Test Cooler Master Devastator 3. Sprawdzamy, co potrafi zestaw za 170 zł

Testowany zestaw klawiatura i mysz od Cooler Mastera nie zdewastuje naszego portfela, bowiem na stół wystarczy wyłożyć 170 zł. Czy w tym przypadku to dobrze zainwestowane pieniądze?

Kiedy po raz pierwszy podniosłam zestaw jeszcze w opakowaniu niezwykle mnie on zainteresował. Karton o sporej wadze mający niemal 60cm długości zwiastował coś dobrego. Jest on w 90% czarny (nie licząc napisów oraz loga informującego o ledowym podświetleniu). Fotografia sprzętu na froncie przedstawia komplet świecący kolorem niebieskim. Wzrok przyciąga zwłaszcza ciekawy design myszy od strony wypustu kabla.

W pudełku skrócona instrukcja obsługi. Całe szczęście, bo kilka ustawień jest nieintuicyjnych.

Devastator ma być zgodnie z opisem producenta sprzętem dla gracza obdarzonym wspaniałym podświetleniem LED o siedmiu kolorach. Front pudełka niczym więcej się nie chwali, ale na odwrocie w opisie skróconym można jeszcze doczytać, że mysz operuje częstotliwościami DPI w zakresie 600-2400, a klawiaturę wyposażono w klawisze multimedialne i laserowo nanoszone oznaczenia kapsli (co ma zapobiegać ścieraniu się).

Po podniesieniu pokrywy opakowania, dobre wrażenie wciąż się utrzymuje. Klawiatura i mysz zostały starannie zapakowane w dodatkową tkaninę, a samego gryzonia oddzielono styropianową otoczką. Na spodzie czekała na mnie jeszcze skrócona instrukcja obsługi w kilku językach, niestety bez polskiego. Dodatkowego oprogramowania nie uświadczymy zarówno na płytce jak i do ściągnięcia w sieci, takowe bowiem nie zostało przewidziane. Kwota wydana na zestaw jednak w pełni uzasadnia jego brak. Bańka złudzeń prysła niestety w momencie, gdy wzięłam sprzęt do rąk. O ile klawiatura została przeze mnie zaakceptowana wizualnie i jakościowo, to mysz wydawała się kawałkiem topornego, kiepsko spasowanego klocka, który nie najwygodniej leży w dłoni. Rzućmy więc na nią okiem w pierwszej kolejności.

Nie ma co ukrywać, mysz i klawiatura z jednego kompletu zawsze wyglądają na biurku elegancko.

Cegłówka to czy mysz?

Design myszy jest dość przeciętny, choć widać starano się nadać jej futurystyczny charakter, prowadząc przez całą jej długość podświetlenie, które skojarzyło mi się trochę ze świecącymi elementami monolitów Porzuconych wprost z ME: Andromeda. Mysz jest sporych rozmiarów a chwytem sugerowanym przez producenta jest chwyt pełną dłonią (PALM), więc odnajdą się tu osoby o dłoniach większych. Moja – raczej drobna – nieco męczyła się, bo aby objąć całą powierzchnię, a przede wszystkim dosięgnąć kciukiem klawiszy bocznych nie sposób było nie unosić nadgarstka. Co więc z tego, że cała dłoń spoczywa pewnie na myszy, skoro nadgarstek wisi w powietrzu i się męczy.
Pisząc wcześniej o gryzoniu w kategoriach „klocka” miałam na myśli przede wszystkim jej kształt i wagę. Patrząc z góry widać, że designer miał bzika na punkcie prostokątów co nie skończyło się ładnie (choć zawsze znajdzie się ktoś, komu taki wygląd się spodoba). Jednak słabo wygląda także jej waga (110g bez kabla), która przeważa nawet dużo mniejsze myszy bezprzewodowe, wyposażone przecież dodatkowo w baterię. Waga myszy sprawia, że jest ona toporna. W swobodnym poruszaniu gryzoniem nie pomagają nawet jej 4 teflonowe ślizgacze. Są po prostu mało śliskie.

Prostokątna i mocno ociosana, prawie jak spod topora drwala.

Inżynier od dachówek

Kolejną drażniącą rzeczą jest spasowanie elementów urządzenia. Nie znajdziemy tu niewyczuwalnych łączeń między nimi. Nie wiem w jakim celu wierzchnia część urządzenia została celowo wydzielona aż w takim stopniu, że tworzy swoisty daszek całej myszy. Może i dodaje to punkty do designu ale jest jednak mało przyjemne dla dłoni (każdej, nie tylko małej), dla której brzegi te są drażniące. Tenże daszek chowa pod sobą również dwa boczne przyciski w taki sposób, że są słabiej wyczuwalne pod kciukiem – trudniej je znaleźć. Gumowy element po obu stronach myszy, który ma służyć (według producenta) pełniejszemu chwytowi także został mocno fizycznie wyizolowany, przez co kciuk lubi znaleźć się w zagłębieniu między nim, a resztą myszy powodując tym brak wygodnego chwytu. Na brzegach daszka doszukałam się jednego plastikowego zadziora, a na samym scrollu jednego gumowego. Materiał z którego wykonano sprzęt nie należy do najprzyjemniejszych w dotyku i potwornie szybko się brudzi. Słowem o przewodzie – kabel o długości 180cm nie dostał oplotu i jest do bólu zwyczajny.

Mysz świeci wybranym kolorem również pod spodem.

W poszukiwaniu DPI

Kolorów podświetlenia myszy dostaniemy 7: czerwony, zielony, niebieski, żółty, turkusowy, różowy (wbrew temu, że na opakowaniu wygląda on bardziej jak fiolet) oraz biały. Podświetlenie możemy też całkiem wyłączyć. Przełączanie odbywa się za pomocą położonego poniżej scrolla przycisku z ikoną słoneczka. O ile przełączanie kolorów jest bardzo intuicyjne, to sterowanie częstotliwościami DPI już nie. W tym wypadku należy użyć kombinacji przycisków myszy. Klikając przycisk NAPRZÓD wraz z przyciskiem słoneczka zwiększamy poziom DPI. Analogicznie używając WSTECZ ze słoneczkiem DPI ulega zmniejszeniu. Regulacja jest tu 4-stopniowa, a częstotliwości są następujące: 600, 1200, 1800 oraz 2400. Wystarczą one w pełni dla gracza niedzielnego. Nie ma co ukrywać, że w dobie coraz większych monitorów i gier wymagających dużego refleksu DPI na poziomie 2400 może okazać się niewystarczające. W takim wypadku może warto byłoby się przyjrzeć modelowi myszy A4 Tech Bloody V8m (ok. 60 zł), która operuje sensorem od 100 do 3200 DPI, a dodatkowo ma wiele więcej przycisków, metalowe ślizgacze oraz kabel w oplocie i mniejszy LOD, który jest zdecydowanie najgorszym parametrem myszy z zestawu Devastator 3 (ale o tym później).

Podświetlany pasek myszy to chyba jedyny ładny element.

W tym morzu minusów znalazł się i plus – warto zaznaczyć, że przełączniki Omron zastosowane w myszy zachowują się poprawnie z właściwym dla siebie przyjemnym, cichym kliknięciem. Podobnie niczego nie można zarzucić przyciskom bocznym, prócz wcześniej przytoczonego przykładu, że znacznie łatwiej jest się nimi posługiwać mając dużą dłoń. Zaskakująco dobrze zachowuje się też zakres polling rate naszej bohaterki. Mouse Rate Checker wskazywał średnio na 500 Hz, chociaż występowały wahania w granicach 50 Hz.

Wahania występują, ale sam parametr jest naprawdę niezły.

Większy brat

O klawiaturze także można powiedzieć nieco dobrego, co nie znaczy że jest ona bez wad. Jedną z nich jest lekkość urządzenia (825g – również bez kabla). Klawiatura nie jest przez to stabilna, a na rozłożonych nóżkach lubi się „kolibać” gdy tylko jej kawałek znajdzie się poza powierzchnią biurka. Plusem jak i minusem może być zastosowanie membran zamiast przełączników mechanicznych. Dzięki temu klawiatura jest tańsza i dużo cichsza, a takie parametry docenia wielu graczy, którzy nie aspirują do miana e-sportowców. Niestety czas powrotu do pozycji początkowej, wytrzymałość do 10 mln kliknięć i potrzeba użycia większej siły do aktywacji klawisza praktycznie spycha na drugie miejsce „membranówki” w rankingu klawiatur gamingowych (a problem powrotu klawisza do położenia początkowego jest niestety mocno odczuwalny w przypadku tego Cooler Mastera). Ratunkiem dla Devastatora mogłoby być zastosowanie choćby czterech przełączników mechanicznych pod najważniejszymi klawiszami (WSAD), jak to uczyniono w klawiaturze A4 Tech Bloody B254. Tę „krwawą” klawiaturę można kupić za około 110 złotych i cieszyć się dodatkowo wygodną podpórką pod nadgarstek, klawiszami makr, kablem w oplocie i kanalikami odprowadzającymi wodę w razie zalania sprzętu.
Dziwi więc trochę, że producenci opatrują wciąż sprzęt bez makr czy przełączników mechanicznych logiem Gaming. Jedyne funkcje Devastatora, które można podciągnąć pod pojęcie gamingu to blokada klawisza Windows oraz poprawny w tej półce cenowej AntiGhosting do 6 klawiszy.

Klawisz Cooler Master w roli klawisza Windows.

Plastik zastosowany w klawiaturze to powtórka z myszy: szybko ulega zabrudzeniom, a dodatkowe błyszczące elementy (po jednym z każdej strony) może i są ładne i dodają elegancji, ale tym samym podnoszą ilość odciśniętych paluchów oraz widocznego kurzu. Brud zbiera zwłaszcza podstawka pod nadgarstki, która moim zdaniem wyglądała by dużo ciekawiej, gdyby jej żłobienia dostały podświetlenie na wzór tego z myszy. Sama podstawka mogła by być też centymetr dłuższa, wtedy nadgarstek leżałby na niej komfortowo, a tak wydaje się że pełni ona jedynie funkcję wizualną. Tył urządzenia dostał cztery gumy antypoślizgowe niewielkich rozmiarów, które niewiele pomagają przy małej wadze sprzętu. Nóżki choć nie ogumione to dla odmiany są masywne. Dostały też mechanizm stopujący. W centrum pleców widnieje duże logo producenta oraz nazwa zestawu. Kabel jest identyczny jak w przypadku myszy, z tym że nieco krótszy, bo mający 150cm.

U dołu klawiatury widnieje miejsce niczym przygotowane pod piątą gumę, ale dlaczego jej tam nie ma? Nieważne, bo i tak wiele by nie pomogła.

Samym LEDem gracza nie oczarujesz

Granie oraz pisanie przy użyciu klawiszy Devastatora jest średnio przyjemne z uwagi na lekko gumowy w dotyku plastik. Nie uratuje go nawet dość ładnie zaprojektowany krój czcionki, którą wypalono na kapslach laserowo – ich podświetlenie pozostawia wiele do życzenia. O ile pomiędzy klawiszami światło rozchodzi się równo, to już etykiety klawiszy są podświetlane bardzo niechlujnie. Przy spojrzeniu na powierzchnię pod kątem 90 stopni wszystko wygląda nienagannie, jednak z punktu widzenia siedzącego, klawisze są mało czytelne nawet przy zastosowaniu najmocniejszego natężenia podświetlenia. Kolory klawiatury są identyczne z tymi w myszy, co sprawia że zestaw wygląda profesjonalnie i po prostu ładnie. Inaczej niż w myszy, klawiatura dostała 3-stopniową regulację natężenia światła oraz funkcję oddychania. Z przykrością muszę stwierdzić, że jedynie biały kolor nie drażni oczu. Po dłuższym korzystaniu, a zwłaszcza pisaniu na urządzeniu, kolory męczą oczy, a wyłączając podświetlenie całkowicie nie jesteśmy w stanie zobaczyć znaczników klawiszy nawet w ciągu dnia.

Bez podświetlenia oznaczenia klawiszy są praktycznie niewidoczne

Coś dla melomana

Kolejną przydatną opcją (choć niekoniecznie stricte dla gracza) są klawisze multimedialne. Muszę przyznać, że zawsze miałam do nich słabość, głównie dlatego że jestem melomanką i przy pracy przy komputerze zawsze towarzyszy mi muzyka. Devastatorskie klawisze multimedialne ograniczono do sterujących właśnie odtwarzaczami audio/video oraz głośnością (stop, play/pause, forward, next, vol+, vol-). Czy opcja ta przyda się graczowi? Tę kwestię musi rozważyć każdy we własnym zakresie – niemniej niektórzy z nas lubią odtwarzać własną muzykę podczas rozgrywki. Górna część urządzenia to nie tylko sekcja multimedialna, ale także sekcja diod sygnalizujących. Mamy tu więc NumLock, CapsLock oraz WinLock, który ułatwia określenie czy funkcja została już zastosowana w trakcie aktualnej sesji gamingowej (jest to przydatna dioda dla osób z postępującą demencją m.in. dla mnie).

Klawiszy multimedialnych jest niewiele, ale znalazło się miejsce na podstawowe.

Kolorystykę klawiatury zmieniamy używając przeznaczonego do tego celu klawisza oznaczonego dwoma słoneczkami tuż obok prawego kapsla ctrl. Dodatkowe tajemnice jakie skrywa Devastator wraz z użyciem klawisza funkcyjnego FN ograniczają się w zasadzie do zarządzania oświetleniem:

FN i Page Up = zwiększenie natężenia światła
FN i Page Down = zmniejszenie natężenia światła
FN i klawisz ze słoneczkami = uruchomienie trybu oddychania
FN i – = wolniejszy tryb oddychania
FN i + = szybsze tryb oddychania

Kolejne klawisze służące do obsługi oświetlenia.

Warto w tym miejscu przypomnieć jeszcze o dwóch, bardziej technicznych zastosowaniach kapsla FN:

FN i Windows (oznaczony logiem Cooler Master) = WinLock
FN i F11 = KeyLock

Komfort gracza

Najważniejszym jest dla nas jednak to, jak zestaw zachowuje się podczas grania. Mimo iż klawiatura obsługuje do 6 klawiszy wciśniętych na raz, to podczas przechodzenia po raz kolejny serii z Shepardem w roli głównej zauważyłam pewne problemy. Biegnąc (klawisz W + SPACJA) i chcąc skręcić w lewo bądź w prawo (zmieniając klawisz W na A lub D) blokowaniu ulegało rozglądanie się za pomocą myszy. Nie pomogło przeinstalowanie sterowników, a problem występował zarówno w pierwszej jak i drugiej odsłonie Mass Effect. Największym rozczarowaniem jest jednak parametr LOD. Może nie spełnić on oczekiwań nawet kogoś, kto gra tylko w Simsy. Przy ustawieniu częstotliwości na 2400 DPI mysz trzeba było podnosić celem pozostania w obrębie podkładki, a sensor upodobał sobie ustawiczne łapanie jej powierzchni nawet powyżej wysokości 1 centymetra.

Klawiatura membranowa skutecznie zabija możliwość dynamicznej gry.

Jak widać klawiatura oraz mysz dla gracza Devastator 3 oferują więcej błyskotek niż opcji faktycznie przydatnych podczas grania. Taką cenę trzeba niekiedy ponieść decydując się na sprzęt z danej półki cenowej. Zanim jednak spiszemy większość tańszego sprzętu na straty, warto się jeszcze porozglądać i rzucić okiem na wspomniany wcześniej duet A4Tech Bloody V8M oraz A4 Tech Bloody B254, który można kupić w identycznej cenie co zestaw Devastator 3. Dokładając 20 zł kupimy z kolei mysz A4 Tech Bloody Blazing A90 (DPI do 4000) oraz klawiaturę A4 Tech Bloody B188 (mechaniczne przełączniki dla kapsli QWERASDF). Ta ostatnia propozycja będzie już jednak uboższa w efekty świetlne, więc trzeba rozważyć na czym nam bardziej, jako graczowi zależy.
Jeśli więc ktoś zastanawiał się, dlaczego zestaw od Cooler Mastera został przeze mnie nazwany dewastatorem marzeń to już nie powinien mieć wątpliwości. Opatrzenie tytułem Gaming tego sprzętu jest trochę naciągane. Użytkownikowi nastawionemu na granie recenzowaną myszą jak i klawiaturą zasugerowałabym raczej rozejrzenie się za alternatywami. Chyba że cena Devastatora spadnie do – powiedzmy 120 złotych, wtedy cena będzie adekwatna jakości.

Plusy:

+ klawisze multimedialne
+ sygnalizowany diodą LED WinLock
+ niezły Polling Rate myszy
+ przyzwoite DPI, wystarczające do gry w trybie Full HD

Minusy:

– męczące i nierówne oświetlenie
– nieprzyjemny, brudzący się materiał
– słaby parametr LOD myszy
– brak makr klawiatury
– waga klawiatury (za mała) i myszy (za duża)
– przeznaczona raczej dla graczy o większych dłoniach

Ocena: 3/5

Ewelina Stój

Ewelina Stój

Bardziej od konkretnych gatunków ceni sobie kiedy gra ma "duszę" i pouczający przekaz. Nieco osamotniona w męskim świecie ruchomych pikseli próbuje udowodnić światu, że gry to także sztuka.

18 Shares
Share18
+1
Tweet