Recenzja Strażników Galaktyki od Telltale. Co może uratować ten tytuł?

Z jednej strony humor, z drugiej nudne dialogi. Są ciekawi bohaterowie, lecz oprawa nie zachwyca. Nadzieja pozostaje w jednym.

Ekranizacja komiksowych Strażników Galaktyki z 2014 roku, marki dotąd mało znanej w świecie Marvela, okazała się strzałem w dziesiątkę. Filmowy hit zachwycił fanów super bohaterów i wiadomo było, że producenci pójdą za ciosem, serwując nam w końcu kolejną space operę.

W kwietniu tego roku na ekrany kin trafili Strażnicy Galaktyki Vol. 2 (premiera w Polsce 5 maja), a fani uniwersum mogli nie tylko oglądać ulubionych herosów, lecz również się w nich wcielić. Oczywiście nie w filmie, a w grze od Telltale Games, która niejako skorzystała na kinowej premierze. Czy jest warta zainteresowania? Zabieramy się za Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series!

Twarzą w twarz z tytanem

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series

Premierowy odcinek nowej sagi Telltale Games (docelowo zaplanowano pięć), zatytułowany Tangled up in Blue, od początku jawi się jako wstęp do epickiej przygody z Thanosem w tle. Należący do najpotężniejszych postaci w uniwersum Marvela tytan terroryzuje kolejne planety, a nasza drużyna, po otrzymaniu komunikatu od Nova Corps, rusza na jego spotkanie. Jak się okazuje, Thanos szuka pewnego artefaktu dającego wielką moc, który w rękach takiego despoty może być śmiertelnym zagrożeniem dla galaktyki. Starcie z czarnym charakterem następuje szybko, jest intensywne i angażuje wszystkich bohaterów. Początkowo myślałem, że będzie mi dane z nim zawalczyć dopiero w kolejnych epizodach, jednak producenci postanowili pozytywnie zaskoczyć i uderzyć z grubej rury. Walka z Thanosem jest najjaśniejszym punktem całego epizodu, która fanom komiksów Marvela może skojarzyć się ze starciem Avengersów i Ultrona.

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series

Trudno o coś lepszego, jeśli weźmie się pod uwagę długość Tangled up in Blue. Fabuła w tym epizodzie zamyka się poniżej dwóch godzin, jednak zawiera kilka twistów fabularnych, które są pewną rekompensatą za krótkość rozgrywki. Owe zwroty akcji nie są nad wyraz wybitne, ale skutecznie spełniają swoją rolę – zostawiają kilka znaków zapytania i budzą ciekawość.

I am Groot!

Jak przystało na produkcję od Telltale Games, trzonem rozgrywki są dialogi. Jeśli graliście w jakąkolwiek z wcześniejszych gier tego producenta, szybko zaaklimatyzujecie się i tutaj. Każda z postaci, zaczynając od Petera Quilla aka Star Lord, Gamory, Draxa, a kończąc na zawsze zabawnych Rockecie i Grootcie, ma wyraźne zarysowany charakter. Główny protagonista, jak z resztą możecie pamiętać z filmu, to typowy luzak nie szczędzący sobie momentami ciętych ripost, jednak zawsze gotowy do poświęceń. W ciężkich momentach z udziałem bohatera, mamy ciekawie zrealizowane retrospekcje z jego matką, która jest dobrym duchem i pełni funkcję mentora.

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series

Rocket i Groot – humanoidalne stworzenia przypominające odpowiednio szopa i drzewo – oprócz zabawiania nas gagami (w jednym z nich Groot po pewnej imprezie siedzi w łazience i zapewne przytula sedes, wnioskując po wydawanych dźwiękach), są ważnymi członkami załogi, których jednak łatwo można obrazić nieodpowiednim wyborem odpowiedzi dialogowej. Gamora i Drax zaś mają wyjątkowe znaczenie w kontekście zarysowanej fabuły, ponieważ obydwoje są w pewnym sensie związani z Thanosem – pod względem rodzinnym i chęcią zemsty za traumę z przeszłości.

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series

Pierwszy epizod obfity jest w wybory, które faworyzują lub nie członków naszej załogi. Rozterki bohaterów niejako zmuszają nas do opowiedzenia się po którejś stronie, co jak wspomniałem wyżej, wprowadza pewne zgrzyty. Moje wybory zaowocowały oczywiście lekkim podziałem w drużynie, który jednak szybko zażegnałem. Czy utrzymanie chłodnych relacji z częścią grupy przełożyłoby się w jakiś sposób na fabułę w kolejnych odcinkach? Tego nie wiem. Liczę jednak na to, że drugi epizod przedstawi mi jakiś ciąg przyczynowo – skutkowy podjętych dotychczas decyzji. Wiem natomiast, że spora część dialogów jest o wszystkim i o niczym – niby łączą się z główną fabułą gry, są jednak zwyczajnie nieciekawe i w pewnym momencie wytrącają z uwagi. W połączeniu z kilkoma fabularnymi zagwostkami, mogą wprowadzić w zakłopotanie mniej uważnych graczy, szczególnie, że akcja z sielanki na statku kosmicznym szybko nabiera przyspieszenia.

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series

We fragmentach, gdzie mamy czas na beztroskie poruszanie się Star Lordem, możemy odwiedzić mostek kapitański, porozmawiać z członkami drużyny (również w czasie wykonywania zadania), czy skorzystać z odrzutowych butów, które pomagają nam dostać się na wyższe kondygnacje. Star Lord posiada nawet time scanner, który potrafi odtworzyć niedawne wydarzenia z przeszłości w formie hologramowych scen. Autorzy, wzorem swoich poprzednich produkcji, dodali graczom ponadto liczne przedmioty do interakcji, które w pewnym stopniu rozszerzają poruszoną historię.

Czas na zmiany

Stagnacja w przypadku technologii to cofanie się, czego chyba jeszcze Telltale Games nie zauważyło. Gra zatrzymała się w erze VII generacji konsol, co widać w starym silniku graficznym będącym chyba największą bolączką Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series. Puryści szukający ładnych dla oka tekstur nie mają tutaj czego szukać, a efekty specjalne rażą prostotą. Nieco lepiej wypadają sekwencje Quick Time Events, lecz porównując chociażby do The Walking Dead czy Batmana, nie stanowią większego wyzwania na proponowanym przez producenta poziomie trudności. Trochę szkoda, ponieważ granica pomiędzy grą wideo a interaktywnym filmem została tutaj i tak mocno zawężona.

Warto również wspomnieć (choć pewnie zauważyliście już na screenach), że nie doświadczymy w grze podobizn tak charakterystycznych postaci, jak Chris Pratt czy Dave Bautista, którzy grali w ekranizacji Strażników Galaktyki. Przedstawione w grze wizerunki zachowują ogólnie przyjętą w produkcjach Telltale Games lekko komiksową stylistykę, która parę lat temu była dobra, ale czy dzisiaj jest wystarczając optymalna? No właśnie.

Wielki plus należy się oprawie muzycznej, a dokładnie utworowi z menu głównego – Electric Light Orchestra – Livin’ Thing. Wchodzi on również w skład soundtracku Awesome Mix Vol. 2, zawierającego muzykę z najnowszego filmu o Strażnikach Galaktyki. Klimatyczna piosenka momentalnie wprawia w pozytywny nastrój i przywołuje w myślach kapitalne utwory z pierwszej części kinowych strażników.

Do nowej produkcji Telltale Games podchodziłem z lekką rezerwą i niestety nie doznałem pozytywnego zaskoczenia. Deweloper powinien stanowczo pomyśleć o zmianach i wprowadzić swoje przygodówki na nowy poziom. Takie odcinanie kuponów, wzorem chociażby Traveller’s Tales odpowiedzialnego za gry sygnowane logiem Lego, to z pewnością droga opłacalna, ale z punktu widzenia graczy – godna krytyki. Strażników Galaktyki może uratować ciekawie opowiedziana historia, w innym wypadku produkcja szybko przepadnie w odmętach przeciętności.

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series

Marvel’s Guardians of the Galaxy: The Telltale Series było testowane w wersji na PlayStation 4. Screeny pochodzą od redakcji.

Plusy:
+ ścieżka dźwiękowa
+ starcie z Thanosem
+ zachowany filmowy humor

Minusy:
– przestarzała technologicznie
– nudne dialogi
– nawet jak na Telltale Games mało wymagająca
– nierówne tempo fabuły

Ocena: 3/5

Łukasz Kędzierski

Łukasz Kędzierski

Fan twórczości H.P Lovecrafta i Michaela Crichtona, lubiący ponadto popkulturę lat 80 i 90. W wolnych chwilach wielki kibic Juventusu F.C i miłośnik power metalu. Ubóstwia filmowego Batmana Tima Burtona i komiksowego od Douga Moencha. Entuzjasta gier wszelakich, w których ceni przede wszystkim pomysł i grywalność. Wychowany na Pegasusie, PlayStation i GameBoy’u Advance.