą na lepszą cyrkulację powietrza (a za nią dodatkowy wentylator), plastikowy, matowy szczyt, przechodzący w górę obudowy, a także zachodzące na przód panele boczne gdzie rządzi plastik i aluminium. W centrum widnieje czerwone logo Lenovo Legion, które z poziomu dedykowanego oprogramowania jest konfigurowalne. Można więc wyłączyć podświetlenie, bądź wybrać jeden z trzech poziomów natężenia światła. To samo tyczy się LEDów (także świecących tylko na czerwono) w spodniej sekcji obudowy – o tej za chwilę. Patrząc na Y720 Cube od frontu, nasze oczy napotkają jeszcze dwa loga producenta. Napis Lenovo zdobi lewy górny róg, oraz prawy dolny – to jest tuż na panelu bocznym, który po części widoczny jest od przodu.

Dobra, przyznam się do czegoś, co być może będzie wstydliwe. Y720 Cube tak mi się podobał, że zdarzyło mi się go głaskać.

Nie odkrywając Ameryki, ani żadnego innego kontynentu trzeba przyznać, że z uwagi na kompaktowe rozmiary, tył został dobrze zagospodarowany. Idąc od góry widzimy tu dwa wentylowane sloty kart rozszerzeń, choć nawiasem mówiąc z tego wolnego już nie skorzystamy. Całą dostępną w środku przestrzeń wykorzystuje karta grafiki (oferuje ona 3 złącza: DP, HDMI oraz DVI), a po drugie zamontowana płyta główna oferuje zaledwie jedno tego typu złącze. Obok wspomnianych slotów z prawej znajduje się zabezpieczona plastikową pokrywką płytka do łączności Wi-Fi. Większość lewej strony zajmuje kratka wentylacyjna, odprowadzająca ciepło wprost z coolera. Prawa strona zaś służy odprowadzaniu ciepła zasilacza. Centrum to już sekcja złącz. Płyta główna dysponuje zintegrowaną kartą graficzną, stąd w sekcji tej znajdziemy tak jak w przypadku dedykowanej karty GPU kilka złącz: HDMI, DVI oraz VGA. Jeśli chodzi zaś o porty USB, tych w wersji 2.0 znajdziemy tu cztery, a w wersji 3.0 – dwa. Osobom korzystającym wciąż z klawiatur i myszek o złączu PS/2 przyda się jeden taki mieszany port. W Y720 Cube nie mogło zabraknąć wejścia na przewód Ethernet RJ45 oraz pięciu sztuk wejść/wyjść audio. Jest także cyfrowe złącze optyczne. Aby dostać się do wnętrza obudowy, właśnie tutaj musimy odkręcić cztery śrubki. Choć oznaczone są jako wymagające śrubokręta krzyżaka, to tak naprawdę odkręcimy je bez użycia narzędzi – główki są spore i chropowate na bokach.

Dwie rury wydechowe, o przepraszam – dwie kratki wentylacyjne z tyłu obudowy.

Góra desktopu nie zawiera może wielu elementów, niemniej została wykonana z niesamowitą wyobraźnią. Na wyciągnięcie ręki mamy przycisk Power, dwa złącza audio oraz dwa porty USB 3.0. W moim przypadku chyba milej widziałabym jeszcze trzeci port, tym razem USB 2.0, gdyż trzecia generacja nie dogadała się z moim dyskiem przenośnym, co skutkowało nurkowaniem na tyły obudowy. Wierzch to także wspomniana solidna i wygodna rączka, a pod nią kolejne miejsce na wentylację. Pod równoległymi czarnymi pasami plastiku znajduje się ciekawa i świetnie wyglądająca czerwona siatka, której to jednak pod kątem materiału nie potrafiłam określić, choć nie jest to z pewnością metal.

Prawda że ciekawie?

Zaglądając pod spódnicę Y720 Cube ujrzymy coś dziwnego. Nagromadzenie kratek wentylacyjnych w towarzystwie czterech, wysokich na 4 cm ogumowanych nóżek oraz trójkątny przycisk (na – jeśli mogę się tak wyrazić – dziobie) służący sparowaniu z padem od Xboksa. Organoleptycznie dowiodłam, iż nie świadczymy w obudowie filtrów przeciwkurzowych. Ani na spodzie, ani też nigdzie indziej. A szkoda. Wprawne oko dostrzeże też, że to właśnie tutaj znajdują się dwa kolejne źródła światła LED i identycznie jak LED na froncie, mogą być one regulowane.

Przepraszam, na jaką planetę leci ten statek?

Tak jak całość obudowy, tak i jej boki mają ciekawy design, który składa się z dwóch sekcji siatek odseparowanych od środowiska zewnętrznego pasami plastiku oraz sekcji środkowej, gdzie po jednej stronie producent umieścił napis Lenovo, a po drugiej… paskudne naklejki ze specyfikacją, których jak najprędzej bym się pozbyła. Trochę szkoda, że wspomniana siatka nie została także uraczona kolorem czerwonym. Dla mnie byłaby to już całkiem petarda (kto czytał moje inne testy ten wie, że mam zboczenie pod kątem czerwieni).

Najs… Najs…

Wnętrze Lenovo Legion Y720 Cube + testy syntetyczne

Muszę przyznać, że moja pierwsza obawa dotycząca Y720 Cube dotyczyła generowanych w grach temperatur. Mała przestrzeń sprzyja bowiem gromadzeniu się ciepła, jednak jak niebawem pokażą testy, Legion Y720 w wersji Cube utrzymuje temperatury niższe nawet, niż jego pełnowymiarowy desktopowy odpowiednik, który testowaliśmy! I nie jest to nawet kwestia wentylatorów, gdyż większy brat miał ich więcej, ale najwyraźniej to zasługa samej obudowy. Jakby się jej nie przyjrzeć to okazuje się w końcu, że jest to jedna wielka… kratka wentylacyjna. Spód, wierzch, tył, a nawet przód i boki – wszystko to jest ultraprzewiewne.

Jak w autobusie po godzinie 15-ej, niemniej fakt ten nie zaważy na temperaturach.

Ze względu na rozmiary obudowy, wejdzie do niej jedynie płyta główna w formacie Mini-ITX, a jeśli chodzi o karty PCI, to zamontujemy tu zaledwie jedną kartę graficzną. Nvidia GTX 1050 Ti w testowanym zestawie to króciak zaopatrzony w zaledwie jeden wentylator, ale do środka ze spokojem wejdzie GPU z dwoma wentylatorami.

Procesor Intel Core i5-7400

Jak mogliście zobaczyć w sekcji ze specyfikacją, i5-7400 to procesor dysponujący czterema rdzeniami i tyloma też wątkami. Jest następcą i5-6400 i choć oba procesory różnią się nieco częstotliwością taktowania oraz nowszym układem graficznym, to nie przekłada się to na powalający progres nowszego układu. Niemniej jest to wciąż jeden z lepiej wycenionych procesorów w rodzinie Kaby Lake, pozwalający na taktowanie od 3.00 GHz do 3.50, chociaż ostatecznie jego mnożnik został zablokowany, toteż o podkręcaniu raczej możemy zapomnieć. Osoby, które kupują takie składaki jak Lenovo legion Y720 Cube nie będą z pewnością bawiły się w wymianę podzespołów, jednak warto wiedzieć, że i5-7400 jako procesor 7-ej generacji nie dogada się z płytami głównymi na chipsetach H110, B150, Z170 oraz H170. Dlatego też nasz desktop wyposażono w autorską płytę główną Lenovo 36D5 z chipsetem H170.

Intel Core i5-7400 ma zablokowany mnożnik, toteż decydując się na zestaw z tym procesorem, musimy przygotować się na niezmienne 3.0 GHz na rdzeniu.

Twardziel i SSD

Jeśli można powiedzieć, że Lenovo Legion Y720 Cube ma jakieś newralgiczne punkty w CV, to jest nim z pewnością dysk SSD (SanDisk X400). Nie dosyć że proponuje jedynie 128 GB to nie generuje także oszałamiających wyników. 337 MB/s w zapisie to może jeszcze nie patologia, ale w podobnej cenie znaleźć możemy dużo szybsze dyski. Zwłaszcza, że ów wynik bazuje na uruchomionej technologii Intel Rapid.

Zobaczywszy dysk od SanDisk, mój wewnętrzny siódmy zmysł zareagował grymasem.

W przypadku HDD jest już lepiej. Jest to 1 TB od Western Digital w odmianie Blue (WD10EZEX), czyli oferującej zbilansowany stosunek wydajności i niezawodności względem ceny. Zastosowano tu maksymalną ilość pamięci podręcznej – 64MB, a talerze oferują 7200 rpm. I choć nie jest to demon prędkości, to do zadań takich jak gromadzenie zdjęć, dokumentów czy danych nadaje się idealnie. W tym miejscu warto nadmienić, że obudowa desktopu pozwala na zamontowanie dwóch dysków 3,5-calowych oraz jednego 2,5-calowego.

Po lewo wyniki testu prędkości dysku SSD. Po prawo – HDD.

Co potrafi GeForce GTX 1050 Ti 4GB

GPU w przypadku testowanego Lenovo Legion Y720 to taki sam maluszek jak i cały zestaw, jednak trzeba zwrócić mu honor, gdyż całkowicie przyzwoicie się zachowuje. Przyzwoicie, to w sumie jeśli chodzi o hałas mało powiedziane. Ale nic dziwnego – jeden wentylator hałasu wielkiego nie zrobi. Będąc jednak przy hałasie: cały desktop generuje w spoczynku około 28-30 dB i jest to w porównaniu do innych zestawów ciut więcej, niemniej jest to wina obudowy, która – jak już wspomnieliśmy – jest dziurawa jak durszlak, dzięki czemu nie zaznamy tu niepożądanych, wysokich temperatur. Toteż – coś za coś, a mianowicie niższe temperatury za nieco większy hałas. Podczas 25 minutowego obciążenia programem OCCT odnotowano wzrost hałasu o maksymalnych 4 dB. Konkluzja jest prosta: nieco głośniejszy niż powinien, niemniej niemal niesłyszalnie głośniejszy podczas obciążenia.

Nvidia GTX 1050 Ti: mała karta, mało hałasu.

Przechodząc nareszcie do temperatur, o których już niejenokrotnie wyżej wspominałam: zestaw prezentuje naprawdę zadowalające wyniki jak na kubik tych rozmiarów. Podejrzewam, że zabranie dodatkowego wentylatora i zastosowanie jednolitych boków bez wentylacji mogłoby skończyć się dużo gorzej. A tak, jest bardzo dobrze. Jak widać poniżej od stanu spoczynku (po lewej) do temperatur pod obciążeniem (po prawej) wyniki różnią zwłaszcza kartę graficzną. 15 minut bezczynności oraz 20 minut grania w Wiedźmina 3 poskutkowało niewielkimi zmianami w obrębie temperatur płyty głównej oraz procesora. Jedynie karta graficzna odnotowała wzrost temperatury z około 30°C do 70°C. Werdykt jest więc jak najbardziej pozytywny, biorąc przecież pod uwagę gęste upakowanie podzespołów.

Test Lenovo Legion Y720 Cube

Pamięć RAM – optymalne 8 GB

Każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o gamingu przyzna mi rację: 8 GB RAMu towarzyszące pozostałym podzespołom zawartym w Lenovo Legion Y720 Cube to optymalna wartość. Ale wielkość pamięci to nie wszystko. Za popełnienie tej kości odpowiada koreański SK Hynix, gigant na rynku pamięci komputerowych, który zajmuje się głownie produkcją pamięci flash i DRAM.

W zestawie mamy 8GB RAMU w jednej kości, choć płyta główna przyjmie do 32 GB.

Kość to standardowe DDR4 o timingach 17-17-17-39 oraz taktowaniu 2400MHz. Mogło być więc lepiej, ale nawet kość o niższym timingu i wyższym taktowaniu w konfiguracji Y720 Cube niewiele by wniosła: nie przełożyłoby się to zbyt mocno na osiągi w grach.

RAM od SK Hynix w szczegółach.

Lenovo Legion Y720 Cube – oprogramowanie oraz pozostałe elementy warte uwagi

Kompatybilność z padem Xbox oraz priorytetyzacja sieci

Prócz osprzętu takiego jak procesor i5-7400 oraz karta grafiki GTX 1051 Ti, Legion ma w sobie jeszcze inne elementy, dzięki którym jest w pełni gamingowy. Mowa o technologii Killer LAN oraz o wbudowanym module odpowiadającym za bezprzewodowe połączenie z padem od Xboksa. Łączenie z kontrolerem nie wymaga żadnych nadnaturalnych umiejętności. Ot przechodzimy do ustawień urządzeń Bluetooth w Windowsie i za pomocą przycisku na obudowie Y720 Cube oraz przycisku na padzie, parujemy ów zestaw. Zresztą, do peceta dołączono także krótką instrukcję obsługi tego elementu.

Jeśli chodzi zaś o funkcję Killer LAN, to polega ona na wyciągnięciu korzyści z obecności w zestawie zarówno karty sieciowej przewodowej jak i bezprzewodowej firmy Killer. Pozwala to na ich współpracę, a co za tym idzie na jednoczesne wykorzystanie przez sprzęt obu kart co gwarantuje większą szybkość i brak lagów w grze on-line. Karty inteligentnie kwalifikują i prioretyzują również ruch sieciowy, by dostarczyć największą przepustowość do aplikacji, na których graczowi najbardziej zależy. Oprogramowanie pozwoli więc na dodawanie gier bądź aplikacji i zarządzanie wspomnianą przepustowością w zależności od upodobania.

Killer Network Manager – mały programik, a możliwości wielkie.

Oprogramowanie

Lenovo proponuje standardowo kilka autorskich programów, które mogą się przydać w obsłudze komputera, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby je odinstalować. W Lenovo Legion Y720 Cube znalazłam:

  • Wspomniane powyżej Killer Network Manager do zarządzania ruchem sieci
  • Lenovo Nerve Center – oferujące podgląd podstawowych podzespołów oraz zarządzanie oświetleniem LED obudowy, a także inteligentnym zarządzaniem siecią oraz dźwiękiem w grze (posiadając na wyposażeniu powyższą aplikację Killer Network Manager zabawę z siecią w Nerve Center możemy sobie odpuścić, bo obie aplikacje mają zbliżone założenia, niemniej uważam, że apka od Lenovo jest prostsza w obsłudze, choć nie zapewni współdziałania obu kart)
  • Lenovo App Explorer – sklep wypełnionym aplikacjami takimi jak Facebook, Steam czy odtwarzacz VLC. W App Explorer znajdziemy także gry, niemniej różnorodność programów jest jak można zauważyć tożsama z Microsoft Store.
  • Lenovo Vantage – tutaj zaktualizujemy swój system, sprawdzimy jego stan, skontaktujemy się z pomocą techniczną, ale także  dostaniemy się do ustawień sprzętowych. Są to opcje znane z Panelu Sterowania Windows, wzbogacone o dodatkowe ustawienia oraz informacje o kondyci poszczególnych podzespołów.
  • Lenovo Entertainment Hub – świetna aplikacja stworzona we współpracy z Beyond Media: pozwala na uruchomienie posiadanych gier w trybie zgodności z goglami VR, o ile dana gra korzysta z widoku FPP. Szkoda tylko, że specyfikacja testowanej wersji Lenovo Legion Y720 Cube nie pozwoli na zabawę z goglami rozszerzonej rzeczywistości. Ale model z GPU GTX 1060 stwarza już takie możliwości.
Wymienione na liście gry to propozycje tytułów, które mogą zostać zemulowane przez oprogramowanie.

Legion Y720 Cube w zestawie gamingowym od Lenovo

Jeśli do tej pory uważnie czytaliście test (albo przynajmniej oglądaliście obrazki), to z pewnością na zdjęciach zauważyliście urządzenia towarzyszące Y720 Cube. Nie trzeba być geniuszem żeby mieć świadomość, że nic tak dobrze nie wygląda jak zestaw gamingowy z jednej serii, a przynajmniej od jednego producenta (pokrywają się wówczas chociażby barwy oraz oprogramowanie poszczególnych podzespołów). Do Legion Y720 Cube Lenovo ma w swojej ofercie m.in. 27-calowy monitor Lenovo Y27G (dostępny także w wersji RE – Razer Edition – z podświetleniem na tylnym panelu). Dzięki połączeniu monitora kablem USB 3.0 ze stacją dysków zyskamy dwa złącza USB widoczne na poniższym zdjęciu. Jest to świetne rozwiązanie, jeśli chcemy na przykład ładować telefon z użyciem monitora. Y27G posiada także złącze jack na headset, a także specjalną dla niego belkę. Monitor oferuje przy tym 144 Hz częstotliwości odświeżania oraz technologię G-Sync, co przekłada się na fenomenalne rezultaty wizualne w połączeniu z kartami graficznymi właśnie od Nvidii.

Podobne rozwiązanie proponuje mechaniczna klawiatura Lenovo z serii Y z odczepianą podkładką na nadgarstki. Dzięki temu, że z klawiatury wychodzą dwa przewody USB, a także dwa audio (spakowane w jednym grubym oplocie), sama klawiatura oferuje podobne możliwości co wspomniany monitor, czyli ładowanie urządzeń poprzez USB, ale także podłączenie do niej zarówno mikrofonu jak i słuchawek.

Ostatnia w prezentowanym zestawie jest gamingowa mysz Lenovo z serii Y, którą warto zainteresować się w parze z dedykowaną podkładką. Dzięki niej zyskamy do 8200 DPI, a także aż dziewięć przycisków i możliwość wykorzystania dołączonych obciążników, ale przede wszystkim zharmonizowany design wraz z takim samym podświetleniem.

Dodatkowy osprzęt od Lenovo sprawi, że używanie komputera będzie jeszcze przyjemniejsze i praktyczniejsze.

Lenovo Legion Y720 Cube: testy w grach

No i tak dobrnęliśmy do części, którą wszyscy lubimy najbardziej: do testów w grach. Przyznam, że początkowo niepokoiła mnie obecność w zestawie karty GTX 105o Ti. Moje wizje co do gier były co najmniej apokaliptyczne, jak się jednak poniżej okaże, wyszło to lepiej niż w moich wizjach. Naturalnie specyfikacja komputera nie pozwoli ani na grę w 4K, ani też w VR, ale pozwoli na rozgrywkę w rozdzielczości FullHD nawet w wymagających tytułach. Pozwólcie, że jako potwierdzenie mych słów wspomnę tylko pobieżnie (jeszcze przed pełnymi testami), że w grze Wiedźmin 3 ustawienia Uber skutkowały okolicami 30 fpsów. Nie jest to może wynik oszałamiający, ale bez wpadania w paranoję kultu purystów z zakonu 60-ciu fpsów, tych 30-40 fpsów w grze zadowoli większość graczy. Aby przekonać się, jak wypadł zestaw podczas grania, odpaliłam na nim kilka zróżnicowanych gier. Wszystkie testowano na rozdzielczości FullHD. A oto one:

  • Vampyr
  • The Council
  • Dying Light
  • Wiedźmin 3
  • Kingdom Come: Deliverance

Vampyr

Ostatni hit od Dontnod Entertainment zebrał moim zdaniem niezasłużenie mnóstwo batów głównie dlatego, że produkcja cierpi na kilka problemów, ale największym z nich jest nastawienie samych graczy, którzy dając się ponieść hype’owi nastawili się na RPG roku. Jakby nie było, produkcja miażdży atmosferą, ale miażdży także… średnią optymalizacją. Nie chodzi tu nawet o przedstawiane przed twórców wymagania sprzętowe (a były one na szczęście sporo zawyżone), ale o dropy fpsów nawet o 20 klatek. Nie jest to jednak wina testowanego zestawu – problem występuje także na innych komputerach. Testowana konfiguracja w ustawieniach Ultra prezentowała więc od 38 do ponad 60 klatek.

Maksymalna temperatura karty graficznej:  70°C

  1. Ustawienia Ultra (AA 6x / Ilość obiektów: duża / Skala rozdzielczości 100%) –uśrednione 49 fps.
  2. Ustawienia Wysokie (AA 6x / Ilość obiektów: duża / Skala rozdzielczości 100%) – uśrednione 54 fps.
  3. Ustawienia Średnie (AA 2x / Ilość obiektów: mała / Skala rozdzielczości 90%) – uśrednione 61 fps.

(kliknij obrazek, aby powiększyć)

The Council

Epizodyczna przygodówka The Council (przygodówka która zebrała już mnóstwo pochlebnych opinii, które podzielam) wraz z Vampyrem potwierdziły moje przewidywania co do testowanego zestawu. Mianowicie Lenovo Legion Y720 Cube najlepiej radzi sobie z nowymi produkcjami, które to jednak nie są przeładowane stosem postprocesów. Będą to więc wszelkiego rodzaju przygodówki, czy też gry w rzucie izometrycznym pokroju Tornment: Tides of Numenera bądź nowego Pillars of Ethernity. Legion Y720 Cube nie miał najmniejszych potknięć w przypadku gry The Council, która to jest nie tylko graficznie urzekająca, ale i technicznie rzecz biorąc – wymagająca. Na ustawieniach maksymalnych pojawiało się nawet 90 fpsów.

Maksymalna temperatura karty graficznej:  68°C

  1. Ustawienia Max (Tekstury: jakość maksymalna) –uśrednione 80 fps.
  2. Ustawienia Medium (Tekstury: jakość średnia) – uśrednione 94 fps.
  3. Ustawienia Low (Tekstury: jakość niska) – uśrednione 99 fps.

(kliknij obrazek, aby powiększyć)

Dying Light

Jako że na dniach zapowiedziano kolejną odsłonę hitu od rodzimego Techlandu (chodzi naturalnie o Dying Light 2, bo o cóż by innego?), postanowiłam sprawdzić, jak testowany zestaw radzi sobie z grą z 2015 roku. Osobiście przyznam, że w tytuł nie grałam od blisko dwóch lat i wówczas dysponowałam dużo gorszym sprzętem. Dlatego też tak mocno urzekł mnie widok Harranu w ustawieniach Najlepszej Jakości. Jest bezbłędnie i stabilnie. Nic tylko grać i czerpać radość z widoczków (o ile nie przeszkodzą nam w tym zombiaki).

Maksymalna temperatura karty graficznej:  72°C

  1. Ustawienia Najlepsza Jakość (Tekstury: jakość wysoka / Okluzja ON / HBAO+ ON / AA ON / Głębia ostrości ON) – uśrednione 57 fps.
  2. Ustawienia Zrównoważone (Tekstury: jakość średnia / Okluzja ON / HBAO+ ON / AA ON / Głębia ostrości OFF) – uśrednione 75 fps.
  3. Ustawienia Najlepsza Wydajność (Tekstury: jakość średnia / Okluzja OFF / HBAO+ OFF / AA OFF / Głębia ostrości ON) – uśrednione 112 fps.

(kliknij obrazek, aby powiększyć)

Wiedźmin 3

No i pora na ulubieńców kart graficznych. Na dwa Behemoty: Wiedźmina 3 i Kingdom Come: Deliverance. Ale zacznijmy od pierwszego z nich. O ile Wiedźmin 3 na ustawieniach Uber, to jest generujący okolice 30 klatek nie każdemu może przypaść do gustu, to ustawienia Wysokie powinny zapewnić już komfort, będący kompromisem pomiędzy jakością, a wydajnością. Bardzo duży plus przyznaję jednak zestawowi za utrzymywanie kosmicznie wręcz stabilnego klatkarzu, który wahał się maksymalnie o 3-4 klatki w trakcie 20-minutowego gameplay’u.

Maksymalna temperatura karty graficznej:  70°C

  1. Ustawienia Uber (HBAO+ ON / AA ON / NVidia HairWorks 8x) – uśrednione 27 fps.
  2. Ustawienia Wysokie (HBAO+ ON / AA ON / NVidia HairWorks 4x) – uśrednione 38 fps.
  3. Ustawienia Średnie (HBAO+ ON / AA OFF / NVidia HairWorks OFF) – uśrednione 55 fps.

(kliknij obrazek, aby powiększyć)

Kingdom Come: Deliverance

Kingdom Come: Deliverance choć zauważalnie brzydszy niż Wiedźmin (wybaczcie deweloperzy z Warhorse), to ma to do siebie, że generuje zbliżony do Białego Wilka klatkarz. W przypadku jednak Kingdom Come ustawienia Bardzo Wysokie (to jest najwyższe w grze) skutkowały konkretnymi dropami w grze, toteż odradzam grę na takich ustawieniach. Zdarzało się przycinanie oraz zbyt wolne renderowanie otoczenia. Dopiero ustawienia Wysokie przyniosły spokojniejszą rozgrywkę, choć tutaj także nie obyło się bez przycinek. Ustawienia Średnie sprawiły się już wzorowo: dropy i przycięcia przeminęły bezpowrotnie.

Maksymalna temperatura karty graficznej:  70°C

  1. Ustawienia Bardzo Wysokie (SMAA 1TX / szczegóły bardzo wysokie) – uśrednione 27 fps.
  2. Ustawienia Wysokie (SMAA 1TX / szczegóły wysokie) – uśrednione 33 fps.
  3. Ustawienia Średnie (AA OFF / szczegóły średnie) – uśrednione 46 fps.

(kliknij obrazek, aby powiększyć)

Podsumowanie

Pierwszy rzut oka na Lenovo legion Y720 Cube w testowanej konfiguracji to seria pytań: czy to podoła grom? Czy ta malutka karta graficzna nie będzie brzmieć jak traktor w trakcie orki? Czy gęste upakowanie podzespołów nie przyczyni się do samozapłonu? Na szczęście żadna z tych pesymistycznych wizji nie urzeczywistniła się podczas testów. Owszem, można by ponarzekać na dysk SSD o wielkości 128 GB (i tak, zawsze będę narzekać na taką wielkość – powinna zostać wyeliminowana z zestawów mających czelność nazywać się gamingowmi). Można też grymasić na brak filtrów przeciwkurzowych w obudowie, ale generalnie rzecz ujmując, Y720 Cube bez większych problemów radzi sobie z tym, do czego został stworzony – z grami. Nie pogramy jak już zauważyliśmy na magicznych 60 fpsach w Wiedźmina (bo musielibyśmy dopłacić jeszcze kilka tysięcy), ale gra w 30 fpsach jest już możliwa – nawet z ustawieniami Uber. Wygląda na to, że uwzięłam się na tegoż Wiedźmina, ale prawda jest taka, że jest to swoisty wyznacznik działania komputerów gamingowych na całym świecie, co nie oznacza, że każdy gamer w ową produkcję gra (o sobie opowiadać nie będę, bo narażę się na bojkot). Przez powyższe rozumiem jedno: Legion Y720 Cube sprawdza się dobrze w przypadku nawet najnowszych gier. W tych bardziej wymagających dobija do 60 klatek, a w tych mniej – nawet do 100. A jako że gaming to nie tylko Wiedźmin, to zestaw sprawdzi się świetnie u gracza preferującego tytuły zbliżone jakością do zaprezentowanych w teście.

Nic innego nie przychodzi mi na myśl, jak słowo: zacnie.

Lenovo Legion Y720 Cube to komputer gamingowy, który nie jest jedynym na rynku zestawem, korzystającym z kompromisów. W testowanej wersji nie pozwoli na grę w 4K i nie pozwoli też na grę przy użyciu gogli VR, jest bowiem zestawem reprezentującym gamingową półkę średnią. Jakby go jednak nie nazwać, przedstawione testy mówią same za siebie i warto osobiście podjąć decyzję, czy generowane przez komputer osiągi warte są wydania przez Was niemal czterech tysięcy złotych. Ze swojej strony mogę tylko podpowiedzieć, że ceny za podobne dedykowane zestawy są zbliżone, a nawet wyższe, a jeśli nawet oferują większy i lepszy dysk SSD, bądź lepsze GPU, to nie ma siły – producent musiał przyoszczędzić na czymś innym. Być może na braku dysku HDD, braku Bluetootha czy ograbieniu zestawu z podświetlenia LED. Dlatego też tak trudną decyzję ma do podjęcia osoba, która wybiera nowy zestaw do grania. W każdym znajdziemy coś, co byśmy podmienili czy ulepszyli, ale będą za tym iść kolejne stówki z naszych portfeli. Co więcej, szybka matematyka wykonana w zakresie cen poszczególnych podzespołów (w tym obudowy oraz Windowsa 10) wykazała, że chcąc samodzielnie złożyć taki zestaw musielibyśmy wydać około 3600 złotych. 400 złotych więcej (różnica) za gotowy komputer to nieco mniej nawet niż standard. Ale ostateczną decyzję jak zawsze zostawiam Czytelnikowi.

Można grać całą noc, aż oczy zajdą mgłą…

Plusy:
+ dobre temperatury pod obciążeniem
+ zachowuje względną ciszę w trakcie grania
+ świetny design i podświetlenie
+ lekki i poręczny
+ system Killer LAN
+ wbudowany Bluetooth pozwala sparować pada do Xboksa

Minusy:
– słaby wydajnościowo i mały dysk SSD
– brak filtrów przeciwkurzowych

Ocena: 5/5

Ewelina Stój

Ewelina Stój

Bardziej od konkretnych gatunków ceni sobie kiedy gra ma "duszę" i pouczający przekaz. Nieco osamotniona w męskim świecie ruchomych pikseli próbuje udowodnić światu, że gry to także sztuka.