Netflix straci niedługo jeszcze jedną użytkowniczkę. Oto dlaczego rezygnuję z platformy

Netflix
Felieton PG Exclusive

Ostatnia decyzja o anulowaniu Sił kosmicznych sprawiła, że zaczęłam rozważać rezygnację z subskrypcji Netflix – choć stwierdzam to z pewnym żalem.

Dotychczasowy streamingowy gigant ma ostatnio duże problemy na rynku. Z platformy regularnie odchodzą kolejni użytkownicy – a ja najprawdopodobniej wśród nich. Powodów jest kilka, ale cała sytuacja sprawia, że mimo zaoszczędzonych kilkudziesięciu złotych będę wspominać Netfliksa z pewnym smutkiem.

Miłe złego początki

Moja przygoda z platformą zaczęła się latem 2013 roku, gdy… dowiedziałam się, że istnieje. W Polsce mogliśmy wtedy jedynie o niej pomarzyć, a ja rzeczywiście marzyłam – streaming wydawał się wtedy odpowiedzią na wszystko, co miałam do zarzucenia tradycyjnej telewizji. Gdy Netflix pojawił się u nas wreszcie trzy lata później, nie zastanawiałam się długo; w moje ręce wreszcie wpadł ten Święty Graal i czarna perła zarazem – On. Netflix. Na pierwszy ogień poszło Orange is the New Black i choć postać Piper Chapman wręcz nieziemsko mnie irytowała, wiedziałam, że to początek naprawdę ciekawej przygody.

I tak przeżywałam wszystkie upadki BoJacka Horsemana, okradałam hiszpańską mennicę z bohaterami Domu z papieru, przechodziłam na drugą stronę w Stranger Things, śledziłam karierę polityczną w House of Cards i rezygnowałam z technologii po seansie Czarnego lustra. Nawet zabijanie potworów razem z Geraltem było fantastycznym przeżyciem; osobiście zaliczam się do tych osób, którym serial się podoba – choć czytałam książki, a i gry nie są mi obce. Przy Netfliksie wypiłam niejedno piwo, zjadłam niejedną pizzę i spędziłam długie godziny, gdy ze względu na pandemię lepiej było nie wychodzić z domu. Stopniowo jednak na tym sielankowym obrazie zaczęły pojawiać się kolejne rysy, których nie widziałam – a może nie chciałam zobaczyć?

Czarne chmury nad platformą Netflix

Zaczęło się od nowości, a dokładniej… ich braku. Zdarzały się długie miesiące, gdy katowałam w kółko Biuro albo Przyjaciół, bo nic wartego uwagi nie pojawiało się w ofercie. Od tamtej pory nie potrafię już sama oglądać seriali inaczej, niż tylko w tle, a dialogi z obu wspomnianych produkcji znam na pamięć. Oczywiście wtedy mi to nie przeszkadzało, ale dziś widzę to jako dość niepokojący objaw świadczący o tym, że z Netfliksem zaczyna się dziać coś niedobrego.

Gorzej się zrobiło, gdy w serwisie stopniowo pojawiały się polskie produkcje. Nie zrozumcie mnie źle – gdy trzeba, będę bronić rodzimych seriali i filmów. Z dużą przyjemnością (o ile w przypadku tego twórcy da się użyć tego słowa) obejrzałam zresztą choćby produkcje Wojtka Smarzowskiego, które w ramach licencji również trafiły do streamingu. Niestety wykupienie przez platformę praw do adaptacji 365 dni – jednej z nielicznych książek, których nie dałam rady przeczytać – było dla mnie nieprzyjemną informacją, jeśli mogę tak delikatnie to ująć. Specyfika streamingu sprawia, że tytuły łatwo idą w świat; ja po premierze dwóch już części tego gniota po prostu wstydzę się za polskie filmy.

Gwoździem do streamingowej trumny stała się dla mnie informacja o anulowaniu Sił kosmicznych po zaledwie dwóch sezonach. Serial nie był może na poziomie Biura, ale mimo to stanowił dla mnie coś w rodzaju duchowego spadkobiercy tego tytułu. Jestem szczerze rozżalona decyzją Netfliksa, bo teraz już nigdy nie dowiem się, dlaczego Maggie trafiła do więzienia, ani na jaki genialny pomysł znowu wpadnie F. Tony. Tak, zżyłam się z tymi postaciami i na emocjonalnym poziomie będę mocno przeżywać rozstanie z nimi. Z racjonalnego punktu widzenia rozumiem natomiast Netfliksa – włodarze starają się zapewne ratować platformę za wszelką cenę. Wydaje mi się jednak, że nie tędy droga – tutaj już cięcia w budżecie niestety nie pomogą.

Wiele możliwości

Jeszcze przed skasowaniem „spadkobiercy Biura” zaczęły się pojawiać platformy konkurencyjne. O ile początkowo Netflix rzeczywiście nie miał legalnej poważnej konkurencji, to teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Czy to marcowy debiut HBO Max w Polsce, czy planowany na lipiec start Disney+; Netflix musiałby się naprawdę postarać, żeby konkurować z taką ofertą. Zdaję sobie sprawę z tego, że obie wspomniane platformy mają po prostu duże zaplecze. HBO posiada prawa do produkcji Warner Bros., uniwersum DC czy kolekcji kreskówek z Cartoon Network. Za Disneyem stoją natomiast Lucasfilm, Marvel czy Pixar. To w tych serwisach pojawią się zatem liczne świeże premiery kinowe, najpopularniejsze filmy animowane czy klasyki dla wielbicieli Gwiezdnych wojen. Netflix – nawet z Siłami kosmicznymi – nie ma niestety szans w konkurencji z takimi markami.

Zmieniło się również podejście władz platformy. O ile rozumiem decyzję o wycofaniu się z miesięcznego okresu próbnego, którego rzeczywiście zdarzało się widzom nadużywać, to walka ze współdzieleniem kont jest już dla mnie nie do pojęcia. Sama nie jestem tu zresztą wyjątkiem – konta w portalach dzielę z chłopakiem, a płacimy za nie po równo. I choć teoretycznie wszystko jest w porządku, bo hasłem dzielimy się w ramach jednego gospodarstwa domowego, to próba walki z tymi, którzy dostępy podają przyjaciołom czy dalszej rodzinie wydaje mi się absurdalna. Działania w tym zakresie mogą jedynie spowodować dalszy odpływ użytkowników – a już teraz nie jest pod tym względem kolorowo.

I’ll be there for you

Pierwszy kwartał 2022 roku Netflix po raz pierwszy od 10 lat zamknął ze stratą użytkowników. Część strat mogła być wywołana wojną i zablokowaniem serwisu w Rosji, lecz nie wszystko da się tym wytłumaczyć. Platforma szacuje, że w nadchodzących miesiącach z usług zrezygnuje jeszcze większa liczba widzów; prawdopodobnie sama zresztą do nich dołączę. Oferta konkurencji nieco bardziej do mnie przemawia – a w razie czego tam też mogę przypomnieć sobie Przyjaciół.

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie