Surgeon Simulator 2 – recenzja. Co-op na cztery ręce

0 komentarzy

Jeśli ktoś z was marzył kiedyś, by zostać chirurgiem i wykonywać skomplikowane operacje w grupie doświadczonych lekarzy, to dzięki tej grze nareszcie ma okazję sprawdzić, jak to jest. Oczywiście żartuję.

W 2013 miał premierę Surgeon Simulator. Nie była to jednak żadna symulacja, a raczej parodia zawodu medyka, w której przy użyciu niekonwencjonalnych metod i narzędzi oraz zdrętwiałej ręki w liczbie jeden radośnie krzywdziliśmy swoją ofiarę (czyli pacjenta). Symulator Chirurga spotkał się z ciepłym odbiorem wśród graczy i miał się na tyle dobrze, że twórcy z Bossa Studios postanowili stworzyć sequel gry. Kontynuacja, która trafiła do sklepów tej jesieni, oferuje jednak zgoła odmienne doświadczenie niż tytuł sprzed siedmiu lat.

Oczywiście punktem wyjścia dla rozgrywki pozostaje operowanie pacjenta o imieniu Bob. Do naszych zadań należy między innymi łamanie biedakowi płuc różnymi twardymi przedmiotami, wyrywanie mu kończyn i organów gołymi rękami oraz sprawdzanie, czy nie stracił przy tym za dużo krwi. Podstawową różnicą pomiędzy obydwiema częściami cyklu jest to, że podczas gdy pierwsza skupiała się na kampanii dla pojedynczego gracza, w sequelu mamy do czynienia z rozgrywką ukierunkowaną niemal w całości na kooperację. Decydując się na zrecenzowanie SS2, wiedziałam, że będzie on oferował multiplayer; nie przypuszczałam jednak, że granie zespołowe będzie głównym – i na dobrą sprawę jedynym sensownym – trybem w tej produkcji.

Bez cudzych rąk nie podchodź

Można próbować działać tutaj w pojedynkę, ale nie jest to zanadto efektywne: tytuł jest tak zaprojektowany, że potrzebujemy nie tylko swojego sztywnego ramienia, ale i cudzych, bo wtedy wszystko idzie sprawniej – i jest o wiele ciekawiej. Gdy jedna osoba kontroluje krew i uzupełnia jej niedobory, druga rozgląda się za jakimś ciężkim narzędziem do wyłomu żeber, a trzecia podnosi z podłogi świeżo wyrwaną kiszeczkę, groteskowa rzeczywistość medyków-sadystów zaczyna nabierać rumieńców.

Przy jednym stole może spotkać się maksymalnie czterech ramotowatych konowałów. To oryginalny pomysł na zabawę w kooperacji; ma on jednak sens tylko wtedy, gdy gramy z osobami, które wiedzą, że nie mogą wyrwać pacjentowi głowy bez konsekwencji. A jeśli nie udało nam się namówić znajomych na zakup tej produkcji, to niestety na łut szczęścia w losowym doborze partnerów trudno liczyć: graczy, którzy nie rujnują rozgrywki, jest tutaj… jak na lekarstwo.

Twórcom chodziło o to, by było chaotycznie i śmiesznie. I tak jest w istocie, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby społeczność SS2 jednak używała szarych komórek. Niestety spora część napotykanych w grze samozwańczych lekarzy zachowuje się niczym żądni krwi rozpruwacze: położono im przed nosem bezbronne ciało, więc trzeba je czym prędzej zbezcześcić – nieważne jak, byleby jak najszybciej. A że jest jakaś instrukcja i wytyczne dotyczące operacji? To nieważne – rwiemy co się da. Niestety za chwilę pacjent wykrwawia się, a misja kończy się niepowodzeniem.

Łamigłówki i łamiżeberka

Oprócz wynaturzonych zabiegów, kampania SS2 oferuje także inne zadania do wykonania. Czynności te układają się w coś na kształt wątku fabularnego. Na początku zajmujemy się wyłącznie półnagim Bobem, ale im dalej w szpital… tym więcej dziwnych zadań i tajemnic. Chodzimy po różnych pomieszczeniach i rozwiązujemy zagadki logiczne, które polegają w dużej mierze na odblokowywaniu przejść do kolejnych pomieszczeń. A przy okazji odkrywamy spisek. Jeśli sądzicie, że to nie brzmi zanadto ciekawie, to macie rację – niestety dość szybko można się oferowanymi przez twórców łamigłówkami znudzić. Na szczęście fabuła nie jest długa.

Sytuację trochę ratuje fakt, że w SS2 otrzymujemy możliwość tworzenia swoich własnych poziomów, do czego służy przejrzysty i dość prosty w obsłudze edytor. Decydujemy o kształcie pomieszczeń, wybieramy wzór tapet i kolory podłóg oraz meblujemy i dekorujemy wnętrza. A przede wszystkim ustalamy zadania do wykonania. Opcji jest sporo; można na przykład stworzyć wirtualny escape room, a później udostępnić go w internecie dla innych graczy.

Ręce, które męczą (także gracza)

Twórcy Surgeona uczynili naszą rękę tak nieprecyzyjną i zawodną, jak tylko się da, a zrobili to celowo. W pierwszej części serii otrzymywaliśmy do dyspozycji wyłącznie dłoń i ramię chirurga, natomiast w kontynuacji mamy już pełną postać; dostosowujemy jej wygląd i możemy poruszać się swobodnie po lokacjach, kucać, a nawet skakać (także po pacjencie). Nadal jednak głównym narzędziem naszej komunikacji z growym światem pozostaje kończyna, a okiełznanie jej pozostaje nie lada wyczynem. Wiem, że sposób sterowania ręką miał być możliwie najmniej intuicyjny i przez to zabawny, ale mnie ogólnie ten element gry wcale nie bawi: przeciwnie, gdy kilka razy z rzędu muszę podejmować płucko z podłogi, bo mi co chwilę wpada z dłoni, to jednak bywa trochę frustrujące.

W oprawie wideo można zaobserwować poprawę jakości w porównaniu z grą z 2013, ale i tak nie ma co spodziewać się fajerwerków. Tytuł wygląda trochę karykaturalnie i groteskowo, ale i dość ubogo i schematycznie jak na dzisiejsze czasy. Fizyka jest tragiczna, ale przecież to nie jest poważny symulator, więc chyba nikt nie oczekiwał rewelacji w tym względzie. Dość często zdarzało mi się doświadczyć błędów w oprawie wizualnej; najczęstszym było przenikanie tekstur (zdarza się na przykład wtopić dłoń w obiekt i patrzeć, jak palce wystają po jego drugiej stronie). Po uruchomieniu dość długo trzeba też czekać na wczytanie gry.

Mało nas trochę

Chyba nie mniej smucącą od usterek technicznych jest kwestia dostępności SS2: produkcję od Bossa Studios kupimy wyłącznie w Epic Games Store – jest to tytuł ekskluzywny dla tej platformy. Sklep twórców Fortnite’a ma opinię taką, jaką ma – i w sumie nic mi do tego. Problem zaczyna się jednak, gdy chcemy zasiąść do gry, która jest zbyt nudna na singla i rozglądamy się za w miarę kumatymi osobami do współpracy, ale trafiamy na totalne bezrybie. Bo w sumie mało kto o tej grze wie i mało kto ją ma.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Fortnite też jest grą online na wyłączność dla Epików i tytuł dobrze przędzie. Okej, ale Fortnite’a odpalimy za darmo, a za Symulator Chirurga musimy zapłacić prawie 90 złotych. To jednak robi różnicę. Zawsze możemy się wspomóc kuponem rabatowym na EGS – wtedy przyjemność bycia medykiem kosztuje 50 złotych. Czy warto? Jeśli lubicie gry kooperacyjne i będziecie mieli z kim grać, to myślę że tak. Ale dla miłośników zabawy „jedną ręką” (jakkolwiek to brzmi) raczej odradzam.

Surgeon Simulator 2

Niezły potencjał na co-op, trochę gorzej z wykonaniem

SS2 oferuje dobrą zabawę - jeśli oczywiście mamy z kim grać, bo samemu jest tu trochę nudno, a w sieci trudno póki co znaleźć odpowiednich kompanów. Oprawa wizualna i sterowanie również nie zachwycają.

2.5

Plusy

  • ciekawy pomysł na grę zespołową
  • wszechobecny chaos i dziwny humor
  • edytor poziomów

Minusy

  • w pojedynkę daleko nie zajedziemy...
  • ... a co-op też czasem nie wychodzi (trolle)
  • sterowanie ręką nie bawi, a frustruje
  • oprawa wideo i parę usterek technicznych
  • zagadki logiczne nudzą

Dagmara Kottke

Przygodę z grami zaczynała od tytułów takich jak Worms, THPS i Pizza Connection 2. Aktualnie obcuje przede wszystkim z produkcjami strategicznymi i pomysłowymi indykami; ogólnie gra w tytuły, w które nikt nie gra – i czyta książki, których nikt nie czyta.
Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się