Świadkowie nowej ery streamingu. Jak Disney+ przywraca wiarę w jakość

Disney+ świetnie rozpoczyna polską nową erę streamingu
Felieton PG Exclusive

W momencie ogłoszenia daty premiery Disney+ nie miałam właściwie żadnych oczekiwań. Te pojawiały się stopniowo w miarę ujawniania oferty, lecz i tak starałam się podchodzić do tematu na chłodno. Zbyt wiele razy w życiu czułam się oszukana, przyjęłam więc postawę bierną – a ta zaskakująco się opłaciła.

Pamiętam swój hurraoptymizm przy polskiej premierze HBO Max. Dobrze zapowiadająca się oferta złożona z produkcji wszystkich marek należących do koncernu Warnera – zanosiło się na to, że wreszcie będzie godna alternatywa dla Netfliksa. Skończyło się… właściwie jak zawsze. Mocno okrojona lista tytułów dostępnych w Polsce sprawiła, że do swojego profilu nie dodałam nic ponad polecaną Euforię, obowiązkową Opowieść podręcznej i uwielbiane dawniej Spojrzenia – trochę z sentymentu, ale też dlatego, że kiedyś nie udało mi się dokończyć serialu. Sytuacja oczywiście zmienia się całkiem dynamicznie, nawet w czerwcu na platformie znajdzie się całkiem mocna oferta – ja jednak zawiodłam się już na początku.

Do tego doszły problemy techniczne. Choć angielski znam dość dobrze, z reguły nowe seriale włączam z napisami. Tych w przypadku niektórych produkcji brakowało. Częściową winę za to ponosiła… używana przeze mnie przeglądarka (choć i to samo w sobie wydaje mi się absurdalne), lecz część tytułów musiała dopiero zaczekać na swoją kolej w kwestii polskiej wersji językowej (a te, które już ją otrzymały, często prezentowały napisy bez polskich znaków). I jakkolwiek rozumiem ogrom całego przedsięwzięcia – HBO Max 8 marca wystartowało przecież nie tylko w naszym kraju – to mam po całej sytuacji pewien niesmak, nawet mimo że ostatecznie poradziłam sobie ze zrozumieniem mamroczących gangsterów z Euforii.

Na dobry początek

Po dużych oczekiwaniach, a w efekcie jeszcze większym rozczarowaniu HBO Max postanowiłam więc, że przy Disney+ postawię na całkowitą bierność. W planie przeszkodziło mi trochę ujawnienie częściowej oferty, lecz poza tym trzymałam się dzielnie. Dzięki temu dziś mogę powiedzieć niemal obiektywnie – Disney poradził sobie z debiutem w nowych krajach naprawdę doskonale. Nie mam tu nawet na myśli wspomnianego i omówionego już pod każdym względem bogactwa filmów i seriali, a tych już wczoraj otrzymaliśmy ponad 1700; start po prostu trzeba zaliczyć do udanych. Platforma uwzględniła osoby nieposługujące się biegle językiem angielskim; do wyboru mamy szereg różnych wersji językowych, część tytułów jest dostępna z lektorem lub dubbingiem. Zdarza się wprawdzie, że napisy zbyt szybko znikają z ekranu – to jednak drobne niedociągnięcia, które przy takiej skali serwisu zawsze mogą się zdarzyć.

Zadowolona jest też moja nostalgiczna strona, ta z rozrzewnieniem wspominająca minione lata; niektóre ze starszych kreskówek mają oryginalny dubbing, czyli ten, który można było usłyszeć choćby na dawnym Fox Kids. Już wiem, że mój miesięczny urlop znacznie się wydłuży – zanim w ogóle zabiorę się za nadrabianie Z archiwum X, przypomnę sobie losy uwielbianych w dzieciństwie X-Menów. Już w głowie leci melodia z czołówki, popcorn się robi – czas najwyższy wrócić do mitycznych lepszych czasów.

Wybrane produkcje na Disney+ można też zobaczyć w świetnej jakości. Zdecydowana większość jest w formacie HD, lecz znalazło się też kilkaset filmów i seriali w jeszcze lepszym UHD. I choć osobiście nie przywiązuję do tego aż tak dużej wagi, to jednak doceniłam różnicę. Wyobraźcie sobie choćby doskonały sam w sobie Dzień niepodległości w takim formacie – do tego naprawdę nie trzeba przekonywać nawet tych, którzy dla dobrej fabuły zniosą największą pikselozę. Dobry format powinni docenić też fani Marvela – w Polsce nie wszystkie z tych produkcji są dostępne w formie Blu-ray i w 4K, zaś za sprowadzenie ich zza granicy często trzeba słono zapłacić. Od wczoraj można je za to obejrzeć w polskiej wersji językowej bezpośrednio na Disney+.

Nowa era streamingu

Trochę się wahałam, czy warto tak chwalić Disneya. To w gruncie rzeczy dość przykre, że docenia się kwestie, które powinny być na porządku dziennym. W teorii logiczne jest przecież, że jak wypuszczamy produkt na dany rynek, to powinien on być do tego rynku przystosowany. Zdaję tu sobie sprawę z tego, że Disney ma po prostu większe zaplecze i spore możliwości; nie wspominając już o tym, że swoje tytuły prezentuje w Polsce regularnie, choćby w kinach. Teoretycznie więc spółka po raz kolejny zadbała o równy, wysoki poziom swoich usług; nauczona doświadczeniem jestem jednak zaskoczona, że da się coś zrobić nie po łebkach.

Przed Disneyem teraz trudne zadanie. Doskonały start to nie wszystko – początkowy poziom trzeba będzie utrzymać, a to też może okazać się niełatwym zadaniem. Mimo wszystko podchodzę już do nowej platformy z nieco większym zaufaniem. Disney+ przywraca mi wiarę nadszarpniętą nieco przez HBO Max – nową erę streamingu uważam więc za rozpoczętą.

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie