Recenzja Assassin’s Creed Valhalla – najlepsza odsłona cyklu

1 komentarz

Assassin’s Creed Valhalla to moje osobiste zaskoczenie roku. Ubisoft naprawił błędy poprzednich części serii i dostarczył fanom genialną grę.

Po ostatnich perypetiach serii Assassin’s Creed nie mogę powiedzieć, że oczekiwałem od najnowszej odsłony cyklu czegoś więcej niż to, że będzie to po prostu niezła gra. Origins wspominam bardzo ciepło, a Odyssey nadrobiłem dopiero niedawno i bawiłem się dobrze, choć gra miała wiele problemów.

Na Valhallę czekałem nie dlatego, że będzie to nowa część lubianej przeze mnie serii, ale za sprawą realiów, w których została osadzona. Jestem wielkim fanem serialowych wikingów i miałem nadzieję, że zobaczę w Valhalli coś odrobinę w stylu serii od History Channel. Na to liczyłem i to też dostałem.

Nie spodziewałem się jednak, że Valhalla będzie czymś więcej niż piaskownicą z masą rzeczy do roboty. Nastawiałem się na kolejny, lekko podrasowany reskin Origins i… matko, bardzo pozytywnie się zaskoczyłem.

Eivor – wiking z charakterem

Podobnie jak w przypadku Odyssey, tak i tutaj możemy wybrać płeć naszej bohaterki lub bohatera, ale można ją swobodnie zmieniać w trakcie gry. Zdecydowałem się na rozgrywkę męską wersją Eivora i tak też będę o nim mówił w dalszej części recenzji

Grę otwiera prolog w postaci krótkiej, klimatycznej retrospekcji. Eivor jest członkiem klanu Kruka, który utracił rodziców w wyniku pewnych tragicznych wydarzeń i został przygarnięty przez przywódcę jednej z wikińskich miejscowości.

Historia rozwija się całkiem szybko, postacie są bardzo charakterystyczne i dość łatwo się do nich przywiązać. Sam protagonista ma swój charakter, choć nie jest aż tak barwny, jak chociażby Alexios z Odyssey.

Nie jest to jednak jego wadą, bo Eivor chętniej otwiera się przez graczem w miarę rozwoju fabuły – przyjemnie śledziło mi się jego dalsze losy. Reszta postaci też nie pozostawia wiele do życzenia i scenariusz nie jest wypełniony dziesiątkami mało istotnych, nieciekawych bohaterów.

Sama fabuła opowiada o podboju Anglii przez klany wikingów. Porównałbym ją do historii, którą mogliście zobaczyć w serialowych Wikingach. Zdrady i konflikty są tu na porządku dziennym, ale całość wypada bardzo przyjemnie. Przy okazji historia jest nieliniowa, ale o tym nieco później.

Powrócił też nieszczęsny wątek rozgrywający się w teraźniejszości i przyznam, że nawet on nie wypadł źle. Jeśli nie chcecie wybijać się z rytmu przygody, to da się przez niego dość szybko przebiec.

W grze o wikingach nie mogło zabraknąć kościołów. Wyjątkowo łatwopalnych, rzecz jasna

W Assassin’s Creed Valhalla nie uświadczycie zapychaczy

Lwią część rozgrywki stanowią – jak nietrudno się domyślić – misje główne, które są naprawdę niezłe. Mało tu „zadań kurierskich” i pod tym względem Valhalla wypada bardzo dobrze.

Największą zmianą w kwestii aktywności w grze są zdecydowanie zadania poboczne. Te zostały zrealizowane dość ciekawie i porównałbym je do losowych spotkań w Red Dead Redemption 2. Podczas przemierzania świata gry możemy natknąć się na różne wydarzenia i na nie zareagować. Interakcja rozpocznie misję, którą musimy wykonać od razu. Oczywiście nie musimy w danej chwili reagować i nic nie stoi na przeszkodzie, aby wrócić do danego miejsca później i wtedy rozpocząć zadanie.

Takie rozwiązanie pozwoli nie tylko pozbyć się zaśmieconego dziennika questów, ale dodatkowo pobudza immersję. Do Anglii przybyliśmy jako najeźdźca i nieco dziwnie byłoby bezproblemowo przyjmować dziesiątki zadań od tubylców.

Oczywiście nie mogło zabraknąć typowych dla gier Ubisoftu znajdziek. One również doczekały się usprawnienia. Nie ma tu już setek skrzyń z bezużytecznymi przedmiotami i skromną ilością waluty. I bardzo dobrze, bo w końcu bieganie za skarbami ma jakąkolwiek głębię.

Deweloperzy postarali się, aby za każdym ciekawszym znaleziskiem stała mniejsza lub większa zagadka, a nie jedynie grupka uzbrojonych po zęby przeciwników. W praktyce sprawia to, że szukanie ekwipunku i eksploracja lokacji nie ograniczają się do skreślania kolejnych znaczników na mapie i całość wypada bardziej naturalnie.

Prawdziwy wiking nabiera doświadczenia z każdą bitwą

Jednym z dostępnych do znalezienia przedmiotów są księgi wiedzy, które pozwalają nam odblokować kolejne umiejętności specjalne. Tych jest całkiem sporo i każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ponownie zostały one podzielone na umiejętności dystansowe i te wykorzystywane w walce wręcz, co pozwala na dość dużą swobodę.

Jeśli lubicie kompleksowe planowanie statystyk swojej postaci, to Valhalla przypadnie wam do gustu. Zdobycie poziomu gwarantuje dwa punkty umiejętności, które możemy rozdysponować w wybrane sekcje drzewka skilli.

Rozwijać możemy się w trzech kierunkach: walce wręcz, walce dystansowej i skrytobójstwie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w dowolnym momencie zresetować drzewko rozwoju i zmienić specyfikację Eivora.

Co więcej, nie uświadczymy tu tylko i wyłącznie bonusów do statystyk. Niektóre punkty na drzewku rozwoju gwarantują odblokowanie specjalnych umiejętności, które rozwijają naszą postać o – chociażby – możliwość zadania dodatkowych obrażeń przy skutecznym parowaniu.

Redukcji doczekał się za to współczynnik zdobywanego podczas rozgrywki ekwipunku. O ile broni wciąż jest całkiem sporo, tak znalezienie nowej zbroi jest dość rzadkim zjawiskiem, co według mnie znacznie umila rozgrywkę. Każdy pancerz i oręż da się oczywiście ulepszać i jest to nieco bardziej kosztowne względem Odyssey.

W końcu nie musiałem przekopywać się przez dziesiątki okienek ze statystykami uzbrojenia, co dość mocno wybijało mnie z rytmu w trakcie przygody Alexiosa. W efekcie każde przeszukiwanie skrzyni z przedmiotami było o wiele bardziej emocjonujące i nie przypominało grzebania w śmieciach.

To naprawdę dobra zmiana i cieszę się, że Valhalla nie skręciła jeszcze bardziej w stronę looter-slashera.

Na Odyna, walka!

Na pochwałę zasługuje również model walki, który nieco ewoluował, ale wciąż jest bardzo zręcznościowy. Starcia są dość dynamiczne i nawet na średnim poziomie trudności potrafią stanowić wyzwanie.

Zauważalną nowością jest za to wzbogacenie pojedynków o jeszcze bardziej brutalne animacje, co idealnie wpasowuje się w klimat całej gry. Trup ściele się gęsto, w powietrzu latają odcięte kończyny, a spalone wsie liczone są w tuzinach.

Każdym rodzajem oręża walczy się nieco inaczej i właściwie każdy sprawie podobnie dużo frajdy. Rozgrywka została odpowiednio zbalansowana i jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to nieco zbyt potężne łuki, które potrafią skutecznie ułatwić wyjście z trudnych sytuacji. Całe szczęście, że na początku gry pojemność kołczana jest mocno ograniczona.

Powracają też walki z bossami, które jeszcze bardziej przypominają pojedynki z gier souls-like. Każdy potężniejszy przeciwnik ma swój zakres ruchów, którego musimy się wyuczyć. Pod tym względem jest nieźle, ale bez większych rewelacji.

Fizyka kończyn bywa dość… nieprzewidywalna

Z nowości warto też wspomnieć o systemie słabych punktów każdego z przeciwników, których przebicie strzałą poskutkuje zadaniem ogromnych obrażeń lub całkowitą eliminacją wroga. Niby detal, a jednak może uprzyjemnić zabawę na wyższych poziomach trudności.

Oczywiście nazwa serii zobowiązuje i możemy podjąć się rozwiązywania niektórych zadań po cichu. System skradania nie doczekał się większych zmian i wciąż jest po prostu dobry.

Mimo możliwości skradania w grze pojawiają się momenty, w których nie sposób uniknąć otwartej walki. Nie jest to według mnie wadą, bo usprawiedliwia to fabuła i umowny kodeks wikingów, którzy uznawali zatrucia i szeroko pojęte unikanie pojedynku za niehonorowe. Niektórym może się to nie spodobać, ale ja nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu.

Rozwój osady w Assassin’s Creed Valhalla

Jeden element Assassin’s Creed Valhalla, który był szczególnie mocno promowany przez Ubisoft, a mianowicie rozwój osady. Miasteczko Ravenstorphe miało służyć za bezpieczną przystań między podróżami i trzeba przyznać, że dobrze spełnia swoją rolę.

Osadę możemy rozwijać poprzez stawianie kolejnych budynków. Większość z nich odblokowuje specjalne aktywności takie jak łowienie ryb, rekrutację załogi i… podróż do Asgardu. Tak, wątki mitologiczne faktycznie znajdują się grze, ale zostały całkiem sensownie wytłumaczone. Dodatkowo znalazło się miejsce na personalizację wyglądu niektórych elementów naszego miasteczka, co jest miłym dodatkiem.

Zasoby do ulepszania Raventshorpe zdobywamy podczas przeszukiwania skrzynek i przeprowadzania rajdów na wrogie miejscowości. Najazdy są bardzo dobrze przemyślane, sprawiają sporo frajdy i nie wybijają z rytmu standardowej rozgrywki. To naprawdę dobrze zrealizowany element gry i stanowi przyjemne odstępstwo od eksploracji świata, choć dla niektórych mogą być za mało widowiskowe.

Inne, pomniejsze aktywności poboczne również wypadają bardzo dobrze. Ponownie możemy wykonywać specjalne kontrakty, które zapewnią nam specjalną walutę, za którą odblokujemy specjalny ekwipunek.

Ponadto Ubi zaimplementowało w grze parę świetnych minigierek, w tym konkurs w piciu, grę w kości i pojedynki na wyzwiska. Ot, proste przyjemności, które zainteresują przeciętnego wikinga. Możemy za ich pomocą podnieść poziom charyzmy (która ma wpływ na niektóre kwestie dialogowe) i zarobić trochę grosza.

W świecie Valhalli jest więc co robić i jednocześnie widać, że tym razem postawiono na jakość, a nie ilość. Czuć to na każdym kroku, co bardzo cieszy w kontekście masy nieciekawych questów w poprzednich częściach cyklu

Wybory (tym razem) mają znacznie

W trakcie rozgrywki napotkamy niemało wyborów moralnych, które o dziwo mają odbicie w dalszym ciągu historii i zakończeniu. Czasami są to większe decyzje, innym razem mniejsze, ale miło, że mamy realny wpływ na przebieg fabuły.

W grze pojawia się także kilka nieoczywistych wyborów, które łatwo ominąć. Podczas jednej z misji zostajemy wyzwani na pojedynek przez niegroźną postać. Logiczną wydaje się być próba obrony przed przeciwnikiem, jednak możemy zrezygnować z walki i dać się pokonać. Zdecyduje to o przebiegu jednego z wątków fabularnych.

Takich potencjalnie mało istotnych decyzji jest w grze więcej i jeśli mieliście wrażenie, że w Odyssey wasze wybory nie miały większego znaczenia, to tutaj się to zmieni.

Valhalla celuje w bardziej erpegowy system zabawy, choć mam wrażenie, że dialogów jest tu nieco mniej względem poprzedniej części serii. Mimo to uważam, że jest to pełnoprawna gra RPG.

Lokalny tatuator lubi testować nowe wzory na świnkach

Nowa generacja pełną parą

Assassin’s Creed Valhalla wygląda obłędnie. Nie grałem na najwyższych możliwych ustawieniach graficznych, a i tak byłem pod wrażeniem tego, jak prezentuje się oprawa gry. Choć postacie mogłyby zostać wykonane nieco lepiej, to projekty budynków i oświetlenie stoją na najwyższym poziomie.

Szczególnie pięknie prezentują się krajobrazy i większe bitwy. Te drugie imponują rozmachem i każda większa walka to prawdziwa uczta dla oczu. Jeśli oczekujecie efektownych starć z wypełnionymi akcją szturmami na zamki, to nie będziecie rozczarowani.

Jeszcze lepiej wypada oprawa dźwiękowa. Pierwszy raz od czasu premiery Death Stranding z prawdziwą przyjemnością wsłuchiwałem się w muzykę przygrywającą w tle podczas eksploracji.

Soundtrack z gry trafił już częściowo na platformy streamingowe i podejrzewam, że będzie mi towarzyszył przez kilka najbliższych tygodni. Jeśli nie czujecie się przekonani, to polecam przesłuchać poniższy utwór.

Piękna Anglia. Kraina krwią i miodem płynąca

W Odyssey nieco bolała mnie mała różnorodność mapy. Owszem, Grecja prezentowała się pięknie, ale na dłuższą metę zabrakło jej wyróżniających się lokacji, które zapadłyby mi w pamięć. Tutaj jest zgoła inaczej.

Podczas zabawy odwiedzimy dość sporą i całkiem różnorodną Anglię. Dodatkowo przyjdzie nam przemierzyć fragment Norwegii i wspomniany wcześniej Asgard wraz z innymi mitycznymi krainami.

W samej Anglii spędzimy zdecydowanie najwięcej czasu i nic dziwnego, wszak jest co zwiedzać. Po lokacjach rozrzucono liczne smaczki, w opuszczonych domach można znaleźć pozostawione przez dawnych mieszkańców notatki, a w puszczy dość łatwo natknąć się na nieoznaczony obóz bandytów.

Tak jak wspomniałem wcześniej, eksploracja nie ogranicza się to do odhaczania znaczników na mapie. Świat Valhalli jest piękny, żywy i przepełniony ciekawymi miejscówkami, których eksploracja sprawiła mi masę przyjemności. Średniowieczna Anglia to chyba moja druga ulubiona lokacja w całej serii zaraz po Florencji z AC2.

Błędy i wady Assassin’s Creed Valhalla

Zachwycam się tą Valhallą, ale nie robi wszystkiego idealnie. Największym problemem gry są bardzo liczne błędy, które raczej nie popsują nikomu rozgrywki, ale nie sposób ich nie zauważyć.

Szczególnie problematyczna jest detekcja kolizji, którą porównać można do tej z Wiedźmina 3 sprzed aktualizacji. Koń naszego protagonisty często blokuje się na losowych obiektach i odmawia posłuszeństwa. Dodatkowo często można natrafić na mniejsze glitche animacji i wariującą fizykę zwłok. Nic czego nie da się załatać, ale wciąż jest to bardzo zauważalne.

Tak łatwo nie uda się za to naprawić fatalnej sztucznej inteligencji, która o ile w pojedynkach radzi sobie całkiem dobrze, tak w trakcie większych bitew całkowicie szaleje i często zdarza się, że niektórzy przeciwnicy odmawiają walki. Nie lepiej radzą sobie nasi towarzysze, których też nie można nazwać specjalnie roztropnymi.

Mimo wszystko uważam, że powyższe problemy nie psują rozgrywki w Assassin’s Creed Valhalla na tyle, żeby poważnie naruszyć odczucia płynące z rozgrywki. Część z nich zostanie poprawiona w popremierowych aktualizacja i jeśli mimo wszystko irytują was tego typu błędy, to warto poczekać z zakupem na większe łatki.

Assassin’s Creed Valhalla to kamień milowy dla serii

Martwiłem się, że gra będzie kontynuować ideę poprzednich odsłon, ale z drobnymi usprawnieniami. Pierwsze uruchomienie również może przyprawiać o takie wrażenie, ale z czasem całkowicie ono znika.

Właściwie widać tu wiele elementów, do których mogą być przyzwyczajeni gracze zaznajomieni z repertuarem Ubisoft. To wciąż RPG akcji z otwartym światem, które bazuje na eksploracji i wykonywaniu zadań. Sporo się jednak pozmieniało.

Deweloperzy z Ubi zauważyli, że klucz do utrzymania ciekawości gracza nie leży w wypełnieniu mapy setkami znaczników i losowo generowanych zadań. Aktywności poboczne w Valhalli mają sens i widać, że zostały dobrze przemyślane.

Najnowsza odsłona Assassin’s Creed bierze wszystko co najlepsze z poprzedników, dorzuca do tego kilka nowości i szlifuje całość tak, aby maksymalnie zaangażować gracza w otaczający go, wirtualny świat. Według mnie to najlepsza część cyklu, fenomenalna produkcja i godny kandydat do miana gry roku.

Ostateczna ocena byłaby wyższa, ale nie sposób nie zwrócić uwagi na liczne błędy i słabą sztuczną inteligencję, które dla wielu osób mogą stanowić problem. Dla mnie powyższe niedoskonałości były na tyle zauważalne, że zadecydowały o ocenie końcowej. Jeśli jednak odpowiada wam taka formuła rozgrywki i nie zwracacie uwagi na niedoróbki lub planujecie kupić grę po aktualizacjach, to bez problemu możecie doliczyć grze brakujące pół punktu.

Assassin's Creed Valhalla

Wikingowie najwyższej klasy

Jestem w szoku. Choć Valhalla ma kilka premierowych problemów, to jest moim zdaniem najlepszą grą w całej serii Assassin's Creed. Ubisoft pozbył się błędów poprzednich odsłon, odrobił zadanie domowe i przygotował fenomenalną produkcję, która wciąga, wygląda pięknie i najzwyczajniej w świecie sprawia grającemu masę frajdy.

4.5

Plusy

  • Fenomenalna oprawa audiowizualna
  • Perfekcyjny, wikiński klimat
  • Satysfakcjonujący model walki
  • Sporo, ale nie przesadnie dużo treści
  • Rozbudowany system rozwoju postaci
  • Piękny i zróżnicowany świat
  • Ciekawe zadania i aktywności poboczne
  • O dziwo - fabuła

Minusy

  • Błędy, błędy, błędy
  • Sztuczna inteligencja przeciwników

Jakub Stremler

Miłośnik kultury bardziej i mniej popularnej. Fan Hideo Kojimy, literatury weird fiction (Lovecraft, Poe, Ligotti!) oraz dobrej muzyki. Gra właściwie we wszystko. Od sandboxów, przez RPG, aż po tytuły indie z najgłębszych zakamarków Steam. Ceni sobie oryginalne pomysły, dobre, odważne historie i stronę artystyczną produkcji. Przygodę z grami rozpoczął od drugiego Turoka, przeszedł fazę zatwardziałego pecetowca, a następnie konsolowca, tylko po to, żeby skończyć jako gracz multiplatformowy.
Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się