Recenzja Super Mario Odyssey. Wielka przygoda małego hydraulika

Długo wyczekiwany Mario ściga Bowsera swoim statkiem powietrznym, odwiedza kolejne zakątki świata i z wielkim zapałem zbiera niezbędne księżyce, jednak cichym bohaterem tej historii jest mała… czapka.

Nintendo nie próżnuje w tym roku, rozpieszczając swoich fanów kolejną wielką grą na niepozornego Switcha. Po przygodach Linka przyszedł czas poczciwego Mario, który to znów musi stawić czoła Bowserowi i jego niecnym planom. Odwieczny wróg wąsatego hydraulika postanawia porwać księżniczkę Peach i poślubić ją, kradnąc z przeróżnych królestw niezbędne do tej ceremonii przedmioty. Mario, po nieudanej próbie odbicia Peach ze statku powietrznego Bowsera, zostaje powstrzymany przez bandę królików (bynajmniej nie tych od Ubisoftu!) i trafia do Cap Kingodom. Ta prozaiczna historia jest pretekstem do kolejnej, jakże udanej przygody z kultowym bohaterem, któremu w uratowaniu księżniczki pomoże… czapka, a dokładniej Cappy, będący największą atrakcją w Super Mario Odyssey.


Czas na wielką przygodę!

Mario wraz z nowym towarzyszem ścigają Bowsera statkiem Odyssey, idealnie wpisującym się w charakterystyczny styl tego uniwersum. Pojazd napędzany jest paliwem z księżyców poukrywanych po wszystkich światach, które odwiedzimy. A map do eksploracji jest całkiem sporo. Wyróżniają się motywami, wokół których stworzone są zagadki, historie mieszkańców czy specjalne atrakcje, które dodają grze charakteru. W każdym z tych małych sandboxowych etapów nie ma mowy o powtarzalności w zwiedzaniu czy zadaniach przygotowanych przez twórców, ponieważ każde królestwo zaskakuje czymś nowym. To bez wątpienia jeden z najmocniejszych punktów nowych przygód Mario, który determinuje do eksploracji i odkrywania. Uwierzcie, jest co zwiedzać.

Recenzja Super Mario Odyssey

W Super Mario Odyssey zobaczymy m.in. prehistoryczną krainę z T-Rex’em czy pustynne miasto, które zmaga się z ochłodzeniem. Trafimy również do lasu z zamieszkującymi go robotami, które z wielkim wigorem pielęgnują zieleń. W końcu zmienimy naturalny klimat na ulice New Donk City, będącego imitacją Nowego Jorku, gdzie poskaczemy na Yellow Cabs, pojeździmy skuterem czy pomożemy burmistrz Pauline w organizacji festiwalu. Będzie nam dane odwiedzić klimatyczne nadmorskie królestwo, gdzie sporo popływamy… czy pogramy w siatkówkę plażową. Ciekawym dodatkiem są broszury turystyczne dostępne w każdym ze światów, które możemy przeczytać i dowiedzieć się, na co w szczególności zwracać uwagę. O ile na początku nie zwracałem sobie nimi głowy, tak później nie raz broszurowe informacje pomogły coś znaleźć.

Świat w tym tytule łączy elementy znane z poprzednich przygód wąsatego hydraulika z imitacją świata realnego. Taki styl nie każdemu przypadnie do gustu, tym bardziej że np. w New Donk City nie trafimy na Goomby, a zwykłych ludzi, którzy wyraźnie kontrastują z mocno fantastycznym wyglądem Mario. Jest to jednak do przełknięcia, tym bardziej że kapitalnie sprawdza się Cappy. Zapytacie pewnie, co jest niezwykłego w czapce? A no to, że mówi, ma oczy i potrafi przejmować kontrolę nad stworzeniami! Ten niezastąpiony towarzysz otwiera szereg możliwości w rozgrywce i daje sporo frajdy.

Recenzja Super Mario Odyssey

Powiew świeżości

To niesamowite, że w tak oklepanym na przestrzeni lat gatunku, jakim bez wątpienia są platformówki, można zrobić coś tak świeżego, a jednocześnie idealnie wpisującego się w ten styl rozgrywki. Każdy przeciwnik w grze jest w zasięgu Cappy’ego – od zwykłych Goomb, przez szereg nowo wykreowanych na potrzeby gry przeciwników (cebulo-podobne stworki z wydłużającymi się szyjami rządzą!), a kończąc, jak to ująłem wcześniej, na specjalnych atrakcjach. Jedną z nich jest wspomniany T-Rex, który pod naszą kontrolą sieje na wyspie spustoszenie, niszczy wszystko dookoła i generalnie nie ma na niego mocnych.

Recenzja Super Mario Odyssey

Na innej wyspie z kolei możemy przejąć kontrolę nad żółtym ptakiem i latać do najbardziej niedostępnych miejsc. Widzisz w New Donk City mężczyznę bawiącego się zdalnie sterowanym samochodzikiem? Śmiało, Ty też możesz nim pojeździć! Strzela do Ciebie czołg? To również nie problem, gdy na głowie jest Cappy! W przypadku walk z bossami sprawdza się stara maksyma „kto od miecza wojuje, od miecza ginie”, ponieważ nasz przyjaciel potrafi wykorzystywać umiejętności przeciwnika przeciwko niemu samemu. Samo skakanie Mario często nie wystarcza – bez śmiesznej oczastej czapki ani rusz. Generalnie możliwości jest naprawdę wiele i tak naprawdę od naszej wyobraźni zależy, jak wykorzystamy umiejętności specjalne napotkanych istot. A w wielu przypadkach bardzo ułatwia to przechodzenie danego poziomu lub wręcz tego wymaga.

Recenzja Super Mario Odyssey

Cappy przydaje się również do interakcji z resztą otoczenia. Możemy nim zarówno niszczyć klasyczne ceglane bloczki, jak i uruchamiać różne włączniki, przesuwać przedmioty czy przenosić się do linii wysokiego napięcia, podróżując z jednego punktu do drugiego. Wiem, że brzmi to co najmniej dziwnie, ale pomysłowość twórców zaskakuje nas na każdym kroku. Super Mario Odyssey to również świetny hołd dla klasycznych dwuwymiarowych odsłon serii. W każdym świecie są etapy, gdzie przenosimy się w czasy 8-bitów i niczym na NES-ie (no dobra, na Pegasusie) gramy w klasycznego Mario. Trzeba przyznać, że to pomysłowe umilenie rozgrywki, które nie jest dodane na siłę, tylko naturalnie uzupełnia bogaty wachlarz atrakcji w grze.

Recenzja Super Mario Odyssey

Autorzy pokusili się o dopieszczenie mimiki i zachowań samego Mario. Gdy trafimy do zimnej lokacji, bohater będzie dygotał, zaś przy włączonym radio czy samym trąbkarzu zacznie gibać się w rytm muzyki. Jako postać specjalizująca się w skokach, Mario jest również odporny na upadki z dużej wysokości, stąd w New Donk City nie martwcie się, gdy źle obliczycie tor lotu. Bohater wyprostuje swoje ciało i wyjmie rękoma głowę wbitą w tułów!

Recenzja Super Mario Odyssey

Warto również wspomnieć, że Mario w tym tytule niejako przestaje być hydraulikiem. Klasyczne czerwone ciuszki szybko zmienimy na stroje pasujące do konkretnych światów. Zobaczymy więc bohatera w ubraniach klasycznego podróżnika, pilota samolotu, robotnika czy… wczasowicza. Nawet nic nie stanie na przeszkodzie, żeby przejść całą grę w czerwonych gatkach!

Recenzja Super Mario Odyssey

Wszystkie te rzeczy można pozyskać za zwykłe monety lub lokalną walutę, przy czym tej drugiej mamy do dyspozycji niewiele, bo sto na każdy etap. W kwestii zbieractwa zostają również wspomniane księżyce, które możemy zdobyć na kilka sposobów. Raz wystarczy dobrze powęszyć, znaleźć ukryte przejście i kolejna znajdźka trafi na nasze konto. Innym sposobem jest skompletowanie pięciu małych księżyców, które dadzą jeden normalny. Dla wytrwałych Nintendo przygotowało również poszukiwania żołędzi, które po zasadzeniu dadzą plon – wiadomo jaki. Jeszcze inną ścieżką ku skompletowaniu wszystkich księżyców może być… zwykła rozmowa z tubylcami, stąd warto próbować wszystkich metod.

Magia Nintendo znów działa

Sterowanie postacią w grze jest wygodne i nawet dla początkujących, którzy nie są obeznani z konstrukcją Switcha, nie stanowi problemu. Kto zresztą miał styczność z poprzednimi odsłonami Mario ten wie, że sterowanie w grach z tym bohaterem od zawsze stoi na najwyższym poziomie, bez względu na platformę. W Super Mario Odyssey możemy dodatkowo korzystać ze sterowania ruchowego Joy-Conów, które wypada całkiem dobrze, jest precyzyjne, a niektóre ruchy Cappy’m wykonuje się łatwiej za pomocą ruchu dłonią, niż kombinacji przycisków.

Recenzja Super Mario Odyssey

Warstwa audio-wizualna tworzy harmonię – czuć, że wszystko jest idealnie do siebie skrojone i naprawdę ciężko się do czegoś doczepić. Szczególnie w trybie handhelda, gdzie grafika jest ostra i przy pierwszym kontakcie z grą nie do końca wierzyłem, że może aż tak ładnie wyglądać. Naturalnie Odyssey wypada gorzej, gdy konsolka spoczywa w doku a obraz przesyłany jest do TV. Pewnych granic w możliwościach sprzętu po prostu nie da się przeskoczyć, choć trzeba przyznać, że mimo prostoty, gra jest po prostu ładna i przyciąga oko. W odbiorze wiele pomaga też level design kolejnych światów, dzięki któremu bawiłem się przednio, odkrywając kolejne zakamarki i poukrywane księżyce. Smaczki dla fanów Nintendo? Też są! Ot bez spojlerów będziemy regularnie spotykać pewną postać ze świata Mario czy zagramy w etap 2D nawiązujący do kultowego klasyka z Nintendo Entertainment System. W wolnych chwilach możemy przerabiać nasze fotki z gry za pomocą filtrów, ale to ciekawostka, którą pobawicie się parę chwil.

Recenzja Super Mario Odyssey

W generalnym rozrachunku Super Mario Odyssey jest kolejną ważną odsłoną serii, która wyróżnia się na tle poprzedniczek ciekawym patentem z czapką oraz motywem wielkiej podróży. Technicznie sprawdza się bez zarzutu i nie uświadczycie tu glitchy – w dzisiejszych czasach to mały ewenement.  Gra daje masę satysfakcji, mimo że jest stosunkowo prosta i krótka – starczy na około 15 godzin, jednak zbieractwo wydłuża ten czas, ponieważ znalezienie wszystkich księżyców wymaga wysiłku! Super Mario Odyssey nie jest tak przełomowy jak Super Mario 64 czy dylogia Galaxy, jednak z pewnością może dumnie stać obok nich. Za kilka lat z pewnością obrośnie kultem, jednak już teraz definiuje Switcha i jest dobrym powodem do kupna tej konsoli. Wskakujcie na pokład Odyssey’a, czeka na Was wielka przygoda!

Plusy:

+ Cappy
+ różnorodność kolejnych światów
+ masa atrakcji
+ techniczny majstersztyk
+ poziom trudności „dla każdego”

Minusy:

– za krótka

Ocena: 5/5

Łukasz Kędzierski

Łukasz Kędzierski

Fan twórczości H.P Lovecrafta i Michaela Crichtona, lubiący ponadto popkulturę lat 80 i 90. W wolnych chwilach wielki kibic Juventusu F.C i miłośnik power metalu. Ubóstwia filmowego Batmana Tima Burtona i komiksowego od Douga Moencha. Entuzjasta gier wszelakich, w których ceni przede wszystkim pomysł i grywalność. Wychowany na Pegasusie, PlayStation i GameBoy’u Advance.

4 Shares
Share4
+1
Tweet