Test Razer Tartarus V2 – zamienił stryjek siekierkę na… piłę motorową

Świat widział już wiele gadżetów, które nie do końca zdały egzamin. Google Glass czy telewizory 3D to wierzchołek góry lodowej, która dość prędko zatonęła. Patrząc na dzisiejsze urządzenia człowiek czasami zastanawia się, jak tego w ogóle używać, a nawet jeśli podejrzewa, do czego mogło by się to przydać, to powstaje pytanie: ale po co to w ogóle? Podobne pytanie pojawia się w głowach wielu graczy, kiedy widzą keypady. Jedni śmieją się, że to zbędna zabawka, która przyda się tylko wtedy gdy brakuje Ci klawiszy na klawiaturze (czyli w praktyce nigdy), a drudzy (od dziś także ja) przyznają, że raz spróbowawszy zabawy z keypadami, powrót do klasycznej klawiatury będzie przebiegał nieco boleśnie. No dobrze, ale na ile opłacalne jest kupowanie sprzętu, który kosztuje więcej (około 400 złotych) niż niejedna dobra, mechaniczna klawiatura? Tę decyzję zostawię do podjęcia już Wam, po przeczytaniu poniższego testu.

Przeglądając fora internetowe (nawet te zagraniczne) zauważyłam ze zdziwieniem, że wiele osób niekoniecznie wie, do czego służy keypad. Wielu ludzi myśli, że jest on hybrydą myszy oraz klawiatury co jest półprawdą. Keypady mają wprawdzie zarówno klawisze jak i scroll (przez co kojarzy się z gryzoniem), nie mają jednak umieszczonego pod spodem sensora co naturalnie wyklucza urządzenie z wykonywania podstawowych obowiązków myszy jak na przykład rozglądanie się. Po drugie, rozwiązanie takie byłoby zbyt nieporęczne, gdyż keypad jest sporych rozmiarów co przekłada się na jego wagę (300 g bez kabla). Jest to urządzenie co najmniej dwa razy cięższe od przeciętnej myszy. Świetnie – powie ktoś – ale skoro keypad nie zastąpi mi myszy i ma mniej klawiszy niż każda jedna klawiatura, to właściwie… po co mi on? Dwa najistotniejsze powody, które mogę przytoczyć to znacznie wygodniejsze użytkowanie oraz (po wcześniejszej konfiguracji) możliwość poprawy osiągnięć w grze. Pomijam kwestie estetyczne i gadżeciarskie, bo Razer Tartarus V2 jest po prostu wizualnie urzekający.

Jak bardzo opłacalny jest dla gracza zakup Tartarusa?

Czas na szpan

Jeśli kupicie Tartarusa V2 to szpan zacznie się jeszcze zanim dobierzemy się do urządzenia. Pudełko z każdej niemal strony razi logotypami producenta, niezależnie czy są to większe czarne, czy mniejsze zielone boki. Front nie jest przesycony informacjami. Znajdziemy tu przede wszystkim symbol mówiący, że urządzenie wykonane w technologii RGB Razer Chroma. W przeciwległym kącie znajduje się jeszcze info, że w zestawie dostajemy ergonomiczną podstawkę pod nadgarstek. Informacja trochę na wyrost, bo po pierwsze widać to po samym zdjęciu na kartonie, a po drugie zakup gołego keypada za 400 złotych… No nie. Po prostu nie.

Tył opakowania chwali się jeszcze liczbą 32 w pełni programowalnych klawiszy i wspomina o zastosowaniu w urządzeniu membranowo-mechanicznych przełączników Razer Mecha-Membrane. Aby dowiedzieć się więcej, nurkujemy do środka. Pod wygodnie leżącym na miękkiej gąbce urządzeniem znajdziemy dwie naklejki, zachętę producenta do dołączenia do społeczności internetowej Razera oraz skróconą instrukcję obsługi pod postacią czarnej, wielojęzycznej książeczki.

Tartarus V2 – futurystyczny przyjaciel gracza znalazł nowy dom.

Jak przystało na sprzęt ze stajni Razera, nie macie co liczyć na moje narzekania pod kątem jakości wykonania elementów. Urządzenie jest generalnie solidne i doskonale spasowane, jednak przyczepić by się można do wspomnianej wcześniej podkładki pod nadgarstek, a raczej do sposobu jej montażu. Podkładka ma bowiem dwa stopnie regulacji. Możemy przyczepić ją wyżej (jeśli nie sięgamy palcami do najwyższych klawiszy) oraz niżej (jeśli mamy większą dłoń). Demontażu podkładki dokonywałam odmawiając piętnaście modlitw do wszystkich znanych mi bogów, bo miałam wizję, że coś po prostu zaraz pęknie. Podkładkę zdejmuje się bardzo ciężko, jednak raz ją dostosowawszy możemy mieć pewność, że nigdy nie odpadnie. Sama poduszeczka, na której spoczywa nadgarstek jest miła w dotyku (jak i sam plastik, z których wykonano pozostałe elementy) i nie zanosi się, aby szybko miała się przetrzeć.

Trochę z myszy, trochę z klawiatury

Górna część urządzenia to 19 klawiszy pod którymi spoczywają membranowo-mechaniczne przełączniki. Tutaj także znajdziemy scroll, a na prawym boku dostrzeżemy jeszcze 3 istotne elementy: okrągły guzik, joystick i największy – prostokątny klawisz, który dźwiękiem nieco przypomina zwykłą myszkę. Prawa strona to także 3 diody sygnalizacyjne, ale o czym informują powiem za chwilę.

Spód Tartarusa zagospodarowano dwoma dużymi oraz trzema mniejszymi gumami antypoślizgowymi. W połączeniu z wagą naszej dłoni, która wygodnie spocznie na urządzeniu, nie mamy co obawiać się o jakiekolwiek ślizganie. Raz położywszy dłoń na Tartarusie nie ruszy się on z miejsca przez wiele godzin. Podobnie jak spód, również kabel obył się bez szaleństw, nie licząc zielonkawego zakończenia wtyku USB. Zastosowano tu mocno standardowy, choć wytrzymały czarny oplot, na którym doczepiono gumowy pasek pozwalający spiąć przewody. Kabel Tartarusa ma aż 210 cm, co bardzo cieszy zważywszy na fakt, że większość graczy ma jednostkę centralną po prawej stronie pod biurkiem. Znajdujący swe zastosowanie jedynie po lewej stronie Tartarus nie ma więc problemów z niewystarczającym kablem. Szkoda jednak, że producent nie uczynił go odczepianym tak, jak w przypadku większości klawiatur Razera. Na pewno wiele osób skorzystałoby wówczas z jednego kabla, którego można by zamiennie używać to do keypada, to do klawiatury.

Spód urządzenia to pięć antypoślizgowych gum.

Po podłączeniu Tartarusa do portu USB zaczyna on świecić ciągłym, przechodzącym w inne barwy tęczy światłem. Kolory są wyraźne, jednak zastosowanie plastiku pomiędzy klawiszami, a tym samym oddzielenie części wewnętrznej urządzenia nieco rozmyło iluminację. Jest ona jakby mleczna, co jednak w zależności od gustu może się podobać. Natężenie większości kolorów jest poprawne, jednak można by się przyczepić do barwy białej jak i żółtej. Biel nie jest bielą ostrą i wyraźną – wpada zaś w szarość, a żółty z kolei przypomina bardziej kanarkowy. Prócz głównych klawiszy klawiatury podświetlenie dostał także scroll oraz boczny klawisz numerowany jako 20, który z pewnością najczęściej posłuży nam w roli spacji.

Jasne barwy w Tartarusie choć nieco mdłe, to są ciągle ładne.

Razer Synapse i masz wszystko pod kontrolą

Pełną funkcjonalność Tartarus oferuje jedynie dzięki wykorzystaniu oprogramowania Synapse (aktualnie w trzeciej już odsłonie). Program instaluje się sam, gdy tylko podłączymy urządzenie po raz pierwszy do komputera. Tak samo przebiegają wszelkie aktualizacje. Jeśli jednak podczas pobierania wystąpi błąd softu, można także pobrać ze strony producenta. Instalator waży 4 MB, a resztę potrzebnych danych o wadze 36 MB program pobierze sam w kolejnych krokach. Synapse ma m.in. moduł do programowania makr oraz znany posiadaczom innych peryferiów od Razera – moduł Chroma. To właśnie on pozwoli nam na dostosowanie barw i iluminacji urządzenia, według naszych potrzeb. Program pozwala także na sparowanie wszystkich posiadanych przez nas urządzeń z logiem Razer, by świeciły w jednakowy sposób.

Trzeba jednak uważać, bowiem najnowsza wersja Synapse nie działa ze starszymi urządzeniami. Jeśli więc macie na przykład mysz Razer Naga Epic, klawiaturę Deathstalker bądź słuchawki Man o’War (nie znowu aż takie stare) to cóż, nie zsynchronizujecie Tartarusa z nimi. Szkoda, bowiem wszystkie te wymienione sprzęty występują w wersji Chroma, więc za pomocą kilku kliknięć powinniśmy przynajmniej w teorii zmienić hurtowo wszystkim kolor. Teraz niestety musicie mieć dwa oprogramowania Synapse i wszelkiego rodzaju ustawienia, zmiany makr i synchronizację kolorów, dokonacie oddzielnie dla starszych urządzeń i oddzielnie dla nowych jak Tartarus.

Aby rozpocząć programowanie klawiszy Tartarusa najlepiej jest zacząć od stworzenia swojego nowego profilu i przypisaniu do niego tytułu (tytułów) z naszej biblioteki gier (którą Synapse sam inteligentnie przeszukuje). Po sparowaniu gier z profilem, można zacząć przypisywać mu mapy klawiszy oraz określone iluminacje. Jeden profil potrafi pomieścić 8 takich map, co pozwala na dostosowanie klawiszy pod 8 gier. Samych profili z kolei możemy mnożyć w nieskończoność. Kombinacja trzech bocznych diod, o których pisałam wyżej odpowiada właśnie za informowanie, która z map klawiszy jest właśnie uaktywniona. Zmieniać aktywne mapy możemy za pomocą programu jak i samego urządzenia, przypisawszy mu naturalnie wcześniej klawisz za to odpowiadający.

Edytowalne jest nawet działanie scrolla. Może służyć na przykład do zwiększania i zmniejszania głośności audio.

W module Studio Chroma prócz dowolnych kolorów, ustawimy dla Tartarusa efekty wizualne takie jak oddychanie, symulacja płomieni czy aktywacja LEDów po naciśnięciu. Pozostałe efekty można zobaczyć na screenie poniżej. Jeśli nie jesteśmy jednak urodzonymi artystami, zawsze możemy ściągnąć takie aplikacje jak Audio Visualiser, zmieniający urządzenia Razera z żyjący equalizer, a także wykorzystać ustawienia innych użytkowników.

W momencie spotykania się kolorów między klawiszami siłą rzeczy powstaje nowy odcień. Pomiędzy niebieskim, a czerwonym klawiszem uzyskamy lekką barwę fioletu.

Gdy 32 klawisze to za mało

Także przypisywanie makr do poszczególnych klawiszy nie powinno przynieść problemów, ani rozczarowania. Razer chwali się, że długość pojedynczego makra jest nielimitowana i oddaje do użytku wszelkie możliwe ustawienia: nagrywanie z oraz bez opóźnienia, nagrywanie z ruchu myszy, z klawiatury, przypisywanie całych wyrazów, a wszystko to naturalnie możemy zapętlić lub zlecić jednorazowe użycie.

Kolejną funkcją, na którą warto zwrócić uwagę jest klawisz Hypershift, który co prawda musimy sobie sami przypisać, ale przyda się osobom, którym nie wystarczą 32 klawisze. Działa on naturalnie jak klawiaturowy Shift, co oznacza, że pod każdym klawiszem możemy przypisać dodatkową funkcję i aktywując ją przytrzymując Hypershift. Dzięki temu dwukrotnie zwiększymy zasobność poleceń urządzenia.

Współpraca pierwsza (choć nieco głośna) klasa

No dobrze, Tartarus to ładne i ciekawe urządzenia, ale jak się ma do tego praktyka? Przełączniki klawiszy choć membranowe to w użytkowaniu zbliżone są dociskiem i dźwiękiem do niebieskich przełączników mechanicznych, stąd tak naprawdę na opakowaniu widnieje napis, że są one “membranowo-mechaniczne”. Jednak samo wciśnięcie nie przypomina ślamazarnych membran spotykanych w standardowych, tanich klawiaturach. Odskok kapsla jest satysfakcjonująco szybki, wręcz momentalny i prócz wyczuwalnego progu aktywacji nie różni się mocno od przełączników o budowie mechanicznej. Jeśli jednak ktoś wzdryga się na myśl o graniu na membranowych przełącznikach powinien zainteresować się drugim keypadem od Razera. Orbweaver Chroma choć droższy o około 100 zł – pozwoli nam na wybór pomiędzy zielonymipomarańczowymi przełącznikami Razera.

Wracając do Tartarusa: sam rozkład kapsli jest bardzo wygodny i palce lądują tam, gdzie powinny. Wszystko ułatwia także regulowana poducha pod nadgarstek. Klawisz nr 16 jest najgłębiej położonym w taki sposób, aby nasz najmniejszy palec wygodnie na nim leżał. Także sam przechył urządzenia na lewo zapewnia bardzo dobrą ergonomię pracy urządzenia. Nieco więcej pracy powinien był jednak Razer włożyć w dopracowanie joysticka. Wydaje się on zbyt toporny i przeciętny względem reszty. Myślę jednak, że większość z nas i tak będzie wolała korzystać z klawiszy przypisanych jako WSAD celem np. przesuwania mapy w grze bądź poruszania się bohaterem niż posługiwała się joystickiem.

Niby membrany, a działają wzorowo.

Razer Tartarus V2 zadebiutował na rynku z końcem ubiegłego roku, jednak lekko zaporowa cena nie pozwoliła mu na gładkie wejście – zwłaszcza na nasz rodzimy rynek. Szkoda, bo to co jedni nazywają zbędnym gadżeciarstwem, mi się bardzo spodobało. I nie jest to kwestia czysto wizualna. W Tartarusie doceniłam szeroki wachlarz ustawień dostępny użytkownikowi, ale przede wszystkim… wygodę! Grając każdego dnia na klawiaturze, która nie ma podstawki pod nadgarstek zrobiło swoje – granie nie jest tak przyjemne, jak być powinno. Nawet jeśli Wasza klawiatura ma podstawkę, to wygoda w użytkowaniu Tartarusa jest trudna do pobicia. Dłoń leży idealnie w jednym miejscu i ma w zasięgu palców wszystkie ważne klawisze. Nie trzeba więc już biegać po całej klawiaturze aby wcisnąć M lub G. Naturalnie pojawią się głosy, które powiedzą, że przecież klawiaturę można przesterować. Oczywiście, ale ilu z nas tak robi?

Ergonomia, wygoda i świetny design to czynniki, które powinny skłonić gracza do zakupu. Jeśli o mnie chodzi, to w momencie oddawania Tartarusa nasunęło mi się wyjątkowo trafne porównanie: Niemiec płakał jak sprzedawał. I to nie w ironicznym tego zdania znaczeniu, a dosłownym.

 

PLUSY:
+ ergonomia i wygoda użytkowania
+ długi przewód
+ szeroko rozbudowane funkcje makr i podświetlenia
+ adjustowalna i miękka podstawka pod nadgarstek

MINUSY:
– słabo wykonany joystick
– nie synchronizuje się ze starszymi urządzeniami
– cena

OCENA: 4,5/5

Ewelina Stój

Ewelina Stój

Bardziej od konkretnych gatunków ceni sobie kiedy gra ma "duszę" i pouczający przekaz. Nieco osamotniona w męskim świecie ruchomych pikseli próbuje udowodnić światu, że gry to także sztuka.