Recenzja Mount & Blade 2: Bannerlord. Kiepski start, masa błędów, ale jest potencjał

Start Mount and Blade 2: Bannerlord, mówiąc delikatnie był kiepski. Gra pojawiła się na Steam w tzw. Early Access i działała tragicznie, bo bugów było w niej co niemiara. Fani są ponoć do tego faktu przyzwyczajeni, bo jedynka nie szczędziła im różnego rodzaju przykrych niespodzianek, jeśli chodzi o stabilność i rozliczne błędy. Producenci uspakajali i obiecywali poprawki. A mnie ten stan niezmiernie denerwował.

Naprawdę jestem wyrozumiały, ale jednak lubię testować grę, w którą przynajmniej da się zagrać. O skali błędów niech świadczy ilość paczy, które wyszły do tej pory. Naliczyłem ich aż siedem! Warto też podkreślić, że niedawna premiera Mount and Blade 2: Bannerlord, cały czas prezentuje produkcję we Wczesnym Dostępie. Dopiero w przyszłym roku ma się pojawić wersja ostateczna.

Myślę, że ważne będzie też moje krótkie oświadczenie. Przyznaję, że nie jestem weteranem pierwszej części tej gry. Owszem grałem kilka godzin. Nie porwę się w związku z tym na porównania czy analizy. Skupiam się raczej na sytuacji, kiedy do Bannerlord zasiada człowiek, próbujący tego tytułu po raz pierwszy.

Tworzenie postaci to doskonała zabawa

Rozgrywkę zaczynamy od stworzenia postaci. Jest to bardzo rozbudowany proces i mamy wpływ na masę elementów. Poza standardowymi jak wygląd, rasa i parametrami w stylu siła, sprawność, itp. jest jeszcze wiele innych ustawień. Można powiedzieć, że tworzymy całą przeszłość, czy wręcz historię postaci, której poczynaniami mamy sterować. Mamy wpływ na takie detale jak pochodzenie, profesja naszych rodziców, a nawet to jacy byliśmy w dzieciństwie. Na bazie tych wszystkich danych, generowana jest postać, wraz z nazwijmy to, startowym zestawem parametrów.

W późniejszym etapie wszystko zależy od stylu gry na jaki się zdecydujemy. Wraz z nim zmieniać się będą cechy i statystyki postaci. Po prostu – u wojownika walczącego zawsze na przedzie, zabijającego wrogów, szybciej będą rozwijać się cechy ważne i niezbędne dla wojaka, a inaczej potoczy się rozwój wodza, raczej kierującego walką swoich podkomendnych, niż mordującego przeciwników.

Do tego dochodzą umiejętności przydające się w dziedzinach niezwiązanych bezpośrednio z walką. Są tu przecież dyplomacja, handel, wznoszenie fortów i twierdz, czy też zarządzanie armią. Musicie wiedzieć, że Mount and Blade 2: Bannerlord to nie proste i radosne siekanie wrogów na kawałki. Od tego jest For Honor.

Tutaj naprawdę mamy do czynienia z bardzo rozbudowaną symulacją średniowiecznego środowiska, w którym oczywiście walka jest nieunikniona i jest jej mnóstwo, ale równie ważne stają się pozostałe elementy. Bez zdolności dyplomatycznych, bez handlu czy talentów budowniczego z pewnością nie zrobimy kariery w tym brutalnym świecie. A cel jest jasny od samego startu! Albo będziemy KIMŚ! Albo nasze nędzne resztki posłużą jako strawa dla kruków i dzikich zwierząt posilających się na pobojowiskach po wielkich bitwach.

Dyplomacja, sojusze, przekupstwa, wojna – mówi wam to coś?

Sama rozgrywka to generalnie sandbox. Zaczynając zabawę obawiałem się, że cały fun z wojaczki i dyplomatycznych knowań, może zginąć w cieniu niekończących się dialogów i rozmów z każdym i wszędzie. Owszem do pogawędek dochodzi, ale dużo z nudnych dialogów przejęła na siebie encyklopedia, w której znajdujemy zdecydowaną większość niezbędnych informacji, jak choćby o lokalizacji poszczególnych osób, sojuszach, wojnach, itp. Rozmowy z napotkanymi postaciami są w zasadzie po to, żeby dopytać, czy doprecyzować to, co już wiemy.

Głównym celem gry jest dojście na sam szczyt łańcucha pokarmowego, a więc najpierw musimy przetrwać, a następnie mozolnie wdrapywać się po szczebelkach sławy i władzy. Sposobów na to jest wiele – możemy na przykład bezwzględnie najeżdżać i plądrować wioski i osady. Później jak już troszkę urośniemy, możemy zwiększać kaliber napadanych miejscowości. Z czasem będą to nawet oblężenia warowni. Karierę można rozwijać również mniej krwawo, kładąc nacisk na handel i dyplomację. Jednak niezależnie co wybierzemy, musimy mieć przy sobie grupę, z czasem armię ludzi, na których możemy polegać.

Nie od razu armię zbudowano

Zaczynając zbieramy grupkę ludzi, którzy mogą się nam przydać. Rekrutacja odbywa się w przeróżnych miejscach i przy odrobinie szczęścia i umiejętności ulepimy z nich zgraną, sprawną i waleczną gromadę. Z wolna ta grupa będzie rosnąć i rozwijać się w zalążek, a następnie w coraz większą armię, dzięki której uda się nam zdobyć pełnię władzy.

Zasada jest prosta. W miarę postępów w grze, zdobytych wsi, złupionych miast i pokonanych przeciwników, rosną statystyki naszej postaci, a także ludzi zwerbowanych do oddziału.

W walce o pierwszeństwo w świecie gry, możemy próbować swoich sił samodzielnie albo przystać do sojuszu oferując swoje usługi. Z czasem stajemy się coraz bardziej majętni, mamy więcej posiadłości, twierdze oraz oczywiście ludzi do wykonywania misji. A właśnie – kiedy dochodzi do bitwy, zawsze są dwie drogi. Albo bierzemy się do roboty samodzielnie, albo rozkazujemy któremuś ze swoich dowódców, żeby zajął się tematem. W tym drugim wypadku komputer przelicza możliwości obu stron i podaje wynik potyczki, czyli straty i wynik starcia. Nie jednak samą walką człowiek żyje.

Jako pan na włościach mamy przywilej ich odwiedzania. Muszę przyznać, że od strony oprawy graficznej fortece, zamki i osady wyglądają bardzo okazale. Graficy naprawdę się postarali. Opcji zarządzania jest naprawdę mnóstwo. Możemy fortyfikować i rozbudowywać swoje zamki, powiększać i szkolić armię. A dyplomacja to odwzorowanie rzeczywistości tamtych (i w sumie obecnych wciąż też) czasów. Nie jest to oczywiście gra fair, bo mamy tu oszustwa, przekupstwa, szpiegowanie, sprzedaż i wymianę jeńców, wchodzenie w sojusze, knucie intryg i inne tego typu nieładne zagrania.

Producenci weszli bardzo głęboko w to co się dzieje w świecie, żeby jak najlepiej naśladować rzeczywistość. Dlatego sytuacja polityczna jest bardzo dynamiczna. Co chwila zmieniają się sojusze, określeni władcy tracą bądź zyskują wpływy, ktoś przejmuje czyjś majątek, itp. Ot życie!

Bardzo fajnie rozwiązano system walki, chociaż momentami bywa bardzo niesprawiedliwy i potrzebuje nieco zbalansowania. Zdarzały się momenty, kiedy mój oddział bez wysiłku i kombinowania pokonywał czterokrotnie silniejszego przeciwnika. Ot tak sobie. Wcale nie dzięki przemyślnej strategii. Oblężenia wypadały dużo lepiej. W tym wypadku taktyka rzeczywiście miała znaczenie.

Błędów jest naprawdę ogrom, a więc łatek trzeba naszykować sporo

Rozczarowujący jest brak polskiej wersji językowej. Wydaje mi się, że w tych czasach, przynajmniej wersja kinowa dla każdego tytułu powinna już być standardem. Na szczęście gra jest „modder ready”, a więc wszelkie przeróbki i ulepszenia pojawiać się będą masowo, a wśród nich spolszczenia. W ramach testu dorzuciłem sobie jedno z nich, chyba pierwsze jakie się pojawiło. Nie jest może wzorem lokalizacji, ale ktoś się solidnie napracował i ludziom słabiej władającym językiem Szekspira, z pewnością przyniesie sporą ulgę.

Ogrywając Bannerlord zostałem zmuszony do skupienia się na singlu. Nie dlatego, że nie lubię albo, że multiplayera tutaj nie ma. Oj jest, i to jaki! Powodem były niekończące się problemy z zabawą w tym trybie – niezliczone próby połączenia, wywalanie z serwerów, rozłączanie, itd. Coś kompletnie nie na moje zdrowie. Wytrwałem w tym wszystkim na tyle długo, żeby zebrać materiał do recenzji i ani chwili dłużej. A powiem wam, że potencjał jest spory, bo tryb oblężenia i ilość graczy biorąca w nim udział robi wrażenie. Ponad setka walczących to nie byle co. Pod względem rozmachu, ta gra leje konkurencję w każdy sposób. Gdzie znajdziecie swobodne wznoszenie umocnień, wykorzystywanie machin oblężniczych, katapult, zrzucanie kamieni na wrogów, zamykanie i barykadowanie bram? Prawdziwa średniowieczna wojna, której nikomu się do tej pory nie udało zrobić na tę skalę. Gdyby jeszcze działało to wszystko jak trzeba… Czekam z wielką niecierpliwością!

Mam też wrażenie, że zespół projektujący menu, zwyczajnie pogubił się w natłoku dostępnych opcji. Dochodzi przez to dziwacznych akcji. Przykładem niech będzie sytuacja, kiedy dostajemy polecenie, żeby wyjść do mapy świata i wrócić do wioski, z której się tam przenieśliśmy, tylko po to, żeby zadanie zostało zaliczone. Być może poprawki do tego typu wpadek znajdą albo już znalazły się, w dość często wypuszczanych łatkach.

Wczytywanie się lokacji, scen czy nawet poszczególnych misji, to prawdziwy dramat. Jest tego bardzo dużo, przytrafia się często i trwa stanowczo za długo. Traci na tym dynamika rozgrywki, a siedzący przed ekranem dostaje ataków szału.

Animacje postaci to kolejny słaby element. Nawet bardzo. Zachowują się one czasami bardzo dziwnie, a na przykład chodzenie po schodach robi się nie lada wyzwaniem. Poza tym rozliczne wtopy jak konie wchodzące w ścianę, postaci zawisające na jakimś elemencie grafiki, znikające fragmenty tekstur oraz problemy z trafieniem w przeciwnika z kilu metrów.

Dźwięk. Tutaj mamy do czynienia z dwoma skrajnościami. Oprawa muzyczna jest naprawdę cudowna. Świetna muzyka sączy się z głośników, ale pod warunkiem, że pobawimy się nieco ustawieniami audio. Standardowo górę biorą dźwięki powiadomień. Ryczą niemożliwie i dopiero po korekcie w menu da się nie ogłuchnąć i słychać całą resztę warstwy muzycznej i dźwiękowej.

Ogromny potencjał i duży kredyt zaufania

Mimo wad, jakimi poczęstowałem was powyżej, gra została przyjęta przez fanów bardzo ciepło. I mimo wszystko wcale mnie to nie dziwi, ponieważ jest to bardzo rozbudowana produkcja – mieszającą w sobie elementy RPG i akcji. Celem rozgrywki jest bycie największym władcą, a to jak do tego dojdziecie zależy tak naprawdę tylko od was. Sama rozgrywka, jeśli wytniemy momenty złości na schrzanione elementy, daje masę satysfakcji. Rozbudowane dyplomacja, elementy taktyczne, walka i handel – wszystko to składają się na bardzo realistycznie prezentujący się świat, w którym musimy sobie poradzić, albo zginąć.

Ocena: 3,5/5

Plusy:

– Rozbudowany kreator postaci

– Dyplomacja

– Bardzo ciekawe opcje kierowania rozwojem postaci

– Epickie bitwy oraz oblężenia

– Wznoszenie zamków i fortyfikacji

– Znakomita muzyka

Minusy:

– Zbyt duża głośność niektórych dźwięków

– Kiepska animacja postaci

– Glitche

– Celowanie do przeciwników

– Długi czas wczytywania

– Niestabilna praca multiplayera

– Brak polskiej wersji językowej

Krzysztof Żołyński

Krzysztof Żołyński

Gra w gry! Od kiedy w Pewexie można było kupić Atari :) Od 1995 roku pisze o grach i technologiach. Uwielbia konsole, PeCety mniej, ale toleruje. Gdy nie gra, rozmyśla w co by tu zagrać, a także podróżuje, czyta, jeździ na koncerty i robi masę zdjęć.

1 (KOMENTARZ) w “Recenzja Mount & Blade 2: Bannerlord. Kiepski start, masa błędów, ale jest potencjał

  • 16 maja 2020 at 11:26
    Permalink

    Zgadza się, błędy przytłaczają, ale sama w sobie gierka jest bardzo dobra. Rozmach, sporo fajnych pomysłów i klimat który mi pasuje 😉

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ: