Najlepsze symulatory, simy i tym podobne do 15 zł. Aż 20 świetnych gier w wersjach Steam
Symulatory to gatunek tyleż popularny, jak i różnorodny. W końcu znajdziemy w nich nie tylko realistyczne podejście m.in. do jazdy, ale również wiele dziwniejszych pomysłów, jak np. utrzymywanie cmentarza czy budowanie kolorowych mostów. Wybraliśmy 20 tanich gier w wersjach na Steam!
Wszystkie wymienione niżej gry kupicie na Instant Gaming. Za kod Steam zapłacicie m.in. BLIK-iem, a otrzymacie go od razu po zakupie, bez czekania. Jakie symulatory trafiły do naszej promocyjnej dwudziestki? Przekrój jest spory: od budowania wesołego miasteczka i pielęgnowania ogrodu, przez zarządzanie cmentarzem czy ucieczkę z pilnie strzeżonego więzienia, aż po… rozkręcanie narkotykowego biznesu. Nudy nie będzie! Poniżej prezentujemy pełną listę 20 tytułów objętych promocją (każdy maksymalnie do 15 zł)!
Najlepsze symulatory do 15 zł (klucze Steam):
Ceny z dnia publikacji mogą ulec zmianie i nie są zależne od redakcji (linki afiliacyjne)
- Dungeon Tycoon – 4,21 zł
- Garden Life: A Cozy Simulator – 4,21 zł
- Graveyard Keeper – 10,62 zł
- Turmoil – 10,45 zł
- This War of Mine: Complete Edition – 7,54 zł
- The Escapists 2 – 4,21 zł
- Thief Simulator – 7,54 zł
- Poly Bridge 2 – 5,35 zł
- Automobilista – 4,21 zł
- rFactor 2 – 8,47 zł
- Mr. Prepper – 7,29 zł
- RollerCoaster Tycoon 3: Complete Edition – 9,06 zł
- FTL: Faster Than Light – 8,01 zł
- Youtubers Life – 12,56 zł
- Drug Dealer Simulator – 8,01 zł
- MudRunner – 13,48 zł
- Call of the Wild: The Angler – 14,87 zł
- Cartel Tycoon – 8,85 zł
- Car Detailing Simulator – 4,21 zł
- 112 Operator – 7,25 zł
Spośród powyższych wybraliśmy pięć szczególnie oryginalnych symulatorów, którym warto przyjrzeć się bliżej. Oto nasza nietypowa piątka!
Graveyard Keeper
Symulator zarządzania średniowiecznym cmentarzem? Brzmi dziwnie, a jednak Graveyard Keeper udowadnia, że nawet tak ponure zajęcie może być wciągające i pełne humoru. Twórcy sami określili swoje dzieło jako „najbardziej niedokładną symulację cmentarza wszech czasów”. Realizm schodzi tu na dalszy plan, ustępując miejsca czarnemu humorowi i absurdowi. Gracz zostaje przeniesiony do quasi-średniowiecznego świata, gdzie jego nową pracą staje się opieka nad zaniedbanym cmentarzem oraz przyległym kościółkiem. Choć cel to rozwój nekropolii, równie ważne okazują się kwestie etyczne, logistyka i… maksymalizacja zysków.
Rozgrywka skupia się na eksploracji okolicy, zarządzaniu zasobami oraz rzemiośle. Jako początkujący grabarz kopiecie groby i dbacie o nagrobki, ale na tym nie koniec obowiązków. Nic nie stoi na przeszkodzie, by sprzedawać fragmenty zwłok albo handlować nielegalnie mięsem z miejscowym rzeźnikiem! Makabra makabrą, ale taki biznes potrafi nieźle podreperować budżet parafii. W miarę postępów rozwijamy technologie, tworzymy nowe narzędzia i budujemy kolejne struktury usprawniające działanie cmentarza. Od czasu do czasu pojawiają się także zadania fabularne, a nawet możliwość zejścia do ponurych lochów w poszukiwaniu alchemicznych ingrediencji.
Mimo posępnej tematyki Graveyard Keeper potrafi wywołać uśmiech na twarzy. To trochę tak, jakby Stardew Valley przeniesiono na cmentarz i doprawiono solidną dawką czarnego humoru. Zamiast hodować marchewki, eksperymentujecie z trupami i alchemią, a zamiast troszczyć się o gospodarstwo – prowadzicie mało święty interes na cmentarnej ziemi.
FTL: Faster Than Light
FTL: Faster Than Light to kosmiczny symulator dla strategów o stalowych nerwach. Ta niepozorna, pixel-artowa gra indie pozwala wcielić się w kapitana statku kosmicznego, który ucieka przez galaktykę przed flotą wrogich rebeliantów. Każdy nowy start to inna przygoda! Sektory kosmosu generowane są losowo, więc nigdy nie wiadomo, co czeka za następnym skokiem nadprzestrzennym. Już od pierwszych chwil czuć atmosferę desperackiej misji rodem z Gwiezdnych Wojen lub Star Treka, tyle że opowiedzianej z perspektywy załogi małego statku, która musi radzić sobie sama.
Pod względem rozgrywki FTL świetnie symuluje zarządzanie statkiem i załogą w sytuacjach kryzysowych. Nasz statek wyposażony jest w różne systemy (od silników i broni po system podtrzymywania życia), a energii zawsze brakuje, więc trzeba mądrze nią gospodarować. Gdy w trakcie bitwy wybuchnie pożar, często najlepszą gaśnicą jest otwarcie śluz i wypuszczenie tlenu. Walka odbywa się w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą, co oznacza, że w każdej chwili możemy zatrzymać akcję, by rozdzielić zadania: naprawić uszkodzony system, przesunąć załoganta do innej sekcji czy przekierować zasilanie na tarcze.
To gra, która rekompensuje brak fotorealistycznej grafiki ogromną głębią rozgrywki i emocji. FTL potrafi trzymać w napięciu lepiej niż niejeden film sci-fi – jeden zły ruch i nasz statek może zamienić się w dryfujące zgliszcza. Z drugiej strony, każda udana ucieczka przed piratami czy ocalona stacja kosmiczna daje satysfakcję godną kapitana Enterprise.
Automobilista
W świecie wyścigowych symulatorów prym wiodą takie tytuły jak Forza czy Gran Turismo, ale Automobilista udowadnia, że mniejszy gracz też potrafi namieszać na torze. To prawdziwa perełka dla fanów motoryzacji, skupiająca się na brazylijskich seriach wyścigowych. Zamiast oklepanych torów znanych z Formuły 1 czy Le Mans, gra przenosi nas na południowoamerykańskie obiekty i pozwala wziąć udział w zawodach takich jak Stock Car V8, Copa Petrobras de Marcas czy Formula 3 Brasil.
Model jazdy w Automobiliście jest wymagający i niesamowicie szczegółowy. Trzeba brać poprawkę na każdy czynnik: temperaturę i gumowanie się asfaltu, zużycie i nagrzewanie opon, a nawet gęstość powietrza na różnych wysokościach toru. Starsze auta wymagają manualnej zmiany biegów i delikatnego obchodzenia się z gazem, podczas gdy nowoczesne maszyny naszpikowane elektroniką pozwalają aktywować systemy typu DRS czy kontroli trakcji, o ile potrafimy z nich skorzystać. Do wyboru mamy szeroką gamę pojazdów: od zwinnych kartingów i samochodów turystycznych, po jednoosobowe bolidy o mocy potrafiącej przyprawić o dreszcz.
To nietypowe podejście do tematu wyścigów, bo Automobilista stawia na mniej znane, lokalne serie, ale z maksymalną autentycznością. Gra oferuje tryb dla jednego gracza oraz rywalizację wieloosobową, więc można ścigać się z innymi entuzjastami realizmu. Jeśli marzyliście o karierze kierowcy wyścigowego, ale bliżej Wam do Interlagos niż do Monzy, ten symulator spełni Wasze oczekiwania.
Mr. Prepper
Co byście zrobili, gdyby groziła Wam nuklearna zagłada, a władza patrzyła Wam na ręce? Mr. Prepper pozwala wcielić się w obywatela, który postanawia przygotować się na najgorsze w bardzo nieprzyjaznych okolicznościach. Akcja gry toczy się w fikcyjnym, totalitarnym kraju, gdzie bycie tytułowym „prepperem” (osobą szykującą się na apokalipsę) jest co najmniej podejrzane. Nasz bohater mieszka na przedmieściach i pod czujnym okiem rządu buduje sekretny podziemny schron we własnym ogródku.
Rozgrywka łączy elementy symulacji, survivalu i gry logicznej. Mr. Prepper toczy się w widoku 2.5D z boku – widzimy przekrój domu i podziemi niczym w Fallout Shelter. Za dnia prowadzimy pozornie normalne życie: uprawiamy ogródek, chodzimy do miasta po zakupy, rozmawiamy z sąsiadami. Jednak za zamkniętymi drzwiami piwnicy kwitnie podwójne życie bohatera. Wykopujemy i rozbudowujemy bunkier, konstruujemy meble, maszyny i urządzenia (np. generatory prądu, systemy filtracji wody), uprawiamy rośliny w podziemnych hydroponicznych farmach i gromadzimy zapasy żywności. Cały ten magazyn dóbr trzeba jednak skrzętnie ukrywać przed agentem rządowym, który co kilka dni nas odwiedza na niezapowiedziane inspekcje.
Mr. Prepper z humorem podchodzi do tematu paranoi i preppingu. To nie strzelanka o zombie, a raczej symulator codziennej zapobiegliwości w obliczu apokalipsy. Absurdalność sytuacji bywa komiczna, zwłaszcza gdy bohater kombinuje, jak ukryć przed władzą kilkadziesiąt słoików ogórków i tajny pojazd ucieczkowy. Jednocześnie gra daje sporo satysfakcji z bycia zaradnym: każda kolejna rozbudowa schronu, każda udana zmyłka urzędnika to małe zwycięstwo.
Drug Dealer Simulator
Na koniec Drug Dealer Simulator – tytuł, który już samym tematem wywołuje uniesienie brwi. W końcu niewiele jest gier pozwalających wcielić się w dilera narkotykowego budującego własne przestępcze imperium. Brzmi kontrowersyjnie? Owszem, ale właśnie na tym polega urok tego symulatora z przymrużeniem oka. Zaczynamy jako drobny handlarz w obskurnej dzielnicy – parę torebek trawki w plecaku, kilka znajomości na osiedlu i marzenie, by wspiąć się wyżej.
W Drug Dealer Simulator śledzimy rozwój naszego nielegalnego biznesu od zera. Rozgrywka przypomina nieco uproszczoną wersję Grand Theft Auto bez samochodów i strzelanin. Tu skupiamy się na aspektach ekonomicznych i logistycznych dilerki. Trzeba zamawiać towar, odbierać go z ukrytych skrytek, a następnie dostarczać klientom i pobierać zapłatę. Cały czas należy mieć oczy dookoła głowy, bo patrole policyjne potrafią pojawić się znikąd. Jeżeli gliny zwrócą na nas uwagę (np. biegamy obładowani plecakiem w środku nocy), może zacząć się pościg. W razie obławy warto rzucić plecak z prochami w krzaki, a po przeszukaniu okolicy wrócimy po niego, by odzyskać towar.
Ten symulator z pewnością nie jest dla każdego i absolutnie nie stanowi instruktażu życiowego! Traktujemy go jako czystą wirtualną rozrywkę z dreszczykiem zakazanego tematu. Trzeba jednak przyznać, że rozgrywka potrafi wciągnąć, a dbałość o szczegóły „fachu” jest zaskakująco duża. Twórcy odwzorowali realia półświatka z pewnym przymrużeniem oka i swoistym czarnym humorem. Przykładowo, nasza kryjówka stopniowo zamienia się w laboratorium rodem z Breaking Bad, a radiowozy patrolujące ulice budują klimat ciągłego napięcia. Drug Dealer Simulator to nietypowe doświadczenie, które pozwala bez konsekwencji przekroczyć granice prawa… na szczęście tylko w grze.
Źródło: Materiał sponsorowany – Instant-Gaming