Kurz po Cyberpunku opadł, na co teraz będzie hype?

3 komentarze

Po skończeniu Cyberpunka postawiłem sobie jedno, bardzo istotne pytanie – co dalej? Która gra ponownie wzbudzi we mnie tyle ekscytacji?

Poprzedni rok był trudny, szalenie intensywny i wypełniony po brzegi nowościami. Na rynku pojawiło się kilka bardzo oczekiwanych produkcji, a legendarny Cyberpunk 2077 wreszcie zagościł na półkach graczy.

Najnowszemu tworowi CD Projektu można zarzucić wiele, ale trudno nie zauważyć, jak ogromnym echem odbiła się ta gra w branży gamingowej i poza nią. Jednak nie samym Cyberpunkiem gracz żyje, bowiem twórcy już zapowiedzieli kilka naprawdę interesujących tytułów, a inne majaczą na horyzoncie, czekając na oficjalne odkrycie kart przez producentów.

Resident Evil Village – cichy hit 2021 roku

Jako fan horroru w jakiejkolwiek formie mam pewien problem – nie przepadam za serią Resident Evil. Motyw wirusa stworzonego przez żądną władzy i pieniędzy korporację jakoś do mnie nie przemawia, choć całkiem dobrze wspominam remake RE3, a i siódemka zaintrygowała mnie przytłaczającym klimatem.

Zapowiedź Village była jak kubeł lodowatej wody wylany prosto na moją głowę. Capcom postawił na rozgrywkę rodem z RE7, ale przyprawił ją gęstym jak mleko klimatem górskiej osady i dodał do tego wątek kultystów żywcem wyjętych z moich ukochanych opowiadań Lovecrafta.

Poza atmosferą przemawia do mnie też pomysł na rozwinięcie rozgrywki z RE7, która również podoba mi się bardziej, niż ta z poprzednich odsłon serii. Wierzę, że się nie rozczaruję.

Nowa gra Hideo Kojimy? Oby nie Death Stranding 2

O ile bardzo spodobał mi się nowy twór mistrza Kojimy, tak uważam, że powinien postawić na coś nowego. Wiemy, że jego studio pracuje już nad nowym projektem i może nawet w tym roku doczekamy zapowiedzi. Wszystko wskazuje na to, że najpewniej będzie to kontynuacja jego świeżej marki.

Marzy mi się jednak kolejny dziwaczny, niestandardowy eksperyment. Coś, co podobnie jak Death Stranding podzieli graczy i recenzentów (oby jednak nie w takim kontekście jak Cyberpunk 2077), a do tego zafunduje wszystkim naprawdę unikatowe doświadczenie.

Kojima słynie z nieszablonowego podejścia do swoich produkcji, co jednym się podoba, a drugim wręcz przeciwnie. Niezależnie od tego, na co wpadnie słynny Hideo, ja i tak będę śledził jego kolejne kroki. Podobnie jak miliony jego fanów i antyfanów na całym świecie.

Total War Warhammer 3 – stary nałóg nie rdzewieje

Cykl Total War Warhammer to moje największe gamingowe odkrycie 2020 roku, które zabrało mi z życia już dobre kilkadziesiąt godzin. Dla kontekstu dodam, że rzadko kiedy spędzam w tego typu grach tyle czasu.

Trzecia odsłona podserii Warhammer powstaje od dawna, a jej prezentacja powinna odbyć się niedługo. Fani Total War doskonale wiedzą, jak bardzo rozbudowane, wypełnione po brzegi treścią i wciągające są gry z tej serii, a TWWH3 ma być swoistym zwieńczeniem pracy deweloperów, które w pełni odda ich wizję na adaptację kultowego uniwersum fantasy.

Każdy miłośnik strategii powinien mieć TWWH3 na oku, a jeśli jeszcze nie mieliście okazji przetestować poprzednich odsłon, to uwierzcie mi – naprawdę warto dać im szansę. Syndrom „jeszcze jednej tury” nie będzie was opuszczał przez długie godziny.

Powrót Silent Hill – o nic więcej nie proszę

Przy okazji każdej plotki na temat powrotu serii Silent Hill liczę, że okaże się ona prawdziwa. Dziś ożywienie Cichego Wzgórza zdaje się być bardziej prawdopodobne, niż kiedykolwiek od czasu anulowania Silent Hills, co potwierdzają liczne przecieki.

Nieco mniej ekscytują mnie informacje o odejściu twórcy pierwowzoru z Japan Studio, w którym – według doniesień – ma powstawać nowa odsłona serii. Póki co są to jednak tylko plotki.

Silent Hill to gra, której zdecydowanie brakuje na rynku. Survival horror potrzebuje mocnego przodownika, który przywróciłby świetność gatunkowi i wyznaczał dalsze tory rozwoju.

Mimo wszystko, jeśli miałbym wskazać jedną, jedyną grę, którą chciałbym ujrzeć w nadchodzącym roku, to byłoby to właśnie nowe Silent Hill. Najlepiej w rękach Sony lub Kojima Productions.

God of War Ragnarok – gra, dla której kupię nową generację

Przed premierą God of War w 2018 roku nie pomyślałbym, że kupię kiedyś konsolę dla jednej produkcji. Cóż, przygoda Kratosa okazała się silniejszym argumentem od moich przekonań. Niestety (dla mojego portfela), podobnie będzie w przypadku PlayStation 5.

Od Ragnaroku oczekuję przede wszystkim większej skali i różnorodności, których momentami brakowało w reboocie z 2018 roku. Santa Monica tym razem dysponują większym budżetem i zaufaniem Sony, co powinno odbić się na ich nowej grze.

Gra ma zadebiutować jeszcze w tym roku, jednak podchodzę do tego terminu mocno sceptycznie. Nie wiem czy trzy lata wystarczą, aby przebić poprzednią odsłonę serii. Mimo wszystko jestem pozytywnie nastawiony i to zdecydowanie najbardziej oczekiwana przeze mnie produkcja, której zapowiedź mieliśmy już okazję zobaczyć na własne oczy.

Jedno jest pewne

Nawet jeśli większość z wymienionych przeze mnie tytułów nie zadebiutuje w tym roku to liczę, że ujrzymy ich większe zapowiedzi lub – w przypadku Silent Hill i nowej gry Kojimy – wskazówki sugerujące, że powstają i zdradzające jak będą wyglądać.

Jedno wiem na pewno – rok 2021 nas zaskoczy. Mam tylko nadzieję, że pozytywnie.

Jakub Stremler

Popkulturowy kombajn lubujący się w literaturze weird fiction, filmowych horrorach, dobrej muzyce i grach wszelkiego rodzaju. Po godzinach studiuje game design i pielęgnuje pasję do sportu.
Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się