Broken Ranks: Shadow of Hope to darmowy zastrzyk nowości, którego inne MMO mogą pozazdrościć

Broken Ranks kompletnie zmienia się z nową aktualizacją Shadow of Hope
PG Exclusive Publicystyka

Drugie urodziny polskiego MMO Broken Ranks to świetny argument, aby do gry powrócić lub też się nią zainteresować. Twórcy nie tylko celebrują rocznicę, ale też dorzucają nowości. I to nie byle jakie, bo Shadow of Hope to jak dotychczas największe rozszerzenie do gry.

Z Shadow of Hope spędziłem wiele godzin i powiem Wam od razu: jestem przekonany, że po napisaniu tego tekstu, to nie będą moje ostatnie godziny z grą polskiego studia. Dlaczego? O tym za chwilę.

Najpierw warto podkreślić jedną zasadniczą rzecz. Broken Ranks to pewnego rodzaju ewenement, bo mówimy w teorii o grze, która dość mocno opiera się na fanach tego uniwersum (czyli przede wszystkim przeglądarkowego The Pride of Taern). Z drugiej strony jest przyjazna dla nowych graczy. A tych na pewno przybędzie, bo przed paroma dniami wystartowały nie tylko obchody kolejnej rocznicy, ale właśnie wspomniane wcześniej rozszerzenie Shadow of Hope. W teorii mowa o dodatku skupiającym się przede wszystkim wokół nowego bossa i nowym wątkom fabularnym. Dlatego warto – wrócić, zagrać czy nawet z ciekawości spróbować. Istnieje spora szansa, że zostaniecie na dłużej.

ZAGRAJ ZA DARMO W BROKEN RANKS TUTAJ

Broken Ranks świętuje drugą rocznicę

Whitemoon się postarał, co zresztą widać po samej pompie, z jaką obchodzone są drugie urodziny gry. Fani od dawna czekali na wiele rzeczy, które w ostatnim czasie trafiły do Broken Ranks. Twórcy zadbali o reorganizację ekwipunku, istne zalanie graczy poprawkami jakości, balansu i niemal każdego poszczególnego elementu rozgrywki, a nawet dostaliśmy tak oczekiwane zresztą nowe end-game’owe wyzwania w postaci choćby dodatkowej instancji.

Tym bardziej dziwi, że Shadow of Hope nie wydaje się idealnym rozwiązaniem dla fanów end-game’u, lecz to nic złego. Dodatek jest opasły, całkowicie darmowy i zapewnia sporo godzin dodatkowej rozgrywki. To też kwestia tego, czego tak naprawdę od „końcówki” przygody oczekujecie. Ja sam nie jestem największym fanem end-game’ów, nawet w Diablo, w którym w zasadzie stanowi to główną esencję rozgrywki. Sami twórcy nie ukrywają, że ich głównym celem jest rozszerzenie fabuły i zaoferowanie zawartości raczej dla graczy na poziomach mid. No, chyba że chodzi o bossa – tego tłuc może każdy.

Niemniej pisałem o tym już przy okazji poprzedniego tekstu o Broken Ranks, które zaskoczyło mnie potężnie. Wyjaśniałem wtedy, że daleko mi do największego entuzjasty MMO, a mimo wszystko polska sieciowa produkcja zrobiła na mnie spore wrażenie. Od tamtej pory trochę czasu minęło, ale faktycznie wracałem do gry i to niejednokrotnie. Być może to kwestia zaskakująco dobrze napisanej fabuły, bo BR, w przeciwieństwie do wielu podobnych sieciowych tytułów, bardzo uważnie traktuje scenariusz i zawartość dla pojedynczego gracza. Wciąż jednak deweloperzy nie ustają w poszukiwaniu kolejnych rozwiązań, mających na celu zapewnić nowe wyzwania wyjadaczom gatunku.

Gratisy dla graczy!

Za powrotem do gry przemawia też spora liczba bonusów i darmowych prezentów. Każdy aktywny gracz w ciągu ostatnich 30 dni powinien przywitać darmowy trial konta premium (ale jest to też możliwe dla pozostałych). Nawet nowi gracze mogą liczyć na prezent, jeżeli tylko skorzystają z kodu „SOH” w trakcie rejestracji. „SOH”, czyli Shadow of Hope – główne danie związane nie tyle z obchodami, ile bardziej naturalnym rozwojem produkcji. O aktualizacji deweloperzy mówili od dawna; to przecież największy patch w historii gry dodający do niej… w sumie wszystko to, na co mogliście liczyć.

Jakby tego było mało, w wewnętrznym sklepie w grze każdy może odebrać (do 29 lutego) darmową skórkę do zbroi „Kirys Heurokratosa”, do czego zresztą zachęcam. Nawiązuje do głównego bossa w dodatku Shadow of Hope.

Shadow of Hope, czyli Broken Ranks 2.0

Swoją przygodę z nowościami zacząłem od oferowanej przez twórców postaci na 55. levelu, mającej dostęp przedpremierowy (choć później grałem też jako mój sheed). Jednoznacznie pokazuje to, że nowa kraina i wszystko z nią związane dedykowane są właśnie przede wszystkim graczom mniej więcej na tym poziomie. To oni mogą wykrzesać z nowości najwięcej i nie chodzi tu wyłącznie o nieustanne farmienie na nowym bossie. To akurat jest faktycznie jedną z najciekawszych nowości.

Calutka nowa instancja w postaci Heurokratosa może wymagać od graczy sporo farmienia, bo do zgarnięcia jest szereg nowych przedmiotów legendarnych. Rary te nie zmienią może drastycznie statów postaci, ale dla każdego gracza stanowią w zasadzie najbardziej upragniony łup. Wszystko fajnie, ale żeby je zgarnąć, trzeba walczyć ze wspomnianą potwornością. To wcale takie łatwe nie jest, bo boss odznacza się wyjątkową upierdliwością, co akurat jest bardzo dużym plusem.

Nowy boss w czołówce najlepszych potyczek

Walka potrafi być wymagająca i wyjątkowo opiera się na dynamicznym, taktycznym myśleniu. Wydaje mi się więc, że to chyba najlepsze podsumowanie świetnego wykorzystania wyjątkowego systemu walki, jak znajdziemy w Broken Ranks. Dla niewtajemniczonych – mamy do czynienia z turowymi potyczkami, ale na każdy ruch mamy określony czas. Znaczy to tyle, że nie zrobicie użytku z aktywnej pauzy, skrupulatnie planując każdy ruch. I to akurat dobrze, bo walka to jeden z najlepszych elementów gry.

Nowa instancja bossowa na szczęście daje nam chwilę wytchnienia między walkami. Choć mowa o taktycznych potyczkach, potrafią nieźle zmęczyć. Nie mam nic przeciwko potu na czole, a stawianie wyzwań przed graczami to jedna z najważniejszych rzeczy w grach MMO. W Shadow of Hope walka z Heurokratosem i jego minionami bywa trudna, a sam projekt potyczki zasługuje na uznanie. Ataki są różnorodne, dostajemy po pysku praktycznie w każdy możliwy sposób, co zmusza nas do ciągłego poprawiania taktyki i eksperymentowania. To szczególnie ważne, bo zapewne większość fanów będzie chciała farmić bossa aż do wymęczenia, gdy jego martwe po raz „dziesty” truchło samo zacznie nas błagać o litość.

Shadow of Hope nie tylko bossem stoi

Skupiłem się na bossie, ale nie myślcie, że to największa nowość. Jakkolwiek istotna by nie była nowa instancja, Shadow of Hope to przede wszystkim nowa lokacja. Kolejne zwiedzane rejony Thalii nie są jakoś szczególnie wielkie, więc nie liczcie tu na gigantyczny świat do eksplorowania. Mimo wszystko atrakcje są tu mocno skondensowane. Na przeciwników możemy natknąć się praktycznie za każdym rogiem, więc fani expienia także znajdą tu sporo do roboty.

Łącznie zetrzemy się nie tylko ze znanymi już wrogami, lecz również siedemnastoma nowymi przeciwnikami. Do tej obfitej gromady zalicza się co prawda boss, ale nie tylko. Są tu również nowi czempioni oraz Elitarny Przeciwnik. Ich projeky może nie wprowadzają rewolucji, ale i tak zasługują na uznanie, bo gdy wydawało się Wam już, że jako gracze z dopakowanymi na maksa postaciami i znającymi grę od podszewki, nic już Was nie zaskoczy, to jednak Whitemoon znów to robi.

Na szczególną uwagę zasługuje projekt lokacji. Te, jak zresztą wszystkie inne w Broken Ranks, są niezwykle charakterystyczne i urzekają swoim ręcznie rysowanym stylem. Jest tu miejscami nawet mroczniej niż w wielu lokacjach z podstawowej gry, ale wydaje mi się, że na to właśnie czekali fani. Szczególnie miłe wrażenie wywołują dedykowane questom fabularnym specjalne miejscówki, w których nierzadko zmierzymy się nie tyle z tabunami przeciwników, ile z wieloma zwrotami akcji.

Fabuła w Broken Ranks: Shadow of Hope wciąga

Deweloperzy ponownie sięgnęli po inspiracje klasyką gatunku fantasy, mieszając to w mrocznym i sugestywnym (nieco apokaliptycznym) klimacie Broken Ranks. Zdecydowana większość gier MMO stawia przede wszystkim na rozgrywkę, graczy zarzucając śmieciowymi zadaniami w stylu „przyjdź – podaj – pozamiataj”, ale tutaj tego nie uświadczycie. No, prawie, bo nawet jeżeli takie zadania się pojawią, to przynajmniej będą sensownie argumentowane. Przechodząc główną fabułę „podstawki”, co chwilę byłem zaskoczony, że da się stworzyć MMO z dobrą historią. Twórcy ponownie pokazują, że nie powiedzieli w tym ostatniego słowa.

Shadow of Hope przedstawia nam dodatkowy wątek fabularny, który jest poprowadzony tak samo świetnie, jak główny scenariusz i stanowi fundament całej aktualizacji. Być może dlatego nie odebrałem jej jako gigantycznej nowości dla endgame’owców stawiających na farmienie i expienie, a raczej jako tak potrzebne kontynuowanie wzorowego opowiadania kronik Taern. W SoH znajdziecie nie tylko nowe wątki i klamry, ale i choćby zaskakujące zwroty akcji, wydarzenia stawiające niektóre fragmenty historii w nowym świetle czy parę faktycznie przykrych scen, co może wydawać się zaskakujące, bo wciąż mowa o MMO.

Shadow of Hope to raczej nie koniec

Dlatego też nadal podtrzymuję swoje zdanie, że Broken Ranks to niezwykle przemyślana gra dla każdego, w której odnajdą się również gracze solowi. Sam do nich należę, stawiam na dobrą fabułę, a farmieniem zajmuję się raczej w przerwach, aby od razu nie zaliczyć wszystkich questów fabularnych naraz. Najwięcej radości z odkrywania historii mogą mieć najwięksi fani, którzy swobodnie ogarniają się w tym uniwersum i pamiętają, co działo się w głównym wątku.

Poznamy też nowe postacie, a finalnie zrozumiemy, że Shadow of Hope może być pewnego rodzaju wstępem przed czymś potencjalnie jeszcze większym, ale… o tym to chyba najlepiej przekonać się samemu. Wiedzcie jednak, że tym razem jesteśmy dosłownie zalewani dialogami i kwestiami i choć miejscami faktycznie fabularne aspiracje deweloperów przytłaczają, to raczej ciężko się do tego przyczepić. W końcu czy może być za wiele dobrego?

ZAGRAJ ZA DARMO W BROKEN RANKS TUTAJ

Tona zawartości i to… za darmo?!

Do gry trafiły także nowe Daily Questy, wśród których żaden raczej nie wykracza ponad to, co znamy, ale i nie musi. Prócz wspomnianych zadań codziennych i nowej linii fabularnej, wybierzemy się na wypełnienie trzech dodatkowych zleceń i weźmiemy udział w limitowanym, czasowym wydarzeniu dynamicznym. Nie da się ukryć, że największą atrakcją jest więc expienie w poszukiwaniu nowego ekwipunku z zaakcentowaniem walki z bossem oraz przechodzenie kolejnych zadań w ramach rozwiniętej i dobrze napisanej historii. Nie są to rzeczy, które można powiedzieć o każdym MMO, a już na pewno nie o darmowych MMO i to z rodzimego podwórka.

Wszystkie te czynniki składają się na kompleksową aktualizację, która u niektórych mogłaby robić za płatne dodatkowo DLC, a nie prawdziwą paczkę nowości od twórców dla fanów. Ja rozumiem, że urodziny gry to idealny moment na podziękowanie graczom – właśnie w formie rozszerzenia ich przygody – lecz mamy tu do czynienia z olbrzymią liczbą nowości. Widać, że Whitemoon doskonale wie, w jaki sposób przekonać nie tylko nowych graczy, ale i usatysfakcjonować wyjadaczy, jednocześnie otwierając grę na przyszłe aktualizacje. Oby tylko co najmniej tak samo opasłe, jak Shadow of Hope.

Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie