Recenzja GTA V [PS4] – powrót do Los Santos

Już dawno gra nie wzbudziła we mnie tak skrajnych emocji, jak GTA V wydane na konsole najnowszej generacji.

Z jednej strony bardzo się cieszę na taką edycję GTA V. Gra jest świetna i po raz kolejny, ale tym razem w lepszej oprawie, pokazuje swój rozmiar oraz dbałość Rockstar o szczegóły. Niestety przy okazji udowadnia, że aby stworzyć naprawdę dobrą grę na najnowszej generacji sprzęcie, wystarczy sięgnąć po tytuł z zeszłej i opakować w nowe ciuchy. Mam nadzieję, że twórcy się przez to nie rozleniwią i zaczną w końcu tworzyć nowe IP.

GTA V w wersji na PlayStation 4 działa w rozdzielczości FullHD. Gra faktycznie wygląda bardzo dobrze i widać sporo różnic pomiędzy wersją na PlayStation 3. Nie tylko jeśli spojrzymy na liczbę pikseli. Otóż GTA V na konsole najnowszej generacji, to także wiele nowych tekstur i detali. Od razu w oczy rzucają się liczne obdrapania na budynkach czy dziury w drogach i na chodnikach. Oczywiście to wszystko było już wcześniej, ale nie tak dokładnie pokazane. Jeszcze więcej zmian zauważymy, kiedy wkroczymy w teren poza miasto. Tam widać, że przybyło drzew, krzewów, kwiatków, czy innych elementów roślinności. Również hasające gdzieniegdzie zwierzęta obrodziły w gęstszą sierść.

GTA V – PlayStation 3 vs. PlayStation 4:

Ponadto modele postaci, a zwłaszcza ich twarze, nabrały jeszcze bardziej wyrazistej formy. Niektórym bohaterom dodano zmarszczek, czy chociażby cieni na zagniecionych elementach ubrań. Niby detale, ale kiedy bardziej się przyjrzeć, to jedną wersję od drugiej można odróżnić w mgnieniu oka. To oczywiście nie wszystko. Rockstar sporo pracy włożyło też w lepiej odwzorowane efekty świetlne. Odblaski światła mają teraz różne kolory i świetnie załamują się pod wpływem słońca. Także w nocy całe miasto wygląda bardziej jak metropolia, ponieważ latarnie miejscami aż oślepiają swoim blaskiem. Jeszcze większe wrażenie robi ten efekt podczas nocnego przelotu nad wieżowcami. Bajka!

Dużo lepsze odbicia światła widoczne są także na kałużach, a będąc przy wodzie, warto nadmienić, że również morze dookoła Los Santos prezentuje się znacznie lepiej. Pojawiły się na nim wielkie fale, na których widać, jak spienia się woda i obija o skały. To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy.

Niestety dużo gorzej gra wypada, jeśli spojrzymy na płynność animacji. Tutaj wygląda to tak, jakby PlayStation 4 pracowało na granicy swoich możliwości. Od razu wyczuwalne jest to, że mamy do czynienia z 30 klatkami na sekundę, a nie 60. Co więcej, często ta wartość spada do około 20 i to widać. Ciekaw jestem, czy to kwestia tego, że twórcy jeszcze do końca nie potrafią wykrzesać potencjału konsoli Sony, czy po prostu ten potencjał właśnie się skończył.

Rockstar obiecało też przed premierą, że zagęści ruch uliczny, zarówno jeśli chodzi o samochody jak i o pieszych. Niestety trudno było dostrzec duże różnice pomiędzy dwiema wersjami. Owszem, zauważalna jest większa różnorodność w pojazdach, czy modelach przechodniów, ale żeby na przykład tworzyły się kilometrowe korki na drogach jak na zwiastunach? Co to to nie. Tak samo na tłumy ludzi na miarę chociażby niedawno wydanego Assassin’s Creed: Unity, nie mamy co liczyć.

FPP, czyli Fajnie Pokazana Perspektywa

Jedną z nowości w GTA V na konsolach najnowszej generacji jest bez wątpienia tryb FPP. Przyznam jednak, że przed premierą nie wiązałem z nim zbyt wielkich nadziei. Po prostu nie pasował mi do tej gry i już. Kiedy zobaczyłem go w akcji, tylko utwierdziłem się we wcześniejszym przekonaniu. Owszem fajnie jest widzieć niektóre akcje z nowej perspektywy, czy też poprzyglądać się różnym detalom, ale bardziej należy tryb FPP traktować jako ciekawostkę. Co prawda nieźle spisuje się podczas strzelanin, ale zupełnie nie sprawdza w pościgach. W tym drugim przypadku po prostu zbyt mało widać tego, co dzieje się wokoło gracza – nietrudno na przykład zahaczyć o latarnię, czy inny element otoczenia.

GTA V – tak wygląda tryb FPP:

Plus należy się natomiast za to, że Rockstar postarało się o zaprojektowanie wnętrz samochodów. Teraz trochę jak w grach wyścigowych, można podziwiać indywidualne dla każdego pojazdu detale takie jak kierownica, zegary, czy reszta deski rozdzielczej. Co ciekawe, kradnąc na przykład auto komuś spod świateł, można dostrzec w uchwycie na napoje kawę, której delikwent nie zdążył zabrać podczas zmiany środka transportu. Zadowoleni będą też ci, którzy chcą podpatrzyć sceny seksu i poobserwować nieco więcej niż tylko bujające się auto.

To jednak nie koniec dbałości o detale. Otóż Rockstar wdrożyło też 162 nowe utwory, dzięki czemu można teraz posłuchać w radiu The Black Eyed Peas, ZZ Top, Gorillaz a nawet Back Street Boys! Pomysłowo twórcy wykorzystali również pad od PlayStation 4. Dla przykładu w głośniczku słychać osoby, z którymi rozmawiamy przez telefon, co daje efekt zestawu głośnomówiącego. Także z tego samego głośniczka dowiemy się o planach policji w momencie, kiedy zacznie za nami pościg. Z kolei sam pad świeci się w różnych kolorach, w zależności od tego, którym bohaterem gramy. Natomiast jeśli gracz coś przeskrobie, to kontroler zamieni się w policyjnego koguta, na przemian migając kolorami czerwonym i niebieskim.

Rockstar przygotowało też małą niespodziankę w postaci dodatkowych misji. Dostaną je jednak tylko posiadacze wcześniejszej wersji GTA V na konsole poprzedniej generacji. Miło? Jak najbardziej. Na koniec nie pozostaje też nie wspomnieć o trybie multiplayer. Ten owszem sprawdza się całkiem nieźle, ale tylko w przypadku, kiedy faktycznie mamy grono znajomych, z którymi możemy pograć. Los Santos jest bowiem tak ogromnym miastem, że aby znaleźć innych graczy uczestniczących w misjach, trzeba naprawdę nieźle się napocić. Niemniej jednak, dla zgranej grupy GTA V dostarczy sporo frajdy w sieci.

To jest esencja GTA V

Tak naprawdę oprócz tych wszystkich nowych fajerwerków graficznych, czy dodatków w postaci utworów oraz misji, najbardziej cieszyłem się z tego, że po prostu mogłem się spotkać z całą trójką: Franklinem, Michaelem oraz Trevorem. Zwłaszcza ten ostatni to jeden z najbardziej wyrazistych i zarazem kontrowersyjnych bohaterów jakich spotkałem w grach. Niewybredne teksty, które rzuca do swoich kompanów sprawiają, że Psy Pasikowskiego nadają się wyłącznie do puszczania w formie dobranocki dla dzieci. Pozostali też nie są gorsi. Każdy z nich przeżywa inne problemy – Michael walczy o rodzinę, a Franklin to młody gniewny, który stara się za wszelką cenę wybić z getta. To dla tych trzech historii warto poznać GTA V, czy to w wersji na starej, czy też nowej generacji sprzętu.

Gorzka refleksja

Tak naprawdę, poza tymi wszystkimi drobnymi błędami, o których pisałem wcześniej, do GTA V na PlayStation 4 mam tylko jeden poważny zarzut. Otóż nie będę oryginalny jeśli porównam grę do odgrzewanego kotleta. Jest to jednak kotlet z najlepszej wołowiny, podany z puree z batatów w towarzystwie kawioru. Przez to żałuję, że można go kupić tylko w najdroższej restauracji, gdzie za danie trzeba zapłacić minimum 250 złotych od osoby. A to sprawia, że mogę go polecić tylko tym, którzy kotleta jeszcze nigdy nie jedli, albo po prostu są prawdziwym koneserem.

PLUSY:

  • widoczna poprawa grafiki w porównaniu do wersji poprzedniej generacji
  • mnóstwo nowych utworów oraz kilka nowych misji
  • niepowtarzalny klimat GTA ze świetnie wyreżyserowanymi postaciami

MINUSY:

  • czuć spadki płynności animacji
  • nie do końca udany tryb online
  • cena!!!
Robert Ocetkiewicz

Robert Ocetkiewicz

Fan wszelkiego rodzaju FPS-ów oraz wyścigów. Nie stroni również od gier sportowych i dobrych bijatyk w stylu Tekkena.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

42 Shares
Share42
+1
Tweet