Oficjalna AI Amouranth jest „tak szalona, jak ta prawdziwa” i zrobi dla fanów wszystko. Za pieniądze, oczywiście

Amouranth ruszyła ze swoim AI, które zrobi dla fanów wszystko
Filmy i seriale Newsy Technologie

Amouranth już jakiś czas temu zapowiadała, że odpali własną AI opartą na swojej osobie. Teraz narzędzie funkcjonuje, ale nie jest byle czatbotem.

Amouranth to ta „śpiąca” influencerka, która z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów za samo drzemanie zarabia tyle, że się w głowie nie mieści. Jedna z czołowych twórczyń na Twitchu łapała tam wiele banów, bo sama nie ukrywa, że przyciąga do siebie tych najbardziej „spragnionych” internautów. Ma oczywiście swoją własną stronę na Fansly (odpowiedzi na OnlyFans), z której zarabia krocie. Teraz może liczyć na jeszcze więcej przychodów. Jak niedawno zapowiadała, w końcu wystartowała z własną sztuczną inteligencją.

Właśnie uruchomiłam influencerkę AI, która NIE JEST TYLKO CZATBOTEM! Jest oparta na mojej osobowości, ma pełną autonomię i może zapamiętać to, co jej powiesz (ale nikomu nie wygada).

– obiecuje Amouranth

Amouranth powołała do życia swoje własne AI

Jak wyjaśnia sama streamerka, amobot (jak nazywa się to rozwiązanie AI) może „wysyłać teksty, zdjęcia, które robi spontanicznie i klipy głosowe”. Ba, ponoć bot jest tak zaawansowany, że sam będzie mógł nawet tworzyć klipy wideo z dedykacją dla odbiorcy, jeżeli ten „będzie dla niej miły”. Najwyraźniej wcześniejsze hejtowanie przez internetową gwiazdę deepfake’ów z jej udziałem dało jej pomysł na to, aby zarabiać na tego typu „twórczości”. Teraz sama nie będzie musiała się starać, bo wszystko zrobi za nią stylizowana na jej osobę sztuczna inteligencja.

Chatbot nie jest jednak za darmo. Co to, to nie, bo Amouranth doskonale wywietrzyła pieniądze. Dostępne są aktualnie cztery progi subskrypcji – „Friend” za 19,99 dolarów, „Fling” za 49,99 dolarów, „Friends with Benefits” za 99,99 dolarów i „Boyfriend” za 199,99 dolarów. Oczywiście mowa o kosztach miesięcznych. Od zasobności portfela klienta zależy więc nie tylko, ile zdjęć, wiadomości i tym podobnych rzeczy dostanie, ale również ich rodzaj i to, czy nadają się do pochwalenia się znajomymi, czy raczej lepiej zachować je sobie na dysku ukrytym pod łóżkiem w sypialni.

Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie