Razer zakopuje projekt. Wytrzymał niecały rok

Historia projektu Razer Game Store pokazuje, że nie każdy może zostać drugim Steamem. Nie wystarczy nawet silna marka. Co poszło nie tak?

Razer poinformował, że kończy z projektem Razer Game Store. Ogłoszona w kwietniu zeszłego roku platformowa do zakupu cyfrowych wersji gier, wytrzymała na rynku bardzo krótko w starciu ze Steamem. Dokładnie 28 lutego 2019 roku Razer Game Store przestanie istnieć (z małym wyjątkiem, a mianowicie gracze jeszcze będą mogli realizować zamówienia dzięki Razer Gold i Silver).

Razer Game Store nie miało jednak prawa odnieść większego sukcesu. Platformowa była tak naprawdę tylko nakładką na Steam oraz inne usługi – gracz musiał bowiem i tak posiadać konto w którejś z pozostałych, aby cieszyć się zakupioną produkcją. Razer chciał jednak przyciągnąć graczy do swojej usługi bonusami za zakup gier. Jak widać, to nie wystarczyło. Po 10 miesiącach zwija się z rynku.

W przypadku Razera nie wystarczyła więc silna marka z rzeszą naprawdę oddanych fanów. Zabrakło konkretnego pomysłu, a może też po prostu wabika dla wydawców?

Epic Games Store – tak się rywalizuje z największymi

Całkiem inną historią, przynajmniej póki co, pokazuje przykład Epic, ze swoim Games Store. Producent mocno rozpycha się łokciami w cyfrowej dystrybucji gier, udowadniając, jak powinno się robić biznes z producentami i wydawcami. Pierwszą głośną sprawą było porozumienie z wydawcą Metro: Exodus, który zdecydował się czasowo udostępnić swoją grę tylko w Epic Games Store. Dlaczego? To proste. Epic zaoferowała niższą prowizję za dystrybucję w ramach swojego sklepu od Steama. Ponadto, z tego co przekazują sami producenci, oni także mogą liczyć na korzystniejsze warunki. Jak widać, wystarczyła więc konkretna propozycja, aby przyciągnąć nowe firmy do współpracy.

Dobra, Epic to też znana i duża marka, tym bardziej że ma w swojej ofercie Fortnite. Może więc nieco poszaleć i zainwestować sporo pieniędzy w platformę dystrybucyjną. Zresztą nie tylko Epic ma chęć na ugranie trochę w tym torcie. EA ma swoje Origins, a Ubisoft Uplay. Ci dwaj ostatni wydawcy mają jednak sporo własnych gier na liście, więc mogą pozwolić sobie na oferowanie własnej platformy.

Ciekawe w którą stronę rozwinie się sytuacja. Valve może stracić za kilka lat monopol. Póki co walczy bezkonkurencyjnym zasięgiem, ale jak pokazuje historia, branża gier jest nieobliczalna. Nigdy nie wiadomo czy gracze przypadkiem nie zaczną masowo odpływać ze Steama, bo ich ulubiona gra pojawi się na wyłączność u konkurencji.

Z perspektywy gracza większa konkurencja to zawsze dobry znak. Jeśli Steam czy Epic będą ze sobą rywalizować, gracze powinni skorzystać chociażby na większej liczbie promocji. Z kolei producentom i wydawcom zostanie w kieszeni więcej pieniędzy, bo powinny obniżyć się marże za dystrybucję. To natomiast może skutkować większą liczbą inwestycji z ich strony. Zresztą producent Metro sam przyznał się, że z zaoszczędzonej na prowizji różnicy, będzie chciał sfinansować kolejne projekty związane z Metro. Taki scenariusz mi odpowiada i jestem w stanie przeboleć to, że muszę mieć kilka kont do różnych gier w wielu usługach dystrybucji. Jeśli w zamian za to otrzymam tańszy produkt i lepsze promocje, to jestem na tak.

Robert Ocetkiewicz

Robert Ocetkiewicz

Fan wszelkiego rodzaju FPS-ów oraz wyścigów. Nie stroni również od gier sportowych i dobrych bijatyk w stylu Tekkena.