Test Sharkoon PureWriter TKL – klawiatura mechaniczna dla osób, które… lubią ciszę

Z czym kojarzą się Wam klawiatury mechaniczne? Gdyby zapytać o to graczy, pewnie spora grupa powiedziałaby, że dobry mechanik jest nieoceniony w wirtualnych zmaganiach, tylko zazwyczaj trochę głośny. Hałas mechanicznych przełączników może przeszkadzać, zwłaszcza, kiedy wykorzystujemy swoją klawiaturę również do innych celów, jak pisanie maili czy surfowanie po sieci. Kto próbował wieczorową porą popisać na mechaniku w obecności innych domowników, zapewne wie, o czym mówię. I tutaj pojawia się Sharkoon PureWriter TKL, który ma nam udowodnić, że klawiatura mechaniczna niekoniecznie musi być głośna niczym maszyna do pisania.

PureWriter TKL – jak wskazuje pierwszy człon nazwy – ma nam zapewnić przyjemność pisania, choć producent daje jasno do zrozumienia, że urządzenie sprawdzi się również w grach. TKL jest z kolei skrótem od Tenkeyless Mechanical Keyboard – klawiatury mechanicznej bez panelu numerycznego. Mamy zatem sprzęt gabarytowo niewielki, co z pewnością docenią osoby z małymi biurkami czy takie, które lubią zabierać swoją klawę w liczne podróże.

Sharkoon PureWriter TKL – mały gigant!

Już mały karton klawiatury sugeruje, że bez problemu zmieści się ona w średniej wielkości plecaku. Producent wymienia na opakowaniu 10 cech, które mają sprawić, by klient skusił się wyłożyć na sprzęcik około 300 zł, gdyż tyle Sharkoon PureWriter TKL mniej więcej obecnie kosztuje. Wszystkimi przechwałkami zajmiemy się w dalszej części testu wymieniając na początek pierwszą z listy i chyba jedną z ważniejszych, które rzeczywiście mogą wiele osób przekonać właśnie do tej a nie innej klawiatury mechanicznej. Co powiecie na ulepszone switche low profile (Kailh)? Niski profil w mechaniku brzmi naprawdę interesująco!

To te przełączniki dbają o ciszę podczas pracy z klawiaturą.

Po wyciągnięciu sprzętu z pudełka okazuje się, że jest on naprawdę malutki. Wymiary klawiatury to 355 x 127 x 35mm. Dochodzi do tego piórkowa waga – 503 g bez kabla. Przewody mamy natomiast dwa: dłuższy mierzy sobie 150 cm, a krótszy to zaledwie 50 cm. Wybrany kabelek podłączamy do klawiatury za pomocą złącza micro USB. Wtyki są pozłacane, by polepszyć transmisję danych. Pełną specyfikację Sharkoon PureWriter TKL wrzucamy poniżej. Pudełko skrywa jeszcze jeden element, którym jest instrukcja obsługi. W tym przypadku naprawdę warto do niej zajrzeć, ponieważ zawiera w przejrzysty sposób opisane funkcje sprzętu oraz to, jak z nich korzystać. Klawiatura nie posiada dedykowanego oprogramowania i wszystko ustawiamy w locie, zatem początkowo instrukcja często lądowała na moim biurku.

Sharkoon stawia na wizualny minimalizm.
Sharkoon stawia na wizualny minimalizm.

Sam sprzęt oprócz tego, że lekki i o klasycznym wyglądzie, prezentuje się bardzo solidnie. Górną obudowę wykonano z anodyzowanego aluminium, a brzeg ładnie wyszlifowano, co nadaje urządzeniu jeszcze większej elegancji. Spód to z kolei plastik, który jednak nie ugina się i wygląda porządnie. Dopełnieniem są cztery elementy antypoślizgowe i rozkładane nóżki, również wykończone gumą, co z pewnością przyczyni się do większej stabilności, jeśli będziemy chcieli pochylić klawiaturę pod lekkim kątem.

Sharkoon PureWriter TKL prezentuje się gustownie i elegancko.

Sharkoon PureWriter TKL – dane techniczne:

  • Typ klawiatury: Mechaniczna Low Profile (niskoprofilowa)
  • Układ klawiszy: US Layout (standardowy w Polsce)
  • Budowa klawiatury: TKL – dwublokowa (bez numpada)
  • Typ switchy: Kailh RED (czerwone) lub BLUE (niebieskie)
  • Podświetlenie: Niebieskie
  • Regulacja podświetlania: Tak
  • Różne efekty podświetlenia: Tak
  • Waga bez kabla: 503g
  • Wymiary (szer. x dł. x wys.): 355 x 127 x 35mm

Właściwości klawiatury:

  • Anty-ghosting: Tak
  • Obsługa N-Key Rollover: Tak
  • Siła nacisku: 55g
  • Switch: Dotykowy
  • Punkt przełączania: Wykrywalny
  • Punkt przeskoku: Precyzyjnie wykrywalny
  • Skok do punktu aktywacji: 1.5mm
  • Cykl życia klawiszy: Minimum 50 milionów wciśnięć
  • Odświeżanie USB: 1000 Hz
  • Podłączenie do smartfona lub tabletu: przez adapter OTG (do kupienia osobno)
  • Ilość kabli USB w zestawie: 2
  • Długość kabli USB: 50 cm / 150 cm
  • Pozłacane styki USB w celu lepszej transmisji: Tak

Kwintesencja Sharkoon PureWriter TKL

Testowany sprzęt posiada mocny atut w postaci naprawdę niskich kapsli, których wysokość wynosi zaledwie 6.2 mm. Skrywają się pod nimi wspomniane już przełączniki low profile Kailh. Producent sprzedaje klawiaturę w wersji z niebieskimi oraz czerwonymi switchami. Te pierwsze są według Sharkoon przeznaczone typowo do pisania, te drugie mają natomiast zadowolić graczy, przy czym skonstruowano je tak, by były bardzo ciche. W naszej redakcji wylądowała wersja czerwona i muszę przyznać, że już od pierwszego kliknięcia zakochałem się w ciszy tego mechanika. Niskoprofilowe przełączniki Kailh Red są o wiele cichsze od czerwonych wisienek oraz czerwonych switchy Kailh w standardowym rozmiarze.

Czerwone switche low profile (Kailh).

Porównując czerwone przełączniki zamontowane w Sharkoon PureWriter TKL do popularnych Cherry MX Red warto również zaznaczyć, że oba posiadają taka samą siłę nacisku, lecz niskoprofilowe Kailh odznaczają się szybszym stopniem aktywacji. Tutaj wystarczy 1,5 mm, czyli o 25% mniej niż w czerwonych wisienkach. Dzięki temu pisanie na Sharkoon PureWriter TKL to po prostu cicha poezja i moim skromnym zdaniem naprawdę ciężko powrócić do innej klawiatury mechanicznej, by wysłuchiwać jej głośnych trzasków. Czerwone switche pozwalają płynnie i lekko stawiać kolejne znaki, a niski profil kapsli sprawia, że czujemy się niemal, jakbyśmy pracowali na laptopie. Od razu muszę jednak zaznaczyć, że miniaturyzacja klawiatury może nie przypaść do gustu osobom z dużymi dłońmi i grubszymi palcami. Kapsle są dosyć małe, tak samo jak odstępy między przyciskami. Z moimi dłońmi Sharkoon PureWriter TKL zgrał się jednak idealnie i pewnie jeszcze przez długi czas pod nimi potańczy.

I stała się jasność

Sharkoon PureWriter TKL nie posiada dedykowanego oprogramowania, zatem wszystkie dodatkowe funkcje klawiatury obsługujemy w locie. Tutaj przydaje się, przynajmniej początkowo, dołączona do sprzętu instrukcja, która w prosty sposób opisuje, jak korzystać z rozbudowanych opcji oświetlenia. Kluczowym przyciskiem jest w tym przypadku funkcyjny klawisz Fn, który przytrzymany wraz z konkretnymi efami daje nam określony efekt. I tak, Fn+F1 do F5 pozwala wybrać jeden z pięciu indywidualnych profili oświetlenia, który sami możemy sobie stworzyć wedle uznania. Rzecz jest bardzo prosta – aby nagrać program, wciskamy Fn+F12, następnie wybieramy profil, który chcemy edytować i zaczyna się zabawa.

Zarządzanie opcjami oświetlenia jest banalnie proste.

Przykładowo możesz ustawić, by na każdym profilu podświetlone były inne przyciski, co pozwala skonfigurować klawiaturę do pracy z pięcioma różnymi grami. Po nagraniu programu ponownie wciskamy Fn+F12 i zostaje on zapisany. Klawiatura posiada oczywiście wbudowaną pamięć, zatem nasze ustawienia zostaną zapamiętane, a jeśli będziemy chcieli je zresetować, wystarczy przytrzymać Fn+Pause Break.

Oświetlenie klawiatury tylko na niebiesko!

Testowany mechanik oferuje również sporo efektów świetlnych: od falowania, poprzez rozchodzenie się światła od naciśniętego kapsla do tzw. wężyka. Można nawet ustawić takie detale, jak kierunek rozchodzenia się światła od naciśniętego klawisza. Jest efekt oddychania czy możliwość ustawienia, by podświetlał się na krótką chwilę naciśnięty właśnie klawisz. Czas trwania tej chwili również ustalisz, zresztą tak samo, jak szybkość fali i pozostałych wspomnianych migających bajerów. Najczęściej korzystałem jednak z oświetlenia stałego, którego natężenie naturalnie można regulować. Wszystko odbija się pięknie w aluminiowej pokrywie klawiatury i wygląda naprawdę przyjemnie.

Klawiatur posiada sporo efektów oświetlenia.

Dyskusyjne oczywiście pozostaje to, po co to wszystko, gdyż przy większości migających efektów możemy zapomnieć o skupieniu przy pracy bądź graniu. Potrafię sobie jednak wyobrazić osoby, które odchodząc od komputera włączą sobie np. wężyka, by po prostu cieszyć oczy efektami i feerią barw. Zaraz zaraz, jakich barw? Raczej jednego koloru, ponieważ Sharkoon PureWriter TKL potrafi świecić jedynie na niebiesko. Czy to mnie razi? Nie, choć z pewnością zniechęci do kupna niejednego klienta. Co tu dużo gadać – jego strata!

Dla gracza? Solidne podstawy są

Choć Sharkoon PureWriter TKL jest przeznaczony głównie do pisania, producent zaznacza również, że sprzęt dobrze się sprawdzi podczas grania. Chodzi zwłaszcza o wersję z niskoprofilowymi czerwonymi przełącznikami Kailh Red, którą właśnie mam przyjemność testować. Trzeba przyznać, że switche rzeczywiście spisują się nienagannie w trakcie wirtualnych potyczek i z pewnością są szybkie, dzięki aktywacji na poziomie 1,5 mm. Tym, co osobiście przypadło mi do gustu, jest również skondensowanie kapsli na niewielkiej powierzchni, dzięki czemu osoby z mniejszymi dłońmi i krótszymi palcami nie powinny wołać o pomstę do nieba, kiedy używając do sterowania postacią klawiszy WSAD nagle trzeba przytrzymać Shift, by przykładowo włączyć bieganie. Tutaj jest to wygodne, choć zdaję sobie sprawę, że gracze z dłońmi jak bochny chleba będą miały trochę trudniej z Sharkoon PureWriter TKL.

Sharkoon PureWriter TKL sprawdza się dobrze również podczas grania.
Sharkoon PureWriter TKL sprawdza się dobrze również podczas grania.

Klawiatura została wyposażona również w anty-ghosting. Jest to oczywiście jedna z najważniejszych funkcji w klawiaturach dla gracza, gdzie wymagamy od sprzętu precyzyjnego rejestrowania wciśniętych klawiszy, nawet wtedy, gdy przytrzymujemy kilka z nich jednocześnie. W przypadku Sharkoon PureWriter TKL anty-ghosting obsługuje 6 klawiszy jednocześnie i zaczyna się gubić dopiero wtedy, kiedy próbujemy przytrzymać siódmy kapsel. Jest to wartość w zupełności wystarczająca do bezproblemowego grania.

Podobnie jak przy pisaniu, również przy graniu doceniłem ciszę mechanika, a mówiąc szczerze – docenili ją inni domownicy, którzy nie byli zdani na pastwę głośnego klikania przez kilka długich godzin dziennie. Jeśli już jesteśmy przy długich mitingach na wirtualnym froncie ze znajomymi, warto też dodać, że dzięki niskiemu profilowi klawiatury nie męczymy nadgarstków. Wystarczy rozłożyć nóżki mechanika i nie trzeba podkładki pod nadgarstki, by klepać w klawisze naprawdę długo.

Sharkoon PureWriter TKL choć lekki, to stabilny.

Na koniec podświetlenie – tutaj używałem stałego przy różnym nasileniu jasności, co było uzależnione od pory dnia lub nocy. Niebieskie diody nie męczą oczu, a najjaśniejszy poziom daje zadowalający efekt nawet podczas słonecznego dnia.

Żeby jednak nie przesłodzić, warto przejść do tego, czego graczowi może brakować w Sharkoon PureWriter TKL. Do pełni szczęścia z pewnością zabrakło programowania makr, które doceniliby np. osoby lubujące się w grach RPG. Z innych braków, nie myśląc już wyłącznie o graczach, można wymienić kompletne pominięcie klawiszy multimedialnych. Nie narzekałbym również, gdyby producent zapewnił nam choćby jeden dodatkowy port USB na tylnej ściance klawiatury, pod który moglibyśmy podłączyć urządzenie peryferyjne.

Sharkoon PureWriter TKL lubi łapać odciski palców…

Wspomnę też, że choć Sharkoon PureWriter TKL wygląda naprawdę elegancko, to niestety kapsle łapią każdy odcisk i szybko zaczynają wyglądać mało atrakcyjnie przy świetle dziennym. Osobiście mi to nie przeszkadza, lecz jeśli ktoś lubi mieć wszystko na błysk, często będzie walczył z utrzymaniem klawiatury w nienagannej czystości.

Sharkoon pokazał klasę

Na koniec muszę przyznać, że niemiecki producent spisał się na medal, jeśli chodzi o przyjemność pisania na modelu PureWriter TKL. Jest wyjątkowo cicho jak na mechanika, a niski profil przełączników sprawia, że czujemy się niemal jak przy laptopie. Granie na czerwonych switchach również wypada bez zarzutu, zatem jeśli piszecie przy komputerze równie dużo, co gracie, z pewnością będziecie z malutkiego mechanika zadowoleni.

PLUSY:
+ switche low profile (Kailh)
+ niski profil
+ solidne wykonanie
+ naprawdę cicha klawiatura mechaniczna
+ pisanie na PureWriter TKL to czysta przyjemność
+ rozbudowane opcje oświetlenia
+ możliwość stworzenia 5 profili oświetlenia

MINUSY:
– brak makr
– brak klawiszy multimedialnych
– tylko niebieskie oświetlenie, co niektórym może nie wystarczyć
– kapsle łapią każdy odcisk

OCENA: 4,5/5

Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

  • Marcin K.

    Cicha jak na klawiatury mechaniczne? Czy tak cicha jak membranowe x-scissors ?

27 Shares
Share27
+1
Tweet