Call of Duty musi się zmienić. Jak powinny wyglądać kolejne części?

0 komentarzy

Z tego pieca można jeszcze wypiec porządną grę. Wymaga to jednak tego, aby deweloperzy przestali postrzegać Call of Duty jako zwykłą strzelankę.

Po 24 wydanych grach z serii Call of Duty, można bez cienia wątpliwości powiedzieć, że nie ma takiego gracza, który nie zagrał choć w jedną część FPS-a. Activision co roku serwuje kolejne gry, traktując swoją markę jak towar z długim okresem przydatności. Ale jak każdy produkt po czasie traci swój smak, a szczególnie schematyczne tytuły, zamaskowane pod drobnymi nowościami. Nawet najnowsza odsłona powtarza błędy swoich poprzedników, udając, że jest czymś nowym. Mimo wszystko gracze dają się nabrać, by po przejściu gry przelać łzy w internecie. Czy tak musi być zawsze?

No właśnie nie. Problem w tym, że twórcy sami z siebie nie wprowadzą rewolucji, gdyż wybierają bezpieczny zarobek, idąc po linii najmniejszego ognia. Trzeba ich zmusić i pokazać czego chcą fani serii. Co może sprawić, że licencja nabrałaby polotu raz jeszcze? Tak naprawdę wystarczy zmienić tylko kilka, ale grubych rzeczy…

Reorganizacja planu wydawniczego

Uważam że studia opracowujące Call of Duty (Infinity Ward, Treyarch, Sledgehammer Games) mają pomysły na popularną strzelankę, ale Activision nie daje im zbytniej swobody na ich implementację. Deweloperzy działają pod dużą presją czasu, aby wyrobić się każdego roku z nową częścią. Dlatego wcale nie dziwię się, że seria zatrzymała się na pewnym etapie, bazując na mechanice gry znanej z poprzedniego wieku.

Źródło: EXPRESS NEWSPAPERS

Można temu zaradzić robiąc klasyczną pauzę w grafiku Activision i zacząć tworzyć COD w innym systemie produkcji niż FIFA lub NBA. Mając więcej czasu, pracownicy trzech studiów mogliby przygotować coś znacznie ambitniejszego, nie tylko w ramach usuwania błędów.

Grunt to dobra historia

Podobno za każdą dobrą grą kryje się rewelacyjna historia. I pamiętam jeszcze czasy, gdy nawet Call of Duty takową miało. Można w tym miejscu wyróżnić pierwsze Black Ops, ale przede wszystkim najlepszy scenariusz popełniono w Modern Warfare z 2007 roku. Pogoń za Khaledem Al-Asadem i rodziną Zachajewów była rozpisana niczym hollywoodzki film akcji. Ciekawe zwroty wydarzeń, fajnie zrealizowane dialogi między postaciami, realistyczna interpretacja działań wojennych na Bliskim Wschodzie i Ukrainie – nie można było oderwać wzroku.

Dzisiaj melodia wykonana z serii kałacha lub M4A1 nie porusza mnie do tańca jak dawniej. I to nie z winy zesztywniałych kości, a miałkiej opowieści. Może dlatego, że wydarzeń historycznych, od I wojny światowej aż do wojny z przyszłości, nie da się już lepiej opowiedzieć. Ciągłe wracanie do tych lat jest jak smażenie świeżych kotletów na starym oleju – z każdym kolejnym razem smakują coraz gorzej!

Może warto zaczerpnąć trochę inspiracji od serii Assassin’s Creed i zapuścić się w nowe tło historyczne. Z chęcią zobaczyłbym Call of Duty w czasach wojny secesyjnej lub wojny napoleońskiej. Przecież to jest rewelacyjny materiał na przedstawienie epickich walk oraz patosu, które tak bardzo lubi Activision. By zrobić świetną strzelankę wcale nie trzeba wrzucać do gry szybkostrzelne automaty, wystarczą buławy i armaty. A jeśli spojrzymy jeszcze dalej, twórcy mogliby pokusić się o zrobienie jedynej takiej strzelanki o piratach, przedstawiając konflikt Anglików z Hiszpanami i tytułowymi piratami. Już widzę na okładce tytuł – Call of Duty: Pirates Warfare.

Koniec z grami na 6-7 godzin

To chyba cecha najczęściej wytykana serii COD. Już za jednym posiedzeniem można przejść całą kampanię singleplayer. Zgadzam się z tymi „komplementami” w 100%. Zawartości w grze jest za mało, by płacić za nią jak za zboże. Tym bardziej dla osób, które nie przepadają za trybem multi, cena 250 zł na premierę raczej nie jest zbyt uczciwa. A przydałoby się, aby dodać choć 5 kolejnych godzin do fabuły, bo w przypadku tej serii efekt „Nowa Gra+” nie zadziała jak w Dark Souls czy Wiedźminie.

Activision w nowej odsłonie poszło nieco na skróty, oferując kilka różnych zakończeń, ale nie przewiduje ogromnego zainteresowania ponownym przejściem gry. Ma za prostą mechanikę i za dużo skryptów, by poczuć w niej nowe doświadczenia. Osobiście obejrzałbym na Youtube niż tracił czas na ogrywanie tego samego.

Twórcy nie powinni bać się o to, że gra stanie się zwyczajnie nudna i te kilka dodatkowych godzin niepotrzebnie przedłużą rozgrywkę. Mimo tych wszystkich wad potrafią w COD-zie wyważyć momenty dynamicznej akcji z elementami spokojniejszymi, jak np. w Cold War. Niektórzy recenzenci uważają nawet, że to właśnie te spokojniejsze momenty w rozgrywce są najciekawsze. To chyba dobry kierunek i pomysł, aby nakreślić mocniej historię i postaci poprzez więcej scen dialogowych, dodatkowe misje skradankowe, czy też tworzenie większych miejscówek pod kątem eksploracji i swobody wykonywania zadań.

Tryb sieciowy jako bonus

Czy przed kompem się stoi, czy się siedzi, darmowy COD multi się należy? Pytanie… Tak jak jest z Warzone, tak powinno być z każdą nową wersją trybu multiplayer. Z punktu widzenia biznesowego tylko pozornie jest to kretyńskie rozwiązanie dla Activision. Należy zauważyć, że w wielu poprzednich częściach zarabiali na sprzedaży skórek i DLC w multi. Jedno koło nakręcałoby drugie – bezpłatna gra przyciągałaby do testowania, a fajne dodatki do zakupów, i to często przewyższających cenę pełnej wersji gry.

Tak w sumie, gdyby Infinity Ward, Sledgehammer Games i Treyarch przydzielić do różnych prac – osobno tryb multi i singleplayer – mogliby zarobić więcej niż teraz. Nawet w perspektywie wydłużenia czasu produkcji tego drugiego, prawdopodobnie zaspokoiliby własne potrzeby finansowe. O ile potraktują nowe COD-y jak gry AAA, które nie są kalką z poprzednich części, wówczas gracze będą czekać na Call of Duty jak na Cyber… no może nie aż tak, ale przynajmniej jak na nowego Spider-Mana lub God of War.

Zadajcie sobie pytanie: „czy bylibyście skłonni poczekać na Call of Duty np. 2-3 lata, jeśli nową część przygotowano by z myślą o wydłużeniu rozgrywki i ulepszeniu mechanik zabawy?„. Osobiście chciałbym zobaczyć kompletnie nową odsłonę, przeskok na miarę między COD 2 i Modern Warfare. Chciałbym, aby strzelanka, którą poznałem 17 lat temu, wykroczyła poza archaiczne standardy. Nie była już tylko wojennym FPS-em, a choć trochę zyskała głębi narracyjnej oraz opowiedziała o innych wydarzeniach z przeszłości. Wojny nie kończą się na I- i II światowej i współczesnych konfliktach. Niech wrócą do genezy zmagań ludzkości na różnych płaszczyznach konfliktu – zabijanie Niemców i terrorystów jest już passe.

Grzegorz Rosa

Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się