Test klawiatury Endorfy Thock 75 – bezprzewodowy mechanik na wypasie. W dodatku w świetnej cenie

Test klawiatury Endorfy Thock 75 - bezprzewodowy mechanik na wypasie
Redakcja Poleca Testy

Z rezerwą podchodzę do wszelkiej maści „mechaników”, które kosztują stosunkowo mało, a docelowo oferować mają dużo. Endorfy Thock 75 jest jednym z takich sprzętów. Tyle że zaraz po wyjęciu klawiatury z opakowania zrozumiałem, że rezerwa nie jest tu ani trochę potrzebna. Nie ma szans na rozczarowanie.

I wcale nie chodzi mi o to, że do tego peryferyjnego urządzenia podchodziłem bez większych oczekiwań. Do tej pory nie miałem okazji korzystać z jakiegokolwiek sprzętu sygnowanego logo polskiego producenta. Endorfy to nie tylko klawiatury i myszki, ale także słuchawki, obudowy czy nawet fotele gamingowe i biurka. Producent od jakiegoś czasu wychodzi poza grono odbiorców w postaci graczy i celuje także w innych entuzjastów technologii. Efekty tego widać też w nowym modelu, który z jednej strony brzmi jak stworzony z myślą o zatwardziałych gamerach, ale okazał się na tyle udany, że z powodzeniem może znaleźć swoich fanów także wśród osób o innych preferencjach.

Na starcie muszę też zaznaczyć, że osobiście nigdy fanem klawiatur „niepełnoprocentowych” nie byłem. Ja wiem, że to wygodne, a w takich FPS-ach wręcz pożądane. Pewnie brzmię jak psychopata, ale przez lata nauczyłem się korzystać z klawiatury numerycznej, a myszkę z przyzwyczajenia trzymam dość z dala, po mej prawicy. Tym bardziej czuję się zaskoczony, bo 75-procentowy Thock jakimś cudem mi nie przeszkadza. Ot, jest na tyle wygodnie, że wcale nie boli odstępstwo od dawnych przyzwyczajeń.

Opakowanie

Layout pudełka jest dość standardowy, a Endorfy wita nas żarcikiem na dobry początek. „Wszystko jest lepsze bez kabli. No, może oprócz wspinaczki”. Przyznam, że lekko prychłem, choć obawiałem się, że ma to zadośćuczynić mi to, co znajdę w środku. Jestem jednak miło zaskoczony, bo w pudełku, oprócz samej klawiatury, możemy liczyć na całkiem pokaźną liczbę gadżetów, szczególnie jak na sprzęt za 399 zł. Dostajemy też gruby, odpinany przewód USB-C w oplocie, odbiornik radiowy 2,4 GHz, a także ściągacze klawiszy i przełączników. Klasycznie jest też troszkę makulatury.

Największym zaskoczeniem może jednak być wspomniany odbiornik radiowy, dzięki któremu możemy bawić się bez kabli i bez bluetooth. Ta druga opcja połączenia też jest dostępna i w instrukcji bardzo sensownie wytłumaczono, w jaki sposób można sparować urządzenie (do trzech maksymalnie), co nie stanowi problemu. Skupiam się jednak na samym odbiorniku, bo to rzadkość, jeżeli chodzi o sprzęt w tej cenie. Endorfy Thock 75 kosztuje przecież 369 zł, więc należy do mniej „portfelożernych” urządzeń. Uwielbiam, gdy sprzęt wyceniono nieproporcjonalnie do tego, co oferuje. Oczywiście, na plus dla Endorfy.

Design i wykonanie

Pod względem samego designu jest akurat standardowo. Klawiatura to mocno zbita bryła, z konfigurowalnym podświetleniem aRGB. Na plus należy zaliczyć bardzo miły dodatek w postaci pokrętła, które służy do regulowania głośności (lub całkowitego wyciszania). Ze względu na niewielkie rozmiary, względnie niską wagę i wspomniane pokrętło, klawiatura sprawdzi się świetnie jako bardzo wygodny dodatek do laptopa. Pamiętajcie jednak, że jej głównym zastosowaniem jest właśnie gaming.

Prawdziwe skarby czają się jednak na spodzie. Thock oferuje bogatą liczbę ukrytych funkcji jak choćby kanaliki odprowadzające ewentualny przewód w trzy strony, a także sprytne miejsce do trzymania keycap pullera oraz odbiornika do PeCeta. Na szczególną uwagę zasługuje też dopracowany design ze wzorem w trójkąty i inne figury. Po co to na dole? Pojęcia nie mam, ale zawsze miło popatrzeć, gdy będziemy mocować się z wyciągnięciem ściągacza, który firmowo jest tak mocno zasadzony w klawiaturze, że bałem się o jego rozwalenie przy wyciąganiu. Nic takiego, na szczęście, się nie stało.

Niezbędny dodatek

Na dole mamy niezbędne gumowe stopery, aby klawiatura nie walała nam się po biurku. Są wykonane wzorowo, choć co z tego, skoro i tak trzeba je wymienić? Otóż do testów otrzymałem nie tylko klawiaturę, ale i dodatkową podkładkę na nadgarstki, wykonaną ze sztucznej skóry wypełnionej pianką zapamiętującą kształt. Teoretycznie jest to opcjonalny gadżet, lecz w praktyce zmienia wiele.

Szkoda, że model nie został firmowo w taką podkładkę wyposażony, a montować ją trzeba samodzielnie, co nie należy do najwygodniejszych rozwiązań. Pod gumowymi stoperami w klawiaturze kryją się przyciski, które należy wymienić na nowe. Te, w zestawie z podkładką, wyposażono w magnesy. To właśnie za ich pomocą możemy wszystko ze sobą „sparować”. Wtedy komfort jest o wiele większy, ale ciężko mówić o perfekcji. Podkładka potrafi się lekko chwiać, a magnesy są na tyle silne, że sama w sobie lekko się unosi. Ruszając rękami, możemy poczuć, jak się obniża, co nie jest zbyt wygodne, szczególnie gdy gramy w dynamiczne gry i dłonie latają nam po całej klawiaturze. Podkładka kosztuje 69zł, ale w tym momencie jest promocja w której dostaniemy ją za 1zł w zestawie z dowolną kompatybilną klawiaturą. Wydaje mi się niezbędna, ale ma też niestety swoje problemy.

Przełączniki w Endorfy Thock 75

Endorfy Thock 75 dostępny jest w wersji Kaihl Box Black lub Red (do testów dostałem tę drugą edycję) z 82 przyciskami. Oznacza to tym samym, że wyposażono go w bardzo udane przełączniki Kailh Box. Wersja „box” oznacza po prostu rozbudowany trzon. W praktyce „klika” się je po prostu bardziej komfortowo; są również wytrzymalsze. Siła aktywacji w wersji Red to zaledwie 45 g, więc idealnie na praktycznie każde zastosowanie. Dlatego też to sprzęt sprawdzający się wzorowo zarówno do biura, na biurko gamingowe, jak i jako wspomniany dodatek do laptopa w podróży – posiada bodaj najbardziej uniwersalne switche na rynku. Nie musicie być specami, aby móc w pełni cieszyć się wykorzystaną technologią, a jeżeli nie jesteście fanami przełączników liniowych, dzięki funkcji hot swap możecie je wymienić „w locie”. Bardzo przyjemne rozwiązanie, które w ostatnich latach stosowane jest w coraz większej liczbie mechaników.

Nad samą jakością nie ma sensu się rozwodzić, bo jest po prostu świetnie. Czas reakcji jest niemal natychmiastowy, co szczególnie zadowoli właśnie graczy. Responsywność docenią nawet najbardziej wymagający użytkownicy. Szczególnie cenię sobie dodatkowe stabilizatory dla większych klawiszy (jak spacja czy shift), przez co nie różnią się od reszty switchy.

Design trafiony, ale czy funkcjonalny?

Troszkę mogę przyczepić się do samych keycapów, bo jednak nie jestem fanem użytego na nich fontu (takie „B” przypomina przedstawiony bokiem, wertykalny gejzer). Niektóre znaki wyglądają na nazbyt udziwnione, choć ma to swój urok. Jeśli uwielbiacie typowo gamingową estetykę, klawiatura perfekcyjnie dopełni designu Waszego biurka czy czegokolwiek, przy czym spędzacie czas. Podświetlenie obejmuje główne symbole, ale dodatkowe funkcje już go nie mają, choć i tak są nieźle widoczne. Mimo wszystko obrazek na opakowaniu wprowadza w błąd, bo… świeci się na nim każdy znak.

Na szczęście drobne niedoskonałości rekompensuje wykonanie klawiszy. Czuć w nich porządną jakość i nie musicie martwić się o ich ścieranie. Keycapy wykonano z PBT, w technologii double-shot, więc nie tylko powinny starczyć na lata intensywnego użytkowania, ale też charakteryzują się wysoką odpornością na substancje oleiste. Cała klawiatura sprawia ogółem bardzo solidne wrażenie. Endorfy wykorzystało również osadzoną w tworzywie sztucznym aluminiową pokrywę. Z kronikarskiego obowiązku zaznaczyć też muszę boczny przełącznik zaakcentowany niebieskim kolorem, dzięki któremu wybierzemy tryb działania – „po kablu”, OFF i bezprzewodowy.

W trakcie pracy nie musimy martwić się o „hałas”. W niektórych modelach klawiatur mechanicznych przełączniki brzmią jak parę wciskanych naraz maszyn do pisania, ale tutaj nie ma tego problemu. Nawet moja dziewczyna stwierdziła, że jest zaskakująco cicho i nic jej nie przeszkadza. Nie znaczy to, że pisząc teksty przez pół nocy, byłem niesłyszalny, ale wydaje mi się, że to bardzo rozsądna głośność. Brawa dla Endorfy należą się za solidne natarcie drucików smarowidłem, dzięki czemu „klikanie” nie tylko nie hałasuje, ale również jest bardzo przyjemne i „łagodne”.

Software z kolorytem

Producent zadbał również o dedykowane swoim klawiaturom oprogramowanie. Aplikacja jest zasadniczo zbieraniną najważniejszych funkcji, jakich można oczekiwać od sprzętu premium. W pierwszej sekcji dostosujemy podświetlenie – kolory, tryb, jasność i tym podobne. Drugie okno poświęcono tworzeniu profili i mapowaniu klawiszy, natomiast w trzecim zajmiemy się makrami (także z ruchem kursora włącznie). Jest też opcja „inne”, gdzie wybierzemy m.in. polling rate po USB, zablokujemy klawisz Windows i znajdziemy inne funkcje konfiguracji. Całość jest na tyle przejrzysta, że nikt nie powinien się w tym pogubić.

Trochę szkoda, że aplikacja działa z klawiaturą wyłącznie po kablu, ale w pełni rozumiem takie rozwiązanie. Niestety nie podejrzymy przez to dokładnego wskaźnika naładowania akumulatora. Taka opcja istnieje, owszem, ale ukryta za skrótem (klawisz Endorfy + spacja), a stan baterii pokazuje jedynie kolor, na jaki świeci się jeden klawisz. Mało to intuicyjne, a jednak przydałby się procentowy wskaźnik. Na jak długo starcza pełne naładowanie? Ciężko powiedzieć, ale po paru dniach intensywnego użytkowania bezprzewodowo nie udało mi się jej rozładować. Nawet desperacko próbując wbić kolejną rangę w Overwatch 2 (serio, co jest do cholery nie tak z tym systemem rankedów?!), ślepo podążając za upragnionym diamentem, gdy czas i wszystko, co doczesne, przestało się liczyć, klawiatura dzielnie ze mną współpracowała i mnie wytrąciła mnie z szaleńczego pędu sygnałem „low battery”.

Endorfy Thock 75 to mistrzostwo, jeżeli chodzi o ten przedział cenowy. Producent nie tylko zadbał o niezwykle przyjemną w użytkowaniu klawiaturę, ale i wyposażył ją w parę elementów, których raczej mogliśmy się nie spodziewać – na czele z odbiornikiem. Jeżeli szukacie czegoś do 400 złotych, zależy Wam na ergonomii „siedemdziesiątkipiątki”, ciężko tego sprzętu nie polecić. Być może da się znaleźć tańsze modele, ale Thock oferuje także połączenie bezprzewodowe, które w niczym nie ustępuje kablowym odpowiednikom.

Test klawiatury Endorfy Thock 75 - bezprzewodowy mechanik na wypasie, ale w świetnej cenie

Synonim perfekcyjnej jakości wykonania do ceny

Endorfy Thock 75 to zadziwiająco konkretny sprzęt oferujący sporo nie tylko dla mniej wymagających użytkowników, ale i starych "wyjadaczy"

4.5

Plusy:

  • Jakość wykonania
  • Świetne przełączniki
  • Możliwość podłączenia przewodowego i bezprzewodowego
  • Długi czas pracy na baterii
  • Zaskakująco konkretny edytor makr

Minusy:

  • Średni font na keycapach
  • Sama podkładka bez rewelacji
  • Brak dokładnego wskaźnika naładowania akumulatora
Artur Łokietek
O autorze

Artur Łokietek

Redaktor
Zamknięty w horrorach lat 80. specjalista od seriali, filmów i wszystkiego, co dziwne i niespotykane, acz niekoniecznie udane. Pała szczególnym uwielbieniem do dobrych RPG-ów i wciągających gier akcji. Ekspert od gier z dobrą fabułą, ale i koneser tych z gorszą. W przeszłości miłośnik PlayStation, obecnie skupiający się przede wszystkim na PC i relaksie przy Switchu.
Udostępnij:

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie