Koei Tecmo’s DOA6 Last Round Sparks Backlash Over Forced DLC Repurchases
Dead or Alive 6: Last Round – wydane przez Koei Tecmo 18–25 czerwca 2026 na PS5, Xbox Series X|S i PC – dostaje falę negatywnych recenzji na Steamie po tym, jak okazało się, że gracze muszą ponownie kupować postacie i kostiumy DLC, które posiadali już w oryginalnym DOA6 z 2019 roku.
- NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE W SKRÓCIE:
- Platforma i data premiery: PS5, Xbox Series X|S, PC – 18 czerwca 2026 (niektóre platformy) i 25 czerwca (pozostałe)
- DLC bez transferu: Postacie gościnne Mai Shiranui i Kula Diamond (licencja SNK) oraz ich kostiumy wymagają ponownego zakupu, nawet jeśli gracz zapłacił za nie w oryginale
- Roster: 29 postaci – pięć wcześniej płatnych fighterów (Momiji, Nyotengu, Phase 4, Rachel, Tamaki) włączono do bazy, ale usunięto tryby team battle i tag
- Brak rollback netcode i cross-play – siedem lat po premierze oryginalnej gry
- Oceny: Metacritic w okolicach mid-70s, indywidualne recenzje na poziomie 6/10
Wzorzec jest czytelny: Koei Tecmo wypuściło SKU traktowane jako nowa pozycja, a nie darmowy upgrade – co oznacza, że siedmioletnia historia zakupów DLC w DOA6 nie przenosi się na nową wersję. To nie jest przeoczenie, to decyzja biznesowa, i gracze ją widzą dokładnie tak samo.
Sam pakiet technicznie nie daje wiele nowego. Last Round dodaje Photo Mode i system oświetlenia „Oboro” działający wyłącznie na planszy Lost Paradise – coś w rodzaju pseudo-ray-tracingu dla jednej lokacji. Jak odnotowuje WorthPlaying: „after seven years, there is nothing that has mechanically changed” – mechanika, historia i tryby gry pozostały bez zmian względem wydania z 2019 roku.
Dead or Alive 6 Last Round: co oznacza ta sytuacja dla graczy
Brak rollback netcode i cross-play przy premierze przepakowanego fighting game’a w 2026 roku to nie niedopatrzenie – to świadomy wybór, który stawia Last Round poza standardami, których oczekują dziś gracze PC i konsolowi. Społeczność na Steamie wprost pyta, jaki jest sens tej wersji, skoro nie szanuje poprzednich zakupów ani nie dostarcza nowych powodów, żeby wrócić do rozgrywki.
Recenzenci spekulują, że Last Round ma służyć jako nowa baza pod kolejne DLC z postaciami i kostiumami – Koei Tecmo nie zamierza najwyraźniej zamykać ekosystemu DOA6, zanim nie przyjdzie czas na DOA7. To ta sama logika, którą widać u innych wydawców testujących granice monetyzacji w pełnopłatnych grach – pytanie, ile razy można zresetować portfel gracza, zanim rynek odpowie recenzjami dokładnie takimi jak te.
Sytuacja wokół Last Round wpisuje się w szerszy argument o tym, czym powinny być prawa gracza wobec cyfrowych zakupów. Inicjatywy pokroju Stop Killing Games i planowane regulacje w Kalifornii próbują systemowo odpowiedzieć na dokładnie takie praktyki – gdzie wydawca decyduje jednostronnie, które zakupy gracza mają wartość, a które nie.
Najbliższy punkt orientacyjny
Kluczowym sygnałem do obserwowania będzie to, czy Koei Tecmo zdecyduje się na jakąkolwiek formę rekompensaty dla posiadaczy oryginalnego DOA6 – np. w postaci transferu DLC lub zniżek. Jeśli nie, fala negatywnych recenzji na Steamie będzie się utrzymywać i stanie się argumentem w debacie o tym, jak powinny wyglądać „edycje definitive” fighting game’ów. Ruch wydawcy – lub jego brak – poznamy w ciągu najbliższych kilku tygodni.