Intel Extreme Masters 2018 po raz kolejny nie zawiodło

Dziesiątki tysięcy graczy, emocjonujące turnieje na najwyższym poziomie, mnóstwo imprez dodatkowych, najnowszy sprzęt dla graczy i przede wszystkim niepowtarzalna atmosfera. Takiej imprezy próżno szukać w Europie, a może nawet i na świecie.

Już po raz piąty w Polsce miał miejsce finał Intel Extreme Masters. Do katowickiego Spodka przyjechało mnóstwo fanów gier nie tylko z Polski, ale i z całego świata. W zeszłym roku w wydarzeniu udział wzięło około 160 tys. osób. Jeśli chodzi o ten rok, to z oficjalnymi danymi jeszcze się nie spotkałem, ale biorąc pod uwagę rozmach IEM 2018 i to co widziałem, frekwencja była zapewne podobna. Najtańszy bilet na imprezę kosztował 60 zł, ale to nie odstraszyło graczy. Niektórzy w kolejce stali od 3 nad ranem! Dodać warto, że turnieje trwały przez dwa weekendy: 24-25 lutego oraz 2-4 marca. W trakcie pierwszego można było zobaczyć najlepszych graczy w DOTA 2, natomiast głównym daniem był weekend marcowy, gdzie zmierzyli się ze sobą mistrzowie Counter-Strike: Global Offensive oraz StarCraft II. Impreza ta po raz kolejny jest dowodem, że potrafimy zorganizować event na wysokim poziomie. Oczywiście wielka kolejka przed wejściem, która wiła się przed halą niczym wąż aż do ul. Olimpijskiej i tłumy w środku to niekoniecznie środowisko dla każdego, ale jak już wejdzie się na główną scenę i poczuje atmosferę wydarzenia, wszelkie minusy schodzą na dalszy plan.

Oglądać było co, bowiem wielkie emocje towarzyszyły niemal we wszystkich starciach. Zacznijmy od turnieju w DOTA 2. Tutaj wygraną drużyną okazało się Virtus.pro, które z zaskoczenia zgarnęło 400 tys. dolarów. Drugie miejsce przypadło Vici Gaming, trzecie natomiast Team Liquid.

Na arenie StarCrafta II też sporo się działo, zwłaszcza że całość zawodów świetnie podkreślała nieco kameralna, ale klimatyczna scena w hali Expo, która powodowała, że czuliśmy się jak w kinie, na naprawdę dynamicznym seansie. Na podium stanęli kolejno: Rouge, Classic oraz Serral i Maru.

Dla mnie natomiast najważniejsze było danie główne w postaci mistrzostw w Counter-Strike: Global Offensive na głównej hali w Spodku. Tłumy wiwatujących ludzi zagrzewały zawodników do walki. Tutaj można się było poczuć jak na naprawdę wielkim sportowym wydarzeniu. Jeśli ktoś wam powie, że oglądanie „jak inni grają w gry” jest zajęciem dla noobów, to prychnijcie śmiechem i po prostu pokażcie dowolny materiał wideo z finału. Na przykład ten, który publikujemy poniżej.

Jak zakończyły się zmagania w CS:GO? Pierwsze miejsce zajęło Fnatic, które rozegrało emocjonujące starcie na najwyższym poziomie z FaZe Clan. Naprawdę było co oglądać, a akcje z finału na długo pozostaną zapamiętane. Absolutnym mistrzem turnieju można uznać flushę, który pokazał klasę, zdejmując zawodników drużyny przeciwnej często jednego po drugim. Komentatorzy jak i zgromadzeni widzowie nie mogli się nadziwić, w jakiej kondycji był w trakcie turnieju 25-letni Robin Rönnquist.

FaZe Clan mimo wyrównanej walki (choć pod koniec nieco już odpuścili), musiało więc ostatecznie ulec Fnatic. Trzecie miejsce przypadło z kolei Astralis i Team Liquid.

Nie zabrakło też mniejszych turniejów w Playerunknown’s Battlegrounds, Heroes of the Storm czy CS:GO Intel Challenge z udziałem wyłącznie żeńskich drużyn.

IEM 2018 to nie tylko turnieje

W trakcie wydarzenia można też było zobaczyć mnóstwo firm z branży, które organizowały przyciągające eventy. Świetnie sprawdziło się na przykład Lenovo, które zorganizowało konkurs cosplay. Kostiumy wypadły rewelacyjnie. Widać, że ich twórcy włożyli sporo pracy w wykonanie, dbając o najdrobniejsze szczegóły. Na stoisku Lenovo wystąpił też znany raper Tede, podkręcając atmosferę. Oczywiście nie mogło też zabraknąć najnowszych produktów marki Lenovo Legion, od laptopów, po klawiatury, myszki i słuchawki. Zatem IEM to naprawdę świetne wydarzenie nie tylko dla tych, którzy kibicują swoim ulubionym drużynom, ale też szukają sprzętu i chcą go przetestować na żywo, przy okazji dobrze się bawiąc. Jak wyglądała taka zabawa, możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach z wyborów cosplay z Lenovo.

W hali Expo nie zabrakło też innych producentów oraz popularnych sklepów ze sprzętem komputerowym. Swoje wielkie stoiska mieli między innymi MSI, Razer, Corsair, Kinguin, Komputronik, HyperX czy X-Kom.

Całe Katowice żyją IEM

Mocno rzuciło mi się w oczy w trakcie IEM 2018, że atmosfera wydarzenia wylewała się niemal na całe miasto. Niedaleko od Spodka można było znaleźć strefę kibica, gdzie każdy, kto nie chciał stać w kolejce po bilet lub po prostu tylko przelotem zobaczyć wydarzenie, mógł bez problemu śledzić wszystko na wielkim telebimie, przed którym było sporo porozstawianych krzeseł oraz foodtrucków. Kawałek dalej znaleźć można znany graczom pub Cybermachina, w którym również relacjonowane było IEM. W Cybermachinie można nie tylko pograć na starych i nowych konsolach, ale też automatach oraz zjeść niezłą pizzę i burgery. Całość warto doprawić piwem o wdzięcznej nazwie Smok.

Ze swojej strony mogę też polecić wycieczkę do pobliskiej kopalni Guido w Zabrzu, którą miałem okazję zwiedzić. Obcowanie z prawdziwie górniczą atmosferą 320 metrów pod ziemią jest naprawdę wyjątkowe. Przyjazd do Katowic na IEM nie musi przecież w całości być poświęcony tylko turniejom. To naprawdę świetne wydarzenie, które można połączyć ze zwiedzaniem Śląska. A że przy okazji zobaczycie zmagania najlepszych światowych drużyn i zaopatrzycie w sprzęt dla gracza? Cóż, w końcu dania głównego z takiego wyjazdu nie można przegapić.

Robert Ocetkiewicz

Robert Ocetkiewicz

Fan wszelkiego rodzaju FPS-ów oraz wyścigów. Nie stroni również od gier sportowych i dobrych bijatyk w stylu Tekkena.