Samsung Odyssey G7 – test wszystkomającego monitora dla graczy

test samsung odyssey g7
Polecamy Testy

Trzeba przyznać, że rozwój monitorów trwał stosunkowo powoli w porównaniu do innych urządzeń komputerowych. Dziś na sklepowych półkach mamy do wyboru nie tylko różne rodzaje matryc, ale także ich zakrzywienia czy częstotliwość odświeżania. Do tego dochodzi spór, czy dana rozdzielczość pasuje do danego rozmiaru wyświetlacza i milion innych decyzji do rozważenia. A co jeśli powiem Wam, że oto pojawił się gamingowy monitor, któremu niczego nie można zarzucić? No… prawie niczego.

Samsung Odyssey G7 to monitor przeznaczony dla graczy, występujący w dwóch rozmiarach. Do naszej redakcji trafił model o przekątnej ekranu 27 cali, jednak możemy spotkać się też z większą, 32-calową wersją. Pierwsza z nich to wydatek rzędu około 2799 złotych, zaś za model większy zapłacimy około 3199 złotych. Pozwólcie, że jeszcze przez chwilę poopowiadam czego można spodziewać się po tym modelu, zaś później wytłumaczę w skrócie, dlaczego wszystko to (na razie przynajmniej na papierze) brzmi tak wyśmienicie, by na końcu przejść do spraw najważniejszych czyli własnej opinii oraz testów.

test Samsung Odyssey G7

Recenzowany dziś monitor to urządzenie zbudowane w oparciu o matową matrycę VA oferującą rozdzielczość WQHD czyli 2560 x 1440 pikseli. Kolejne ważne dla gracza punkty specyfikacji to chociażby czas reakcji matrycy wynoszący 1 ms (GtG), kontrast statyczny na poziomie 2500:1 oraz standard VESA DisplayHDR 600. Nie można zapomnieć także o takich godnych uwagi elementach jak wsparcie dla technologii odświeżania AMD FreeSync Premium Pro oraz NVIDIA G-SYNC Compatible, a wszystko to przy maksymalnym odświeżaniu obrazu na poziomie szalonych 240 Hz. Nie da się też nie zauważyć, że monitor ma największe dostępne obecnie na rynku zakrzywienie równe 1000R.

Dane techniczne monitora Samsung Odyssey G7:

  • Przekątna ekranu – 27″
  • Rodzaj matrycy – LED, VA, Quantum Dot (QLED), matowa
  • Typ ekranu – Zakrzywiony, 1000R
  • Rozdzielczość ekranu – 2560 x 1440 (WQHD)
  • Format obrazu – 16:9
  • Częstotliwość odświeżania – 240 Hz
  • Odwzorowanie przestrzeni barw sRGB – 125%
  • Liczba wyświetlanych kolorów – 1,07 mld
  • HDR – Certyfikat Display HDR 600
  • Czas reakcji – 1 ms (GTG)
  • Technologia synchronizacji:
    FreeSync Premium Pro
    G-Sync Compatible
  • Technologia ochrony oczu
    Redukcja migotania (Flicker free)
    Filtr światła niebieskiego
  • Jasność (typowo) – 350 cd/m²
  • Kontrast statyczny 2 500:1
  • Kąty widzenia – w poziomie i pionie 178 stopnie
  • Złącza:
    HDMI – 1 szt.
    DisplayPort – 2 szt.
    Wyjście audio – 1 szt.
    USB 3.1 Gen. 1 (USB 3.0) – 2 szt.
    USB 3.1 Gen. 1 Typu B (USB 3.0) – 1 szt.
    DC-in (wejście zasilania) – 1 szt.
  • Głośniki – Nie
  • Regulacja: Obrotowy ekran (PIVOT), regulacja wysokości, kąta pochylenia (Tilt), kąta obrotu (Swivel)
  • Możliwość montażu na ścianie – VESA 100 x 100 mm
  • Dołączone akcesoria
    Skrócona instrukcja obsługi
    Instrukcja bezpieczeństwa
    Zasilacz
    Kabel DisplayPort
    Kabel USB 3.0
  • Wymiary i waga – 615 x 576 x 306 mm (z podstawą), 7,2 kg

test Samsung Odyssey G7

Sporo danych, ale dla nas najważniejszymi będą te, które nakreśliłem już wcześniej, jak i ogólna funkcjonalność, czy wydajność. Dlaczego więc Samsung Odyssey G7 jest taki wyjątkowy? Bo zdaje się mieć niemal wszystko to, co kochają gracze, a przy tym we wciąż relatywnie niskiej cenie. Oczywiście znajdą się tu punkty specyfikacji, co do których moglibyśmy kręcić nosem (np. średniopółkowy HDR 600), ale sztuką w tworzeniu takiego i podobnych sprzętów jest znalezienie kompromisu między wydajnością i ceną, ukrywając w możliwie dobry sposób półśrodki tak, aby były one niedostrzegalne. Czy tak to wygląda w przypadku modelu Samsung Odyssey G7? Już teraz mogę zdradzić Wam, że w bardzo dużym stopniu.

W urządzeniu zastosowano matrycę VA generującą nie tylko kąty widzenia na miarę matryc IPS, ale także wysoki kontrast czy świetne odwzorowanie czerni. Taki rodzaj matrycy wypadać może gorzej od IPSa, pod względem tracenia kontrastu przy zwiększaniu kąta patrzenia. Samsung zastosował tu jednak dodatkowo technologię Quantum Dot, która dba o to, aby kolory były bardzo żywe, a więc powyższe “dolegliwości” były możliwie zneutralizowane. Wszystko to dzięki powłoce z kwantowymi kropkami, dzięki którym poszerza się pokrycie palety barw. Obawy mogą budzić się także w przypadku szybkich zmian na ekranie, które powoduje niechciane smużenie (tu wygrywają z kolei panele TN). Jak będzie tutaj? Sprawdzimy, choć już teraz można powiedzieć, że niski czas reakcji wróży całkiem dobrze.

Podobnie zresztą jak częstotliwość odświeżania na maksymalnym poziomie równym 240 Hz, rozdzielczość WQHD idąca w parze z wielkością matrycy (wielkość plamki to zaledwie 0,233 x 0,233 mm). Zadbano więc tym samym o oczy gracza, proponując mu jeszcze takie tryby jak filtrowanie światła niebieskiego czy redukcja migotania. Serce gracza zabije mocniej także na informację o wparciu dla dwóch konkurujących ze sobą technologii: FreeSync Premium Pro oraz G-Sync Compatible to pozwoli na lepszą pracę monitora z kartą główną i wykluczy chociażby niechciane rozrywanie i szarpanie obrazu. Wisienką na torcie niechaj będzie Certyfikat Display HDR 600, który pozwoli na oglądanie filmów i granie w gry z zachowaniem możliwie naturalnej i wyrazistej grafiki.

Samsung Odyssey G7 – wygląd, montaż, jakość wykonania

Monitor przybywa do nas solidnie zapakowany. Kolejne elementy urządzenia spoczywają na dwóch piętrach styropianu. Wszystko jest dodatkowo umieszczone w woreczkach foliowych, a newralgiczne części monitora oklejono dodatkowo taśmą zabezpieczającą. Pierwsze wyjęcie monitora z pudełka jest dość dziwnym przeżyciem z uwagi na tak sporą krzywiznę. Do głowy przychodzi ambiwalentna myśl, że immersja w grach będzie wyśmienita, a jednak pozostałe elementy pracy z komputerem mogą być utrudnione. W tym wypadku należy jednak przestawić się na myślenie, że jest to monitor gamingowy i w takich ramach należy go testować. Pierwszy montaż trwa bardzo krótko. Do złożenia całości potrzebować będziemy jednej pary rąk i około 5-10 minut. Kolejne kroki są po prostu łatwe do wykonania i to bez wgłębiania się w instrukcję obsługi.

Na pochwałę zasługuje zaczep na wysięgniku, który pozwala spokojnie dokręcić nam cztery śrubki bez konieczności otrzymania pomocy od drugiej osoby (ten, kto montował chociażby telewizor na ramieniu ściennym wie o czym mówię). Podczas montażu monitora zauważymy dwie, godne pochwały rzeczy. Monitor otrzymał mianowicie system zarządzania przewodami (można je przeprowadzić pod zaślepką podstawy), wygodny haczyk na powieszenie headsetu (umieszczony również na podstawie) oraz zasilacz z własnym przełącznikiem on/off. W zestawie znajdziemy jeszcze przewód DisplayPort, wspomniany już zasilacz, dokumentację oraz przewód USB A – USB B (ta pierwsza końcówka podpinana jest do peceta a druga do monitora), dzięki któremu zasilamy podwójny HUB USB urządzenia.

Opis wyglądu i jakości materiałów urządzenia zacznijmy od podstawy złożonej z ramienia oraz “stopy” o dość szerokim rozstawie. Jest to mianowicie element bardzo solidny, utrzymany w czerni i stali. Wspomniany już rozstaw stopki jest na tyle duży, że pomiędzy ze spokojem zmieści się pełnowymiarowa klawiatura, więc o kwestię “czy wszystko zmieści mi się na biurku” nie musimy się martwić. Główny element monitora wykonany został natomiast z matowego tworzywa sztucznego (poza matrycą naturalnie), i posiada znamiona gamingowego dzięki wyprofilowaniu zawierającemu nieregularne kształty tuż przy dolnej linii, a także ciekawą fakturę na odwrocie. Jak na gaming przystało, na rewersie odnajdziemy także podświetlany ring, którego świeceniem zarządzamy z poziomu menu OSD, a opisem którego zajmiemy się nieco później.

test Samsung Odyssey G7

Podświetlenie nie kończy się jednak na rewersie. Umieszczone pod półprzezroczystymi elementami pleksy LEDy znajdują się także we wspomnianych trójkątnych “wysepkach” występujących na dolnej linii monitora. Z każdej strony znajdziemy po parze takich “reflektorów”. Jeden z nich świeci w kierunku gracza (ale na szczęście subtelnie i nie razi), zaś drugi prostopadle w biurko. Wszystkie te iluminacje można wyłączyć, ale już teraz muszę zaznaczyć, że są one naprawdę subtelne. Może nawet zbyt ciemne. Budowa podstawy sprawia, że element LED rewersu odsunięty jest od ściany o około 10 cm i w zasadzie rzuca mało co światła. Najwięksi miłośnicy RGB LED mogą być więc nieco zawiedzeni, że menu monitora nie oferuje zwiększenia jasności.

Jak przystało na obecne standardy, monitor uraczono bardzo wąskimi ramkami (nie licząc “podbródka”), jednak oczywiście obraz nie wypełnia matrycy do końca, zostawiając dodatkowe czarne ramki na około sześciu milimetrach. Tak samo wygląda to jednak w przypadku wszystkich innych monitorów implementujących wąskie ramki fizyczne, więc nie ma co w tym przypadku pomstować wyłącznie na Samsunga. Spójrzmy jeszcze jakie złącza proponuje Odyssey G7 i przejdziemy do kolejnego puntu recenzji czyli funkcjonalności. Patrząc więc od lewej strony jest to złącze słuchawkowe 3,5 mm Jack, port HDMI 2.0 (który pozwala na uzyskanie odświeżania 144 Hz przy rozdzielczości 2560 x 1440 px), dwa porty DisplayPort 1.4 (gdzie jeden z nich pozwala na uzyskanie odświeżania 240 Hz przy tej samej, maksymalnej rozdzielczości), port USB typu B, HUB USB (2x USB A z funkcją szybkiego ładowania) oraz gniazdo zasilania.

test Samsung Odyssey G7

Samsung Odyssey G7 – funkcjonalność

Regulacja

Samsusng Odyssey G7 nie ma żadnych zahamowań w kwestii regulacji położenia. Pozwala on w zasadzie na wszystko co potrzebne, a nawet więcej, bowiem prócz regulacji wysokości, kąta pochylenia (tył i przód), kąta obrotu (w lewo i prawo), umożliwia też przekręcenie do pozycji pionowej (PIVOT), co nie jest zbyt często widziane w tego typu monitorach. Nie mam co prawda przekonania do zasadności ustawiania w pionie tak bardzo zakrzywionego monitora, ale zawsze lepiej, że opcja taka jest, niż jakby miało jej nie być. Dzięki temu wszystko możemy skonfigurować bez ograniczeń. Regulowanie przebiega sprawnie, nie trzeba używać do tego wiele siły, i nic nie wskazuje na to, żeby użyte tu mechanizmy miały prędko się wyrobić.

Menu ustawień OSD

To, co możemy jeszcze regulować to oczywiście obraz. Za pomocą umieszczonego pod logiem Samsung joysticka, dostaniemy się do tzw. menu OSD złożonego z kilku okien. I tak centralne wciśnięcie, a nastepnie ruch joystickiem w prawo przeniesie nas do trybu PIP/PBP (Picture in Picture, Picture by Picture – co oznacza, że monitor jest w stanie wyświetlać na raz obraz z dwóch komputerów), ruch w lewo otworzy menu wyboru złącza z którego ma płynąć impuls, ruch w dół wyłączy monitor, a w górę przeniesie nas do najbardziej rozbudowanego menu.  To tu będziemy w stanie uruchomić tryb Adaptive Sync, dostosować poziom czerni w opcji Black Equalizer czy włączyć wirtualny celownik, co jest nieopisaną pomocą, jeśli gra nie oferuje własnego.

Prócz powyższego namierzymy jeszcze tryb ochrony oczu, będziemy w stanie wybrać jeden z wielu kolorów podświetlenia, a także wybrać jego tryb (stały, tęcza, oddech itd.) oraz zastosować jeden z preinstalowanych ustawień obrazu (domyślny, bardzo jasny, FPS, RTS, RPG, AOS, kino, kontrast dynamiczny). Co ważne, wśród trybów znajdziemy też tryb sRGB, który przyda się jeśli bawimy się grafiką, bądź zależy nam, aby wyświetlane treści były jak najbardziej wierne barwom naturalnym. Poniżej kilka zdjęć tego, co oferuje OSD:

samsung odyssey g7 test

 

samsung odyssey g7 test

 

samsung odyssey g7 test

 

samsung odyssey g7 test

samsung odyssey g7 test

samsung odyssey g7 test

Samsung Odyssey G7 – wydajność

Smużenie

Matryce VA są znane z problemów związanych ze smużeniem. Jak już podkreśliłem, gracze wybierają ten panel ponad rozwiązania TN i IPS jednak ze względu na inne korzyści. Ostatecznie producenci starają się więc wyeliminować smużenie innymi sposobami, chociażby właśnie wysoką częstotliwością odświeżania ekranu czy niskim czasem reakcji. No więc jak wygląda ta kwestia w przypadku testowanego monitora? Muszę przyznać, że bardzo dobrze tak długo, jak nie aktywujemy… najszybszego czasu reakcji. Wówczas smużenie widoczne jest paradoksalnie nie tylko podczas gry, ale – uwaga – nawet podczas scrollowania zwykłego tekstu w Wordzie czy w przeglądarce. Nie ma więc co przesadzać – zastosowanie opcji szybkiego czasu reakcji to najlepszy kompromis między smużeniem (wówczas nie jest odczuwalne), a czasem reakcji.

Równomierność podświetlenia – backlight bleeding

Choć w monitorze Samsung Odyssey G7 o matrycy VA czerń jest bardzo głęboka (co pokochają nie tylko gracze ale i “pochłaniacze” filmów i seriali), to zauważalne bywają tu jaśniejsze punkty podświetlenia matrycy (tzw. backlight bleeding), głównie w czterech miejscach: są to mianowicie dwie plamy o długości ok. 6 cm przy dolnej części ramy oraz symetrycznie – przy górnej. Na dole jest to widoczne jednak bardziej, niż w przypadku górnej części monitora. Biorąc pod uwagę jednak cenę urządzenia, jest to element na tyle nieznaczny, że można przymknąć na niego oko.

test Samsung Odyssey G7

Luminacja

Producent zapewnia, że luminacja monitora wynosi 350 cd/m². Testy wykazały, że monitor świeci z maksymalną jasnością ok. 380 lumenów. Jest więc nawet nieco lepiej niż w przypadku zapewnień, ale może być to do pewnego stopnia obarczone błędem pomiarowym – w każdym razie niewielkim błędem. Jakby nie było, jasność maksymalna monitora w codziennej pracy czy podczas giercowania jest naprawdę imponująco wysoka i pozwala na pracę czy zabawę w nawet bardzo mocno nasłonecznionym pomieszczeniu, a nawet z oknem za naszymi plecami.

Kąty widzenia

Choć matryca QLED ma możliwie eliminować problemy z kątami widzenia, to trzeba przyznać, że te częściowo mimo wszystko występują. Czy stanowi to jednak duży problem? O ile nie chcemy dzielić się z kimś treścią naszego monitora – nie. Grając, czyli w zasadzie siedząc na wprost urządzenia nie będziemy mieć co do tego elementu żadnych zastrzeżeń.

Pokrycie barw przestrzeni sRGB

Zgodnie z przeprowadzonymi testami, pokrycie przestrzeni barw palety sRGB jest bardzo dobre. Uśredniona wartość odchyłów od normy (tzw DeltaE) wynosi tu zaledwie 2,28 punktu, przy czym maksymalną różnicę dostrzeżemy w przypadku odwzorowania barwy czerwonej, która wyświetlana jest w nieco ciemniejszym tonie niż powinna. Bardzo dobrze wypada też odwzorowanie czerni, bieli i szarości – DeltaE nie przekracza w tym przypadku 3 punktów. Test został przeprowadzony w trybie wyświetlania sRGB bez ingerencji w kalibrację, jeśli więc zależy nam na jeszcze dokładniejszym pokryciu przestrzeni sRGB, dodatkowa kalibracja ekranu wygeneruje już tylko lepsze efekty.

Samsung Odyssey G7 – odczucia z korzystania

Gra z wykorzystaniem monitora Samsung Odyssey G7 to w zasadzie odkrywanie gamingu na nowo (zwłaszcza jeśli dotąd korzystaliśmy z niezakrzywionej konstrukcji o mniejszej częstotliwości odświeżania). Osoby, które podśmiewały się z tzw. marketingowego bełkotu o niesłychanej immersji w grze muszą wiedzieć, że w przypadku modelu G7 żaden to bełkot. Osobiście doświadczyłem niesłychanej frajdy z grania przede wszystkim w tytuły wyścigowe gdzie grafika (a raczej płynność gameplay’u) wypada ultrarealistycznie. Również CS:GO pochłaniało mnie na całe godziny, a zastosowane w urządzeniu rozwiązania zdecydowanie podnosiły rozgrywkę na wyższy poziom (co przekładało się na lepsze wyniki). Osoby wątpiące dotąd w zasadność tak wysokiego odświeżania obrazu w grach, zamilkną w tym temacie na wieki, jeśli tylko sami spróbują zabawy z monitorem Samsunga, czy też innym o tak wysokim odświeżaniu (zwłaszcza w produkcjach e-sportowych). Poza gamingiem doceniłem też tryb ochrony wzroku (naprawdę robi różnicę podczas długiej pracy z dokumentami), a także wieczorne oglądanie filmów, dzięki wysokiemu kontrastowi oraz głębokiej niczym w matrycy IPS czerni.

Samsung Odyssey G7 – podsumowanie

Fizyki nie oszukamy – matryce monitorów nie są tworami idealnymi i każda z nich ma swoje wady. Zadaniem producentów jest więc przygotować monitor, który dostarczy maksimum wydajności przy minimalnej ilości problemów. Największym w przypadku Samsunga Odyssey G7 wydaje się być konieczność pójścia na pewien kompromis. Testy wykazały bowiem, że aktywacja najszybszego czasu reakcji, generuje zauważalne, niechciane smużenie. Chcąc więc pozbyć się tzw. ghostingu – musimy świadomie zaakceptować wolniejszy czas reakcji (ale są to kwestie milisekund, więc nie ma nad czym znów płakać). Kolejną wadą (ale już nie tyle monitora, co jego wymagań) jest fakt, że pełnię jego możliwości odkryją tylko ci gracze, którzy dysponują wystarczająco mocnym komputerem, by wykrzesać z urządzenia możliwie wysoką ilość klatek na sekundę przy możliwie wysokiej rozdzielczości. No, chyba że potrzebujemy tak szybkiej matrycy raczej do tytułów e-sportowych jak CS:GO, gdzie nie liczy się grafika, a właśnie wysoka częstotliwość odświeżania i niski input lag.

test Samsung Odyssey G7

Wracając jeszcze na chwilę do ustawień związanych z czasem reakcji – mimo wspomnianego incydentu dotyczącego smużenia muszę uspokoić, że ustawiając szybki czas reakcji (nie najszybszy) pozbędziemy się zauważalnego ghostingu przy wciąż relatywnie niskim czasie reakcji matrycy. Co do pozostałych problemów – nie każdego usatysfakcjonuje maksymalna jasność HDRu (to wciąż HDR 600 nie HDR 1000, ale mamy przecież do czynienia z urządzeniem ze średniej półki). Nie każdy tak samo przekona się do aż tak dużego zakrzywienia. Osobiście lubię tego typu rozwiązania, ale ich zasadność widzę dopiero przy większych matrycach, a nawet dopiero przy monitorach ultrapanoramicznych, gdzie wzrok przechodząc z lewego do prawego krańca faktycznie może się zmęczyć w związku z ciągłą akomodacją oka (pracą mięśni, które się rozluźniają i naprężają patrząc co rusz na różne odległości).

Stosując mniejsze zakrzywienie, Samsung Odyssey G7 stałby się z dużą pewnością bardziej uniwersalnym urządzeniem. Z powodu dużego zakrzywienia, urządzenie niespecjalnie przemawia do mnie jeśli chodzi o pracę biurową (chyba, że sporadyczną). Dwa ułożone obok siebie dokumenty prezentują po prostu zbyt zakrzywioną treść, aby jej czytanie było wygodne, mimo iż duża rozdzielczość generuje wystarczająco duży obszar do multitaskingu. W pozostałych zastosowaniach, ilość i istotność wad ginie pod naporem ilości i jakości zalet. Zadowoleni będą nie tylko gracze, ale także osoby pochłaniające w dużych ilościach filmy czy seriale. Będziemy zachwyceni przede wszystkim nasyceniem kolorów oraz głębią czerni, choć wymóg jest taki, że aby uniknąć utraty kontrastu, podczas oglądania, musimy znajdować się raczej na wprost wyświetlacza. Na szczęście na przeciw wychodzą nam niekończące się możliwości ustawienia wysokości, odchylenia ekranu itd.

test Samsung Odyssey G7

Bardzo dobre odwzorowanie palety barw sRGB przypadnie do gustu także osobom zajmującym się półprofesjonalnie grafiką, ale jak przystało na gamingowy monitor – to właśnie gracze będą tymi, którzy z monitora będą najbardziej zadowoleni. Największe na rynku zakrzywienie 1000R generuje naprawdę niesamowitą immersję w grze, sprawiając że nic innego nie jest w stanie nas rozproszyć, a sami czujemy się jeszcze bardziej w centrum gamingowych wydarzeń, niż kiedykolwiek przedtem. Mniej zaawansowanych technicznie graczy ucieszy informacja o bardzo dobrej kalibracji barw już po wyjęciu z pudełka. Elementami, które jednoznacznie przemawiają na korzyść monitora, i które nie wymagają chyba żadnego komentarza są rozwiązania takie jak AMD FreeSync Premium Pro oraz NVIDIA G-SYNC Compatible, obsługa dwóch źródeł obrazu na raz czy odświeżanie na poziomie 240 Hz. Czego chcieć więcej?

 

Plusy:

  • Doskonała rozdzielczość w stosunku do wielkości przekątnej
  • Szeroki zakres regulacji: PIVOT, Swivel itp.
  • Wparcie technologii AMD FreeSync Premium Pro i NVIDIA G-SYNC Compatible
  • Odświeżanie na wysokim poziomie 240 Hz
  • Bardzo duża jasność maksymalna
  • Świetne pokrycie palety sRGB już po wyjęciu z pudełka (bez kalibracji)
  • Mnóstwo ustawień i trybów w menu OSD (w tym chroniące wzrok)
  • Super wrażenia podczas grania jak i oglądania filmów
  • Solidna jakość wykonania i dobre materiały
  • Szybki i prosty montaż
  • Wbudowany system zarządzania przewodami i wieszak na headset
  • Bogata paleta złącz

Minusy:

  • Brak głośników
  • Nieco za niska, nieregulowana jasność podświetlenia LED
  • Tak mocne zakrzywienie nie każdemu może przypaść do gustu
  • Lekki backlight bleeding, zwłaszcza przy dolnej ramce
  • Zauważalne smużenie przy wyborze najszybszego czasu reakcji

OCENA: 4,5/5

Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie