Test Cooler Master MM530 – siła w prostocie

Jakiś czas temu testowaliśmy gryzonia od Cooler Mastera skierowanego do graczy preferujących chwyt CLAW – model MM520. Tym razem bierzemy pod lupę myszkę dla fanów chwytu PALM, która choć pod wieloma względami różni się od wspomnianego modelu, tak posiada jego DNA. Czy Cooler Master MM530 wyzbył się bolączek swojego „brata” i potrafi nas czymś zaskoczyć? Zapraszamy na jego test!

Test gryzonia zaczynamy klasycznie od oględzin pudełka, które na dobrą sprawę nie różni się niczym od recenzowanego wcześniej na łamach naszego portalu modelu MM520. Tajwański producent ponownie postawił na mocno zachowawczy design, chwaląc się na froncie opakowania trzema strefami oświetlenia w standardowej liczbie 16.7 mln kolorów. O wiele ciekawsze informacje znajdziemy z tyłu czarnego pudełka. Jeśli lubujecie się w nieco wysokich liczbach DPI, to mam dla Was dobrą nowinę – Cooler Master MM530 oferuje rozdzielczość aż do 12,000 DPI. Osobiście nigdy nie wykorzystuję tego potencjału, bo w shooterach czy hack and slash’ach korzystam w porywach z połowy tego zasobu. Jeśli jednak gracie na wielkich ekranach, to zabawa z MM530 zapowiada się obiecująco. A to nie koniec atrakcji, bowiem oprócz nieco sztampowych zapewnień Cooler Mastera o dużej ergonomii gryzonia czy elastyczności w ustawieniach, mamy podaną ciekawostkę – MM530 to swego rodzaju „następca” CM Storm Mizar. Producent zapożyczył kształt podanej myszki i „usprawnił ją dla prawdziwego gracza”, jak możemy wyczytać w krótkim opisie. Osobiście nie korzystałem z tego modelu, jednak ktoś z Was będzie miał z pewnością pewien punkt odniesienia. Zanim jednak sprawdzimy w praktyce, jakie dobrodziejstwa czekają na prawdziwych graczy i czy ten marketingowy slogan znajdzie pokrycie w jakości sprzętu, zerknijmy do wnętrza opakowania.

Myszka, instrukcja oraz zapas teflonowych ślizgaczy – tak prezentuje się zestaw, który znajdziemy w pudełku.

Po rozpakowaniu kartonika i zdjęciu przezroczystego plastiku ochronnego, do naszych dłoni trafia stosunkowo smukły i utrzymany w tej samej stylistyce co MM520, Cooler Master MM530. Wraz z gryzoniem dostajemy bardzo podstawową instrukcję obsługi i adres producenta, z którego należy pobrać oprogramowanie. Co warte odnotowania, w środku znajdziemy zapasowe teflonowe ślizgacze, których można było ze świecą szukać w pudełku z MM520. Wydając na rynek w tym samym czasie dwa modele myszek, dostosowane odpowiednio do chwytu CLAW (MM520) i PALM (MM530), warto wymagać od Cooler Mastera pewnej konsekwencji, tym bardziej, że są to gryzonie z tej samej półki cenowej.

Złudny efekt deja vu

Abstrahując jednak od drugorzędnych spraw –  jak prezentuje się testowana myszka przy pierwszym kontakcie? Na pewno solidnie. W teorii jest minimalnie lżejsza od MM520 – waży 132,5 g (MM520 135g), jednak w praktyce ta różnica wydaje się większa. Jej wymiary zaś to 60.4mm x 40.2mm x 124.8 mm. Nie ma więc mowy o dużych gabarytach. Sprzęt, dostosowany do osób praworęcznych, posiada dobrze spasowane przyciski, zaś obudowa tworzy jeden zwarty monolit – nie uświadczycie w tym gryzoniu trzeszczących plastików czy wszelakich luzów. Choć produkt Cooler Mastera nie może pochwalić się spektakularnym wyglądem, tak pod względem wykonania czuć pewną jakość, choć… mam pewne zastrzeżenie.

Już po pierwszych powierzchownych oględzinach myszki zwróciłem uwagę na mały detal działający na niekorzyść MM530 względem przywoływanego tu na każdym kroku MM520. Chodzi o tworzywo antypoślizgowe na prawym i lewym przycisku. Jest dość gładkie i tworzy małe tarcie z palcami. Osobiście oczekiwałem czegoś na wzór powierzchni z M520, imitującej coś w rodzaju miękkiego papieru ściernego. Dostałem jednak lżejszą wersję, która choć może nie jest zła (przekonam się ostatecznie podczas grania – jeszcze do tego wrócimy), tak psuje pewne początkowe wrażenie wyrobione przy obcowaniu z M520.

Tworzywo antypoślizgowe na prawym oraz lewym przycisku nie zachwyca.

Zostawiając jednak na chwilę tworzywo antypoślizgowe, skupmy się na reszcie elementów gryzonia. Sprzęt posiada następujące siedem przycisków – główne prawy oraz lewy, scroll, dwa guziki z podświetlanymi strzałkami do przełączania DPI oraz dwa dodatkowe przyciski na lewej ściance. Producent ponownie postawił na ten sam gumowy scroll z cienkimi wypustkami. Jest po prostu świetny i zdecydowanie wyróżnia się na tle reszty guzików. W kwestii przełącznika DPI, dostaliśmy tym razem nieco bogatszą wersję niż cienki kawałek plastiku w MM520. Dwa przyciski z iluminacją prezentują się dobrze zarówno wizualnie, jak i dotykowo. Każdy z nich posiada małą wypustkę na końcu, która zapobiega ześlizgiwaniu się palca podczas rozgrywki. Mała rzecz, a cieszy.

Małe wypustki na przełączniku DPI to funkcjonalny detal.

Poza tym mamy standardowo dwa przyciski na boku gryzonia. Są dość wąskie i nie wystają poza linię obudowy, jednak mój kciuk dosięga je bez problemu. Ich bezsprzecznym plusem jest… cichość klikania, nie odbiegająca w żaden sposób od głośności dźwięków wydawanych przez podstawowe przyciski – prawy i lewy. W niektórych modelach (nawet z wyższej półki cenowej) jest to gryzący problem. MM530 jednak bezsprzecznie punktuje w tej kategorii.

Gryzoń posiada dwie duże gumy antypoślizgowe po bokach w kształcie heksagonalnej siatki. Te “pszczele” plastry mają na środku duże zagłębienia, które w teorii maksymalizują wygodę użytkowania. Ich długość sprawia, że niemożliwością jest trzymanie boków sprzętu za zwykły plastik. Ich realne możliwości sprawdzimy jednak w dalszej części testu.

„Pszczele” plastry, czyli gumy antypoślizgowe po obu bokach gryzonia, spisują się fantastycznie.
„Pszczele” plastry, czyli gumy antypoślizgowe po obu bokach gryzonia, spisują się fantastycznie.

Zanim zerkniemy pod spód MM530, warto wspomnieć o podświetleniu tego sprzętu. Oprócz przytoczonych przełączników DPI, iluminacja znajduje się w scrollu i na obwódce loga producenta umiejscowionego na grzbiecie myszki. Generalnie ciężko się o cokolwiek przyczepić, jednak strasznie mi brakuje świecącego paska u podstawy gryzonia, niczym w MM520. Wspomniany model, mimo bardzo zachowawczej stylistyki, dostawał wizerunkowego „boosta” i prezentował się naprawdę nieźle. W przypadku głównego bohatera tego testu na każdym kroku odczuwam, że ktoś na Tajwanie zapomniał o pewnym detalu.

Strefy iluminacji są rozmieszczone w standardowych miejscach. Brakuje jednak świecącego elementu, który nadałby gryzoniowi charakteru.

Przewracając gryzonia na plecy, szybko rzuci się nam w oczy przeciętność rodem z tanich odpowiedników do codziennego użytku. Producent postawił raptem na dwa nieduże teflonowe ślizgacze, umiejscowione u góry i na dole spodu myszki. Nie posiadają wgłębień na paznokcie, które teoretycznie ułatwiają podważenie elementów przy wymianie, lecz w sumie można uznać za mały plus. Przy zabawie z MM520 te małe otwory w dość szybkim czasie gromadziły pyłki kurzu i nie wyglądało to estetycznie.

Na środku znajduje się sensor Pixart PMW-3360 i… duża połać niezagospodarowanej powierzchni. Nie wiem dlaczego Cooler Master zrezygnował z odlania w plastiku swojego loga (które prezentowałoby się bardzo dobrze), ale ilekroć zerkam w to miejsce, odczuwam dużą budżetowość tego sprzętu. A jest to odczucie bardzo mylne, bo gryzoń kosztuje około 180 zł.

Spód myszki jest bardzo zachowawczy, a mówiąc wprost – wieje tam nudą.

MasterMouse MM530 – dane techniczne:

  • Nazwa: Mysz MasterMouse MM530
  • Kolor: czarny
  • Kod EAN: 4719512060339
  • Kod producenta: SGM-4007-KLLW1
  • Waga: 132,5 g
  • Powierzchnia u góry: tworzywo antypoślizgowe
  • Przeznaczenie: dla osób praworęcznych
  • Typ czujnika: optyczny Pixart PMW-3360
  • Rozdzielczość: max. 12,000 DPI
  • Zmiana DPI on-the-fly: 800/1600
  • Podłączenie: port USB
  • Rozmiary myszki: 60.4 x 40.2 x 124.8 mm
  • Wbudowana pamięć: 512 KB
  • Procesor: 32 bit ARM Cortex M0
  • Programowalnych przycisków: 7
  • Technologia przycisków: Omron
  • Regulowana szybkość reakcji: 125/250/500/1000 Hz
  • Możliwość zapisywania makr: Tak
  • Ilość możliwych profili: 5
  • Pozłacane końcówki USB: Tak
  • Kompatybilność oprogramowania: Windows
  • Ilość kolorów podświetlenia LED: 16.7 mln

 

MM530 w całej okazałości.

Dochodząc do końca oględzin MasterMouse’a 530 warto dodać, że gryzoń posiada kabel o długości 1,8 metra, zakończony pozłacaną końcówką. Zewnętrzna sfera to jedno, ale co testowany model skrywa w środku? Czas wypróbować oprogramowanie.

Lubisz konfigurować? Będziesz miał co robić

Producent udostępnił oprogramowanie dające dużą swobodę w personalizacji gryzonia. Dzięki 512 kb wbudowanej pamięci możemy dowolnie modyfikować pięć profilów, dostosowując je do konkretnych tytułów. Miłym detalem jest możliwość ustawienia grafiki przy każdej konfiguracji, jednak to prawdopodobnie ostatnia rzecz, jakiej warto poświęcić czas. Jeśli bawiliście się już modelem MM520, ważący 9 MB program będzie Wam doskonale znany, bo to praktycznie kropla w kroplę ten sam bardzo prosty software. Jest kompatybilny z systemami Windows 7, 8.1 i 10.

Po jego odpaleniu ujawnia nam się czarne okno z trzema głównymi zakładkami – Main Control, Macro i Library. Najistotniejsza jest pierwsza z nich, bo to w niej możemy wydobyć duży potencjał drzemiący w tym niepozornym kawałku plastiku i gumy od Cooler Mastera.

Na początek weźmy pod lupę ustawianie przycisków w Key Assignment. Oprogramowanie Cooler Mastera daje nam dużą swobodę w kwestii konfiguracji poszczególnych przycisków. Możemy dowolnie zmieniać funkcję każdego z siedmiu dostępnych guzików. Odnośnik do każdego z nich znajduje się na liście, gdzie istnieje opcja sprawdzenia dostępnych wariantów i dostosowania danych przycisków do naszych potrzeb. Ustawienie oświetlenia LED, wyłączanie sensora, przełączanie profilów czy DPI to nie wszystko. Co powiecie na obsadzenie któregoś z guzików pod kątem otwierania swojej przeglądarki internetowej czy maila? Ulubiony odtwarzacz multimedialny wraz z możliwością cofania i przewijania plików? MM530 umożliwi Wam sporo zabawy, a to wszystko kontrolowane za pomocą jednego kliknięcia. Dla bardziej wymagających użytkowników producent umożliwił ponadto funkcję przypisywania skrótów klawiszowych z użyciem Ctrl, Alt, Shift i Win. Do niektórych gier kombinacje z trzema pierwszymi przyciskami mogą być przydatną opcją. Oczywiście dla przeciętnego gracza zabawa ze skrótami klawiszowymi będzie bardziej ciekawostką, lecz jeśli ktoś przykłada się do każdego detalu w rozgrywce, jest to istotne ułatwienie. Najważniejsze, że mamy wybór.

Konfiguracja przycisków nie sprawi nikomu problemów.

W LED mamy nie mniejsze bogactwo opcji, tym razem jednak w ustawieniach iluminacji gryzonia. Na trzech płaszczyznach RGB możemy przebierać w 16.7 mln kolorów, wyszukując najbardziej nietuzinkowe barwy. Program umożliwia również wybór emisji światła, dzięki czemu myszka będzie mogła zarówno świecić statycznie, jak i koić nasz wzrok delikatnym „pulsowaniem” kolorów. Jeśli nie lubicie takich bajerów, zawsze można wyłączyć oświetlenie, jednak gryzoń wiele na tym traci. Myszka skąpana w odcieniach czerni wygląda bez widocznej „mocy” bardzo przeciętnie.

Możemy przebierać w kolorach i ustawiać różne tryby emisji iluminacji.

Zakładka TactiX to nic innego, jak ukłon w stronę graczy korzystających z szybkich kombinacji klawiszowych. Jak to wygląda w praktyce? TactiX uruchamiamy poprzez naciśnięcie danego przycisku przypisanego pod tę opcję, a następnie klikamy inny guzik uruchamiający kombinację klawiszową. Grając przykładowo w którąś część z serii Total War, możemy przypisać konkretnemu przyciskowi taką funkcję, aby bez korzystania z klawisza E na klawiaturze móc obracać kamerę za pomocą samego gryzonia. Oczywiście to tylko pierwszy z brzegu przykład, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Opcja TactiX wydaje się być idealnym rozwiązaniem dla wszelakich strategii czy MMO pokroju TES: Online. A i fani strzelanek znajdą zastosowanie w tym udogodnieniu.

Dalej możemy pobawić się czujnikiem optycznym Pixart PMW-3360. W zakładce Sensor głównym daniem są ustawienia DPI. Jak już wspomniałem na początku testu, MM530 dysponuje pokaźną pulą DPI dobijającą do 12,000. Wartość zakresu czułości możemy regulować co 100 „oczek”, zarówno na osi X, jak i Y. Producent daje nam więc dużą swobodę i nie jesteśmy ograniczeni do wyboru kilku dostępnych wartości, jak to czasem zdarza się w budżetowych modelach. DPI zapisujemy na czterech dostępnych profilach, które możemy w każdej chwili przełączać zarówno podczas rozgrywki, jak i powszechnego korzystania z PC.

Cooler Master zaserwował nam pokaźną liczbę DPI, które można dowolnie ustawiać. Ile ich wykorzystacie?

W zakładce tej znajdą się również ustawienia częstotliwość odświeżania myszki. Wybieramy pomiędzy dostępnymi poziomami – 125 Hz, 250 Hz, 500 Hz i 1000 Hz. Osobiście zawsze korzystałem z najwyższej wartości, choć różnice pomiędzy 500 Hz i 1000 Hz są małe. Kwestia wyczucia. W Sensor można ponadto włączyć/wyłączyć oraz dokonać korekcję ruchów myszki, czyli tzw. predykcję. Oprogramowanie pozwala na wybór wartości na osi od -30 do +30 i zmianę co pięć stopni. Generalnie jeśli gracie w sieciówki pokroju CS:GO czy Fortnite, warto zainteresować się tą opcją, ponieważ może zwiększyć Wasze szanse na placu boju. Jak? Predykcja ułatwia wykonywanie ukośnych linii opartych na kątach prostych.W przypadku pionowych i poziomych odcinków jesteśmy raczej zdani na własne umiejętności. Im niższą wartość wybierzemy na wspomnianej osi, tym bardziej będziemy wspomagani. Kierując się w drugą stronę, ruchy myszką będą „wygładzane” – system wciąż będzie nas wspierał, jednak mniej odczuwalnie.W końcu to detale decydują o sukcesie, więc czemu nie ułatwić sobie rozgrywki? Trzeba jednak poświęcić kilka chwil i sprawdzić, która wartość będzie dla nas optymalna. Bardzo łatwo przesadzić, a tym samym popsuć sobie zabawę.

Na dokładkę w oprogramowaniu znajdziemy bibliotekę profilów oraz spodziewane udogodnienie dla zaawansowanych graczy – ustawienia i wybór makr.

Chrzest na placu boju

Gryzonia przetestowałem w Counter Strike: Global Offensive i leciwym już Diablo III. W obydwu produkcjach mogłem sprawdzić, czy MM530 jest wart swojej ceny i czy jego wyprofilowanie PALM spełnia swoją rolę.

Bezsprzecznym atrybutem testowanej myszki okazały się gumowe siatki umiejscowione po obu stronach sprzętu. Dzięki nim mogłem stabilnie trzymać gryzonia, nie bacząc na zmęczone dłonie czy pojawiający się z czasem pot. Niestety pod koniec testu zauważyłem niewielki osad gromadzący się w głębszych otworach „pszczelich plastrów”. Kumulujące się fragmenty naskórka i kurz na myszkach to spotykany problem u osób lubiących intensywne granie. Przy MM530 będziecie musieli co jakiś czas czyścić wspomniane miejsca. Jest to jednak rzecz do zaakceptowania.

Gumy po bokach szybko się brudzą.

Rekomendowany przez producenta chwyt PALM istotnie jest wart uwagi. Czuć, że wszystko jest na swoim miejscu, spasowane co do milimetra. Myszka przy pierwszym kontakcie jest wygodna, ale po kilku posiedzeniach stwierdziłem, że mogłaby być ciut większa. Jeśli macie duże dłonie, jak moje, być może warto będzie rozejrzeć się za czymś masywniejszym, np. wspomnianym MM520 z podpórką na mały palec. MM530 poza tym czysto subiektywnym odczuciem nie sprawił mi żadnych problemów. Przyciski nie denerwują głośnością klikania, zaś dwa boczne guziki, mimo słabej wypukłości, dobrze reagowały na ruchy kciuka.

MM530 mimo kilku drobnych wad, broni się solidnością wykonania i świetnym oprogramowaniem.

Przytoczony na początku testu zarzut o słabej powierzchni antypoślizgowej na prawym i lewym przycisku nie do końca się potwierdził. Mimo przeciętności wykonania ani razu nie odczułem, że moje palce „walczą” o utrzymanie równowagi na kawałku powierzchni, która z założenia miała być bardziej chropowata. Ciągle jednak mam w pamięci fantastyczne doznanie z równolegle wydanego modelu MM520, który pod tym względem wywoływał mały efekt „wow” – przed, w trakcie i po teście.

Przepis na udaną zabawę

MasterMouse 530 to kawał solidnego sprzętu ze stajni Cooler Mastera. Gryzoń oferuje dużą wygodę i jest stosunkowo wyważony, stąd powinien zadowolić graczy zarówno o małych, jak i większych dłoniach. Sprzęt, dzięki gumom antypoślizgowym, świetnie do nich przylega, a słaba chropowata powierzchnia plastiku nie jest finalnie wielkim problemem. Producent po raz kolejny nie zawiódł w kwestii oprogramowania – nawet najwięksi malkontenci, kręcący nosem na widok prostej i mało porywającej stylistyki myszki, docenią walory ustawień. Sprzęt oferuje bowiem zaawansowane, choć proste w obsłudze konfiguracje, które pomagają w budowaniu komfortu podczas rozgrywki. Duża pula DPI pozwala dostosować gryzonia do różnych warunków w grach, a opcja TactiX spodoba się każdemu, kto wysoko ceni możliwość personalizacji i lubi szybką rozgrywkę.

Plusy:
+solidne gumy antypoślizgowe
+7 programowalnych przycisków
+łatwe i przejrzyste oprogramowanie
+elastyczność ustawień
+makra
+dodatkowy zestaw teflonowych ślizgaczy

Minusy:
-przeciętna powierzchnia antypoślizgowa
-wizualne uczucie budżetowości sprzętu

OCENA: 4/5

Łukasz Kędzierski

Łukasz Kędzierski

Fan twórczości H.P Lovecrafta i Michaela Crichtona, lubiący ponadto popkulturę lat 80 i 90. W wolnych chwilach wielki kibic Juventusu F.C i miłośnik power metalu. Ubóstwia filmowego Batmana Tima Burtona i komiksowego od Douga Moencha. Entuzjasta gier wszelakich, w których ceni przede wszystkim pomysł i grywalność. Wychowany na Pegasusie, PlayStation i GameBoy’u Advance.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ: