Tak złego roku nie było od dekady. „Tylko” dobre gry to trochę za mało

Zbugowane GTA San Andreas The Definitive Edition
Felieton

Gry wideo to świetne medium, które praktycznie rok w rok potrafi zaskakiwać niesamowitymi pomysłami czy po prostu mistrzowską, rzemieślniczą robotą od najlepszych studiów. Ostatnio jednak coś się zmieniło.

Nie mówię tu nawet o liczonych w nastu opóźnieniach dużych hitów, PR-owych katastrofach jak u Activision Blizzard lub rozczarowujących grach pokroju GTA The Trilogy The Definitive Edition. Ostatnie dwanaście miesięcy upłynęło nam pod znakiem nudy i braku czegokolwiek, co mogłoby nas zachwycić. Według mnie to najgorszy rok dla gamingu od co najmniej dekady. Oczywiście nie pod kątem czysto biznesowym, bo cały rynek gier zarobił ogromne pieniądze i znacznie zwiększył swoją wartość.

W tym roku nie zagrałem w nic nowego, co zwaliłoby mnie z nóg. Po skończeniu któregokolwiek tytułu nie pomyślałem sobie “Hej, ta gra była naprawdę niesamowita, zapamiętam ją na długie lata” – a ograłem większość wysokobudżetowych premier ostatnich miesięcy. Był jeden wyjątek w postaci NieR: Replicant, ale to nie jest nowa gra, a odświeżenie tytuły z ery PS3 i Xbox 360. W zeszłym roku takim tytułem było dla mnie The Last of Us Part II. Dwa lata temu Death Stranding. Trzy lata temu God of War. Cztery Hellblade. A teraz? Teraz nie potrafię wskazać ani jednej zupełnie nowej gry z tego roku, która naprawdę by mnie zachwyciła.

Dobre gry wideo to nie wszystko – 2021 potrzebował wybitnych tytułów

Absolutnym kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że w tym roku nie zagraliśmy w dobre, a nawet świetne gry. Ukazały się przecież chociażby Forza Horizon 5, Returnal, Ratchet & Clank: Rift Apart, It Takes Two i Deathloop. W każdy z tych tytułów gra się świetnie i trudno doszukać się w którymkolwiek z nich rażących wad. Ale co z tego, skoro o prawie każdym z nich zapomnimy za parę lat? Co z tego, skoro żadnego nie będziemy wspominać myśląc, że to jedna z najlepszych gier, jakie kiedykolwiek się ukazały? Oczywiście nie każda gra musi zawsze się mocno wyróżniać i nie każda musi być dla branży tym, czym był Obywatel Kane dla filmów lub Marcin Najman dla obrońców Jasnej Góry. Ale w ciągu roku przydałby się chociaż jeden tytuł, o którym będziemy mówić nie dlatego, że ma masę błędów lub nieprzyzwoicie wysoką cenę, ale dlatego, że jest niesamowicie dobry.

O niektórych wybitnych grach sprzed lat mówi się do dziś. Skyrim, The Last of Us, Wiedźmin 3, God of War czy The Legend of Zelda: Breath of the Wild do teraz są na ustach milionów graczy z całego świata i nadal się sprzedają. A czy w tym roku miała miejsca jakakolwiek premiera, o której nie zrobiłoby się cicho po paru miesiącach od debiutu? No nie było. I to strasznie przykre.

Problemy nie wzięły się znikąd

Kogo można obwiniać za taki stan rzeczy? Nie deweloperów, bo nie mogli przewidzieć dalszego ciągu pandemii i zerknąć do harmonogramów premier konkurencji. Nie graczy, bo nie mamy wpływu na to, kiedy ukazują się największe hity. Więc kto albo co odpowiada za brak niesamowicie dobrych produkcji w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy?

Jak już wspominałem, oczywistym czynnikiem była tu pandemia. Nie wszystkie potencjalnie genialne gry udało się wypuścić w tym roku. Dobrymi przykładami są tu opóźnienia premier Dying Light 2, Elden Ring i Horizon Forbidden West. Co więcej, to pewne, że po cichu przesunięto premiery wielu innych tytułów, których wcześniejszych terminów debiutów po prostu nie ujawniono publicznie.

Innym, równie ważnym czynnikiem, jest rosnąca ilość czasu wymaganego do produkcji tych bardziej ambitnych gier. Na przykład The Last of Us powstało trzy lata, a pełna produkcja Part II zajęła już ponad cztery lata. Podobny wzrost czasu tworzenia dotyczy innych gier największych studiów. Nowe produkcje są coraz bardziej obszerne, wymagają większych nakładów pracy i większej liczby deweloperów. Innymi słowy, na te najbardziej zaawansowane i dopracowane gry czekamy dużo dłużej niż pięć czy dziesięć lat temu. Oczywiście zdarzają się wyjątki, a i każde studio ma nieco inne tempo produkcji. Ten rok był po prostu pechowy pod względem tego, jak ułożyły się harmonogramy premier od studiów robiących najlepsze gry.

Może być tylko lepiej

Całe szczęście zanosi się, że następne miesiące nadrobią to, czego nie dał nam ostatni rok. Już na pierwszą połowę 2022 roku zapowiedziano wiele obiecujących debiutów. Ba, w samym lutym ukaże się pięć dużych produkcji, na które czekamy od dłuższego czasu. Czy którakolwiek z przyszłorocznych premier zapadnie nam w pamięci na kolejne lata? Jest to bardzo prawdopodobne i mam tu nawet kilku swoich kandydatów jak chociażby God of War Ragnarok i Elden Ring.

Mam nadzieję, że jak 2020 rok miał swoje The Last of Us Part II, a 2011 rok Skyrima, tak i 2022 przyniesie ze sobą hit, który zapamiętamy na bardzo długo i o którym będziemy mówić, pisać, czytać i słuchać przez lata. Dobre gry to jedno, ale tęsknię już za tymi najlepszymi z najlepszych. Chyba pora ponownie wrócić do palonego przez smoka Helgen lub zniszczonego wojną Velen.

Jakub Stremler
O autorze

Jakub Stremler

Redaktor
Popkulturowy kombajn lubujący się w literaturze weird fiction, filmowych horrorach, dobrej muzyce i grach wszelkiego rodzaju. Po godzinach studiuje game design i pielęgnuje pasję do sportu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie