Recenzja Two Point Hospital. Będę wracał do tej gry po ciężkim dniu w pracy

Jeśli kiedykolwiek chciałeś zostać lekarzem, ta gra niczego Cię nie nauczy ani nie pokaże jak działa służba zdrowia. Ale przynajmniej trochę się pośmiejesz. A to podobno bardzo zdrowe. Oto nasza recenzja Two Point Hospital.

Po 15 minutach gry w Two Point Hospital poczułem déjà vu. Gra zebrała łopatką wszystko co najlepsze z Theme Hospital i korzysta z tego bez wahania. Jeśli nie kojarzycie wspomnianego tytułu, to prawdopodobnie zaliczacie się do młodszych graczy. Wspomniana produkcja została wydana w 1997 roku i wyprodukowana przez nieistniejące już Bullfrog Productions. Chłopaki ze studia zebrali się i korzystając z doświadczenia sprzed ponad dwóch dekad stworzyli Two point Hospital. Ekipa nie wymyśliła koła na nowo, ale stworzyła je na nowo z nowszych i ładniejszych materiałów.

Z Two Point Hospital spotkaliśmy się po raz pierwszy w 2018 roku na PC. Po prawie 2 latach doczekaliśmy się portu na wszystkie możliwe konsole obecnej generacji: Switcha, Xboxa One i PS4. Pamięć może już nie ta, co dawniej, i zdążyłem zapomnieć, ile ciepła i uroku miało w latach 90’ Theme Hospital. Two Point Hospital przypomniało mi, że ze sporym dystansem możemy stworzyć odważną karykaturę tak poważnego tematu jakim jest medycyna. Każda występująca w grze choroba nie ma realnego odpowiednika w rzeczywistości. Wręcz przeciwnie – czym dziwniej, tym lepiej. Musimy walczyć z pacjentami dotkniętymi takimi chorobami jak: pomroczność jasna, garnkowiec srebrzysty czy sucharozą (symptomy: kiepskie żarty).

Two Point Hospital

Witamy w Hrabstwie

W Two Point Hospital jesteśmy ordynatorem dbającym o swoich pacjentów, a przy okazji rozwijającym medyczny biznes. “Witajcie w Flemington, zamożnym mieście, w którym ludzie mają więcej pieniędzy niż rozumu. Jeśli tylko zdobędziemy licencję marketingową to, przepraszam za wyrażenie, zabijemy ćwieka konkurencji i zbijemy tu fortunę!” – krzyczy do nas jedna z misji. Bo TPH to gra ekonomiczna. Chodzi tu o nic innego, jak o zarabianie kasy i optymalizację kosztów względem przychodów.

Gra już na samym początku wita nas na przepięknie narysowanej kreskówkowej mapie Hrabstwa Two Point. Mapa posłuży nam jako szlak do rozwijania kolejnych, bardziej zaawansowanych klinik. Powstała w ten sposób kampania posłuży również do rozwijania naszych umiejętności zarządzania szpitalem, ale również jako tutorial do wprowadzania kolejnych mechanik rozgrywki.

Two Point Hospital

Te mechaniki są niestety bardzo powtarzalne. Przy każdej kolejnej klinice zaczynamy od tego samego: recepcja, gabinet internistyczny, apteka, toalety… Dalej już konkretna klinika poprowadzi nas za rączki podrzucając kolejny cel. Czy iść najpierw w diagnostykę, a może bardziej w ostry dyżur? Albo w szkolenia personelu i programy badawcze? Wszystko zależy od aktualnego zadania. Gra sprawia pozory otwartej na nasze działania, ale i tak wszystko sprowadza się do tego, co twórcy aktualnie dla nas przygotowali. Później robi się ciekawiej ze względu na występujące przypadłości zakaźne, klęski żywiołowe czy wizyty VIPów w naszych klinikach, ale trzon zawsze pozostaje ten sam.

Two Point Hospital

Każdy nowy pacjent odwiedzający naszą klinikę musi przejść taką samą drogę. Pierwszym krokiem jest rejestracja w recepcji, drugim – wizyta u internisty. Jeśli udało się rozpoznać chorobę, pacjent trafia do odpowiedniego specjalisty. Zdarza się również, że dostajemy maila, że nasz personel ma tylko – dajmy na to – 60% pewności zdiagnozowanej choroby. Wówczas, to do nas należy decyzja, czy odesłać gościa do domu, kazać mu poczekać aż wybudujemy nowe pokoje zabiegowe, lub w końcu podjąć się ryzyka leczenia. Przyznam się, że moje decyzje nie należały do najlepszych. Pacjenci często umierali przez błędnie postawioną diagnozę (może dobrze, że nie zdecydowałem się na medycynę?). Jeśli pacjent nie przeżyje, to nie zapłaci. A klinika musi zarabiać. A czym trudniejsza do wyleczenia choroba i potrzeba wykorzystania bardziej zwariowanych urządzeń leczniczych, tym wyższy rachunek dla pacjenta.

Two Point Hospital

A jeśli jesteśmy przy trupach, to trzeba wspomnieć, że ten przykry aspekt też został potraktowany humorystycznie. Nieszczęśnik ze źle zdiagnozowaną chorobą lub po nieudanym zabiegu zamienia się w ducha straszącego innych pacjentów. “Who you gonna call?” – moglibyśmy zapytać. Oczywiście, po dozorcę ze specjalizacją pogromcy duchów. Szybko i skutecznie przepędzi nieproszonych gości.

Two Point Hospital

Dozorcy zajmują się też przepychaniem zatkanych toalet, sprzątaniem i naprawianiem sprzętów. Każdy z nich ma jedną lub kilka specjalizacji gotowych do rozwinięcia – czym szersze spektrum możliwości, tym droższy personel w utrzymaniu i opłacaniu. Zresztą, dotyczy to nie tylko sprzątaczy, ale też lekarzy, pielęgniarzy i asystentów (ci zajmują się przyjmowaniem pacjentów na recepcji lub marketingiem szpitala). Każdy z nich może mieć swoją specjalizację w której czuje się najlepiej.

Zauważyłem, że niektórzy nawet opuszczali swoje stanowisko pracy, jeśli nie byli zadowoleni z wykonywanej specjalizacji. Tak jak internistą (teoretycznie) może być każdy zatrudniony lekarz (choć pewnie niechętnie), tak już psychologiem jedynie lekarz z tą konkretną specjalizacją. Nasz personel w trakcie  pracy awansuje na pięciogwiazdkowej drabince. Ale spokojnie: każdego lekarza możemy dokształcić lub przebranżowić budując w naszych klinikach pomieszczenia szkoleniowe. Prócz rzutnika, będziemy też potrzebowali innego lekarza o danej specjalizacji, który chętnie nauczy innego. Zgadliście, nie każdy lekarz będzie w ten sam sposób przekazywał wiedzę innym, co znacznie wydłuży, bądź skróci czas szkolenia. Tego typu zależności podczas rozgrywki przyjdzie nam poznać naprawdę sporo.

Two Point Hospital

Zostań architektem wnętrz

Zdarza się, że źle zaczęliśmy rozbudowę naszego szpitala. Wtedy pozostaje przebudowa pomieszczeń lub wykup dodatkowej parceli w sąsiedztwie. To jedyny sposób na ingerencję w wielkość naszego szpitala. Szkoda, że ściany poszczególnych klinik i wykupionych później parceli są z góry narzucone i nie możemy ich w żaden sposób ruszyć. Kreatywne dusze będą zawiedzione i nie uda im się wybudować szpitala marzeń. Zrezygnowano również z możliwości dobudowywania pięter.

Two Point Hospital

Musimy natomiast pamiętać o ergonomii korytarzy i ich przepustowości, gaśnicach (BHP przede wszystkim), wystroju (obrazy, kwiaty, lepszej jakości ławki), rozrywce (aby nikt się nie nudził), ogrzewaniu albo klimatyzacji (w zależności w którym rejonie Hrabstwa znajduje się dana klinika). Obiektów do upiększania naszej kliniki jest od groma, a kolejne odblokowujemy wraz z postępem kampanii (samych kategorii jest tutaj 14!). Jeśli to nie zaspokaja naszej “tyconowej” duszy, mamy też dostęp do wielu słupków i wykresów w celu optymalizacji pod wieloma kątami. Spełnienie marzeń każdego analityka.

Klik, klik, klik…

Pierwszy kontakt z interfejsem był ciężki. Doskwierało ciągłe przeklikiwanie się przez wiele obiektów wystroju i pomieszczeń specjalizacji. Zmiana czegokolwiek w stworzonych wcześniej pokojach była koszmarem. Na szczęście, po kilku kolejnych klinikach w kampanii ostatecznie muszę przyznać, że gra na padzie jest bardzo przyjemna. Nie ma to jak klasyczna myszka podczas tego typu gier, ale nie mogę odebrać twórcą tego, jak dwie gałki i kilka przycisków na padzie jest w stanie skutecznie zastąpić zestaw przycisków klawiaturowych.

Two Point Hospital

Fajnie, że wybudowane pokoje możemy kopiować i wklejać do innych parceli poszczególnej kliniki. Może zdziwi Was to i zapytacie: co to za zabawa kopiować wybudowane elementy w strategii? Tutaj muszę wrócić znów do największej bolączki TPH: powtarzalności. Niestety, gdyby nie takie małe rzeczy jak owe kopiowane, szybko odbiłbym się od tej gry. W jednym pokoju jest sporo obiektów do wybudowania. Przykładem niech będzie oddział. Prócz wynajęcia personelu potrzebujemy kilku łóżek (najlepiej 5), parawany, kaloryfery, obrazy i kwiaty (aby zwiększyć poziom pomieszczenia, a tym samym całego szpitala). Funkcja kopiowania potrafi takiej zniecierpliwionej marudzie uprzyjemnić zabawę.

Two Point Hospital

Powrót do korzeni

Grając w Two Point Hospital zastanawiałem się, na ile miała być to zupełnie nowa produkcja, a na ile odgrzewany kotlet. TPH inspiruje się swoim starszym bratem pod wieloma aspektami rozgrywki i wyglądu. Jest w tej grze pewna przyjemna i prosta (ale nie błaha) rozgrywka. Tak jak Theme Hospital, tak i TPH daje wiele satysfakcji podczas (według mojego odczucia) relaksującej rozgrywki. Dodając do tego świetną kreskówkowa oprawę wizualną stwierdzam, że będę wracał do tej gry po ciężkim dniu w pracy. Poziom trudności jest zrównoważony na tyle, aby nawet osoba nie grająca w gry od 97’ mogła bez przeszkód zaliczyć kampanię. W każdej klinice zdobywamy gwiazdki w trzystopniowej skali. Zdobycie trzeciej, uda się tylko tym najbardziej ambitnym.

Two Point Hospital

Nie podoba mi się za to warstwa audio z pseudo radiem w tle i muzyką niczym tą z marketów. Na szczęście można ją wyłączyć i puścić własną muzykę w tle (co polecam!). Wszystko inne natomiast wygląda przejrzyście, kolorowo i zabawnie. Na oklaski zasłużyła ekipa polonizująca tytuł, która musiała mieć niezły ubaw wymyślając abstrakcyjne nazwy chorób i maszyn. Two Point Hospital polecam szczególnie dwóm grupom graczy: tym którzy pamiętają Theme Hospital i chcą cofnąć się w czasie, oraz tym którzy szukają przyjemnej produkcji jako odskoczni od czegoś poważniejszego. Ja tymczasem wracam do mojej kliniki, zanim któryś z pacjentów znów “zamieni się” w ducha…

Plusy:
+Humor
+Oprawa graficzna
+Sprawna kampania
+Miła i prosta mechanika
+Powrót do korzeni: Theme Hospital

Minusy:
-Mała liczba animacji
– Powtarzalność rozgrywki
– Toporny interfejs, do którego trudno się przyzwyczaić
– Brak możliwości przebudowy budynków

Ocena: 4/5

Recenzja Two Point Hospital powstała w oparciu o wersję na PlayStation 4.

Michał Śladewski

Michał Śladewski

Na codzień dziennikarz i marketingowiec, w wolnym czasie pasjonuje się wszystkim co dostarcza wrażeń wizualnych. Samouk montażu wideo i miłośnik nowych technologii. Najchętniej życie poświeciłby na zwiedzaniu dalekich zakątków i uwiecznianiu fauny (serio!). Przygodę z grami zawdzięcza bratu i jego Commodore. Co lepsze PC czy konsola? Kiedyś fan blaszaka, dzisiaj konsoli – bo wygodniej na kanapie.