Test obudowy MSI Mag Vampiric 010 – przestronnie, kolorowo i chłodno

Przez bardzo długi czas na rynku obudów komputerowych działo się w zasadzie niewiele. Od “szaraków” z lat 90. XX. wieku, producenci przechodzili powoli do obudów w czerni, czy też w odważniejszych kolorach. Prawda jest jednak taka, że gdy pojawiły się pierwsze obudowy z oknem, dopiero wtedy producenci zaczęli mieć pole do popisu, często wzbogacając konstrukcje chociażby oświetleniem LED. Jedną z takich obudów, która nie tylko mieści podzespoły komputerowe, ale także posiada walory wizualne, jest nowy model MSI, który możemy kupić już za 239 złotych. Oto jak sprawuje się obudowa MSI Mag Vampiric 010.

MSI Mag Vampiric 010 to jedna z czterech nowości marki MSI, obok trzech wariantów obudów Mpg Gungnir, przy czym testowany Vampiric jest konstrukcją najmniejszą i najlżejszą. Wciąż jest to jednak obudowa typu Mid-Tower, która pomieści płyty główne w standardzie ATX, mATX oraz Mini-ITX. Jej wymiary to 420 x 210 x 475 mm, zaś waga wynosi 7,4 kg. Czym zachęca producent testowanego modelu? Na opakowaniu czy też materiałach marketingowych dotyczących Vampiric 010 zobaczymy przede wszystkim informacje o preinstalowanym, jednym wentylatorze 120-mm (choć obudowa pomieści ich więcej, o czym później) oraz o oświetleniu RGB działającym pod kontrolą oprogramowania MSI Mistic Light. Obudowę wyposażono również w magnetyczny filtr przeciwkurzowy na topie oraz 4-mm panel ze szkła hartowanego na boku. Producent informuje również o budowie konstrukcji zoptymalizowanej pod kątem przepływu powietrza.

Test MSI Vampiric 010

Obudowa wewnątrz kartonu osadzona została między dwoma, solidnymi, niekruszącymi się elementami ze styropianu i muszę przyznać, że już po wyjęciu jej z opakowania, zrobiła na mnie dobre wrażenie nie tylko wizualnie, ale i pod kątem jakości wykonania, o tym jednak nieco później. W tym miejscu dodam jeszcze, że w zestawie znajdziemy instrukcję demontażu obudowy, jak i montażu kluczowych podzespołów. Choć napisana w języku angielskim, to kolejne kroki bardzo łatwo rozpoznać po prostych rysunkach technicznych.  Producent dorzucił też zestaw akcesoriów jak opaski zaciskowe (sztuk sześć) czy śrubki niezbędne do przykręcenia PSU, SSD, HDD i płyty głównej. Nic, tylko składać. Ale zanim przejdziemy do zabawy i opisu tego, jak przebiega proces montażu (czy wygodny itp.), przyjrzyjmy się jeszcze kluczowym elementom związanym z wyglądem i jakością konstrukcji. Ale jeszcze wcześniej – specyfikacja.

Test MSI Vampiric 010

Specyfikacja obudowy MSI Mag Vampiric 010:

  • Wymiary i waga: 420 (gł.) x 210 (szer.) x 475 (wys.) mm, 7,4 kg
  • Obsługa formatów płyt głównych: ATX / mATX / Mini-ITX
  • Porty na przednim panelu: 1 x USB 3.0 + 2 x USB 2.0 + HD Audio / Mic
  • Liczba zatok na pamięć masową: 2 x 3.5″ (kompatybilne z 2.5”) + 2 x 2.5″
  • Maksymalna wysokość coolera CPU: 167 mm
  • Maksymalna długość karty graficznej: 350 mm
  • Maksymalna długość zasilacza: 200 mm
  • Liczba slotów rozszerzeń (poziomych) – 7
  • Filtry przeciwkurzowe: Dół + Góra
  • Chłodzenie na topie – opcjonalne, 2 x 120 mm lub 2 x 140 mm
  • Chłodzenie na froncie – opcjonalne, 3 x 120 lub 2 x 140 mm
  • Chłodzenie na tyle: fabrycznie zamontowane 1 x 120 mm
  • Kompatybilność z radiatorami: 120 / 140 / 240 / 280 / 360 (także chłodzenie cieczą)

MSI Mag Vampiric 010: wygląd i jakość wykonania – zewnątrz

Jak już wspomnieliśmy, obudowa robi dobre pierwsze wrażenie. Może początkowo wydaje się nieco lekka, ale jest przy tym wykonana z materiałów na tyle solidnych, że dałbym rękę, iż rzut nią w kąt pokoju nie odkształciłby stelażu. Szkielet nie chybocze się, jest dokładnie i równo pomalowany, a całość została wykonana ze stali, plastiku oraz hartowanego szkła. Z tego ostatniego, przyciemnionego wykonano boczną taflę, której grubość wynosi 4 mm. Bok ów wisi niejako na czterech szybkośrubkach i generalnie wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby producent pokusił się tu o jakieś niewielkie wypustki, na których szkło trzymałoby się jeszcze przez chwilę po odkręceniu. Jako że jednak jest ono w zasadzie na równi ze szkieletem, to odkręcając kolejne śrubki, musimy dodatkowo asekurować, aby szyba nagle nie zsunęła się z impetem, co groziłoby naturalnie uszkodzeniem.

Test MSI Vampiric 010

Front obudowy zbudowano w oparciu o mocny plastik, a przez całą długość puszczono element przypominający nieco szczotkowane aluminium. Wokół tego podłużnego pasa znajduje się także element przepuszczający podświetlenie LED, iluminujące z wewnętrznej strony frontu. Mimo więc faktu, że nie mamy tu trzech, dość standardowo już wyglądających, świecących wentylatorów, to wciąż jest ciekawie. Design frontu dopełnia jeszcze białe logo MSI w górnym, prawym rogu. Osobiście myślę, że to ciekawa wizualnie opcja dla tych osób, których podświetlenie LED się podoba, ale niekoniecznie przepadają za wręcz “choinkową” przesadną iluminacją. Front możemy bez problemu zdjąć chwytając mocniej za spód tego elementu i pociągając do siebie. Dostaniemy się wówczas do komory, która pomieści opcjonalne 3 wentylatory o wielkości 120 mm, lub 2 wentylatory o wielkości 140 mm. Boki frontu – co daje wielką nadzieję na dobre wyniki w testowaniu temperatur – uraczono kratkami wentylacyjnymi o szerokości około 2,5 cm.

Test MSI Vampiric 010

Na topie znajdziemy magnetyczny filtr przeciwkurzowy – raczej standardowej jakości, do którego trudno się przyczepić – oraz panel I/O. Panel ów składa się na przycisk Power, Reset, 3,5-mm złącza jack wejścia oraz wyjścia (pod headset chociażby) oraz 2 sztuki USB 2.0 i 1 sztukę USB 3.0. Jest też – nieco poniżej – przycisk sterujący podświetleniem, ale o iluminacjach nieco później. Na spodzie Vampiric 010 wyposażono w drugi już filtr przeciwkurzowy, choć tym razem już niemagnetyczny, a instalowany na zasadzie wsuwania pod przeznaczone do tego rowki. Mamy też dość wysokie, plastikowe nóżki, które zostały podklejone materiałem, mającym zadbać o brak poślizgu na biurku. O ile pusta konstrukcja raczej nie ma problemów z tańcowaniem po blacie, to pełen zestaw złożony z PSU, GPU itp. stoi już stabilnie i trzeba więcej siły, aby go przesunąć.

Test MSI Vampiric 010

Drugi bok, stanowiący litą blachę, wsuwa się w stelaż na zasadzie dość tradycyjnej, znanej ze starszych rozwiązań. Ot zaczepiamy metalowe, ostre wypusty panelu o wycięcia w obudowie i zwyczajnie dosuwamy ją w kierunku frontu. Został nam jeszcze tył, a ten prezentuje sobą 7 poziomych, wyłamywanych śledzi na karty rozszerzeń, ale także 2 pionowe. Tył zdradza także, że w tym modelu zasilacz zamontujemy na dole, to znaczy w piwnicy, zaś tuż obok panelu I/O płyty głównej postanowiono umieścić wentylator o wielkości 120-mm. I jest to już wszystko, co prezentuje sobą MSI Mag Vampiric 010 zewnątrz, pora więc zajrzeć do środka.

MSI Mag Vampiric 010: wygląd i jakość wykonania – wewnątrz

Szkielet obudowy, jak przystało na tę półkę cenową, jest rozwiązaniem jakich wiele, a innymi słowy – nie jest rozwiązaniem autorskim. Nie jest to też stelaż nowy, jako że w środku dopatrzymy się możliwości zamontowania urządzeń o wielkości 5,25 cali (napędy CD/DVD), ale nie są to rzeczy istotne. To co istotne (a czy praktycznie okaże się “w praniu”) to fakt, że zastosowano tu blachę bazującą nie na standardowych otworach przepustowych na przewody, zaś na sprytnie schowanym, podłużnym wycięciu w blasze, odpowiednio wygiętej, co ma pozwolić na puszczenie przewodów za nią. W teorii super, bo w najgłębszym miejscu za bocznym, stalowym panelem mamy aż 3,5 cm na grubsze kable. Pozostała przestrzeń to już około 1 cm.

Test MSI Vampiric 010

Warto przy tym pamiętać, że zdejmowany boczny panel jest płaski – nie ma tu więc mowy o dodatkowej przestrzeni we wgłębieniu panelu, który producenci czasami stosują. Paradoksalnie więcej opisywania mamy właśnie od strony litego, blaszanego boku. Tutaj bowiem znajdują się także dwa miejsca na zainstalowanie nośników o wielkości 2,5 cali, zaś poniżej – już w piwnicy na PSU – znajduje się także kosz na dyski 3,5-calowe, w towarzystwie dwóch plastikowych, nawet niezłej jakości tacek-sanek. Co do samej jeszcze piwnicy na zasilacz – ta wykonana jest z równie solidnych materiałów, nie ma w niej jednak ani okna, ani dedykowanych otworów pod wentylację.

Test MSI Vampiric 010

MSI Mag Vampiric 010: montaż podzespołów

Trzeba przyznać, że choć Vampiric 010 to obudowa dość standardowej wysokości, to nieco inaczej jest już z szerokością. 21 centymetrów przestrzeni sprawia, że zamontowanie poszczególnych podzespołów trwa krótko przez to, że montaż jest po prostu wygodny. Najgrubsze przewody z największymi wtykami, czyli generalnie te od zasilacza, przechodzą przez główny przesmyk sprawnie, obyło się bez szarpaniny. Dodatkowo wnęka, o której już wspomniałem, świetnie te najgrubsze przewody mieści, toteż nie mamy do czynienia z zamykaniem metalowego boku “na chama”. Po ostatecznym złożeniu komputera, kable nie “wyglądają” więc paskudnie zza szyby. System organizacji przewodów został generalnie dopieszczony, mnóstwo tu m.in. zaczepów dla opasek zaciskowych.

Test MSI Vampiric 010

Fajnym systemem jest też sposób montażu dysków SSD. Jeśli zdarza nam się, że bierzemy swój dysk “pod pachę” i z nim poróżujemy, wystarczy że odkręcimy tackę, trzymającą się na jednej śrubce, odczepimy przewody i dysk jest już nasz. Nie musimy więc kręcić aż czterech śrubek, jak w standardowych rozwiązaniach. I do jednego tylko, do czego można by było się na siłę przyczepić, to przestrzeń z tackami na 3,5-calowe dyski. Jeśli jeszcze z takiego dysku korzystacie, zainstalowanie go w wyznaczonym miejscu, naturalnie dołoży nieco plątaniny pod postacią kolejnego przewodu SATA oraz zasilającego. Wtedy pod boczną ścianą robi się już tłoczno. Dwa takie dyski zamontowane we wspomnianym miejscu mogą już zrobić niezły kłopot.

MSI Mag Vampiric 010: kultura pracy i temperatury

Od pierwszego uruchomienia zaskoczyło mnie, jak cicho zachowuje się zestaw w testowanej obudowie. Piwnica skutecznie wygłuszyła pracę zasilacza, a zamontowany fabrycznie wentylator 120-mm na prawdę się sprawdził. Nie tylko pod kątem kultury pracy, ale i chłodzenia. Jak bowiem widać na zrzucie ekranu z programu HWMonitor (poniżej), po 30 minutach pod obciążeniem, podzespoły wciąż zachowywały poprawne temperatury. Procesor w okolicach maksymalnie 70 stopni, karta grafiki w okolicach 57 stopni, zaś płyta główna o maksymalnych 68 stopniach. Widać też wyraźnie, że dysk SSD, montowany od strony zewnętrznej korpusu, nie zaś w pobliżu płyty głównej, także skorzystał na tym rozwiązaniu, przedstawiając niską temperaturę pracy. Duża buda, kratki wentylacyjne na froncie, dobrze pochowane kable niestojące na drodze przepływu powietrza i wydajny wentylator wydają się “sprawcami” tych dobrych wyników. Trzeba jeszcze pamiętać, że jeśli zdecydujemy się na dołożenie wentylatorów, temperatury będą jeszcze niższe.

Po lewej temperatury po 15 minutach bezczynności. Po prawej temperatury po 30 minutach grania w grę Wiedźmin 3: Dziki Gon.

MSI Mag Vampiric 010: podświetlenie RGB LED

Jak już mówiłem, MSI Mag Vampiric 010 proponuje podświetlenie RGB LED i to w obrębie systemu Mistic Light, co oznacza, że posiadając inne podzespoły pracujące w tym środowisku, możemy tworzyć ujednolicone iluminacje z monitorem, klawiaturą czy kartą graficzną. Aby jednak skorzystać z tego rodzaju podświetlenia (w tym wypadku z zamontowanego fabrycznie wentylatora) musimy się upewnić, czy nasza płyta główna prócz zasilania dla samego dodatkowego “śmigła”, ma także wsparcie dla wspomnianego systemu, jako że taki wentylator musimy podłączyć dwoma przewodami, w dwóch miejscach płyty głównej. Nieco inaczej ma się sprawa z oświetleniem na froncie. Te podpinane jest bezpośrednio do zasilacza i sterujemy nim poprzez niewielki, okrągły przycisk znajdujący się tuż przy przednim panelu I/O. Iluminacji jest sporo – oddychanie wybranego koloru, stały wybrany kolor, różnego rodzaju przechodzenie po sobie kolorów, jest także stała barwa biała. Miłośnicy iluminacji nie będą zdecydowanie narzekać ani na jakość, ani na ilość modułów. Niektórzy mogą jednak przygrymasić na brak ustawień jasności frontowego panelu, ale moim zdaniem natężenie jest dostosowane optymalnie, a więc ani za ciemno, ani za jasno.

Test MSI Vampiric 010

MSI Mag Vampiric 010: podsumowanie

Nowa obudowa marki MSI spełnia swoje zadania wzorowo. Jest przestronna, ma sporo miejsca na system okablowania, montaż jest prosty, a co najważniejsze – dzięki dwukomorowej budowie i preinstalowanemu wentylatorowi, przeciwdziała “poceniu się” naszych cennych, komputerowych podzespołów. Jest przy tym przyjemna dla oka – nie razi nadmiarem oświetlenia RGB LED, a mimo to przyciąga wzrok ciekawymi, dobrymi jakościowo iluminacjami. Dobrą wiadomością dla wielu będzie też fakt, iż budowa pozwala na zastosowanie układu chłodzenia cieczą. Pamiętajcie jednak, że jeśli zdecydujecie się na jej zakup, to wcześniej sprawdźcie dokładnie, czy wasze podzespoły się w niej zmieszczą. Mimo iż jest spora, to pomiarów należy dokonać zawsze, by później niepotrzebnie się nie rozczarować. Jakie błędy mogę wytknąć testowanemu modelowi? Demontaż szklanego panelu bywa niebezpieczny, zaś jeśli korzystamy z dwóch dysków 3,5-calowych, w okablowaniu może zrobić się nieco tłoczno. Z uwagi jednak na to, że dziś standardem są raczej dyski SSD w towarzystwie jednego dysku HDD, kwestią tą nie trzeba się na szczęście przejmować.

Plusy:

  • Bardzo ładna i solidnie wykonana
  • Bogaty zestaw akcesoriów do montażu
  • Niezła wentylacja, o czym świadczą testy
  • Cicha praca preinstalowanego wentylatora jak i całej jednostki
  • Dwa filtry przeciwkurzowe w zestawie
  • Bardzo dobre zarządzanie przewodami
  • Praca w środowisku MSI Mystic Light
  • Wygodny system montowania dysków SSD
  • Sporo przestrzeni ułatwiającej montaż…

Minusy:

  • … Chociaż w pobliżu miejsca na 3,5-calowe dyski robi się tłoczno
  • System montażu szklanego boku mógłby być bezpieczniejszy

Ocena: 5/5