Recenzja A Plague Tale: Innocence – ogniem i procą, czyli przepis na niezwykle porywającą skradankę

Podczas gdy w A Plague Tale: Innocence umiera miasto, tonie w ogniu i zarazie, w tym samym czasie tonie także gaming. Z tą różnicą, że ten drugi rozkłada się pod śmierdzącym zalewem drogich, powtarzalnych, pustych jak wydmuszka i naszpikowanych mikrotransakcjami produkcji. Ale na szczęście, właśnie takie gry jak wspomniane A Plague Tale są jedną z ostatnich iskier dających nadzieję, że gry dobre, i to dobre przez duże „de”, wciąż istnieją. Francuscy deweloperzy z Asobo Studio zadbali nie tylko o to, by miłośnicy jednoosobowych gier przygodowych ukierunkowanych na fabułę mieli w co grać. Zadbali także o to, aby tytuł A Plague Tale: Innocence zapamiętali nie tylko fani skradanek, ale także gracze, którzy nie spodziewali się po sobie, że uwiedzie ich ten właśnie gatunek gier. Mowa chociażby o mnie.

Osoby, które czytają niniejszą recenzję z pewnością wiedzą już, chociażby pobieżnie, czym jest najnowsza produkcja wydana przez Focus Home Interactive. Dopełniając jednak dziennikarskiego obowiązku, zapoznam Was pokrótce z kwestiami teoretycznymi, po czym przejdziemy już do sedna, czyli wrażeń z rozgrywki. A Plague Tale: Innocence jest więc przede wszystkim przygodową grą akcji, z elementami skradanki (choć w sumie bardziej skradanką z elementami akcji). Mamy tu widok z perspektywy trzeciej osoby i przez 99% czasu kierujemy poczynaniami nastoletniej Amicii De Rune. Pozostały czas gameplay’u poświęcony został Hugonowi – jej młodszemu braciszkowi. Jako Hugo skradamy się więc jedynie w kluczowych momentach gry, ale paradoksalnie to ten właśnie kajtek odgrywa zasadniczą rolę w tej fascynującej historii o poświęceniu, miłości, ale i nieludzkiej wręcz pazerności.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

Mamy tu bowiem do czynienia z tajemnicą, jaką skrywa krew płynąca w jego żyłach. Wspomniana krew jest niezwykle nęcącym kąskiem dla „tych złych”, czyli dla postaci, z którymi w trakcie gry będziemy walczyć, przed którymi będziemy uciekać, i przed którymi będziemy się skradać. W sporym skrócie, aby uniknąć spoilerów: fabuła gry rozgrywa się w XIV-wiecznej Francji, którą toczy Czarna Śmierć. Jak to bywa w przypadku każdego rodzaju nieszczęścia, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał je wykorzystać na swój sposób. W tym przypadku tym kimś jest owiana złą sławą Inkwizycja, która to właśnie przy pomocy młodego bohatera ma szansę zapanować nad zarazą. Ale gra toczy się także o większą stawkę. Kiedy więc Inkwizycja plądruje dom Amicii (a właściwie to zamek, gdyż rodzina De Rune należy do przedstawicieli francuskiej szlachty), dziewczyna jest zmuszona do ucieczki, biorąc pod swe skrzydła cierpiącego na enigmatyczne dolegliwości brata.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

I tak zaczyna się wielki „gigant” dwójki bohaterów. Trwa on łącznie około 10 godzin (plus minus kilka godzin w zależności od tego jak gramy) i, co muszę zaznaczyć już na wstępie swych rewelacji, nie daje wytchnienia ani na moment. Gra została zbudowana mocno szablonowo. Oznacza to, że ogrywając historię, przemy przez nią zaliczając kolejne rozdziały. To właśnie je zaprojektowano schematycznie, ale w żadnym razie nie oznacza to, że jest to projekt zły. Każdy rozdział zaczyna się bowiem od (bardziej bądź mniej) swobodnej eksploracji, kilku rozmów z pozostałymi bohaterami, po czym udajemy się już na misję (sami, lub z napotkanymi towarzyszami), by skończyć ją 2-, 3-minutową cutscenką. Mimo tej rutynowej budowy, nie spotkamy się tu jednak na szczęście z uczuciem powtarzalności, podobnie jak i nie będziemy pomstować na wszędobylskie skrypty. Owszem, właściwie to na nich w całości zbudowana jest gra (a jakże inaczej w tego typu produkcji), ale kwestia ta zatarta jest jakby dzięki innym, doskonale zrealizowanym aspektom.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

Po pierwsze, w grze nie jesteśmy w stanie się nudzić. Gameplay napędza ciekawość tego, co będzie dalej, a kolejne rozdziały przynoszą nam nowe umiejętności, podobnie jak i możliwość ulepszania swojego ekwipunku dzięki zbieranym po lokacjach znajdźkom. Nie ma tego wiele i nie zamienia się w chorobliwe zbieractwo, jak to w grach typowo craftingowych bywa, a w moim odczuciu, bardzo fajnie, że postanowiono w ten sposób wzbogacić otoczenie. Choćby dlatego, że jest ono tak ładne, iż chce się je eksplorować. Ale o stronie audiowizualnej za chwilę, a tymczasem jeszcze co nieco o wspomnianym ekwipunku. Większość czasu w grze to „zabawa w chowanego”. Przeciwnicy są bowiem zbyt mocarni, aby mogła “startować” do nich nastolatka z procą w ręku. Toteż z tej właśnie procy zrobimy inny, niezgorszy użytek. Będzie ona służyła bowiem do odwracania uwagi (strzelanie w garnki), byśmy w tym czasie mogli spokojnie przemknąć. Niestety (albo i stety) bezpośrednich konfrontacji z wrogiem także nie unikniemy. Często pozostanie nam tylko ucieczka, a jeśli dojdzie już do walki, to będzie miała ona także charakter mocno „pozycyjny” (coś a’la mrówka atakująca żuka, ale ostatecznie i tego żuka da się powalić).

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

Gdy już wzmocnimy swój rynsztunek, będziemy w stanie częstować wrogów headshotami, ale naturalnie wciąż jedynie przy pomocy procy. Ale nie samą procą Amicia żyje (strzela). Jak już zauważyłem, twórcy zadbali o różnorodność, toteż nasze umiejętności, czy to w skradaniu czy w walce, cyklicznie ulegają wzmocnieniom. Sporo będzie się rozchodziło także o „zabawy z ogniem”, jako że jest to główny sposób na walkę ze wszędobylskimi stadami szczurów. Otóż nie tylko z samym ludzkim przeciwnikiem przyjdzie nam walczyć. Epoka Czarnej Śmierci do czegoś przecież zobowiązuje! Trzeba też w tym miejscu zaznaczyć, że gra nie jest trudna. Owszem, z czasem dostajemy coraz bardziej zróżnicowane zagadki środowiskowe (bo i mocy / sprzętu mamy więcej), ale wyzwania są raczej czasowe, niż wymagające przesadnego główkowania. Od czasu do czasu trzeba coś przysunąć, po czymś się wdrapać, ale poczynania bohaterów to głównie walka z czasem: zginiemy, gdy wypali nam się pochodnia, a nie dotrzemy do wskazanego punktu (bo wówczas skonsumują nas lękające się światła szczury); zginiemy gdy w porę nie skręcimy w bezpieczną uliczkę w trakcie pościgu i wreszcie zginiemy, gdy nie zdążymy przemknąć za odwróconym do nas plecami wrogiem. Ale nie trzeba się też martwić – Dark Souls to to nie jest i umieranie nie jest wybitnie częste czy denerwujące. Wytrawni “skradankowicze” mogą wręcz powiedzieć, że miejscami jest zbyt łatwo. Ja z kolei powiem, że jest w sam raz. W sam raz na nieodwracanie uwagi od innych istotnych elementów, jak np. od fabuły.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

No tak, fabuła. Jej zarys już poznaliśmy i tyle wystarczy, by nie otrzeć się o spoilery. Ale jakie generalnie budzi ona emocje? Powiem tak – większe, niż mogłem się spodziewać po tego typu grze. Może to moja awersja do skradanek, które raczej skupiały się dotąd na mechanice, niż na niesieniu historii, ale choć co do gry miałem dobre przeczucia, to jeśli idzie o zawartą w niej opowieść, przekroczyła ona moje oczekiwania. Bywa tu baśniowo, choć przez większość czasu otacza nas wirtualna zaraza, swąd, brud i dym. Ale baśnie to nie tylko księżniczki o długich, różowych welonach. Twórcy wkomponowali w relacje bohaterów sporo konfliktów, biorących się chociażby z chęci wzajemnej ochrony przed poznaniem prawdy, z czego – jak możemy się domyślać – nie wynika nic dobrego. Raz czy dwa tytuł powinien wprawić nas nawet w osłupienie wypływające czy to z zaskoczenia fabułą, czy też z bycia świadkiem, jakich czynów dopuszcza się Inkwizycja (choć nasza bohaterka również niekiedy nie ma innego wyjścia, jak tylko nie pozostawać dłużną). Co do postaci pobocznych – tu jest trochę “bladawo”. Nie pod kątem głosowym, bo voice acting to jedna z większych plusów gry, ale pod kątem ich zarysowania. Widać kontrast pomiędzy Amicią oraz Hugiem po jednej stronie, a ich kompanom po drugiej. Choć każda napotkana przyjazna dusza wniosła coś w historię, to raczej żadna nie zapada przy tym w pamięć. No, może pies imieniem Lew z samego intra gry. Dlaczego? Nie wiem, może dlatego, że był psem i tym się właśnie wyróżniał.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

Co zaś do Hugo i Amicii, to mogę się tylko zachwycać. Mały Hugo to zaiste wyjątkowy, urzekający od pierwszej minuty malec. I choć sprawia wiele kłopotów (w tym wychowawczych), to jest zarazem machiną napędową fabuły. I choć przez większość czasu gramy jako Amicia, to od samego początku wiemy, że w tej całej historii miano głównego bohatera piastuje właśnie uroczy malec. Tak jak mówię, zarówno on jak i jego starsza siostra zostali zrealizowani wzorowo. Tak pod względem graficznym (mnóstwo detali, naturalna, przejmująca niekiedy mimika), jak i własnie głosowo. W ogóle strona audio w grze powinna Was oczarować. Może nieco za sprawą wszędobylskich ech wtórujących głosom bohaterów, a także wrażenia przestrzenności w pozostałych dźwiękach teł (w muzyce, w zróżnicowanych stąpnięciach), ale już na pewno dzięki doskonałej pracy aktorów głosowych. Nie znalazłem doprawdy ani jednego bohatera, który brzmiałby, jak gdyby czytał swoje linie z kartki. Jest więc tu pełno emocji, krzyków czy płaczu, który (grając zwłaszcza na dobrych słuchawkach) wprawia w osłupienie i potęguje powagę poszczególnych sytuacji, z którymi zmierzają się bohaterowie.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

No i tak dobrnęliśmy do kwestii związanych z grafiką, która stanowi dla mnie nie lada ciężki orzech do zgryzienia. Dlaczego? Otóż z jednej strony grze nie można odmówić dbałości o detale jeśli chodzi o wykonanie postaci (zarówno ich szaty jak i twarze). Bardzo ładnie prezentuje się także gra świateł – słońce, cienie, wszelkie źródła ognia… Także klimat kolejnych lokacji jest dzięki grafice doskonały – jesienne barwy lasów, ponure lochy i tak dalej – wszystko to razem zachwyca, aż chce się chorobliwie wykonywać screenshooty, jednak problem pojawia się w momencie, gdy zechcemy przyjrzeć się otoczeniu z większą dokładnością. Cóż, nie jest to gra AAA i deweloperzy musieli pójść na pewne kompromisy – widać je właśnie w teksturach otoczenia, w roślinności czy leśnej ściółce, po której dreptamy: wszystko to jest niestety niewyraźne, rozmazane, a próby wyostrzenia pojedynczego liścia na drzewie naszymi oczyma kończą się bólem głowy. Z dwojga złego wolę przyoszczędzenie na grafice otoczenia, niż na fabule czy mechanice. Grunt też, że wspomniane tekstury nie wpływają na ogólny odbiór grafiki gdyż jak zauważyłem: wnętrza kolejnych pomieszczeń, obejść jak i postaci wykonano wzorowo. Deweloperzy zdaje się złapali jakąś wiosenną alergię wyłącznie na roślinność.

A Plague Tale: Innocence
A Plague Tale: Innocence

Przechodząc do podsumowania A Plague Tale: Innocence, miałem problem z ostateczną oceną. Wahałem się między 4,5 a 5, mając ciągle wrażenie, że do tej całej historii można było wrzucić jeszcze coś więcej. Chociażby popracować nad wspominanymi, raczej przeciętnymi bohaterami, którzy pojawiali się na drodze Amicii i Hugo. Jednakże ostatecznie stwierdziłem, że jest to przecież skradanka, którą udało zrealizować się bez wtop, na jakie cierpią inne skradanki. Przede wszystkim nie męczy nas mechanika: jest zróżnicowana i nie nuży. Sprzed monitora nie pozwala odejść także ciekawa fabuła, co w skradankach także często zostaje zepchnięte na dalszy plan. Oczy krwawią też momentami od patrzenia na szczegóły roślinności, ale braki te nie przeszkadzały mimo wszystko w stworzeniu kapitalnego klimatu zarówno pod kątem graficznym, jak i muzycznym. Dlatego też, niejako na zachętę, ode mnie nowa gra Asobo Studio otrzymuje 5/5. Chociażby także w podzięce za to, że pozytywnie zaskoczyła mnie brakiem jakichkolwiek bugów, jeszcze przed premierą (a to przecież w dzisiejszym gamingu już prawie się nie zdarza…).

Plusy:

  • Ciekawa historia, łącząca w sobie historyczną przeszłość, magię, baśń oraz sporo grozy
  • Gra jest bardzo dynamiczna i jest w tym konsekwentna – nie daje chwili wytchnienia
  • Niewielki i nieskomplikowany, ale ciekawy ekwipunek celowany w walkę
  • Elementy cratfingu urozmaicają i wzbogacają gameplay
  • Bardzo dobre udźwiękowienie, klimatyczna muzyka i realistyczni aktorzy głosowi
  • Główni bohaterowie, którzy potrafią skraść serce (choć Amicia nie od pierwszej minuty)
  • Brak męczącej powtarzalności w kolejnych misjach
  • Ciekawe rozwiązania w kwestii walk z ludźmi jak i szczurami
  • Grafika cieszy oko – dopracowane postaci i klimatyczne lokacje…

Minusy:

  • … czego niestety nie można powiedzieć o teksturach roślinności
  • Bohaterowie poboczni (sprzymierzeńcy) raczej mało ciekawi
  • Gra mogłaby być nieco trudniejsza

Ocena: 5/5