Piosenki inspirowane grami. Utwory, które trafią szczególnie do graczy

Muzyka inspirowana grami. Top 10 utworów dla graczy i nie tylko
PG Exclusive Publicystyka

Muzyka inspirowana grami to często zdumiewający efekt odważnych inspiracji, na które zdobywają się największe gwiazdy sceny, ale i twórcy niebojący się eksperymentować. To niekoniecznie utwory, które jednoznacznie kojarzą się z daną pozycją, ale z pewnością fani tych kultowych tytułów zrozumieją, o co chodzi.

Utworów wyraźnie kojarzących się z grami wideo jest bez liku. Bardzo wielu współczesnych artystów nawiązuje do różnego rodzaju produkcji, w tym tytułów będących dla nich kultowymi dziełami, przy których spędzali, na przykład, dzieciństwo. Tak, jasne że bardzo wielka część tego dotyczy rapu. To jednak jedna z wielu form dźwiękowej ekspresji, które zaznaczyły swoją obecność na polu gier wideo i vice versa. Muzyka inspirowana grami to bardzo szeroki, ciekawy, a czasami nawet dość zaskakujący temat.

Muzyka inspirowana grami, czyli popkulturowy byt

Słuchaczem jestem, jak każdy. Jeśli jednak zapytacie mnie, czego słucham najbardziej, ja odpowiem “wszystkiego” i od razu pomyślicie sobie “a… to jeden z tych”. I po części będziecie mieć rację, choć nie chodzę z najdroższymi Marshallami na uszach, ledwo dygocząc w rytm nowego utworu Lingua Ignoty (RIP, zawiesiła tę odnogę swojej twórczości), analizując każdy dźwięk, mlaszcząc przy tym nieprzychylnie ostrym jak brzytwa językiem samozwańczego krytyka. Niemniej zdarza mi się oglądać Anthony’ego Fantano na YouTubie, zazwyczaj jednak zastanawiając się, skąd on w ogóle bierze te wszystkie niszowe płyty do analizy. Więc tak – słuchaczem jestem, jak każdy, ale słucham wielu rzeczy.

Jestem też graczem. I być może też, jak każdemu, zdarza mi się łączyć te dwie formy rozrywki. A co, jeśli połączę je w jedno? I nie mówię tu o najlepszych soundtrackach z gier, popularnych wykonawcach, którzy komponowali utwory do produkcji maści wszelkiej. Muzyka inspirowana grami to przy tym o wiele bardziej niszowy temat. Pod wieloma względami jest wręcz ciekawszym polem do popisu, bo pokazuje wymieszaną ze sobą popkulturę, stanowiącą wspólny, jednostajny byt. Okazuje się przecież, że bez wielu gier mogłoby nie być wielu piosenek, płyt, a nawet wykonawców. Tak samo, jak bez wielu kompozytorów, nie dostalibyśmy wielu gier. To drugie może jednak być tematem na inną rozmowę. Teraz skupmy się na muzyce jawnie inspirowanej grami (z paroma wyjątkami).

Vader – Sword of the Witcher

Miecz wiedźmina ma dwa końce – na jednym jest gryf, a na drugim mostek. A nie, to tylko gitara naparzająca w rytm legendy polskiego death i heavy metalu, grupy Vader. Sword of the Witcher to jeden z ich najpopularniejszych numerów, który nagrano na potrzeby albumu “Witcher: Music Inspired by the Game”, a zarazem dołączano do dodatkowej płyty w pudełkowej edycji gry. I gdy wtedy odsłuchałem ją pierwszy raz, zrozumiałem, że Wiedźmina kocham za całokształt, w tym za muzykę. Plus za to, że teledysk najwyraźniej (bo potwierdzenia nie mam) nagrano na zamku w Bolkowie, który co roku służy za zjazd demonów wszelakich na festiwalu Castle Party, a wystąpił także w polskim serialu i filmie Wiedźmin.

Bring me the Horizon – Dear Diary, (albo wiele innych)

Och, tutaj mógłbym wybrać dowolną piosenkę od BMTH i zapewne znalazłbym w niej jakieś nawiązania do różnych gier. Dear Diary stanowi jednak dość wyjątkowy przykład, bo o utworze mówi się dość mało, zapewne dlatego, że zespół wrócił w nim do dawnego, deathcore’owego brzmienia, tak odrębnego od wielu współczesnych ich piosenek. Mimo to warto go odsłuchać, bo całość oparto na legendarnej notatce z Resident Evil 2, czyli Keeper’s Diary (“Gorączka minęła, ale swędzi. Głodny i je psią karmę. Przyszedł swędzący Scott. Brzydka twarz, więc go zabiłem. Smaczne.”).

Jeśli jednak ta nutka Wam nie podejdzie, równie dobrze możecie odsłuchać Shadow Moses (bezpośrednio związane Metal Gear Solid), Parasite Eve (no, wiadomo), a także Ludens, które powstało w ramach promocji Death Stranding i znajduje się na soundtracku gry. Do tego mamy Kingslayer, tytułowo nawiązujące do odznaczenia z Call of Duty, a band odświeżył także kultowe Moon Over the Castle w Gran Turismo 7.

Tenacious D – Video Games

Trwający nieco ponad półtorej minuty rockowy utwór Tenacious D mógłby zapowiedzieć powrót wielkiego duetu, ale jak na razie Kyle Gass i Jack Black wcale się z tym nie spieszą. Mimo to ich piosenka z 2023 roku skutecznie ożywiła fanów i pokazała im, że w starzejącej się parze nadal drzemie energia rocka. I to nie tylko rocka, ale również gier wideo. Jack Black z gamingiem jest związany od dawna – występował m.in. w Brutal Legend, prowadzi również swój kanał na YouTubie z “lets plejami”. Kocha Red Dead Redemption 2, co widać na teledysku do Video Games, ale nie trzeba mieć wprawnego oka, aby dostrzec inne nawiązania.

Gorillaz – Pac-Man

Cała estetyka Gorillaz może niektórym kojarzyć się z grami wideo (a już na pewno z kreskówkami), a nuty przez nich komponowane nierzadko wydają się bardzo bliskie tej gałęzi rozrywki. Tym razem mowa o piosence bezpośrednio związanej z grami wideo, która nawet nie ukrywa, że z odpowiednim kontekstem nabiera nowego wymiaru. Gorillaz wypuściło ten numer z okazji 40-lecia Pac-Mana, czyli jednej z najważniejszych gier w historii ludzkości. I nie zapominajmy o kolejnym fenomenalnym klipie, tym razem cofającym nas do dawnych lat, gdy arcade’y były synonimem dobrej zabawy, ludziom żyło się lepiej, a wszystkich ogarniał dziki ferwor żółto-kulczastej gorączki.

Chvrches – Death Stranding

Arcydzieło (lub też symulator kuriera) Hideo Kojimy mogło graczom pokazać wiele wartych odsłuchu zespołów. Chyba każdy fan legendarnego projektanta słyszał o islandzkim postrockowym Low Roar, tak wyjątkowo klimatycznym i sennym. Oczywiście na kurierskiej playliście znalazło się także wspomniane wyżej BMTH oraz szkocki synthpop w wykonaniu muzyków z Chvrches. Akurat numer zatytułowany tak samo jak gra znalazł się na jej samiuteńkim końcu, przygrywając wymiętolonym emocjonalnie i fizycznie graczom oglądającym napisy końcowe.

Numer jest świetny, niezwykle trafnie podsumowujący klimat, o jaki chodziło Kojimie, a także pełen wartościowych, pełnych emocji i napuchniętych od upływającego czasu zwrotek. Co ciekawe, gracze mogą kojarzyć ten band nie tylko z Death Stranding. Wiele ich piosenek trafiało do soundtracków kolejnych odsłon Forza Horizon, Mirorr’s Edge Catalyst oraz, co ciekawe, pojawili się nawet w nieśmiertelnej (ale dziś paradoksalnie martwej) FIFA od Electronic Arts.

Buckner & Garcia – Pac-Man Fever

Popowo-folkowo-rockowy duet zasłynął jeszcze przed wydaniem w 1982 roku albumu o tej nazwie, co piosenka Pac-Man Fever, ale to właśnie ona rozsławiła ich na cały świat. A już na pewno na Stany Zjednoczone, gdzie na liście Billboard trafili na 9. miejsce. Co więcej, single sprzedał się wyśmienicie, dostał wiele wyróżnień (w tym na listach najlepszych hitów lat 80.) i nieoficjalnie można o nim mówić jako o “hymnie” graczy, którzy rzucili się w szale na automaty arcade’owe z rozdziawioną żółtą kuleczką i zapomnieli w ogóle, że istnieje świat poza nimi.

Być może nie pamiętacie tego, ale w latach 80. za Pac-Manem szaleli wszyscy. Boom był tak wielki, że porównać go można z wyprzedażą karpia w Lidlu, ale na skalę międzynarodową. Wspaniałe to były chwile, gdy gry łączyły ludzi, którzy z rządzą mordu zapragnęli pobić rywali na końcowych tablicach najlepszych graczy na automatach. Buckner i Garcia przypadkowo trafili na arcade’ową maszynę w jadalni, w przerwie od nagrywania nowych utworów. Oszaleli, zainspirowali się i tak powstał ten świetny numer. Polecam mimo wszystko sprawdzić całą płytę, bo każda piosenka na albumie dedykowana jest innej grze z lat 80.

JPEGMAFIA x Danny Brown – Kingdom Hearts Key

To może być nieco kontrowersyjny wybór, ale nie chciałem, aby ta lista była tak oczywista, więc teraz nieco zamieszamy. Co prawda Kingdom Hearts Key ma z grą wspólnego przede wszystkim tytuł, bo nawet sample nie pochodzi z cenionego jRPG-a, a z muzyki otwierającej anime The Vision of Escaflowne, ale czuć w tym numerze potężny klimat, który docenią przede wszystkim fani kultury popularnej wschodu. Jak wiadomo, gracze to nie tylko gracze, ale też znawcy kultury (nie, serio, nie śmieję się!), w tym seriali, filmów, komiksów i tym podobnych.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że Dollar and a Dream III od rapera J. Cole’a pasowałoby w to miejsce lepiej, wszak bezpośrednio korzysta z sample’a Kingdom Hearts II, jawnie czerpiąc inspiracje z gry, ale o tym mówiono już wiele i długo, więc po co to powtarzać? Poza tym sprzeczać można się, czy Scaring the Hoes JPEGMafii i Danny’ego Browna to najlepszy rapowy album ubiegłego roku, więc być może dołożę do tego swoją cegiełkę w postaci miejsca w tym rankingu.

David Bowie – Thursday’s Child

“Ej, ale to przecież nie jest utwór inspirowany grą, a cały album będący soundtrackiem do gry!” – możecie krzyczeć. Ja jednak, na przekór wszystkiemu, dorzucam tę piosenkę do listy, mieszając w niej nieco, podobnie jak z utworem JPEGMAFII wyżej. Owszem, cały album Hours został nagrany przede wszystkim jako soundtrack do The Nomad Soul, czyli zapomnianego dziś onirycznego dzieła science-fiction od Quantic Dream.

Mimo angażu legendarnego muzyka (także w jednej z ról w grze) i sporych ambicji, tytuł nie okazał się niczym wyjątkowym ani nawet szczególnie dobrze się nie sprzedał. Z pewnością nie tak dobrze, jak towarzyszący mu album piosenkarza, stanowiący pomost między muzyką a grami wideo w bardzo szerokim kontekście, który w pełni docenią ci, którzy znają obydwie te produkcje. Jeśli nie, to nie szkodzi, to kawał świetnej płyty, wciąż przenikającej inspiracje buddyzmem, nowymi technologiami, nostalgią, a także potężnymi wpływami kruchej natury ludzkości i wiarą. No i David Cage wybrał właśnie Bowie’go, choć na jego miejsce mogła wejść Björk, Massive Attack czy Archive.

Emerson, Lake and Palmer – wszystko, ale odwrotnie

Przysięgam, że ostatni raz na tej liście mieszam w pierwotnym założeniu, ale tym razem w sposób, który docenią fani Final Fantasy, Zeldy i tony japońskich klasyków. Brytyjskie trio nigdy bowiem nie stworzyło piosenki czerpiąc z gier wideo (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), ale to oni stanowią jeden z głównych wpływów na rozwój soundtracków growych. Gdyby nie ich twórczość, Nobuo Uematsu mógłby zupełnie zmienić muzyczny aspekt serii Final Fantasy, która przecież znana jest ona z tego, że brzmi po prostu wybitnie pięknie.

Progresywny rock od zawsze ma wpływ na kompozytorów filmowych bądź gamingowych, a przede wszystkim na japoński przemysł gamedevu, bo Japończycy nie chcą stać w miejscu, a mieszać, przecierać szlaki i imponować. Emerson, Lake and Palmer może dziś nie brzmią tak rewolucyjnie, ale mimo szerokiej popularności w latach 70. i 80., to dopiero lata 90. nasiąknęły klimatem ich sztuki. Głównie w formie gier wideo, rzecz jasna. Co ciekawe, silny wpływ twórczości muzycznego trio da się poczuć także w innych cenionych seriach jak choćby Diablo czy StarCraft, ale to równie dobrze może być przypadek, a nie jawna inspiracja. Niemniej, warto odsłuchać.

Zombie Nation – Kernkraft 400

Niemiecki DJ poruszający się w dziedzinie muzyki techno, house czy electro powołał do życia projekt o wdzięcznej nazwie Zombie Nation. I mniej więcej nazwa tłumaczy wszystko, gdyby tylko wyposażyć zombie w głośniki rozrywające ich bebechy, trzepoczące kręgosłupami w rytm łupaniny elektrycznych nut. Debiutanckie Kernkraft 400 oparto na motywie przewodnim jednej z minigier z zapomnianej dziś pozycji Lazy Jones wydanej na Commodore 64 i ZS Spectrum. Jeżeli jesteście choć trochę fanami hokeja, piłki nożnej i wielu innych stadionowych imprez, na pewno znacie ten numer. To nieoficjalny hymn stadionowy, a nawet i klubowy, grany bez żadnego kontekstu na wielu wydarzeniach po dziś dzień. No i mówimy o jednej z najpopularniejszych piosenek electro w historii, więc istnieje spora szansa, że choć jedną nutę skądś skojarzycie. Właśnie z tego, albo z… Lazy Jonesa.

Specjalne wyróżnienia

Powyższa lista to w większości tytuły oparte jawnie (lub nieco mniej) na grach, estetyce gier, znanych ich twórcach czy ogólnie gamingowi jako szerokiemu pojęciu kulturowemu. Nie brakuje też zespołów, które musiały zainspirować się daną produkcją, bo odpowiadały za stworzenie soundtracku do niej. Takich twórców jest wielu, na czele z nieśmiertelnym wirtuozem Trentem Reznorem z Nine Inch Nails, odmieniającym muzyczne życie graczy za sprawą ścieżki dźwiękowej do Quake’a. Mimo wszystko na specjalne wyróżnienie zasłużyły dwa bandy, które nie tylko perfekcyjnie zrozumiały materiał źródłowy, ale i wcieliły się w wymyślone zespoły po to, aby uwiarygodnić świat przedstawiony w danej pozycji.

Oczywiście, że jednym z nich jest punkowy zespół ze Szwecji Refused, który w Cyberpunk 2077 “udawał” Samurai. To nie tylko “byle zespoł”, ale kluczowe narzędzie fabularne, bo ich wokalistą jest nie kto inny jak sam Keanu Reeves Johnny Silverhand. Punkowa energia jest w nich silna, chęć obalenia systemu jeszcze mocniejsza, a do tego przygrywają regularnie na najlepszych stacjach radiowych Night City.

Na drugie wyróżnienie zasłyżyli chłopaki z Poets of the Fall, którzy w uniwersum Alana Wake’a odgrywają rolę Old Gods of Asgard. To dokładnie ten sam zespół, o którym w świecie gier można przeczytać wiele ciekawych notatek, a spotykamy nawet ich założycieli – na emeryturze i wyraźnie będących “coś-nie-teges”, ale jednak! Poza tym Alan Wake 2 to kawał arcydzieła, na które składa się jeden z najlepszych etapów w historii gier wideo. Nie musicie grać, aby zrozumieć, wystarczy tylko odsłuchać ten przepiękny musical.

Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Advertisement
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie