Recenzja Moonlighter – RPG w formule roguelike z zacięciem ekonomicznym

Moonlighter od hiszpańskiego Digital Sun Games jest na pierwszy rzut oka kolejnym generycznym „indykiem”, który ma chwytać za serca fanów retro produkcji wysokim stężeniem pikseli na ekranie. Istotnie jednak szybko ten obraz zostaje rozmyty przez główne, nieco oryginalne założenia gry. Moonlighter jest bowiem w istocie zlepkiem RPG-a, dungeon crawlera z elementami roguelike oraz…gry ekonomicznej. Czy to niespotykane połączenie ma rację bytu?

U progu przygody

Życie handlarza nie jest usłane różami, tym bardziej w niebezpiecznym świecie fantasy skrywającym wiele tajemnic i kuszących skarbów. Wie coś o tym pewien młodzieniec imieniem Will, który od małego marzy o zostaniu prawdziwym bohaterem i najlepszym kupcem w starej krainie zwanej Rynoką. Daje mu to wielką motywację i determinuje do stawania naprzeciwko nowym wyzwaniom skrywanym w lochach. Największym jego celem jest jednak otworzenie ostatniego z nich, owianego wieloma legendami, do którego podobno jeszcze nikt z żyjących się nie dostał…

Pierwsze chwile z grą rozpoczynają się, co nie będzie wielce zaskakujące, w lochu. Nasz protagonista w tym pozornie odosobnionym miejscu prze przed siebie dzierżąc w dłoni…szczotkę na kiju. Tak, naszą pierwszą bronią (i to dystansową), jest szczotka, która pozwala na trzymanie przeciwników na odległość. Jednak nawet ona nie pomaga, gdy szybko otacza nas horda plugawych maszkar i zostajemy sprowadzeni na ziemię, a marzenie o zostaniu bohaterem zostaje oddalone w czasie.

Recenzja Moonlighter

Po tym mocnym otwarciu Will budzi się w łóżku, gdzie po dyskusji ze starcem (który jest naszym mentorem) dostaje w spuściźnie sklep, któremu ma przywrócić dawny blask. Tu też nakreśla się nam ekonomiczny zarys gry. Choć młodzieniec chce zostać bohaterem i grabieżcą starożytnych lochów, to jego innym, równie ważnym celem jest zostanie najlepszym handlarzem w całej Rynoce. W sklepie wystawiamy na sprzedaż wszelakie przedmioty znalezione w lochach i ustalamy ich ceny. Mogą to być różnego rodzaju rośliny, materiały do tworzenia rynsztunku czy magiczne przedmioty. Zakres towarów do handlu jest naprawdę spory. Co właściwe, możemy ustalać ich ceny, jednak warto robić to z głową, bo nie każdy z klientów będzie ochoczo kupował rzeczy po zawyżonych stawkach. Zadowolenie lub niezadowolenie odwiedzających ukazane jest w formie buziek, które informują nas, że być może warto nieco spuścić z ceny danego dobra lub że towar jest wyceniony akurat.

Recenzja Moonlighter

Oprócz dbania o rozwój sklepu, musimy inwestować w samo miasteczko, w którym prowadzimy biznes. Umiejętny handel umożliwia nam rozbudowę osady i w pewien sposób motywuje do dalszej rozgrywki. Za zebrane środki możemy postawić Drewnianą Czapę, gdzie pozyskamy mikstury i zaklęcia pomocne w pokonywaniu kolejnych zakamarków lochów. Inną pomocną budowlą jest Kuźnia Wulkana dostarczająca nowy oręż. Gdy pragniemy pomnożyć zebrane środki, warto postawić domek Bankiera, ponieważ ceny kolejnych inwestycji sięgają setek tysięcy złota, jak przykładowa rozbudowa czwartego poziomu naszego sklepu, wynosząca 250 000.

W miasteczku możemy spotkać i porozmawiać z NPC-ami, którzy dzielą się ciekawostkami i radzą nam, jak poruszać się po lochach. Ot od jednego z nich dowiadujemy się, że wejść do lochu może tylko jeden poszukiwacz i nie można liczyć na wsparcie innych.

Recenzja Moonlighter

Jak nie mieczem, to miotłą!

Wątek ekonomiczny to jedno, ale równie ważnym elementem Moonlightera jest penetracja wspomnianych już wielokrotnie lochów. Jako że autorzy postawili na formułę roguelike, każda kolejna wizyta w tym samym miejscu jest inna. Losowo generowane komnaty są swego rodzaju formą udoskonalania naszych umiejętności i uczą odnajdywania się w coraz trudniejszych warunkach. Jednocześnie kuszą co raz to cenniejszymi skarbami, wciągając nas w sidła porażki. Starcia z przeciwnikami, mimo uproszczonej mechaniki quasi 16-bitowej gry, składającej się na możliwości skoku, przewrotu, ataku lekkiego i ciężkiego oraz użycia magii i eliksirów, są emocjonujące. Jako że nie mamy możliwości oddawania ataków na skos (tylko prawo-lewo i góra-dół), trzeba umiejętnie lawirować bohaterem pomiędzy kolejnymi napotkanymi potworami, wykorzystywać ich słabości i pomagać sobie otoczeniem.

Recenzja Moonlighter

Zwykłe lekceważenie nawet pierwszego lepszego ducha z mieczem może skończyć się podobnie, jak w przypadku pierwszych sesji w grach z gatunku soulsborne. Czyli szybką śmiercią. W przypadku, gdy mocno oberwiemy, oprócz eliksirów życia (które kiedyś mogą się skończyć) ratunkiem na poprawę kondycji są źródła z magiczną wodą, gdzie Will momentalnie potrafi odzyskać siły witalne i ruszyć przed siebie z jeszcze większą werwą niż na początku wyprawy. W lochach znajdują się bossowie, z którymi starcia są nad wyraz ciekawe i wymagają sporo skupienia. Nie warto rzucać się na nich bez odpowiedniego przygotowania. To nic odkrywczego, jednak przez losowość poziomów ponowne dojście do któregoś z nich może być problematyczne.

Siła w prostocie

Plądrowanie lochów w Moonlighterze wciąga. Ciągle chce się brnąć dalej, odkrywać nowe miejsca, przeciwników, cenne przedmioty i wskazówki co do dalszych eskapad. Każde nasze potknięcie, czyli śmierć w lochu i odesłanie do Rynoki, wiąże się z utratą zdobytych podczas wyprawy przedmiotów. Istnieje w grze specjalny talizman, który może nas transportować do miasta wraz z zebranymi fantami. Jest to pewien sposób na szybki zysk, jednak później musimy znów rozpoczynać plądrowanie lochu od nowa. Warto jednak zadbać o rozwój bohatera, aby wspomniany talizman był używany jak najrzadziej.

Recenzja Moonlighter

Will może być jednocześnie ubrany w hełm, zbroję i broń (miecze, włócznie czy łuki), jednak w tym ostatnim elemencie w inwentarzu istnieje opcja dodania drugiej broni, którą da się przełączać w trakcie rozgrywki. W menu naszego bohatera mamy kilka zakładek. Jedna z najważniejszych pokazuje nam bardzo podstawowe statystki związane z życiem, atakiem, obroną i prędkością. Kolejne to kalendarz czy lista życzeń, w której można zawierać nasze musthave’y do zdobycia. Przydatny jest również notatnik, który niczym Pokedex w grach z serii Pokemon pokazuje analogicznie, oczywiście zamiast potworków, opis tylko poznanych przez Willa przedmiotów. Jest to potrzebna opcja, szczególnie w pierwszych chwilach z grą, gdzie poznajemy kolejne rzeczy i dowiadujemy się o ich realnej wartości. Dla początkującego handlarza – odkrywcy to gwarant sukcesu. Autorzy nie zawalili nas rozbudowanym drzewkiem umiejętności czy masą opcji. Jest prosto i czytelnie.

Sycący indyk

Moonlighter to z pewnością kolejna perełka w segmencie indiegames. Prosty szkielet role-play’a w formule roguelike, z wyraźnie zarysowanym elementem ekonomicznym, jest połączeniem nie tyle ciekawym, co po prostu udanym. Miła dla oka pikselowa grafika, wsparta bezbłędnym gameplay’em i wzbogacona ponadto dobrą ścieżką audio, to przepis na udanego indyka, który broni się pomysłem i wykonaniem. Produkcja jest dostosowana do korzystania z pada, na którym gra się równie dobrze, co na klawiaturze. Tym samym debiut Digital Sun Games uważam za udany i czekam na kolejne pomysły Hiszpanów. Tymczasem wracam do Rynoki plądrować kolejne lochy i dostawiać…nowe półki w sklepie!

Plusy:
+ oryginalny koncept
+ klimatyczna oprawa audio-wizualna
+ możliwość rozbudowy sklepu i miasta
+ przejrzysty interfejs

Minusy:
– czasem męcząca walka

Ocena: 4/5

Grę do recenzji dostarczył GOG.com

Łukasz Kędzierski

Łukasz Kędzierski

Fan twórczości H.P Lovecrafta i Michaela Crichtona, lubiący ponadto popkulturę lat 80 i 90. W wolnych chwilach wielki kibic Juventusu F.C i miłośnik power metalu. Ubóstwia filmowego Batmana Tima Burtona i komiksowego od Douga Moencha. Entuzjasta gier wszelakich, w których ceni przede wszystkim pomysł i grywalność. Wychowany na Pegasusie, PlayStation i GameBoy’u Advance.

3 Shares
Share3
+1
Tweet