Pokemon GO – gracze lepsi od biologów?

Pokemon GO to bez wątpienia jeden z fenomenów naszych czasów. Żadna z gier nie zdołała jeszcze wyciągnąć z domu tak wielu graczy. Każdy zdaje sobie także sprawę, jak dużo osób angażuje się w ten tytuł. Ale liczba danych pozyskiwanych przez wirtualnych trenerów w czasie krótszym niż tydzień, naprawdę powala. O jakiej liczbie mowa?

Aż trudno uwierzyć, że minęła grubo ponad dekada pomiędzy szałem na ten popularny, japoński serial animowany, a aplikacją Pokemon GO. Jakby teraz nie patrzeć, ta popularna marka w parze z nostalgią i kulturą ludzi uzależnionych od mobilnych aplikacji tylko czekała aby stać się sukcesem w postaci gry mobilnej. Oczywiście minął już największy szał na bajkowe stworki, ale temat Pokemon GO nie zdaje się znikać z mediów. Więcej: to jak grają użytkownicy i co z tego wynika jest stale analizowane przez ludzi ze świata nauki.

Złapanie każdego nowego Poksa, wyzwala dziecięcą radość.

Gracze to niezły materiał na przyrodników

Badania przeprowadzone przez naukowców wskazują, że w pierwszym roku po premierze aplikacji, gracze w ciągu 6 dni potrafili uzbierać więcej danych dotyczących growych stworów niż przyrodnicy w czasie 400 lat! Jeśli te liczby nie oddają w pełni popularności i zainteresowania grą, to nie wiem jaki przykład mógłby być jeszcze bardziej obrazowy. Pokonani naukowcy zastanawiają się więc teraz siłą rzeczy, jak osiągnąć podobne efekty i odkrywać nowe (tym razem realne) gatunki, wykorzystując podobną technologię.

Problemem numer jeden będzie z pewnością brak zainteresowania użytkowników realnym światem zwierząt, więc zastosowanie technik rozszerzonej rzeczywistości na miarę Pokemon GO niekoniecznie przyniesie pożądany skutek. Jednak świat naukowy wciąż nie porzuca rozważań nad tym, jakich elementów z aplikacji użyć, aby mogły one przysłużyć się odkryciom z zakresu naszego naturalnego środowiska.

Aplikacja przebyła długą drogę pełną aktualizacji, aby zadowolić wszystkich graczy.

Darmowy film na Netfliksie w zamian za odkrycie nowego robala?

No cóż, mamy już aplikacje typu LifeRPG, gdzie za wykonywanie codziennych czynności awansujemy na kolejne levele. Kto wie? Może więc uda się też jakoś skłonić ludzi, aby pogrzebali nieco w ziemi w poszukiwaniu glizd i żuczków, w zamian za kilka wirtualnych prezentów? Skoro skłoniono już młodych ludzi do opuszczenia domów, to być może faktycznie uda się połączyć przyjemne z pożytecznym?

Ewelina Stój

Ewelina Stój

Bardziej od konkretnych gatunków ceni sobie kiedy gra ma "duszę" i pouczający przekaz. Nieco osamotniona w męskim świecie ruchomych pikseli próbuje udowodnić światu, że gry to także sztuka.