Stray - recenzja z PS5. Piękna przygoda nie tylko dla kociarzy

Recenzja Stray. Przygoda z pazurami, ale nie tylko dla kociarzy

Gra: Stray

Producent: BlueTwelve Studio

Recenowana na: PS5

Raz na jakiś czas zdarza się, że w sieci pojawia się zapowiedź gry, która zachwyca nie tyle piękną oprawą i złożoną rozgrywką, co wyjątkowym pomysłem. Tak było w przypadku Stray – gry, w której sterujemy słodkim kotem. Ale czy sam pomysł wystarczy, aby zadowolić graczy?

Jeśli – podobnie jak ja – macie ostatnio dość wtórnych produkcji AAA, zapewne zwróciliście uwagę na Stray jako na coś potencjalnie świeżego, co przełamie pasmo nudy w Waszych podbojach wirtualnych światów. W istocie produkcja BlueTwelve Studio prezentuje niespotykany pomysł na grę, w której perspektywa czworonoga ma wyjątkowo duże znaczenie.

Historia kotem się toczy

Fabularnie Stray jest grą dość prostą, miejscami nawet odrobinę przewidywalną, a jednak piekielnie wciągającą. Wcielamy się w kota, który w wyniku pewnych wydarzeń zostaje skazany na samotność i utyka w zrujnowanym mieście pełnym robotów i niebezpiecznych stworów. Po czasie poznaje drona, wraz z którym spróbuje wydostać się z nieprzyjaznej mieściny, a na swojej drodze spotka wiele miłych lub mniej istot. Brzmi dość klasycznie, ale historia Stray ma wiele świetnych momentów i znajdzie się nawet miejsce na zaskakujące zwroty akcji. Nie obyło się jednak bez paru zauważalnych dziur w scenariuszu, na które można przymknąć oko, bowiem nie psują odbioru całej historii – są, ale nie bolą.

Stray - zrzut ekranu

Historia głównych postaci to jedno, ale kocia przygoda BlueTwelve Studio oferuje również kilka pobocznych opowieści, które nie rozgrywają się na głównym planie, a jednak dobrze się je śledzi. Szczególnie pozytywnie wypada historia świata przedstawionego, która chwyciła mnie na początku rozgrywki i nie puszczała do samego końca – bardzo chciałem poznać jej zakończenie. Kiciuch – protagonista i jego elektroniczny przyjaciel to duet, z którym po prostu chce się poznawać kolejne sekrety świata, a ich nietypową relację śledzi się równie dobrze.

Grę ukończyłem przy dwóch dłuższych posiedzeniach, ale Stray nie jest przesadnie krótkie. Do napisów końcowych dotarłem po około pięciu godzinach, a jeśli zechcecie odkryć wszystko lub po prostu trochę więcej pozwiedzać, to bez problemu spędzicie z tym tytułem nawet osiem do dziesięciu godzin. Moim zdaniem to idealna długość jak na produkcję niezależną z bądź co bądź dość prostą rozgrywką. Deweloperzy zdecydowanie poszli w jakość, a nie ilość, a przy tym nie pozostawili mnie z uczuciem niedosytu.

Stray - zrzut ekranu 3

Prosta gra z dobrymi pomysłami

Gra się w to trochę jak w platformówkę z elementami przygodówki, ale nie ma tu sekcji stricte platformowych, bowiem nasz pokryty sierścią bohater „przykleja się” do powierzchni i nie może spaść, potknąć się ani zrobić sobie innego kuku podczas wspinaczki. Praktycznie eliminuje to jakiekolwiek wyzwanie przy skakaniu po dachach, ale nie widzę w tym problemu – gramy w końcu zwierzakiem, który większość życia spędza na pląsaniu po wysoko położonych miejscówkach.

Wyzwanie pojawia się za to w dwóch innych przypadkach: przy spotkaniach z niebezpiecznymi istotami i zagadkach. Te pierwsze pozwolę sobie przemilczeć, aby uniknąć spojlerów, ale właściwie nie ma tu walki jako takiej i każde spotkanie z wrogiem jest zagadką samą w sobie. Zaprezentowane przez BlueTwelve Studio łamigłówki wypadają przyjemnie. Nie są przesadnie skomplikowane, a więc trudno się na nich zawiesić, a przy tym bywają na tyle złożone, aby nie nużyć. Jest tu sporo klasycznych zagadek środowiskowych, ale większość z nich przystosowano do kociej perspektywy, a więc zazwyczaj nie ma mowy o powtarzaniu znanych schematów.

Stray - zrzut ekranu

Zagadki to ta mniejsza część rozgrywki Stray, bo przez większość czasu będziemy eksplorować. Zapomnijcie jednak o nudnym bieganiu w kółko po monotonnych lokacjach – sceneria zmienia się często, a za każdym rogiem czyha znajdźka lub drobny smaczek w postaci skrawka pobocznej historii. Przyznam, że dawno nie czułem takiej frajdy przy zwiedzaniu wirtualnych dachów i uliczek.

W całej swojej prostocie rozgrywka ma też kilka niewielkich problemów. Ten największy, chyba jedyny wart wymienienia, to rozłożenie checkpointów. Choć trudno tu ponieść porażkę, jak już nasz kot straci jedno ze swoich dziewięciu żyć (żartuję, nie ma żadnego limitu), to czasem zdarzy się, że gra cofnie nas o parę ładnych minut. Rozstawienie punktów kontrolnych pozostawia trochę do życzenia i mam nadzieję, że popremierowe aktualizacje się tym zajmą.

Stray to generator tapet dla fanów czworonogów i neonów

My tu gadu gadu o prostej rozgrywce, ale uważam, że nie ona jest głównym daniem Stray, a jej rolą jest raczej nie przeszkadzać w odbiorze całości. Na równi z historią, prawdziwym smakołykiem jest tu fantastyczna oprawa wizualna. Odpowiedzialni za ten tytuł artyści zaprezentowali prawdziwy popis umiejętności. Lokacje są przepięknie zaprojektowane i wypełnione detalami, a rozświetlających miasto neonów nie powstydziłoby się Night City z Cyberpunka 2077. Jasne, może nie jest to zbyt imponująca pod względem technologicznym produkcja (bo zdarzy się kilka rozmazanych tekstur, a model samego kota mógłby być bardziej szczegółowy), lecz artystyczna strona Stray po prostu zachwyca. W trakcie gry ustrzeliłem około 70 zrzutów ekranu, a to już o czymś świadczy.

Stray - zrzut ekranu 1

Dobrze, ale już nie tak świetnie jak grafika, wypada muzyka. Sountrack Stray zawiera kilka wyróżniających się utworów, ale żaden z nich nie zapadł mi specjalnie w pamięci. Podobnie jest z polską kinową lokalizacją (dubbingu brak nawet w oryginale, w grze znajdziemy tylko napisy), która po prostu jest – ani dobra, ani kiepska.

A skoro już przy audiowizualnej stronie Stray jesteśmy, to nie sposób nie wspomnieć o tonie smaczków dla kociarzy. Twórcy gry poświęcili sporo uwagi wprowadzeniu kilku dodatkowych animacji i mini-gierek, wśród których znajdziecie między innymi obdrapywanie mebli i ścian. W Stray jest nawet osobny przycisk odpowiedzialny za miauczenie. To małe szczególiki, a jednak cieszą i pogłębiają wrażenie grania czworonogiem. Dla jednych będą to zbędne bajery, a dla innych ostateczny pokaz tego, że grę tworzyli ludzie z jasno nakreśloną wizją i pasją.

Mocny kandydat na tegorocznego króla indyków

Właśnie dla takich gier jak Stray gram w tytuły niezależne. Nie ma tu niczego rewolucyjnego, a jednak czuć, że twórcom udało się zrealizować kilka świeżych pomysłów i włożyć w produkcję tyle serca, ile to tylko było możliwe. Stray stworzył malutki zespół, lecz rzadko czuć tu niewielki budżet czy brak doświadczenia – to dobra i pełna szczegółów gra, w której trudno mi wyróżnić jakiekolwiek rażące wady.

Cieszę się, że takie tytuły jak Stray powstają i nie umykają uwadze przeciętnego odbiorcy gier wideo. To oryginalny, piękny i – tak po prostu – udany tytuł, w który moim zdaniem zdecydowanie warto zagrać. Premierowa cena produkcji nie jest wysoka, a jeśli macie subskrypcję PS Plus Extra, grę znajdziecie w chwili debiutu w ofercie tej usługi. Nawet jeśli nie podpasuje Wam rozgrywka, przygodę kota i jego drona warto sprawdzić chociażby dla samego poznania koncepcji historii ukazanej z perspektywy czworonoga. Mam ogromną nadzieję, że BlueTwelve Studio ma w zanadrzu kolejne przygody w świecie Stray, bo jest tam wiele jeszcze pięknych historii do opowiedzenia.

Stray

Piękna podróż na czterech łapach

Prześliczna i wciągająca opowieść o kocie i jego dronie. Stray jest pełne ciekawych pomysłów i sekretów, które chce się poznawać. To jedna z najciekawszych gier tego roku.

4

Plusy:

  • Historia wciągająca niczym kocimiętka
  • Duet bohaterów daje się lubić (choć jego połowa jest niema)
  • Intrygujący świat pełen sekretów
  • Piękna i stylowa grafika
  • Prosty, ale oryginalny pomysł na rozgrywkę
  • Satysfakcjonujące zagadki

Minusy:

  • Techniczne niedoskonałości
  • Kiepsko rozłożone punkty kontrolne
  • Kilka dziur w fabule

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie