Gry bez spolszczenia to wina graczy

Brak polskich wersji gier na premierę? Podziękuj polskim graczom

0 komentarzy

Wciąż złościcie się na Capcom za brak polskiej wersji językowej w Resident Evil Village? Będziecie zaskoczeni, ale swoje żale wylewacie w nieodpowiednim kierunku.

Tworzenie gier to biznes jak każdy inny, w związku z tym opracowywanie składowych gry musi mieć uzasadnienie finansowe. Twórcom często brakuje mocnych argumentów, by uszczknąć z budżetu trochę pieniędzy na zlecanie dodatkowych wersji językowych. A nie jest to usługa, jak mogłoby się zdawać, bardzo tania. Informacji tych najlepiej szukać u źródła.

[…]Konkretów nie podam, ale przy większych projektach to są duże, sześciocyfrowe kwoty w złotówkach. Rzadko, ale można się czasem otrzeć o siedmiocyfrowe, gdy mowa o dużej grze, która ma do tego długi cykl życia.

W ramach tego budżetu mieszczą się różne usługi. Pełen pakiet to tłumaczenie tekstów, nagrania skryptu dialogowego i na koniec testy lingwistyczne, czyli sprawdzenie tłumaczenia na ekranie z zaimplementowanym kodem gry[…]

Bartosz Lewandowski, fragment wywiadu redakcji Gamezilla

W porównaniu do globalnych wydatków za produkcję gry, koszt tłumaczenia na jeden język jest stosunkowo niewielki. Mimo wszystko to w dalszym ciągu inwestycja, która na niewłaściwym rynku będzie zwyczajnie nieopłacalna. Dlatego studia realizują lokalizacje najbardziej rozpowszechnionych języków. A polski niestety należy do mniejszości.

Resident Evil Village bez polskiej wersji to wina graczy

Pieniądz musi się zgadzać, a my nie jesteśmy głównym targetem. Ma to sens przy mało znanych markach, indykach o małym budżecie, etc. Ale dlaczego po 14 latach zdecydowano się wydać kolejną grę z serii Resident Evil bez choćby napisów? Dlaczego Hitman 3 także został pozbawiony „polskości”, mimo że dwa poprzednie sezony śmigały z naszymi znakami diakrytycznymi? Prawda jest taka, że za stan rzeczy możemy winić tylko siebie i innych polskich graczy.

Jak to nasza wina? Capcom i Square Enix na pewno nie podjęli decyzji w chwili roztargnienia. Patrzyli przede wszystkim na słupki sprzedaży poprzednich części. Ogółem może i wymarzona liczba kopii w naszym regionie została osiągnięta, ale nie pochodzi ona bezpośrednio z oficjalnych kanałów dystrybucji. Możemy tylko zgadywać, jak wiele egzemplarzy Polacy kupili w szarej strefie.

„Zakupy po taniości” to w końcu hasło bliskie naszemu sercu. Wcale nie szydzę. Chyba nikt z nas nie lubi przepłacać, kiedy tuż za rogiem dostaniemy to samo, acz z ceną promocyjną. Problem w tym, że gry cyfrowe kupione poza oficjalnymi platformami sprzedażowymi zaniżają wpływy dla twórców, a powiększają zarobek Januszy. Nie to jest jednak najgorsze.

Gdy zobaczycie grę z niesamowicie niską ceną, to niemal zawsze jest to wersja z innej części świata. I w chwili skorzystania z promocji metryka w dziale sprzedaży rośnie, ale nie dla kraju, w którym została zakupiona gra. Bilans staje się dodatni dla pierwotnego regionu kopii. Więc każdy jeden taki egzemplarz przytulony na boku oddala Polaków od polskiej wersji gry. Sami nieświadomie działamy na swoją niekorzyść.

Sprzedaż gier w Polsce
Globalna sprzedaż gier na świecie

Wcale też nie pomaga nam to, że wydajemy na gry setki milionów dolarów (w 2020 było tego ponad 680 mln dolarów). To wciąż za mało, by zaliczać nasz rynek do najważniejszych na świecie.

Horrory bez lokalizacji polskiej to nie przypadek

Capcom na pewno obliczył prawdopodobieństwo zakupu nowego Residenta przez polskiego gracza i wynik nie koniecznie był taki zły. Mogli jednak wziąć pod uwagę jeszcze inne wskaźniki, jak np. preferowane gatunki gier. Według raportu SPIDOR-u z 2019, najlepiej sprzedają się u nas gry akcji, strzelanki i sportowe. Jak widzicie, survival horror nie załapał się nawet do tabelki.

Rynek gier w Polsce

To pozwala nam odpowiedzieć na pytanie, dlaczego producenci nie chcą tworzyć polskich wersji horrorów. Resident Evil Village nie jest tutaj wyjątkiem. Już w przeszłości zabrakło „pl-ki” w serii The Walking Dead, Dead Space (2. i 3. część), Silent Hill, The Dark Pictures, Song of Horror czy Amnesia: Rebirth.

Znajomość języka angielskiego zmniejsza szanse na ojczystą wersję językową?

Fanom horrorów nie pozostaje nic innego jak zagrać w oryginalną wersję językową. Swoją drogą, dla większości graczy w Polsce nie powinno to mieć znaczenia, bowiem na tle innych narodowości, całkiem dobrze posługujemy się językiem angielskim. W tym rankingu akurat jesteśmy na bardzo wysokim miejscu, wyprzedzając Francję, Hiszpanię czy Włochy. Patrząc na podobne zestawienia Capcom mógł sobie pomyśleć, że brak ojczystej wersji nie przekreśli dobrej sprzedaży w Polsce.

Posługiwanie się angielskim na świecie
Ranking państw najlepiej posługujących się językiem angielskim

Kto posługuje się angielskim słabiej może mieć za złe swoim rodakom? No bez jaj… Wiadomo, że nie. Jeśli twórcy faktycznie spojrzeli na sprawę polonizacji w grze przez pryzmat znajomości języka obcego, to byłoby z ich strony bardzo nie fair.

Powyższe argumenty w jakimś stopniu tłumaczą działania Capcomu i innych studiów. Ogółem kupujemy za mało horrorów i za dobrze znamy angielski, by specjalnie dla nas przygotować dubbing lub kinowe spolszczenia. Na szczęście w Polsce działa kilka grup amatorsko zajmujących się polonizacją. Dzięki nim mogliśmy ograć z napisami niemal całą serię The Walking Dead czy kilka części Silent Hill. Wierzę więc, że z czasem także Resident Evil Village otrzyma wsparcie od polskich tłumaczy.

Grzegorz Rosa

Człowiek niewielu talentów i wielu wad, ale podobno umie grać w gry…
Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się