Mario Kart 8 – recenzja. Dla tej gry warto kupić Wii U?

Odpalając najnowszą część wyścigów z wąsatym hydraulikiem zastanawiałem się, czy Nintendo nie polegnie na odgrzewaniu starych pomysłów.

Trzeba bowiem zaznaczyć na początek, że Mario Kart 8 nie jest grą przełomową. Jeśli bawiliście się w poprzednią część na 3DS-ie, będziecie się czuli niemal jak w domu. Przede wszystkim sterowanie – nadal jest intuicyjne i nieskomplikowane. Nawet osoby, które wcześniej nie miały styczności z serią, już po pierwszym okrążeniu radziły sobie doskonale (testowałem na znajomych).

Drogą do zwycięstwa w Mario Kart 8 są kontrolowane poślizgi, w które należy wprowadzać pojazd praktycznie na każdym zakręcie. Wystarczy wcisnąć jeden przycisk na padzie i już jedziemy bokiem. Nagrodą za udany drift jest chwilowy dopalacz. Bonusowe przyspieszenie możemy otrzymać również dzięki akrobacjom wykonywanym podczas skoków. Uruchamiając grę na najwyższym poziomie nie wygracie, jeśli nie będziecie stosować takich tricków.

W Mario Kart 8 nie znajdziemy klasycznego podziału na poziomy trudności. Zamiast łatwy, średni, trudny, zmieniamy pojemności pojazdów. Najmniejszą (50cc) polecam amatorom, którzy nigdy nie grali w wyścigi z Mario. Przeciwnicy są tutaj wolni i widać, że opuścili wszystkie lekcje driftingu. Sprytniejszych rywali spotkamy na poziomie średniej pojemności (100cc).

Mario Kart 8 – zobaczcie zwiastun!

Prawdziwym wyzwaniem jest jednak najwyższa klasa 150cc. Oponenci wykorzystają tutaj każdy skrót na trasie. Są również królami kontrolowanego poślizgu oraz mistrzami w wykorzystywaniu znajdowanego na trasie oręża. Osoby, które spędziły długie godziny przy Mario Kart 7, dopiero tutaj poczują żyłkę rywalizacji. Najlepiej, by od razu przeszły na najwyższą pojemność, ponieważ na niższych po prostu się zanudzą.

Odgrzewany kotlet, ale z przepysznym nadzieniem

Rozgrywka w Mario Kart 8 do złudzenia przypominałaby poprzednią odsłonę serii, gdyby nie jedna, zasadnicza zmiana. Dotychczas mogliśmy śmigać kartami jedynie po ziemi. A tutaj otrzymujemy coś extra, coś, co stanowi o wyjątkowości tej części. To wyścigi antygrawitacyjne!

Nagle koła naszego pojazdu składają się do pozycji poziomej względem asfaltu i zaczynamy lewitować nad powierzchnią. Możemy jeździć (jeśli można to jeszcze nazwać jazdą) po ścianach, a nawet po suficie. Sterowanie w tym trybie również jest intuicyjne i bardzo dobrze zrealizowane. Wielki plus dla Nintendo. Tradycyjnie, nasze pojazdy mogą ścigać się również pod wodą, bądź latać dzięki zamontowanej lotni.

Z pomniejszych nowości, nieobecnych we wcześniejszych częściach serii, mamy reflektory, które włączają się, kiedy wjeżdżamy do tunelu oraz kilka nowych broni do dyspozycji. Uzbrojenie łapiemy nadal tak samo – przejeżdżając przez rozmieszczone na trasach przeźroczyste sześciany ze znakiem zapytania. Możemy w nich znaleźć jedną z ponad 20 niespodzianek.

Standardowo – są muszle, którymi ustrzelimy przeciwnika lub skórki od banana, na których oponenci wywiną kozła. Z nowości, najbardziej przypadła mi do gustu krwiożercza roślina. Jeśli ją złapiemy przejeżdżając przez box z pytajnikiem, pogryzie najbliższych rywali, a nawet pożre wszystkie przeszkadzajki, które staną przed naszymi kołami.

Mario Kart 8 to nowe trasy oraz bronie

Oprawa, jak na królewskim weselu

Trasy w Mario Kart 8 są przemyślane i doskonale skonstruowane. Nawet, jeśli jedziemy po zwykłej ósemce, tor obfituje w podjazdy, wyskocznie czy wspomniane już fragmenty antygrawitacyjne. Do dyspozycji oddano nam aż 32 trasy! Połowa z nich została zaprojektowana specjalnie na potrzeby nowej odsłony serii, druga szesnastka to wariacje na temat wcześniejszych torów, które widzieliśmy na Nintendo 64 czy Nintendo DS.

Co ciekawe – każda trasa jest jedyna w swoim rodzaju, scenerie się nie powtarzają. Raz będzie to wyspa, na której mieszka Donkey Kong, innym razem nocny przejazd zatłoczoną autostradą, slalom między krowami wyłażącymi na jezdnię, szaleńczy zjazd ze śnieżnych szczytów czy gonitwa za rywalami w chmurach.

Zazwyczaj tory są zamknięte, więc przyjdzie nam zrobić kilka kółek, by osiągnąć zwycięstwo. Zdarza się jednak, że trasa jest w formie odcinka. Wówczas widać, ile pracy poświęcono, by wszystko przygotować. Żadnych powtórzeń, żadnych powieleń scenerii. Dodajmy, że również w tle sporo się dzieje. A to przeleci nad nami wielki samolot, przepłynie okręt piratów lub przed naszym pojazdem wystrzeli w górę słup lawy.

Grafika – bez dwóch zdań – zachwyca. Zawodnicy, karty oraz tory są kolorowe i pełne szczegółów. Po lśniących karoseriach ślizgają się refleksy światła, przy starcie efektownie palimy gumę (jeśli ruszymy z dopaleniem), a w trybie antygrawitacji spod pojazdu bije niebieska poświata. Często nie mamy czasu, by zwrócić na to wszystko uwagę. Dlatego często oglądałem powtórki przejazdów, podczas których mogłem nacieszyć oczy.

Nintendo stanęło na wysokości zadania także pod względem oprawy audio. Większość utworów, które słyszymy w grze, została nagrana przez orkiestrę. Soundtrack nie jest może wybitny, lecz przyjemnie się go słucha, a co najważniejsze, nie przeszkadza w rozgrywce.

Mario Kart 8 – po raz pierwszy w serii zagrała prawdziwa orkiestra

Najbardziej cieszy jednak fakt, że płynność gry zawsze jest zachowana. Nawet grając z drugą osobą w trybie multi, na podzielonym ekranie, nie odczułem żadnych spowolnień animacji.

Na czubku tortu lekko nadpsuta wisienka

Oprócz trybu dla pojedynczego gracza Mario Kart 8 oferuje zabawę wieloosobową. W multi możemy zagrać ze znajomymi na jednej konsoli (do czterech osób) lub przez sieć, gdzie do rywalizacji staje dwunastu zawodników. Nigdy nie miałem problemów z dostaniem się na serwer, a chętnych do zabawy z całego świata nie brakowało.

W trybie dla wielu graczy możemy odpalić standardowy Grand Prix, wziąć udział w pojedynczym starciu (ustawiając parametry wyścigu), bądź pobawić się w Battle. Ten ostatni tryb uważam za najsłabsze ogniwo Mario Kart 8. Dlaczego? Tak jak w poprzedniej odsłonie serii, tak i tutaj naszym zadaniem jest zniszczenie trzech balonów przyczepionych do pojazdu każdego z oponentów. Wyścig to prawdziwa bitwa! Niestety, starcia są przeprowadzane na normalnych trasach, a nie na specjalnych arenach, jak w Mario Kart 7.

Przystępując do Battle Mode ujawnia się dodatkowo druga wada gry, która w innych trybach jest w sumie nieszkodliwa. Chodzi o mapkę trasy, wyświetlaną na ekraniku pada Wii U, a nie na ekranie telewizora. Żeby zorientować się, gdzie znajdują się przeciwnicy do ustrzelenia, ciągle musiałem zerkać na kontroler, a to rozprasza i psuje całą zabawę. Szkoda, że mapki nie da się po prostu przełączyć na TV.

Ta mała wada nie powstrzyma mnie jednak przed wystawieniem Mario Kart 8 najwyższej noty. To absolutny must have dla posiadaczy Wii U, a dla reszty porządny argument przemawiający za kupnem tej niedocenianej u nas konsoli.

PLUSY:

  • przepiękna grafika
  • intuicyjne sterowanie
  • różnorodność tras
  • antygrawitacja to strzał w dziesiątkę

MINUSY:

  • tryb Battle gorszy niż w Mario Kart 7
  • mapka trasy jedynie na ekraniku pada
Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

5 Shares
Share5
+1
Tweet