Recenzja Cultist Simulator – symulator okultysty i karcianka nie dla idiotów

Żyjemy w czasach, gdzie praktycznie każdy z nas może stworzyć grę komputerową. Z jednej strony to chyba źle, bo rynek zalewa sporo nic niewartego dziadostwa, a z drugiej dobrze, bo spośród podrzędnych tytułów można wyłowić prawdziwie ciekawe produkcje. Jak jest w przypadku karcianki pt. Cultist Simulator?

Po odpaleniu tytułu, w naszej głowie może mieć miejsce swego rodzaju konsternacja: jak to? Symulator, a zarazem karcianka? Jak to połączyć? Im dalej w grę, tym bardziej okazuje się, że wyszło to całkiem sprawnie. Zabawa polega na tym, by dobierać karty w sposób, który wykreuje naszą – okultysty – historię. Brzmi banalnie, ale takie nie jest. Cultist Simulator, to nie tylko historia opowiedziana konkretnymi kartami, ale także zarządzanie zasobami oraz czasem. To właśnie te elementy głównie sprawiają, że gra jest może nie tyle ciekawsza, co niesie większe wyzwanie. Innymi słowy, jest po prostu trudniejsza.

Gra wita nas taką oto planszą.

Cultist Simulator: fabuła prosta, gameplay już nie

Fabularnie bez niepotrzebnych przejaskrawień i zawiłości. Mamy lata 20. XX wieku i żyjemy w bliżej niesprecyzowanym mieście, które jednak przywodzi na myśl ówczesny Londyn i tego pokroju miasta. Wszystko za sprawą settingu, w jakim umieścił grę deweloper, a miały być to okoliczności przywodzące na myśl powieści samego mistrza grozy, to jest H.P. Lovecrafta. I istotnie, o ile nie uświadczymy w grze bezpośrednich nawiązań do jego prozy, to przygody mające miejsce poprzez zarządzanie kartami, jak i muzyka w tle, sprawiają, że atmosfery Lovecrafta grze nie można odmówić.

Śmierć zdarza się często – gra nie należy do najłatwiejszych.

Gameplay zaczynamy jako młody okultysta, który musi angażować się w wiele elementów zwyczajnego życia, jak chodzenie do pracy, odpoczynek czy sen, by móc operować zasobami niezbędnymi do rozwijania swojego hobby, jakim jest badanie spraw nadprzyrodzonych. Zanim więc znajdziemy kompanów i wraz z nimi założymy swój pierwszy kult, czeka nas nie lada wyzwanie. Zacząć trzeba więc od faktu, że gra nie jest prosta i umrzeć można prędko, niemniej śmierć jednej postaci sprawia, że odblokujemy gameplay jako inna np. jako policjant, który bada śmierć postaci, którą przed chwilą doprowadziliśmy do śmierci. Wszystko naprawdę fajnie się zazębia i jest przemyślane.

W tle, na stole, od czasu do czasu pojawią się pewne grafiki.

Kilka historii połączonych duchem Lovecrafta

Wracając do gameplay’u: ten zaczynamy z kilkoma bazami, do których dokoptopwywać będziemy kolejne karty, które to zaowocują fabułą w taki, a nie inny sposób. Początkowo dostajemy następujące bazy: Praca, Sen, Studiowanie i Eksploracja, ale w czasie jak fabuła idzie do przodu, ilość i zróżnicowanie tych baz zwiększa się. Jak wspomniałam, aby móc dorobić się tych nowych, polegających głównie na rozwijaniu elementów okultystycznych, należy najpierw sobie na to zarobić: stworzyć podwaliny. Chodzimy więc do pracy używając na bazie praca konkretnej karty opisującej nasz zawód. Za pracę dostajemy Fundusze, które także jako kartę, wykorzystujemy np. do leczenia swojej osoby, bądź przeprowadzania badań.

Znaleźliśmy mistyczną organizację!

Śmierć może bowiem nastąpić prędko i w różnoraki sposób: jeśli za dużo pracujemy, za mało śpimy, bądź śpimy eksplorując swoje sny, zamiast pozwolić sobie na głęboki sen w fazie R.E.M. Aby gra miała sens, zaimplementowano w nią element upływającego czasu. Każda położona przez nas karta na bazie, mieli przez kilkanaście sekund, by wywołać dany skutek, poprzez obdarowanie nas kolejnymi kartami – tak zwiększa się ich pula. Ale jeśli – jak wspomniałam – przepracujemy się w pogoni za Funduszami, pojawi się kolejna baza, odliczając sekundy do naszej śmierci. Wówczas może przydać się nałożenie na niej karty Zdrowia. Oczywiście jeśli takową posiadamy. Inaczej… czeka nas już tylko śmierć.

Oto nadchodzi chwila śmierci.

Dynamika, aktywna pauza i zarządzanie zasobami

Grę możemy w dowolnej chwili zapauzować, co może się przydać, jeśli chcemy przemyśleć kolejny krok, zwłaszcza że tempo produkcji jest naprawdę szalone. Gra zaczyna się robić interesująca dopiero w momencie, gdy przez naszą Eksplorację i Studiowanie, zaczynamy dowiadywać się nowych rzeczy o okultystycznym świecie. Napotykamy więc nowe postaci, z którymi za pomocą konkretnych kart możemy poruszać konkretne tematy. Możemy też przyjąć je do naszego kultu, by wykonywały dla nas haniebnych czynów i gromadziły Fundusze.

W pewniej chwili, na stole robi się naprawdę gęsto od kart.

Jeśli chodzi zaś o to, czy historie zawarte w grze są interesujące, to muszę przyznać, że owszem. Świetnie jest zobaczyć, że linie fabularne, znajdujące się na kartach i obejmujące zdanie bądź dwa, są napisane tak, jak gdybyśmy czytali XX-wieczną powieść z dreszczykiem. Sporo tu nawiązań do okultystycznej klasyki, toteż niezmiernie szkoda, że gra nie dostała polskiej wersji. Zwłaszcza że jak można się spodziewać po tego typu historiach, język angielski w nich zawarty nie należy do najprostszych. Przez ten fakt niestety gra nie zdołała mnie urzec na tyle, bym chciała do niej wrócić. Nie przesadzę, że do pełnej immersji potrzebna tu będzie angielszczyzna na poziomie zaawansowanym, zbliżonym nawet do native speakerów. Wszystko przez pojedyncze wyrazy, zdania, których nawet na co dzień nie używa się w Stanach Zjednoczonych czy innych krajach angielskojęzycznych. A sesja z grą i słownikiem jednocześnie sprawia, że cały czar gry po prostu pryska.

Ścieżki otwierają się przed nami, z każdą kolejną porażką.

Słowem o oprawie audiowizualnej: o stronie graficznej niewiele można powiedzieć ponad to, co widać na screenach. Jest to gra-karcianka, toteż można oprzeć się jedynie na opinii, czy sposób wykreowania poszczególnych kart nam się podoba. Przyznam, że są one specyficzne, niemniej w samej tej otoczce brakowało mi nieco mroku. Inaczej ma się kwestia muzyki. W Cultist Simulator wkomponowano około pięć motywów muzycznych i każdy puszczony pod osłoną nocy sprawiłby, że niejednemu zjeżyłby się włos na głowie. W kwestii sterowania, tu posługujemy się wyłącznie myszką. W grze przewidziano sterowanie klawiaturą, ale na dobrą sprawę nie wiem, jaki jest tego sens.

Cultist Simulator jest propozycją ciekawą, o ile lubimy klimaty okultyzmu, karcianki, zarządzanie zasobami w czasie oraz dysponujemy językiem angielskim na wysokim poziomie. Jeśli jednak nie spełniamy choćby jednego z tych warunków, to radzę od produkcji trzymać się z daleka. Jakby jednak nie było – nawet jeśli gra zaczaruje nas swoim pomysłem i zaaranżowaniem fabuły, to moim zdaniem 70 złotych, które trzeba na grę wydać, to zdecydowanie za dużo.

Plusy:
+ czuć atmosferę na miarę Lovecrafta
+ wymagająca zarządzania zasobami w czasie
+ trudna
+ kolejne porażki otwierają nowe historie
+ dopracowana muzycznie – kilka interesujących, tajemniczych utworów
+ ciekawe historie

Minusy:
– za droga
– język angielski na wysokim poziomie znajomości wymagany

Ocena: 3,5/5

Grę do recenzji dostarczył GOG.com

Ewelina Stój

Ewelina Stój

Bardziej od konkretnych gatunków ceni sobie kiedy gra ma "duszę" i pouczający przekaz. Nieco osamotniona w męskim świecie ruchomych pikseli próbuje udowodnić światu, że gry to także sztuka.