Recenzja Urban Empire. W odmętach polityki

Bycie burmistrzem to nie jest prosta sprawa. Oprócz doskonałych umiejętności zarządzania budżetem, przyda się spryt i przebiegłość. Wszystko po to, aby przekonać swoich politycznych oponentów do własnych racji.

Urban Empire to gra strategiczna, której głównym założeniem jest budowa i zarządzanie miastem. Jednak cechą wyróżniającą tę produkcję od innych z tego samego gatunku jest konieczność prowadzenia politycznych rozgrywek. Najprościej Urban Empire można opisać jako skrzyżowanie Sim City z The Guild. Brzmi zachęcająco? Dla wielbicieli strategii ekonomicznych z zacięciem do prowadzenia intryg w stylu Franka Underwooda z House of Cards, recenzowana produkcja powinna być idealnym tytułem. Sprawdźmy zatem, jak wspomniane połączenie wypada w praktyce.

W grze mamy cztery rodziny. Zadaniem gracza na początku rozgrywki w kampanii jest wybranie jednej z nich – to właśnie z tej rodziny wywodzić się będzie kierowany przez nas burmistrz oraz jego następcy. Każda z rodzin ma inną charakterystykę. Von Pfilzens to arystokratyczny ród z tradycjami militarnymi. Jego przedstawiciele wierzą w społeczną hierarchię i sądzą, że ludzie potrzebują stabilizacji w szybko zmieniającym się świecie. Sant’Elias są patronami wynalazków i innowacyjności – rozwiązują problemy przy użyciu najnowszych technologii. Są także ryzykantami, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Killgannons to ród, który ma bardzo długie tradycje polityczne. Rodzina ta zdobywała doświadczenie w trakcie oddolnych ruchów aktywistycznych i teraz zajmuje znaczącą rolę na miejskiej scenie politycznej. Popularni są wśród proletariatu. Natomiast rodzina Shuyskys wywodzi się od rosyjskich emigrantów, którzy są dumni ze swojej kultury. Charakteryzuje ich zamiłowanie do sztuki i teatru, ale nie mają dużego doświadczenia w polityce. Są skromni, a nawet obojętni na politykę, przez co żadna z rywalizujących ze sobą rodzin nie postrzega ich jako dużego zagrożenia.

Skromne początki miasta.

Charakterystyka danego rodu na początku wydaje się nie mieć większego wpływu na rozgrywkę. Nawet tak ważne elementy gry, jak rozwój technologii oraz wprowadzenie nowych ideologii, nie zmieniają się w zależności od wybranej familii. Dopiero później zaczynamy dostrzegać, że losowo pojawiające się wydarzenia, których w grze jest ponad 800, charakteryzują dany ród. My natomiast musimy podjąć w takim momencie decyzję zbieżną z polityczną linią. Dla przykładu, jeśli urodzi się w rodzinie syn, lepiej wybrać mu konserwatywne imię, jeśli oczywiście kierujemy poczynaniami tradycjonalistów. Zyskamy wtedy nie tylko na arenie politycznej u niektórych partii, ale również w oczach społeczności. Niemniej jednak spodziewałem się większej różnorodności w rozgrywce zależnej od wyboru jednej z czterech rodzin.

Rządź i dziel

Jako burmistrz w Urban Empire odpowiadasz za wszelkiego rodzaju nowe inwestycje w mieście. Jednak, aby cokolwiek w nim powstało, musisz zapytać o zgodę radnych zasiadających w lokalnej izbie. Oczywiście następstwem przedstawienia danego projektu jest głosowanie. To właśnie w tym momencie zaczyna się cała zabawa w grze. Chcesz zbudować dodatkową dzielnicę, postawić szkołę czy dworzec centralny? Nie obejdzie się bez głosowania. Przekonać musisz jak najwięcej reprezentantów trzech głównych sił politycznych. Fizjokraci to lewica, która chce więcej kontroli nad obywatelami oraz jest lojalna wobec Królestwa. Partia Nacjonalistyczna dąży do autonomii regionu. Z kolei Wolna Partia Demokratyczna przedstawiająca prawą stronę sceny, to liberałowie rywalizujący głównie z Fizjokratami. Często dzieje się tak, że jeśli przekonasz jedną partię, druga będzie w opozycji dla danego projektu. Dobrze jest więc trzymać z tym ugrupowaniem, które ma najwięcej reprezentantów. A to często się zmienia ze względu na wybory. Jeśli więc po drodze ci z demokratami, może się okazać, że za kilka lat, aby osiągnąć swój cel, będziesz musiał dogadać się z ich przeciwnikami. Nie jest to proste, ale świetnie pokazuje zależności polityczne pomiędzy partiami.

Członkowie Rady przed głosowaniem. To właśnie tutaj toczy się najciekawsza część gry.

Wpływać na członków rady możesz na trzy sposoby. Błagając ich o oddanie głosu za projektem, żądając używając twardych argumentów albo grożąc. W przypadku tej ostatniej opcji wystarczy stanowczo zapowiedzieć, że zrobisz wszystko, aby partia odeszła w zapomnienie i już osiągasz dyplomatyczny sukces. Wybierając jedną z trzech opcji, masz jeszcze możliwość dokonania sposobu prowadzenia wpływu na partię. Kiedy zaczniesz błagać członków rady, możesz na przykład powiedzieć, że dana inwestycja jest bardzo potrzebna miastu, albo że jest ona po prostu potrzebna tobie. W zależności do tego, jakie stosunki masz z daną partią, jedna z opcji przechyli więcej głosów na twoją stronę.

Przed głosowaniem możesz sprawdzić, ilu członków rady deklaruje zagłosować za twoim projektem. Najwięcej jednak stanowią głosy neutralne, więc zwykle każdemu nowemu przedsięwzięciu towarzyszy dreszczyk emocji. Nie jest bowiem tak, że zawsze mając 8 głosów na tak i 5 na nie, wygrasz. Biorąc pod uwagę, że w radzie zasiada ponad 60 osób, sukces nigdy nie jest pewny.

Pięć różnych okresów historycznych mocno wpływa na rozwój miasta.

Głosy radnych potrzebne są nie tylko w trakcie budowy nowych inwestycji w mieście. Będziesz ich potrzebował również do wprowadzenia nowych ustaw związanych z funkcjonowaniem miasta (na przykład legalizacja palenia tabaki, hazardu czy zakazu pracy dla dzieci przed 11. rokiem życia) czy zmniejszeniem lub zwiększeniem podatków. Wpływanie na radę jest zajęciem wciągającym, chociaż z drugiej strony liczyłem na bardziej rozbudowany system zbliżony do tego z The Guild.

Ograniczenia budowalne

Jeśli liczycie na to, że Urban Empire to produkcja, która może rywalizować z Sim City lub Cities Skylines, to muszę Was rozczarować. Nie uświadczycie tutaj rozbudowanego systemu tworzenia miasta. Budując nową dzielnicę, wybieracie jej granice, a drogi projektują się automatycznie. Możecie jedynie dodać kilka dodatkowych budynków i w zasadzie to wszystko. Podobnie jak w Sim City, dzielnice podzielono na trzy główne strefy: mieszkalną, handlową i przemysłową. Nie możecie ich jednak budować oddzielnie – tworząc dzielnicę, od razu musicie wyznaczyć w jej granicach miejsce na trzy wymienione – inaczej niż to jest u konkurencji. Te zapełniają się same budynkami, więc nie będziecie w stanie budować ręcznie nowy domków mieszkalnych czy wieżowców. Zapomnijcie też o rozbudowanej sieci dróg, wodociągów i kolei, jak to ma miejsce w Cites Skylines. Urban Empire tak naprawdę w dość okrojony sposób czerpie rozwiązania od konkurencji, ale to nie oznacza, że jest to złe podejście. Po prostu zasiadając do gry, nie należy od niej oczekiwać, że dostaniecie obie The Guild oraz Sim City w jednym.

System budowy dzielnic nie jest tak rozbudowany jak w Sim City czy Cities Skylines

Istotny element gry stanowi pięć różnych okresów historycznych, które pozwalają toczyć rozgrywkę na przestrzeni 200 lat rozwoju historii (rozpoczynamy od roku 1820). Każdy z okresów ma charakterystyczne wydarzenia związane z rozwojem miasta. Wynalezienie telegrafu, fotografii czy termodynamiki doprowadza do możliwości tworzenia nowych budynków czy prowadzenia odmiennych strategii politycznych. Tutaj twórcy zaprezentowali przejrzysty system, jasno pokazujący możliwości rozwoju dla miasta.

Niestety inaczej jest w przypadku prezentacji danych związanych z rozgrywką. Jak to na strategię przystało, w grze mamy wiele różnych zmiennych. Weźmy na przykład możliwości prowadzenia biznesu. Tabela z nimi związana to zbitek liczb, które dopiero po dłuższej chwili zaczynają być dla nas jasne. Od strony graficznej Reborn Games mogło się lepiej postarać. Tak samo jest zresztą z ogólną oprawą. Miasto nie jest bogate w detale, nie uświadczycie tutaj graficznych fajerwerków. Oczywiście po takiej grze jak Urban Empire nie oczekuję zastosowania efektów rodem z Call of Duty, ale mimo wszystko widać, że nawet konkurencyjne gry, które zostały wydane 2-3 lata temu, prezentują się lepiej.

Tak miasto może wyglądać w ostatnim okresie historycznym.

Dla koneserów

Reborn Games miało wysokie ambicje tworząc Urban Empire. To widać, bowiem próbowali połączyć przynajmniej dwie gry w jednej. Czy efekt jest zły? Nie wiem, czy byłbym do końca zadowolony z produkcji, która byłaby jednocześnie zaawansowanym symulatorem budowy miasta jak i strategią z elementami RPG. Tak przynajmniej mamy przystępną produkcję, która zadowoli fanów gatunku. Urban Empire potrafi wciągnąć na wiele godzin, czego sam jestem doskonałym przykładem. A przecież głównie o to w strategiach ekonomicznych chodzi.

Plusy:

+ rozgrywka, która potrafi wciągnąć fanów strategii
+ ciekawe podejście do prowadzenia polityki w grze
+ duża liczba losowych wydarzeń
+ system głosowania w radzie

Minusy:

– mało czytelny interfejs
– grafika mogłaby być na wyższym poziomie
– okrojone możliwości budowania miasta

Ocena: 3/5

Urban Empire było testowane w wersji na PC. Screeny pochodzą od redakcji.

PlanetaGracza.pl objęła patronat nad grą Urban Empire.

Robert Ocetkiewicz

Robert Ocetkiewicz

Fan wszelkiego rodzaju FPS-ów oraz wyścigów. Nie stroni również od gier sportowych i dobrych bijatyk w stylu Tekkena.