Test słuchawek Cooler Master MH751 – dobrze wydane pieniądze

0 komentarzy

Tajwańskie przedsiębiorstwo Cooler Master, kojarzone głównie z układami chłodzącymi do komputerów, oferuje też inne produkty, takie jak na przykład headsety. W moje ręce trafił zestaw MH751. Czy warto na niego wydać blisko 300 złotych?

Słuchawki MH751 i MH752 pojawiły się na rynku ponad rok temu. Oba modele charakteryzuje klasyczny design (bez zbędnych podświetleń i innych udziwień), czarny kolor i fakt, że można ich używać zarówno do peceta, jak i na konsolach i urządzeniach mobilnych. Różnica pomiędzy tymi dwoma produktami jest taka, że MH751 nie oferuje dźwięku 7.1. Oprócz tego ten pierwszy headset podpinamy do wejścia mini-jack, nie zaś, jak w przypadku MH752, do USB. W moje ręce trafił ten pierwszy model. Oto co tak naprawdę ma do zaoferowania.

Cooler Master MH751 – opakowanie i wyposażenie

Zanim dotrzemy do słuchawek, czeka nas przebrnięcie przez bardzo porządne opakowanie. Cienki karton utrzymany w charakterystycznej dla Cooler Mastera kolorystyce skrywa jeszcze jedno czarno-fioletowe pudełko – tym razem dużo grubsze i bardzo eleganckie. W środku znajdujemy gąbkę, w której siedzą słuchawki wraz z odczepianym mikrofonem oraz kolejne pudełko, w którym znajduje się ultra-miękki i milutki w dotyku 1,5-metrowy przewód w oplocie oraz 20-centymetrowy adapter jack 3.5mm – 2x 3.5mm. Poza tym zestaw zawiera jeszcze dwa elementy: broszurkę informującą o obydwu bliźniaczych modelach oraz – niespodzianka! – zamszowe etui-sakiewkę w kolorze czarnym.

Już po pierwszym sprawdzeniu tego całkiem wypasionego zestawu ma się wrażenie, że producent dołożył wszelkich starań, byśmy wiedzieli, na co wydaliśmy – niemałe skądinąd – pieniądze. To dotyczy także jakości: od razu widać, że sprzęt nie jest byle czym i że posłuży nam przez dłuższy czas.

Cooler Master MH751 – wygląd i użytkowanie

Słuchawki cechuje skromny i zarazem stylowy wygląd. Cooler Master nie stawia na wyszukany design – widocznie producent stwierdził, że co się tyczy słuchawek, to przecież nie o to w tym chodzi. Fakt, dobry headset wcale nie musi wyglądać jak stacja nadawcza NASA, bo jeśli mamy go na głowie, to i tak nie jesteśmy w stanie cieszyć się migającymi światełkami czy antenkami (nawet jeśli się komukolwiek coś takiego podoba).

Z testowanymi słuchawkami mogę sobie spokojnie wyjść do ludzi – i wstydu nie ma: nie straszą, nie szokują, nie skłaniają do refleksji o człowieku i jego egzystencji. Są matowe i czarne, muszle oznaczono srebrnym emblematem firmy – i to byłoby na tyle, jeśli chodzi o charakterystykę wyglądu. Twórcy piszą na pudełku o fioletowym akcencie – ale to chyba nie ta seria, bo ja tego akcentu w MH751 nigdzie oprócz pudełka nie widzę (i bynajmniej nie jest mi z tym źle).

Pałąk urządzenia został otoczony zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz miękką pianką i okolony ekologiczną skórą PU zwaną poliuretanem (jest to surowiec bardziej odporny na zużycie niż skóra naturalna). Tak samo sytuacja wygląda w przypadku padów – są one wykonane z gąbki i wykończone poliuretanem, co czyni je bardzo miłymi w dotyku i wpływa na komfort noszenia.

Zestaw jest skierowany zarówno do posiadaczy małej, jak i dużej głowy. Jeśli dla kogoś normalna długość pałąka to za mało, to można sobie w łatwy sposób wyregulować rozmiar słuchawek, wyciągając albo z lewej, albo prawej strony aluminiową szynę. Z każdej ze stron jest to po cztery centymetry, co daje w sumie osiem dodatkowych centymetrów, czyniąc słuchawki naprawdę dużymi. Mnie osobiście wystarczyło tak, jak jest – bez jakiegokolwiek regulowania, bo mam małą głowę. Słuchawki leżały perfekcyjnie, opierając swój – nawiasem mówiąc niemały – ciężar na czubku głowy. Na brak wygody na pewno nie można tu narzekać.

Oprócz wygodnego pałąka i padów z PU swoją rolę odgrywają w tym muszle, które chodzą swobodnie w górę i w dół. Dzięki temu zestaw dopasowuje się do każdego kształtu głowy (no, chyba że ktoś jest Piramidogłowym z Silent Hilla, chociaż i tu headset pewnie też dałby radę). Oprócz tego, każdą z muszli można przekręcić o 90 stopni w bok. To na pewno pomaga, gdy robimy sobie przerwę w użytkowaniu słuchawek i na przykład chcemy gdzieś z nimi pójść, zawieszając je na szyi – zestaw nosi się komfortowo także i w takim ułożeniu.

Słowa uznania należą się producentowi za świetny odczepiany przewód w nylonowym oplocie, który oprócz tego, że pięknie wygląda, to jeszcze jest bardzo lekki i wyjątkowo elastyczny (zachowuje się prawie jak jak wygląda, a wygląda na sznurówkę). W przewód wmontowano regulator głośności i blokadę mikrofonu. I tak nasza sznurówka ma długość 1,5 metra, a dodana do zestawu przejściówka 2x jack wydłuża rzecz o dodatkowe paręnaście centymetrów.

Czy to dobrze, że przewód jest odczepiany? Ależ tak – pomaga to w transporcie zestawu. A jeśli myślicie, że to pewnie jakiś bubel, bo jeśli jest odczepiany, to i będzie się odczepiał samoczynnie, to jesteście w dużym błędzie: Cooler Master zastosował pewne ciekawe rozwiązanie, które blokuje przewód po jego podłączeniu (wystarczy wetknąć go w złącze w słuchawkach, przekręcić go nieco w prawo… i już). Wtedy kabla w żaden sposób nie wyrwiemy, choćbyśmy się nie wiadomo jak zapierali i wysilali. Zresztą nawet bez blokady dość trudno jest go wyjąć (a już na pewno nie odpada sam – jest na to za lekki).

Do jakości mikrofonu także nie mam zastrzeżeń: został on wykonany z giętkiego tworzywa, które jest zarazem na tyle niegiętkie, by ten element zestawu odginał się nam podczas grania (chyba że mamy w zwyczaju mocno machać głową – to wtedy w końcu się odegnie). I tak jak już wspominałam, mikrofon, podobnie jak przewód, jest odczepiany – to duży plus, bo dzięki temu mogę sobie użytkować słuchawki w autobusie czy pociągu, gdzie mikrofon nie jest mi potrzebny. Niweluję wtedy ryzyko, że o kogoś lub o coś zaczepię (swoją drogą, świetny sposób na podryw).

Cooler Master MH751 – dźwięk

To, że pady – nota bene bardzo duże – są wykonane z tworzywa syntetycznego, a nie na przykład z materiału, sprawia, że słuchawki bardzo dobrze dopasowują się do głowy i wzorowo tłumią zewnętrzny hałas. Pozwala to skupić się na jakości dźwięku dostarczanego przez MH751. Headset został wyposażony w neodymowe przetworniki z czułością 97 dB (pasmo przenoszenia to 20-20000Hz). Nie ma tutaj dźwięku przestrzennego 7.1 (technologię zastosowano w nieco droższych słuchawkach-bliźniakach MH752), ale i tak jest bardzo dobrze – przynajmniej jeśli chodzi o gaming.

Słuchawki podkreślają wysokie tony – wydaje się, że one w jakiś sposób górują nad średnimi i niskimi. To nie przeszkadza w graniu, ale sprawia, że do słuchania muzyki recenzowany headset nadaje się już mniej. Faktem jest, że słychać słabo basy – i to bym mogła jakoś przeboleć; ale że w danym utworze muzycznym nie da się wychwycić także niektórych średnich dźwięków, gdy w głośnikach czy innych słuchawkach są wyraźnie słyszane – to już jest sporym problemem. Jednak – tak jak wyraźnie producent zaznaczył  na opakowaniu – są to słuchawki przeznaczone do gamingu. W grach możemy cieszyć się dużą energią dźwięku i jego jakością – ale tu też jest jedno „ale”: tak jest pod warunkiem, że działamy na średnio głośno lub głośno. Gdy zestaw użytkujemy przy dużym wyciszeniu, wtedy to, co słyszymy, zdaje się być niestety całkiem płaskie.

Natomiast co do mikrofonu, tutaj nie ma już żadnych zastrzeżeń czy uwag. Mikrofon o czułości -42 dB i redukcji szumów daje świetną jakość komunikacji – rejestrowany przez niego głos jest czysty i rozmowa przebiega bez zakłóceń.

Dobre, ale tylko do grania

Słuchawki Cooler Master MH751 są bardzo wygodne i choć ważą swoje, to nie męczą głowy nawet po paru godzinach użytkowania. Dodatkowo plusem jest fakt, że zestaw ma odczepiany mikrofon i kabel oraz sakiewkę, dzięki czemu możemy go zabierać w podróż. Jeśli chodzi o jakość dźwięku, to MH751 bez problemu radzi sobie w grach; gorzej jest z muzyką (bo brakuje tu chociażby basów), ale chyba nikt nie kupuje gamingowego headsetu po to, by słuchać muzyki heavymetalowej.

Sprzęt kosztuje około 300 złotych (obecnie da się go kupić za 279 złotych). Czy warto? Według mnie tak. Największymi zaletami headsetu jest komfort użytkowania, dobra jakość wykonania, duży poziom wyciszenia zewnętrznych hałasów i klasyczny, czarny design bez zbędnych bajerów. Jeśli jednak szukacie czegoś, co nada się też do słuchania muzyki, to raczej musicie szukać dalej.

 

Plusy:

  • komfort!
  • design
  • wytłumienie otoczenia
  • mikrofon
  • odczepiany kabel
  • saszetka w zestawie

Minusy:

  • muzyki tu raczej nie posłuchamy…
  • … albo i posłuchamy, ale będzie niezadowalająco
  • płaski dźwięk przy dużym wyciszeniu

Ocena: 4/5

Dagmara Kottke

Przygodę z grami zaczynała od tytułów takich jak Worms, THPS i Pizza Connection 2. Aktualnie obcuje przede wszystkim z produkcjami strategicznymi i pomysłowymi indykami; ogólnie gra w tytuły, w które nikt nie gra – i czyta książki, których nikt nie czyta.
Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się